Każde przedszkole w Islandii ma swój własny program nauczania. Oczywiście programy te mogą powtarzać się w różnych przedszkolach. Oto nazwy przedszkoli w Hafnarfjordur na przykład (bo nie jest ich tak dużo, ale i tak dużo jak pomyslimy o ilości mieszkańców - myślę, że nie więcej niż 25000) razem z wyrażeniami, które mówią dużo jak przebiega praca z dziećmi w takim przedszkolu:
ALFABERG proste zabawy, zdrowie i ruch
ARNABERG doświadczenie, samodzielność, odpowiedzialność, zadowolenie i respekt
ALFASTEINN rozwój myślenia, odpowiedzialność, zadowolenie, respekt
HJALLI samodzielność, inicjatywa, siła
HLIDABERG ruch, dobre samopoczucie i tworzenie
HLIDARENDI uciecha z życia
HVAMMUR pozytywne kontakty, równość, przyjaźń
HORDUVELLIR wspołpraca, zabawa, nacisk na osobowość
KATO proste zabawy, współpraca, respekt
NORDUBERG wszystko co zielone jest miłe (dla tego w tym przedszkolu WSZYSTKO jest ekologiczne i nic się nie marnuje- nawet jedzenie jest kompostowane i służy jako nawóz)
SMARALUNDUR zadowolenie, respekt i przyjaźń
STEKKJARAS pomysły dzieci, zadania dnia
TJARNAS różnorodność kultury, robić wszystko jak najlepiej
VESTURKOT z zadowoleniem w sercu
VIDIVELLIR nauka tworzona dla każdej jednostki w budującym ją otoczeniu, ja chcę, ja zrobię, ja mogę
więcej tu: (po polsku) http://www.hafnarfjordur.is/hafnarfjordur/upload/files/pdf/skolaskrifstofa/leikskoli/leikskolabaeklingur/baeklingurpolska.pdf
wtorek, 23 grudnia 2008
poniedziałek, 22 grudnia 2008
OK, przepytałem w pracy. Wszyscy mają FACE BOOK`A w tym nienormlanym kraju! Wszyscy. Od dzieci dziesięcioletnich dzieci po osiemdziesiolatki. Przepytałem dziś w pracy i wyszło, że wszyscy. nawet osoby, o które nigdy o to nie podejrzewałem. No nawet moja dyrektorka. Od Jony dostałem zaproszenie i się zadeklarowałem, że w świeta założe. oczywiście dziwów było co nie miara, że Face Book jest dostępny w Polskiej wersji językowej. No nie możliwe po prostu. Jedna z tych scen dzięki której otwiera mi się nóż w kieszeni. Spróbój tu komuś wyjasnij, że się u nas MSN nie używa, bo mamy swój własny, GG się nazywa i jest tylko dla Polków. To dla nich do przejścia, że coś jest lepsze, albo, że zrobione po polsku specjalnie dla nas.
No i rozmowa z Loa... Że cięzko, że młodzi ludzie nie są wstanie teraz domów kupić. Nie Loa, nie ciężko. Normalnie. W żadnym kraju, czy to w Polsce, czy w Anglii, czy we Wloszech, nikt nie kupuje domu na raty w wieku 20-24 lat. No chyba, że jakąś gwiazdą szoł biznesu jest lub naprawdę, ale to naprawdę, dobrze zarabia. W USA chyba próbowali i wyszło właśnie jak widać. Na Islandii też widać zresztą jak wyszło. Ten dalszy brak samokrytyki i własnego uwielbienia naprawdę może czasami do szału doprowadza!
No i rozmowa z Loa... Że cięzko, że młodzi ludzie nie są wstanie teraz domów kupić. Nie Loa, nie ciężko. Normalnie. W żadnym kraju, czy to w Polsce, czy w Anglii, czy we Wloszech, nikt nie kupuje domu na raty w wieku 20-24 lat. No chyba, że jakąś gwiazdą szoł biznesu jest lub naprawdę, ale to naprawdę, dobrze zarabia. W USA chyba próbowali i wyszło właśnie jak widać. Na Islandii też widać zresztą jak wyszło. Ten dalszy brak samokrytyki i własnego uwielbienia naprawdę może czasami do szału doprowadza!
niedziela, 21 grudnia 2008
http://www.rvk.is/desktopdefault.aspx/tabid-3413/
Bożego Narodzenia na Islandii
Historia Świąt Bożego Narodzenia na Islandii
Islandczycy świętują 13 dni Świąt Bożego Narodzenia. Okres ten zaczyna się 24 grudnia a kończy się 6 stycznia, i to właśnie w ten dzień usuwane są wszystkie dekoracje świąteczne z ulic i w domach.
Islandczycy ochodzą Święta wieczorem 24 grudnia a ten zwyczaj ma swój początek w starej tradycji katolickiej, kiedy to ludzie czuwali w noc przed wielkim świętem kościelnym, ponieważ wtedy wierzono, że nowy dzień zaczynał się o godz. 6 rano. To właśnie o tej porze Islandczycy tradycyjnie udają się do kościołów albo zaczynają świętować w swoich domach.
Dekoracje i przygotowania świąteczne
Islandczycy bardzo poważnie traktują dekoracje świąteczne. Wszyscy dekorują. Najbardziej powszechną dekoracją są choinki, których jest pełno prawie wszędzie na Islandii. Choinki dekoruje się girlandami, lampkami i różnego rodzaju ornamentami.
Inną powszechną dekoracją świąteczną jest tzw. Świece Adwentowe. Na Islandii są dwa rodzaje świec adwentowych, obydwa bardzo popularne. Pierwszy rodzaj to Wieniec Adwentowy udekorowany czteroma świeczkami, jedna na każdą niedzielę Adwentu. Drugi rodzaj to siedem świec ułożonych w formie trójkąta. Dzisiaj są to najczęściej świece elektryczne. Są one bardzo popularne i wiele rodzin posiada więcej niż jedną taką dekorację. Zwykle ustawia je się w oknach i zapala począwszy od pierwszej niedzieli Adwentu aż do 6 stycznia.
Þorláksmessa – Msza Św. Þorlákura
Þorláksmessa odbywa się dzień przed Wigilią, czyli 23 grudnia. Generalnie jest to największy dzień zakupów na Islandii a ludzie jak szaleni udają się w pośpiechu do sklepów w celu dokonania ostatnich zakupów świątecznych.
Daniem dnia jest płaszczka. Powodem tego jest to, że jest to ostatni dzień Postu Świątecznego, podczas którego nie wolno jeść mięsa. Płaszczka jest marynowana i jest w stanie rozkładu ponieważ, tak samo jak w przypadku rekina, płaszczka zawiera enzymy, które mogą być szkodliwe, jeśli konsumuje się rybę w stanie świeżym. Rybę podaje się wraz z gotowanymi ziemniakami. Tradycja spożywania płaszczki 23 grudnia jest nadal popularna na Islandii, pomimo bardzo ostrego zapachu amoniaku.
Najpierw przychodzą dzieci
Święta kościelne, zwłaszcza Pascha i Boże Narodzenie, stały się ważną przystanią w społecznym życiu Islandii. Tak jak w wielu innych krajach Święta Bożego Narodzenia są skoncentrowane wokół dzieci. Na przykład, Boże Narodzenie nie jest spostrzegane jako okazja do picia alkoholu. Rodziny gromadzą się, cieszą jedzeniem, zakładają swoje najlepsze ubrania i wspólnie spędzają czas. W okresie świąt Bożego Narodzenia, jak w żadną inną porę roku, Islandczycy mieszkający za granicą przyjeżdżają do kraju po to, aby być wraz z rodzinami. Dzieci mają około 2-tygodniowe wakacje. W szkołach podstawowych i ponadpodstawowych ostatni dzień szkoły przez Świętami nazywny jest“małym dniem Świąt Bożego Narodzenia”. Tego dnia dzieci przynoszą ze sobą do szkoły ciastka i napoje, świece do swoich wcześniej już udekorowanych klas, śpiewają kolędy i czasami nawet tańczą wokół choinki.
‘Kot Świąteczny’
Stary islandzki obywczaj mówi o tym, że każdy musi mieć na sobie jakieś nowe ubranie w czasie Świąt. W przeciwnym przypadku takie osoby były w niebezpieczeństwie tego, że mogły zostać zjedzone przez złośliwą bestię zwaną Kotem Świątecznym, który należy do Grýli (Wiedźmy Świąteczej). W tym okresie dokładano wszelkich starań do tego, aby nikt nie musiał “zostać ofiarą Kota Świątecznego”. W ten oto sposób każdy pracował ciężko tak, aby każdy członek rodziny miał cokolwiek nowego do ubrania.
Święty Mikołaj
Islandczycy mają nie jednego tylko trzynastu świętych Mikołai. Ci Św. Mikołajowie nie mają nic wspólnego z polskim Św. Mikołajem. Są one potomkami troli i na początku straszono nimi dzieci. Jednak w ubiegłym stuleciu stały się o wiele bardziej przyjacielskie.
Ich imiona to: Stekkjastaur (Kij do owiec), Giljagaur (Prostaczek), Stúfur (Krótki), Þvörusleikir (Lizacz łyżek), Pottasleikir (Lizacz garnków), Askasleikir (Lizacz misek), Hurðaskellir (Trzaskacz drzwiami), Skyrgámur (Obżartuch jedzący Skyr), Bjúgnakrækir (Złodziej kiełbas), Gluggagægir (Podglądacz), Gáttaþefur (Wąchacz), Ketkrókur (Hak do mięsa) oraz Kertasníkir (Żebrak świec). Jak widać są oni bardzo psotni i do dnia dzisiejszego zachowali swoje unikalne cechy. Żyją w górach wraz z rodzicami, którzy mają na imię Grýla i Leppalúði. Przychodzą do miasta, jeden po drugim, w okesie przedświątecznym. Pierwszy z nich zjawia się 12 grudnia a ostatni 24 grudnia. Wcześniej próbowali podkradać to wszystko co im najbardziej się podobało i chętnie płatali komuś psikusa (stąd ich imiona), lecz dzisiaj ich rola polega na przynoszeniu dzieciom małych prezentów.
12 grudnia każde dziecko na Islandii wystawia swoje najlepsze obuwie na parapecie u siebie w pokoju (niektóre wystawiają głębokie buty w nadziei na to, że dostną więcej prezentów, ale do tej pory żaden z Mikołajów nie dał się oszukać). Dzieci otrzymują po jednym małym prezencie od każdego Mikołaja raz dziennie. Ale uwaga! Niegrzeczne dzieci mogą dostać zgniłego ziemniaka i nic więcej!
Mikołajowie często pojawiają się w czasie tańców świątecznych, które są bardzo popularne wśród islandzkich dzieci. Dzieci (dorośli oczywiście też) tańczą wokół choinki i śpiewają kolędy. Punktem kulminacyjnym tańców jest pojawienie się Św. Mikołaja, który dołącza do tańców i śpiewów wraz z dziećmi i zwykle rozdaje im paczuszki ze słodyczami.
W pierwszy dzień po Bożym Narodzeniu pierwszy z Mikołajów powraca w góry. Po czym jeden po dugim wszyscy powracają do siebie, ostatni z nich 6 stycznia i to właśnie wtedy kończy się okres świąteczny.
Cicha noc
Dzwony Kościoła Luterańskiego w Reykjaviku oznajmują na cały kraj początek specjalnej uroczystości religijnej. Jest to sygnał dla wszystkich (oprócz tych w kościele), aby złożyli sobie na wzajem życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Jest to oficjalnym początkiem Świąt. Po tym rozpoczyna się kolacja. Wigilia jest punktem kulminacyjnym obchodów Świąt na Islandii, a obfita kolacja jest jedynie początkiem nocy. Po tym wszystkim nadchodzi ważny moment wtedy, kiedy wszyscy siedzą wygodnie i otwierają swoje prezenty świąteczne.
W Wigilię cała sieć powszechnych usług publicznych stoi w martwym punkcie. Nie jeżdżą autobusy a restauracje i miejsca rozrywkowe są zamknięte.
Sylwester
Noc Sylwestrowa jest najprawdopodobniej największą imprezą w roku. Najbardziej wyrazistą cechą obchodów Nowego Roku na Islandii są pokazy sztucznych ogni. Wszyscy kupują fajerwerki i w tę noc każdy może podpalać fajerwerki (zwykle wymagane jest do tego specjalne pozwolenie władz). Islandczycy maksymalnie wykorzystują tę okazję. Fajerwerki podpalane są przez całą noc, a najwięcej oczywiście w północ. Wtedy to całe niebo jest oświetlone przez kilka minut a ciężarówki przeciwpożarowe i statki w portach biją w swoje dzowny i uruchamiają syreny na powitanie nowego roku.
Þrettándinn – Ostatni dzień Bożego Narodzenia
Dzień 6 stycznia jest zwykle nazywany po islandzku þrettándinn (trzynasty dzień). Jest to ostatni dzień obchodów Świąt Bożego Narodzenia. Tego dnia praktycznie wszystko powraca do codzienności: wszyscy są znowu w pracy a szkoły są na nowo otwarte. Wieczorem tego dnia rodziny gromadzą się, jedzą wspólną kolację, podpalają ewentualnie pozostałe po Nowym Roku fajerwerki i żegnają Święta. Dekoracje świąteczne są zdejmowane tuż po 6 stycznia.
Święta Bożego Narodzenia po islandzku
Kilka zwrotów po islandzku:
Boże Narodzenie Jól
Wesołych Świąt (Bożego Narodzenia) Gleðileg jól
Szczęśliwego Nowego Roku Gleðilegt ár
Adwent Aðventa
Św. Mikołaj Jólasveinn
Choinka Jólatré
Prezent (świąteczny) Jólagjöf
Pocztówka świąteczna Jólakort
Wigilia Aðfangadagur
Pierwszy dzień Świąt Jóladagur
Drugi dzień Świąt Annar í jólum
Sylwester Gamlaárskvöld
Nowy Rok Nýársdagur
Historia Świąt Bożego Narodzenia na Islandii
Islandczycy świętują 13 dni Świąt Bożego Narodzenia. Okres ten zaczyna się 24 grudnia a kończy się 6 stycznia, i to właśnie w ten dzień usuwane są wszystkie dekoracje świąteczne z ulic i w domach.
Islandczycy ochodzą Święta wieczorem 24 grudnia a ten zwyczaj ma swój początek w starej tradycji katolickiej, kiedy to ludzie czuwali w noc przed wielkim świętem kościelnym, ponieważ wtedy wierzono, że nowy dzień zaczynał się o godz. 6 rano. To właśnie o tej porze Islandczycy tradycyjnie udają się do kościołów albo zaczynają świętować w swoich domach.
Dekoracje i przygotowania świąteczne
Islandczycy bardzo poważnie traktują dekoracje świąteczne. Wszyscy dekorują. Najbardziej powszechną dekoracją są choinki, których jest pełno prawie wszędzie na Islandii. Choinki dekoruje się girlandami, lampkami i różnego rodzaju ornamentami.
Inną powszechną dekoracją świąteczną jest tzw. Świece Adwentowe. Na Islandii są dwa rodzaje świec adwentowych, obydwa bardzo popularne. Pierwszy rodzaj to Wieniec Adwentowy udekorowany czteroma świeczkami, jedna na każdą niedzielę Adwentu. Drugi rodzaj to siedem świec ułożonych w formie trójkąta. Dzisiaj są to najczęściej świece elektryczne. Są one bardzo popularne i wiele rodzin posiada więcej niż jedną taką dekorację. Zwykle ustawia je się w oknach i zapala począwszy od pierwszej niedzieli Adwentu aż do 6 stycznia.
Þorláksmessa – Msza Św. Þorlákura
Þorláksmessa odbywa się dzień przed Wigilią, czyli 23 grudnia. Generalnie jest to największy dzień zakupów na Islandii a ludzie jak szaleni udają się w pośpiechu do sklepów w celu dokonania ostatnich zakupów świątecznych.
Daniem dnia jest płaszczka. Powodem tego jest to, że jest to ostatni dzień Postu Świątecznego, podczas którego nie wolno jeść mięsa. Płaszczka jest marynowana i jest w stanie rozkładu ponieważ, tak samo jak w przypadku rekina, płaszczka zawiera enzymy, które mogą być szkodliwe, jeśli konsumuje się rybę w stanie świeżym. Rybę podaje się wraz z gotowanymi ziemniakami. Tradycja spożywania płaszczki 23 grudnia jest nadal popularna na Islandii, pomimo bardzo ostrego zapachu amoniaku.
Najpierw przychodzą dzieci
Święta kościelne, zwłaszcza Pascha i Boże Narodzenie, stały się ważną przystanią w społecznym życiu Islandii. Tak jak w wielu innych krajach Święta Bożego Narodzenia są skoncentrowane wokół dzieci. Na przykład, Boże Narodzenie nie jest spostrzegane jako okazja do picia alkoholu. Rodziny gromadzą się, cieszą jedzeniem, zakładają swoje najlepsze ubrania i wspólnie spędzają czas. W okresie świąt Bożego Narodzenia, jak w żadną inną porę roku, Islandczycy mieszkający za granicą przyjeżdżają do kraju po to, aby być wraz z rodzinami. Dzieci mają około 2-tygodniowe wakacje. W szkołach podstawowych i ponadpodstawowych ostatni dzień szkoły przez Świętami nazywny jest“małym dniem Świąt Bożego Narodzenia”. Tego dnia dzieci przynoszą ze sobą do szkoły ciastka i napoje, świece do swoich wcześniej już udekorowanych klas, śpiewają kolędy i czasami nawet tańczą wokół choinki.
‘Kot Świąteczny’
Stary islandzki obywczaj mówi o tym, że każdy musi mieć na sobie jakieś nowe ubranie w czasie Świąt. W przeciwnym przypadku takie osoby były w niebezpieczeństwie tego, że mogły zostać zjedzone przez złośliwą bestię zwaną Kotem Świątecznym, który należy do Grýli (Wiedźmy Świąteczej). W tym okresie dokładano wszelkich starań do tego, aby nikt nie musiał “zostać ofiarą Kota Świątecznego”. W ten oto sposób każdy pracował ciężko tak, aby każdy członek rodziny miał cokolwiek nowego do ubrania.
Święty Mikołaj
Islandczycy mają nie jednego tylko trzynastu świętych Mikołai. Ci Św. Mikołajowie nie mają nic wspólnego z polskim Św. Mikołajem. Są one potomkami troli i na początku straszono nimi dzieci. Jednak w ubiegłym stuleciu stały się o wiele bardziej przyjacielskie.
Ich imiona to: Stekkjastaur (Kij do owiec), Giljagaur (Prostaczek), Stúfur (Krótki), Þvörusleikir (Lizacz łyżek), Pottasleikir (Lizacz garnków), Askasleikir (Lizacz misek), Hurðaskellir (Trzaskacz drzwiami), Skyrgámur (Obżartuch jedzący Skyr), Bjúgnakrækir (Złodziej kiełbas), Gluggagægir (Podglądacz), Gáttaþefur (Wąchacz), Ketkrókur (Hak do mięsa) oraz Kertasníkir (Żebrak świec). Jak widać są oni bardzo psotni i do dnia dzisiejszego zachowali swoje unikalne cechy. Żyją w górach wraz z rodzicami, którzy mają na imię Grýla i Leppalúði. Przychodzą do miasta, jeden po drugim, w okesie przedświątecznym. Pierwszy z nich zjawia się 12 grudnia a ostatni 24 grudnia. Wcześniej próbowali podkradać to wszystko co im najbardziej się podobało i chętnie płatali komuś psikusa (stąd ich imiona), lecz dzisiaj ich rola polega na przynoszeniu dzieciom małych prezentów.
12 grudnia każde dziecko na Islandii wystawia swoje najlepsze obuwie na parapecie u siebie w pokoju (niektóre wystawiają głębokie buty w nadziei na to, że dostną więcej prezentów, ale do tej pory żaden z Mikołajów nie dał się oszukać). Dzieci otrzymują po jednym małym prezencie od każdego Mikołaja raz dziennie. Ale uwaga! Niegrzeczne dzieci mogą dostać zgniłego ziemniaka i nic więcej!
Mikołajowie często pojawiają się w czasie tańców świątecznych, które są bardzo popularne wśród islandzkich dzieci. Dzieci (dorośli oczywiście też) tańczą wokół choinki i śpiewają kolędy. Punktem kulminacyjnym tańców jest pojawienie się Św. Mikołaja, który dołącza do tańców i śpiewów wraz z dziećmi i zwykle rozdaje im paczuszki ze słodyczami.
W pierwszy dzień po Bożym Narodzeniu pierwszy z Mikołajów powraca w góry. Po czym jeden po dugim wszyscy powracają do siebie, ostatni z nich 6 stycznia i to właśnie wtedy kończy się okres świąteczny.
Cicha noc
Dzwony Kościoła Luterańskiego w Reykjaviku oznajmują na cały kraj początek specjalnej uroczystości religijnej. Jest to sygnał dla wszystkich (oprócz tych w kościele), aby złożyli sobie na wzajem życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Jest to oficjalnym początkiem Świąt. Po tym rozpoczyna się kolacja. Wigilia jest punktem kulminacyjnym obchodów Świąt na Islandii, a obfita kolacja jest jedynie początkiem nocy. Po tym wszystkim nadchodzi ważny moment wtedy, kiedy wszyscy siedzą wygodnie i otwierają swoje prezenty świąteczne.
W Wigilię cała sieć powszechnych usług publicznych stoi w martwym punkcie. Nie jeżdżą autobusy a restauracje i miejsca rozrywkowe są zamknięte.
Sylwester
Noc Sylwestrowa jest najprawdopodobniej największą imprezą w roku. Najbardziej wyrazistą cechą obchodów Nowego Roku na Islandii są pokazy sztucznych ogni. Wszyscy kupują fajerwerki i w tę noc każdy może podpalać fajerwerki (zwykle wymagane jest do tego specjalne pozwolenie władz). Islandczycy maksymalnie wykorzystują tę okazję. Fajerwerki podpalane są przez całą noc, a najwięcej oczywiście w północ. Wtedy to całe niebo jest oświetlone przez kilka minut a ciężarówki przeciwpożarowe i statki w portach biją w swoje dzowny i uruchamiają syreny na powitanie nowego roku.
Þrettándinn – Ostatni dzień Bożego Narodzenia
Dzień 6 stycznia jest zwykle nazywany po islandzku þrettándinn (trzynasty dzień). Jest to ostatni dzień obchodów Świąt Bożego Narodzenia. Tego dnia praktycznie wszystko powraca do codzienności: wszyscy są znowu w pracy a szkoły są na nowo otwarte. Wieczorem tego dnia rodziny gromadzą się, jedzą wspólną kolację, podpalają ewentualnie pozostałe po Nowym Roku fajerwerki i żegnają Święta. Dekoracje świąteczne są zdejmowane tuż po 6 stycznia.
Święta Bożego Narodzenia po islandzku
Kilka zwrotów po islandzku:
Boże Narodzenie Jól
Wesołych Świąt (Bożego Narodzenia) Gleðileg jól
Szczęśliwego Nowego Roku Gleðilegt ár
Adwent Aðventa
Św. Mikołaj Jólasveinn
Choinka Jólatré
Prezent (świąteczny) Jólagjöf
Pocztówka świąteczna Jólakort
Wigilia Aðfangadagur
Pierwszy dzień Świąt Jóladagur
Drugi dzień Świąt Annar í jólum
Sylwester Gamlaárskvöld
Nowy Rok Nýársdagur
Byliśmy zwiedzać z pracy najstarszy dom w mieście Hafnarfjordur. 200 lat, o jejku jaki stary ;-) Taki trudno nawet dostrzegalny biały domek, nie daleko portu i centrum handlowego w centrum, koło ronda. Potem wracaliśmy z tego centrum autobusem do przedszkola. Mega śmiesznie, Islandczycy autobusami nie jeżdżą, więc to była dla nich czarna magia jaki autobus, w jakim kierunku i gdzie się na przystanku ustawić. No to trzeba by zobaczyć. Jak chcą być tacy europejscy i nowocześni to powinni wiedzieć, że się w wielkich miastach autobusami jeździ bo taniej, szybciej i wygodniej. Co by to było gdyby wszyscy w Krakowie do samochodów wsiedli pewnego dnia? Może zbankrutowali jak oni teraz ;-)
Ok, wyjaśnijmy to raz na zawsze. Tak, jestem frikiem. Tak, o tym że spędze święta w Islandii zadecydowałem już w sierpniu. Nie, nie chodzi o bilety. Nie, nie chodzi o urlop (byłem przecież pod koniec listopada na 10 dni), o nic nie chodzi. Po prostu chcę zobaczyć jak to tu jest. Kto wie gdzie mnie poniesie za rok (choć nic nie planuje). I rozumiem, że dla niektórych nie ma co oglądać. Po mimo nieświatecznych nastrojów niektórych dookoła u mnie będzie światecznie. Choinka jest, poraz pierwszy w moim życiu żywa. Dekoracje bez szału, choć w sumie tak mi się to spodobało, że tylko to mnie wzbrania, że mi kasy szkoda, bo bym cały do oświecił;-) No wiem, że to tandetne, ale jakoś tak mi się spodobało. Wigilię i Sylwestra mam wolne. Dzieci nie będzie prawie wogóle, dwie osoby na krzyż pracują (ja wszystkie te dni od jutra do 5 stycznia). Już wiem, że będzie miło jak w lato gdy było tak mało ludzi. 5 stycznia też mam wolne. Mam zamiar w końcu wypocząć w te święta. Nie robić naprawdę nic. W polsce bym nie wypoczął, tylko się zmęczył. Oczywiście to żaden argument. Wszystko zwalnia. Tylko sklepy do samych świat czynne do 22 wszystkie. Ostatni taki zryw gotówkowy w Islandii przed nowym rokiem. Potem się chyba zacznie już oszczedzanie na dobre. To będzie ciekawy rok. Na pewno.
piątek, 19 grudnia 2008
Islandzka podwyżka w kryzysie. Związki negocjowały kontrakt w imieniu nauczycieli z przedszkola bo się stary kontrakt skończył 1 grudnia. No i wymyślono, że dostaniemy 20000ISK podwyżki. Myśle sobie- spoko. Ale dziś się okazało, że podwyżka tak, owszem, ale za to że jem z dziećmi mi dodatek obetną i zebrania comiesięczne będą musiały być za darmo za 3 miesiące, a nie dotychczas liczone jako nadgodziny. No i wyszło, że będzie albo tyle samo albo 10000ISK mniej :-) Oczywiście jak państwo bankrutuje zawsze najpierw cierpi sfera budżetowa, a zwłaszcza mi się już wydaję, że chyba wszedzie nauczyciele zawsze na samym poczatku:-) Koniec końców do niedzieli głosowanie w necie, po uprzednim zalogowaniu się. Gdy większość będzie na nie, trzeba będzie negocjować od nowa. I niby wszyscy wkurwienia, ale coś mi się wydaję, że to przejdzie. No bo co? Zawsze to lepiej bo masz tą kasę w pensji, a takie dodatki to właśnie są i, jak teraz widać, ich nie ma. Raj się skończył. Pod koniec września. Podatki w górę, pensję w dół.
czwartek, 18 grudnia 2008
Na www.przekroj.pl podsumowali rok muzycznie i im wyszło, że "Nisza, ale ogólnoświatowa. Olafur Arnalds – talent kompozytorski z Islandii, który w dawnych realiach poznalibyśmy w momencie, gdy dostawałby order tuż przed emeryturą, a lat ma 21". Ja nie znam. Zważywszy na ilośc ludzi w tym kraju dosłownie i muzycznie nie znam ;-)
środa, 17 grudnia 2008
:-)
Według przewidywań na temat ilości mieszkańców w naszym kraju, najprawdopodobniej w roku 2050 na Islandii będzie mieszkało 408.853 osób.
czwartek, 11 grudnia 2008
Nawet nie będe się starał opisywać islandzkiej pogody. Wiatr i deszcz. 10 metrów do samochodu, a ty cały mokry. Siedzisz w środku i tylko czujesz jak ci samochód się majga na boki. Jedziesz i nie możesz uwierzyć, że to deszcz tak zasłania widoczność. Boisz się otworzyć drzwi żeby nie wyrwał z zawiasów wiatr. Ale dzieci w przedszkolach i tak na dwór chodzą.
środa, 10 grudnia 2008
http://www.dv.is/wiadomosci/2008/12/8/nikt-nie-wiedzial-przez-wiele-tygodni-ze-nie-zyje/
Nikt nie wiedział przez wiele tygodni, że nie żyje
Poniedziałek 8. Grudzień 2008 kl 19:59
Höfundur: Ritstjórn DV (ritstjorn@dv.is)
W minionym tygodniu znaleziono zmarłego mężczyznę w Gaukshólum. Ostatni raz widziano go w sklepie Bónus w sierpniu. W chwili odkrycia zwłok mieszkanie wyglądało strasznie, mężczyzna mieszkał samotnie. Przewodniczący komitetu mieszkańców w bloku, Tryggvi Agnarsson mówi, że sprawa ta przede wszystkim jest bardzo żałosna. Należy wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość, nie powinno się zapominać o sąsiadach.
„Ostatnio widziano go w sierpniu w Bónus,“ powiedział Tryggvi Agnarsson, przewodniczący komitetu blokowego w Gaukshólum, na temat sprawy znalezienia zwłok sześdziesięcioletniego mężczyzny, który zmarł w swoim mieszkaniu przed wieloma tygodniami, możliwe nawet miesiącami. Policja stołeczna poinformowała, że trudno jest w tej chwil określić datę śmierci. Napewno zmarły leżał w mieszkaniu ponad miesiąc.
Policja stołeczna otrzymała powiadomienie od sąsiadów zmarłego. Mieszkanie jest w straszynm stanie, zapach ulatniający się z niego można nazwać fetorem. Tam właśnie leżał zmarły przez wiele tygodni.
No i niby żyję w takim kraju, gdzie typowe zachowania dla wsi widać na każdym kroku, no niby tak dbają o siebie i kochają sie nawzajem. ale jakie to wszystko powierzchowne. Ja na moim osiedlu jeszcze z jakieś 7 lat temu to wszystkich sąsiadów znałem z imion i nazwiska (w calym blogu, jakieś 100 osób), a tu wszyscy tak naprawdę pierdolą sprawę nawzajem i nawet nie wiedzą jak się ich sąsiedzi nazywają z najblizszej klatki. Każdy sobie rzepkę skrobie tak naprawdę. Trudno to pojąć zważywszy na to, że ich na całej wyspie jest 300 000 tylko!
Poniedziałek 8. Grudzień 2008 kl 19:59
Höfundur: Ritstjórn DV (ritstjorn@dv.is)
W minionym tygodniu znaleziono zmarłego mężczyznę w Gaukshólum. Ostatni raz widziano go w sklepie Bónus w sierpniu. W chwili odkrycia zwłok mieszkanie wyglądało strasznie, mężczyzna mieszkał samotnie. Przewodniczący komitetu mieszkańców w bloku, Tryggvi Agnarsson mówi, że sprawa ta przede wszystkim jest bardzo żałosna. Należy wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość, nie powinno się zapominać o sąsiadach.
„Ostatnio widziano go w sierpniu w Bónus,“ powiedział Tryggvi Agnarsson, przewodniczący komitetu blokowego w Gaukshólum, na temat sprawy znalezienia zwłok sześdziesięcioletniego mężczyzny, który zmarł w swoim mieszkaniu przed wieloma tygodniami, możliwe nawet miesiącami. Policja stołeczna poinformowała, że trudno jest w tej chwil określić datę śmierci. Napewno zmarły leżał w mieszkaniu ponad miesiąc.
Policja stołeczna otrzymała powiadomienie od sąsiadów zmarłego. Mieszkanie jest w straszynm stanie, zapach ulatniający się z niego można nazwać fetorem. Tam właśnie leżał zmarły przez wiele tygodni.
No i niby żyję w takim kraju, gdzie typowe zachowania dla wsi widać na każdym kroku, no niby tak dbają o siebie i kochają sie nawzajem. ale jakie to wszystko powierzchowne. Ja na moim osiedlu jeszcze z jakieś 7 lat temu to wszystkich sąsiadów znałem z imion i nazwiska (w calym blogu, jakieś 100 osób), a tu wszyscy tak naprawdę pierdolą sprawę nawzajem i nawet nie wiedzą jak się ich sąsiedzi nazywają z najblizszej klatki. Każdy sobie rzepkę skrobie tak naprawdę. Trudno to pojąć zważywszy na to, że ich na całej wyspie jest 300 000 tylko!
wtorek, 9 grudnia 2008
Na Emilianę chyba nie pójdę, bo wszystkie bilety wysprzedane. Szkoda :-) Na sankach dzisiaj byłem pierwszy raz w tym roku. Jeszcze ciemno było. Dopiero widno pod koniec się robiło. Tak koło 10.30 :-)
Muszę sobie znaleźć coś konstruktywnego do roboty chyba, bo mnie przez kryzys wkoło chuj strzeli. I to nie dlatego że sam jestem w kryzysie, ale że wszyscy prawie znajomi z Polski wkoło mi nad uchem marudzą. No ogólnie nieciekawie, sam bym bym był pewnie w niezłej kropce jakbym pracę stracił, ale jak ktoś tu jest bo kocha pieniądze, a nie Islandię, to się chyba powinien jak islandczycy niektórzy określić i wyjechać. Póki co to raju tu nie będzie jeszcze długo. Raj trzeba było sobie robić przed kryzysem, a nie mieć wszystko w dupie, bo bezrobocie było 1% i się wszystkim wydawało, że praca będzie do końca życia. Nie lubili ludzie Islandi, języka islandzkiego, życia tutaj, więc co za dziwota że teraz pierwsi polecieli z pracy? Oczywiście to duże uproszczenie- nie wszyscy co pracę stracili tak mieli. No ale życie toczy sie dalej. Albo próbóje tu jeszcze raz albo wracam. Proste.
Muszę sobie znaleźć coś konstruktywnego do roboty chyba, bo mnie przez kryzys wkoło chuj strzeli. I to nie dlatego że sam jestem w kryzysie, ale że wszyscy prawie znajomi z Polski wkoło mi nad uchem marudzą. No ogólnie nieciekawie, sam bym bym był pewnie w niezłej kropce jakbym pracę stracił, ale jak ktoś tu jest bo kocha pieniądze, a nie Islandię, to się chyba powinien jak islandczycy niektórzy określić i wyjechać. Póki co to raju tu nie będzie jeszcze długo. Raj trzeba było sobie robić przed kryzysem, a nie mieć wszystko w dupie, bo bezrobocie było 1% i się wszystkim wydawało, że praca będzie do końca życia. Nie lubili ludzie Islandi, języka islandzkiego, życia tutaj, więc co za dziwota że teraz pierwsi polecieli z pracy? Oczywiście to duże uproszczenie- nie wszyscy co pracę stracili tak mieli. No ale życie toczy sie dalej. Albo próbóje tu jeszcze raz albo wracam. Proste.
poniedziałek, 8 grudnia 2008
niedziela, 7 grudnia 2008
Do postu poprzedniego. Męczy mnie to polskie przekonanie, że jest chujowo i musi być chujowo. Że trzeba zapierdalać i cieszyć się, że wogóle mozna zapierdalać, choć z tej pensji to za dużo nie można. To takie przykre jest. A najgorsze to to, że większość ludzi tak święcie przekonana jest, że to tak jest i być musi. Co jak co, ale nawet do Islandii w kryzysie lata świetlne nam brakuje. Ale chyba jak ktoś nie pracował i nie żył za granicą to mało z tego posta zrozumie. I to jest najbardziej przykre. I wogóle chciało mi się do Polski, ale chciało mi się też wrócić :-) Tego wiatru mi brakowało ;-) Śniegu napadało i można naprawdę poczuć święta. Tak sypie sobie powoli jakby to nie Islandia, a wszystko oświetlone lampkami wokoło i jakoś tak miło. Ale w święta zawsze jestem sentymentalny :-)
No i wróciłem. Z 10C i słońca w Polsce i Londynie do 2C i szklance na drodze. Myślałem, że dzisiaj umrę jadąc do Marty. Poza tym same złe wieści na wstępie. Wszyscy znajomi pracę tracą, czyli kryzysu ciąg dalszy. Kurs korony puszczono swobodnie w obieg i ku mojemu zaskoczeniu podniosła się o jakieś 16%. Benzyna po 139 koron. To jakieś 3zł na polskie wychodzi chyba. A w sumie to nawet chyba mniej. Oczywiście zachowałem się nieodpowiednio i na imprezę do centrum Reykjaviku 30 minut po przyjeździe pojechałem, przez co choruję do tej pory. Bez psychy jestem trochę jak Lola. Ale tylko trochę. Ja nie potrafię tego wytłumaczyć, bo kryzys jak chuj, ale mi się tu wszystko mimo wszystko prostsze wydaje do wykonania.
piątek, 5 grudnia 2008
Grudzień w Reykjaviku
Najwyższa średnia temp. 2.2 Najniższa średnia temp. -2.8 Nasłonecznienie Opady 0.4 h/dz. (sic!) Temperatura wody 6 Opady 79 mm
Majówka 2006 w moim mieście: imprezy otwarte, zagrał m.in. Hey. ZA DARMO. I co, niby zespół jak wino się traktuje? podłe dla fanów.
Nie rozumiem tego komentarza. Chciałem tylko dopowiedzieć, że skoro w marcu do Londynu się na koncert UNKLE wybrałem i dałem za bilet też 120zł (25 funtów), to naprawdę nic tej ceny nie uzasadnia, oprócz tego chyba że jest to Polska i tu za wszystko trzeba przepłacać. Benzyna na Islandii tańsza niż w Polsce. Najdroższa płyta kompaktowa audio kosztuje 44zł. No szanujmy się. To zakrawa na kpinę czasami tutaj.
Nie rozumiem tego komentarza. Chciałem tylko dopowiedzieć, że skoro w marcu do Londynu się na koncert UNKLE wybrałem i dałem za bilet też 120zł (25 funtów), to naprawdę nic tej ceny nie uzasadnia, oprócz tego chyba że jest to Polska i tu za wszystko trzeba przepłacać. Benzyna na Islandii tańsza niż w Polsce. Najdroższa płyta kompaktowa audio kosztuje 44zł. No szanujmy się. To zakrawa na kpinę czasami tutaj.
Polska telewizja mnie zatrważa. Reality show i polskimi serialami stoi. Nie żeby tam było inaczej. Co to, to nie. Tam tak samo, tylko w większości nie stać ich na własne, więc z Ameryki importują. Ale u nas też idzie lepiej. Islandia nam się robi pod pewnymi względami. Najlpiękniejszą parą roku według czytelników jednego z polskich kolorowych pisemek o szołbiznesie zostaje para gejów (z retransmisji czego TVP musi się tłumaczyć, co stwarza dla mnie sytaucję śmieszną na maksa, bo niby nie wiedzieli, choć wszyscy inni twierdzą że wiedzieli co się święci), w przygłupawych programach konkursowych z polskimi gwiazdami (gdzie znam może 20% "gwiazd") do ścisłych finałów dostają się faceci o czarnej skórze. Doda mnie oszałamia nazywają Steczkowską "Jusią", co jest samo w sobie niewymownie słodzkie. Jak wszystko niżej to jeszcze upaść może sam już nie wiem. Nawet Majewski mnie już mało śmieszy. Ale to nic. Umysł zryty przez katolicyzm bierzę górę i jakiś nowy zespół. który pewnie nigdy sławniejszy już nie będzie radzi dziecwzynom żeby nie puszczały się na pierwszej randce. Z dedykacją dla islandzkich dziewczyn tu i teraz:
czwartek, 4 grudnia 2008
środa, 3 grudnia 2008
wtorek, 2 grudnia 2008
Kupiłem do pracy Prince Polo. Ale nie takie klasyczne, jak w Islandii, tylko inne smaki, których tam nie ma. Oni chyba nieświadomi się ile smaków Prince Polo ma. Powinni się cieszyć. Dostanę depresji po powrocie. To już pewne- ciemno jak... z tyłu będzie. Ale może jak korona jeszcze trochę spadnie to mnie w końcu wszyscy odwiedzą. Pensję ze szkoły dostałem w której już miesiąc nie pracuje. To jest śmieszne. Islandzki chill out. Nic dziwnego że są bankrutami teraz:-)
niedziela, 30 listopada 2008
Selekcja nie wiadomo według jakich wytycznych w "szpagatowych" klubach, do tego w podzięce musisz jeszcze zapłacić za wstęp, żeby potem być dojną krową i kupować piwa 3 razy droższe niż w sklepie... Nie, to nie Londyn. Tam po takim czymś można liczyć przynajmniej na zajebistego DJ`a. Ale mina ludzi, gdy wchodzisz do takiego przybytku bez selekcji, i czekasz na tym drobnym podwyższeniu aż wszyscy znajomi zapłacą. Dla mnie... bezcenna :-) Ludzie powinni się buntować, darować sobie i do takich klubów nie chodzić. Ja tego nie jarze. Jest tyle pięknych miejsc w Krakowie bez selekcji. Po co się spinać. Do łask wraca, ku mojej ogromnej uciesze, w moim prywatnym rankingu najbardziej zajebiście pojechanego zespołu znanego z tylko jednej płyty... 20 fingers!!! TADA!!!!... :-) :
Już 3 razy ten zespół w Polsce słyszałem, raz nawet w klubie. A myślałem, że to już wszystko dawno zapomniane. To jak już tak reklamuje to jeszcze linka do płyty pokaże :-) :
http://www.amazon.com/Attack-Gillette/dp/B0000009A8/ref=sr_1_7?ie=UTF8&s=music&qid=1228075329&sr=1-7
i powiem, że ta płyta wcale nie jest taka popowa jak się wszystkim wydaje... Ale to trzeba by posłuchać żeby wiedzieć o czym mówie. Ja się generalnie cieszę, bo się okazuję że mój umysł 6-cio klasisty też był już nieźle programowany na wszystkie te ułomności świata popkulturalnego i co mi taka Britney Spears może przy Gillette zaśpiewać? I jak wyrzucałem wszystkie kasety to zosatwiłem sobie ich chyba z 7 oryginalnych- 2 single Hey`a, jedną unikatową "Live! Special Edition" Hey`a, kasety Garbage i właśnie 20 Fingers. Po prostu nie było się co oszukiwać że tak fazowa muzyka kiedyś mi się przypomni :-)
Już 3 razy ten zespół w Polsce słyszałem, raz nawet w klubie. A myślałem, że to już wszystko dawno zapomniane. To jak już tak reklamuje to jeszcze linka do płyty pokaże :-) :
http://www.amazon.com/Attack-Gillette/dp/B0000009A8/ref=sr_1_7?ie=UTF8&s=music&qid=1228075329&sr=1-7
i powiem, że ta płyta wcale nie jest taka popowa jak się wszystkim wydaje... Ale to trzeba by posłuchać żeby wiedzieć o czym mówie. Ja się generalnie cieszę, bo się okazuję że mój umysł 6-cio klasisty też był już nieźle programowany na wszystkie te ułomności świata popkulturalnego i co mi taka Britney Spears może przy Gillette zaśpiewać? I jak wyrzucałem wszystkie kasety to zosatwiłem sobie ich chyba z 7 oryginalnych- 2 single Hey`a, jedną unikatową "Live! Special Edition" Hey`a, kasety Garbage i właśnie 20 Fingers. Po prostu nie było się co oszukiwać że tak fazowa muzyka kiedyś mi się przypomni :-)
piątek, 28 listopada 2008
wtorek, 25 listopada 2008
poniedziałek, 24 listopada 2008
W pracy mnie dziś zapytali czy nadal mam wolny pokój bo jakiś Polak chcę przyjechac na Islandię w styczniu... Chyba jeszcze nie wszyscy wiedzą o kryzysie. I od razu mnie nerw chwyta bo "przecież wiesz, że mimo wszystko życie tu jest łatwiejsze niż w Polsce mimo kryzysu". A czy to moja wina, że ona swoje mieszkanie jakimś Litwinom wynajmuje i oni im jakieś bzdury o swoim kraju opowiadają? Wiadomo, jest różnie. Może dlatego że nie wszystkich stac na życie na kredyt to teraz my im pieniądze pożyczamy. Im się nadal dostatek po tym wszystkim z życiem na kredycie myli, gdzie niby masz wszystko, ale nic swojego.
niedziela, 23 listopada 2008
http://www.icelandreview.com/icelandreview/daily_life/?cat_id=16567&ew_0_a_id=315338
wogóle to z tymi targami pracy i generalnie wszystko jest teraz tak śmiesznie. Życie potrafi być zaskakujące. Nagle my, Polacy, musimy ratować islandzki raj:
Poland to the Rescue
Just when we thought we had no friends left in the world, help came from the most unexpected of places: Poland.
Unexpected because with Poles being the largest group of immigrants in Iceland, natives are increasingly making negative remarks about them, claiming that they are stealing our jobs, raising crime rates, etc… all nonsense, of course.
A recent study concluded that Poles are actually the most law-abiding group of residents in Iceland. Most employees agree that although the language barrier can prove a problem, Poles are generally honest and hard-working people. As for them stealing our jobs… well, immigrant workers usually take the jobs no one else wants and now with unemployment rates rising, a number of Polish immigrant workers are returning to their home country.
However, I realize that not every Polish citizen is law-abiding, honest and hard-working, no more than such a generalization applies to any other nation. The media tends to play on stereotypes and focus on negative stories leaving readers who lack critical thinking to make general assumptions about the nature of entire nations. (If you ever find that Iceland Review Online is guilty of such reporting—even if we have to rely on the local media for stories—please, let me know.)
Poland is doing well economically at the moment, unlike us, which is also a development not expected by many native Icelanders. And probably because most Poles who migrated to Iceland know what it is like to have little to survive on, they have saved for a rainy day, and hopefully in solid accounts, while Icelanders who were too preoccupied with the rat race spent every dime they had and more.
While many Polish citizens who reside in Iceland are now jumping the sinking ship, planning to enjoy the improved economic situation in their home country, a larger group of Poles has decided to stay in Iceland, a country they have come to love and call their home, and contribute in any way they can to reconstruct Iceland’s economy.
I find that truly noble.
The offer of a loan from Polish authorities to Iceland is not entirely unselfish, considering that they feel responsible for the high number of Poles living in Iceland. But they are also thankful for the opportunity Iceland has offered their people to come work in Iceland while our economy was booming and transfer the money back home.
In the same way, Icelanders should be thankful for the Polish workforce which has contributed to Iceland’s society by processing fish, constructing buildings, caring for the elderly, catering, cooking, cleaning…
And now, the Poles who have decided to stay, who have mastered the language, may become more than blue-collar workers, rise above the working class which many Icelanders have frowned upon, found companies and become employers and offer jobs to unemployed Icelanders, who will now have to do their own dirty work.
Icelanders didn’t used to be above any sort of work and now they may have to get used to the notion again that any type of job will do as long as the bills are paid and the children fed.
So, congratulations on 90 years of independence Poland! With your help, Iceland will become a strong, independent, and hopefully a wiser, nation once again.
ESA – eyglo@icelandreview.com
P.S. I would also like to thank Norway for offering a loan to Iceland and standing by us during these difficult times. Heia Norge!
Poland to the Rescue
Just when we thought we had no friends left in the world, help came from the most unexpected of places: Poland.
Unexpected because with Poles being the largest group of immigrants in Iceland, natives are increasingly making negative remarks about them, claiming that they are stealing our jobs, raising crime rates, etc… all nonsense, of course.
A recent study concluded that Poles are actually the most law-abiding group of residents in Iceland. Most employees agree that although the language barrier can prove a problem, Poles are generally honest and hard-working people. As for them stealing our jobs… well, immigrant workers usually take the jobs no one else wants and now with unemployment rates rising, a number of Polish immigrant workers are returning to their home country.
However, I realize that not every Polish citizen is law-abiding, honest and hard-working, no more than such a generalization applies to any other nation. The media tends to play on stereotypes and focus on negative stories leaving readers who lack critical thinking to make general assumptions about the nature of entire nations. (If you ever find that Iceland Review Online is guilty of such reporting—even if we have to rely on the local media for stories—please, let me know.)
Poland is doing well economically at the moment, unlike us, which is also a development not expected by many native Icelanders. And probably because most Poles who migrated to Iceland know what it is like to have little to survive on, they have saved for a rainy day, and hopefully in solid accounts, while Icelanders who were too preoccupied with the rat race spent every dime they had and more.
While many Polish citizens who reside in Iceland are now jumping the sinking ship, planning to enjoy the improved economic situation in their home country, a larger group of Poles has decided to stay in Iceland, a country they have come to love and call their home, and contribute in any way they can to reconstruct Iceland’s economy.
I find that truly noble.
The offer of a loan from Polish authorities to Iceland is not entirely unselfish, considering that they feel responsible for the high number of Poles living in Iceland. But they are also thankful for the opportunity Iceland has offered their people to come work in Iceland while our economy was booming and transfer the money back home.
In the same way, Icelanders should be thankful for the Polish workforce which has contributed to Iceland’s society by processing fish, constructing buildings, caring for the elderly, catering, cooking, cleaning…
And now, the Poles who have decided to stay, who have mastered the language, may become more than blue-collar workers, rise above the working class which many Icelanders have frowned upon, found companies and become employers and offer jobs to unemployed Icelanders, who will now have to do their own dirty work.
Icelanders didn’t used to be above any sort of work and now they may have to get used to the notion again that any type of job will do as long as the bills are paid and the children fed.
So, congratulations on 90 years of independence Poland! With your help, Iceland will become a strong, independent, and hopefully a wiser, nation once again.
ESA – eyglo@icelandreview.com
P.S. I would also like to thank Norway for offering a loan to Iceland and standing by us during these difficult times. Heia Norge!
W piatek i w sobotę były targi pracy w Urzędzie Miasta w Reykjaviku. Bezrobocie rośnie, państwo chce się pozbyć części mieszkańców (nie tylko emigrantów żeby było jasne), żeby odciążyć budżet państwa od zasiłków dla bezrobotnych. Poza tym trzeba jakoś pomóc żeby kredyty ludzie mogli spłacić. W wiadomościach główny news to to, że było też stoisko z Polski i że Islandczycy i że sami Islandczycy się tam o pracę pytali i że im mówiono, że oczywiście jak najbardziej, ale że polskiego muszą zacząć się uczyć. Nie wiem. Co? Poraz kolejny duma Islandczyków urażona?
Miałem w piatek w pracy impreze świąteczną, tzw. JOLAPARTY. To nic, że do świąt jeszcze miesiać. Kryzys się świąt w Islandii nie ima, wszystko w światełkach od poczatku listopada jak co roku. Wszystko ze względu na ciemności, żeby było radośniej. Rok temu wydawało mi się to całkowitym psuciem atmosfery światecznej, bo zanim dojdzie do świąt to chce Ci się już rzygać, ale w tym roku patrzę na to inaczej i lgnę do tych świateł gdzie tylko mogę :-) Wszystkie domy już we światełkach także. oprócz mojego ;-)
U mnie w pracy przed imprezą każdy decyduje czym zajmie się podczas imprezy. Bo z racji tego, że taka impreza jest w miejscu praca, więc wszystko musimy zorganizować sami. Więc jest ktoś kto gotuje, ktoś kto będzie kelnerem (ja), ktoś kto przygotuje program artystyczny, ktoś kto powita gości, ktoś kto udekoruje sale, ktoś kto rano posprzata... i tak dalej.
Ci co oragnizują program artystyczny zmuszają nas do zabawy już od środy. W tym roku trzeba było przyjść ubranym do pracy w rzeczach na lewą stroną. No więc miałem i bluzę i jeansy na lewą stronę. Cała załoga wyglądała komicznie, ale w gruncie rzeczy to takie miłe jest pobawić się jak dzieci. W czwartek z kolei trzeba było mieć krawat i jakiś kwiat we włosach. Na piatek trzeba było przynieść prezent o wartości do 1500ISK. Kupić prezent do 1500ISK... Czasami myślę, że niezłym pomysłame byłoby otworzyć sklep z gotowymi prezentami do 1500, 2000, 3000ISK. interes murowany. bo to taka mała kasa, że trzeba mieć nie lada fantazję żeby kupić coś fajnego.
Impreza jak to islandzka impreza. Zeszliśmy się wszyscy na poczatku w jednej sali i popijali szampana, po to by wkrótce przejść na główną salę, gdzie z kolei ja musiałem się nabiegać jak szlaony z racji tego że było kelnerem. A potem już tylko zabawa pomieszana z alkoholem, czyli kolejny post o tym jak to Islandczycy pić nie umieją. impreza kończy się z niedobitkami, do których zawsze należę, w centrum Reykjaviku. i tlyko tak czegoś brakło w tym roku i coś było nie tak. Nawet nie potrafie powiedzieć co, ale było coś nie tak. Niby wszystko w porzadku i tak jak zawsze, ale jednak. Nawet przy "teen like smells spirits" ześmy tańczyli. A może gdzieś tam wrogu kryzys się czaił i przez to wszyscy byli jakoś na 80%...
U mnie w pracy przed imprezą każdy decyduje czym zajmie się podczas imprezy. Bo z racji tego, że taka impreza jest w miejscu praca, więc wszystko musimy zorganizować sami. Więc jest ktoś kto gotuje, ktoś kto będzie kelnerem (ja), ktoś kto przygotuje program artystyczny, ktoś kto powita gości, ktoś kto udekoruje sale, ktoś kto rano posprzata... i tak dalej.
Ci co oragnizują program artystyczny zmuszają nas do zabawy już od środy. W tym roku trzeba było przyjść ubranym do pracy w rzeczach na lewą stroną. No więc miałem i bluzę i jeansy na lewą stronę. Cała załoga wyglądała komicznie, ale w gruncie rzeczy to takie miłe jest pobawić się jak dzieci. W czwartek z kolei trzeba było mieć krawat i jakiś kwiat we włosach. Na piatek trzeba było przynieść prezent o wartości do 1500ISK. Kupić prezent do 1500ISK... Czasami myślę, że niezłym pomysłame byłoby otworzyć sklep z gotowymi prezentami do 1500, 2000, 3000ISK. interes murowany. bo to taka mała kasa, że trzeba mieć nie lada fantazję żeby kupić coś fajnego.
Impreza jak to islandzka impreza. Zeszliśmy się wszyscy na poczatku w jednej sali i popijali szampana, po to by wkrótce przejść na główną salę, gdzie z kolei ja musiałem się nabiegać jak szlaony z racji tego że było kelnerem. A potem już tylko zabawa pomieszana z alkoholem, czyli kolejny post o tym jak to Islandczycy pić nie umieją. impreza kończy się z niedobitkami, do których zawsze należę, w centrum Reykjaviku. i tlyko tak czegoś brakło w tym roku i coś było nie tak. Nawet nie potrafie powiedzieć co, ale było coś nie tak. Niby wszystko w porzadku i tak jak zawsze, ale jednak. Nawet przy "teen like smells spirits" ześmy tańczyli. A może gdzieś tam wrogu kryzys się czaił i przez to wszyscy byli jakoś na 80%...
Moim zdaniem większość Islandczyków jeździ szybko i tak samo niekompetentnie jak wydaje pieniądze. Zawsze przypomina mi się bajka i żółwiu i zającu. Ja jestem tym żółwiem jeżdzącym przepisowo. Wszędzie jest ograniczenie do 60km/h prawie (czasami mniej), rzadko zdarza się by było do 80km/h (na głównych drogach), poza miastem jest 90km/h. no i jedzie sobie koło mnie taka bryka zazwyczaj terenowa z silnikiem 4.0 chyba, albo jakiś bardziej podrasowany samochód z silnikiem 2.0 i spieszy mu się bardzo za kazdym rzaem nie wiem gdzie. I mija mnie tam gdzie jest 60km/h i pędzi tą setką. Manadaty są tu takie wysokie, a teraz wszyscy bez pieniędzy do tego, więc dziwi mnie to tym bardziej. No i niby mija, ale i tak za jakiś 1km. spotykamy się na światłach czerwonych. I ponownie ten sam scenariusz. I znowu światła. Z racji tego, że jedzie szybciej, więc zazwyczaj wybiera pas lewy, który ma jakie takie usankcjonowanie dla piratów drogowych. Ale czasami zdarza się, że wszyscy chcą jechać tym pasem, bo niby szybciej, i okazuje się po pewnym czasie, że robi się tam mały korek, więc na przykład w którymś tam momencie mijam go i zostawiam w tyle. Dlatego kojarzy mi się to z bajką o króliku i żółwiu. Są jeszcze tak przeze mnie tańcerze drogowi. To gościu w samochodzie, który co chwilę zmienia pas żeby być szybciej. I dajmy na to są 3 past. jedzie po pasie środkowym, po czym zmienia na lewy, bo tam puściej i szybciej, tylko po to, żeby po 300m. znowu ryć się pas prawy, bo akurat będzie musiał skręcać w prawo. I tak jedzie po tej drodze przede mną jakby był narąbany i nie kontrolował samochodu. Do tego wszystkiego używanie sygnalizatorów skrętu odeszło w tym kraju jakby do lamusa. Wszędzie pełno rond i ja już na wyczcie po prostu wiem, to gdzie będzie skręcał. nie wiem, jakiś taki nawyk że się wie już po prostu. Ruch w Islandii jest prawostronny, mandaty wysokie, klucze znalazłem.
wtorek, 18 listopada 2008
Znowu nie wiem gdzie zapodziałem klucze. Obeszło się długo bez zguby mimo wszystko. Wyparowały. Czarna dziura. Liczę, że jutro w pracy znajdę. Poza tym znowu November mi się z December pomylił i impreza świateczna z pracy odbędzie się w ten piatek. I eyglo mnie na Sylwestra do siebie zaprosiła. Kolejny islaqndzki mur zwalony ;-) Zostałem zaproszony, ot tak po prostu, na imprezę do Islandczyka. Półtora roku mi to zajęło żeby się doczekać :-)
niedziela, 16 listopada 2008
Byłem wczoraj na manifestacji w centrum. Tzn. przechodziłem akurat koło manifestacji. Islandia poraz pierwszy chyba w swojej historii zebrała się i na protest udała. Musi być chyba im ciężko bardzo, bo do tej pory mieli wszystko totalnie w tyle. A tu z tygodnia na tydzień coraz więcej ludzi się schodzi. Zaczeło się jakiś czas temu bardzo niewinnie, kilkanaście osób. A teraz mnóstwo transparentów, jakieś ulotki, totalna złość w wypowiedziach. I jak na islandzkie warunki naprawdę masa, masa osób! Skoro co tydzień jest ich więcej to może doczekam takiego dnia że cała Islandia zaprotestuje. I tylko na chwilę się wróce do protestu z poprzedniego tygodnia:
"Dla kogo pracuje parlament
Poniedziałek 10. Listopad 2008 kl 16:33
Höfundur: Ritstjórn DV (ritstjorn@dv.is)
„Zamierzeniem było pokazanie kto w rzeczywistości rządzi naszym krajem,“ powiedział jeden z protestujących, dwudziestoletni mężczyzna, który wciągnął flagę Bónus na maszt umieszczony na budynku parlamentu w ostatnią sobotę. „Mamy nadzieję, że ludzie dojdą do tego, iż to właśnie oni sami mają wpływ na to, co się dzieje wokół nas wszystkich. Zmiana flagi na jedną minutę nie ma może wielkiego znaczenia, pokazuje jednak, że wszystko i wszystkich można zmienić,“ dodał młody człowiek, wciągający flagę na maszt.
Sam on zajął bardzo dobre miejsce podczas zamieszek, czyli na dachu parlamentu. Widział doskonale, to w jaki sposób i w który momencie protestujący spotkali się z policją . Można było zauważyć współpracę pomiędzy protestującymi. Wykrzykiwali oni różnorodne hasła oraz przyczynili się do tego, że policjanci mieli niełatwą i nieciekawą pracę."
I wiecie, jakby w tej naszym pieknym kraju nie było to nigdy nie bezcześciliśmy naszej flagi. Nie ważne jakie rewolucje, protesty, nigdy by to nikomu do głowy nie przyszło, że można zbeszcześcić własną flagę. Z tą Bonusową świnią to naprawdę nawet i śmieszne było, ale kraj, który jest tak dumny sam z siebie, kraj, któremu wmówiono, że jest najlepszym miejscem do życia na ziemii, tan sam kraj, ci sami ludzie, w ciagu trzech miesięcy co? Przestają byc dumni ze swojego kraju, flaga narodowa im się nie podoba nagle i jak na prawdziwych nacjonalistów przystało, nie bronią swoich symboli narodowych? Ani jednego zająkniecia przez nikogo że może nie tędy droga?
Teraz ja stawiam tezę:) Bo z Islandczykami to chodzi o to, że oni nie kochają Islandii. Oni Islandię, jej unikatowe krajobrazy, wszystko co udróżnią ją od innych krajów mają głęboko w tyle. Oni kochają tylko pieniadze na Islandii, nie Islandię. Dowód? Ponad 30% obywateli myśli o emigracji. 30%? No dobra, z Polski też może i z 2mln osób wyjechały do wejscia do Unii, ale to chyba nadal nie jest 30% społeczeństwa.
I jeszcze nagle Unia Europejska, która zawsze była dla większości starsznie "be", nagle nawet dla największych oponentów w partiach politycznych staje się "cacy". Dlaczego? Dla pieniędzy. Islandia wejdzie do Unii, ale nie dlatego że chce. Dlatego że musi. I to jest takie żałosne ten ich brak honoru. Zaraz znajdą oczywiście 1000 różnych powodów dlaczego to Unia jest dobra i jakie będą korzyści i będą je nagminnie powtarzać i będą starali się sami w te brednie uwierzyć, bo co innego im zostanie. Potem przyjmą EURO, po tym oszołamiającym kursie chyba im te koronę przeliczą, i to wszystko będzie takie smutne. Korona zniknie. I smutne to będzie tylko z tego powodu, że Islandia do Unii nie chce, ale po prostu wychodzi na to że muszą chcieć. Tu się taki Giertych nie znajdzie, za dużo w nich pragmatyzmu, zero przekonań. No przepraszam, oprócz jednego przekonania: rządzi pieniądz. Czasami myślę, że gospodarka to się szybko podniesie, ale ich psychika to chyba sie po tym krzysie zmieni na zawsze.
"Dla kogo pracuje parlament
Poniedziałek 10. Listopad 2008 kl 16:33
Höfundur: Ritstjórn DV (ritstjorn@dv.is)
„Zamierzeniem było pokazanie kto w rzeczywistości rządzi naszym krajem,“ powiedział jeden z protestujących, dwudziestoletni mężczyzna, który wciągnął flagę Bónus na maszt umieszczony na budynku parlamentu w ostatnią sobotę. „Mamy nadzieję, że ludzie dojdą do tego, iż to właśnie oni sami mają wpływ na to, co się dzieje wokół nas wszystkich. Zmiana flagi na jedną minutę nie ma może wielkiego znaczenia, pokazuje jednak, że wszystko i wszystkich można zmienić,“ dodał młody człowiek, wciągający flagę na maszt.
Sam on zajął bardzo dobre miejsce podczas zamieszek, czyli na dachu parlamentu. Widział doskonale, to w jaki sposób i w który momencie protestujący spotkali się z policją . Można było zauważyć współpracę pomiędzy protestującymi. Wykrzykiwali oni różnorodne hasła oraz przyczynili się do tego, że policjanci mieli niełatwą i nieciekawą pracę."
I wiecie, jakby w tej naszym pieknym kraju nie było to nigdy nie bezcześciliśmy naszej flagi. Nie ważne jakie rewolucje, protesty, nigdy by to nikomu do głowy nie przyszło, że można zbeszcześcić własną flagę. Z tą Bonusową świnią to naprawdę nawet i śmieszne było, ale kraj, który jest tak dumny sam z siebie, kraj, któremu wmówiono, że jest najlepszym miejscem do życia na ziemii, tan sam kraj, ci sami ludzie, w ciagu trzech miesięcy co? Przestają byc dumni ze swojego kraju, flaga narodowa im się nie podoba nagle i jak na prawdziwych nacjonalistów przystało, nie bronią swoich symboli narodowych? Ani jednego zająkniecia przez nikogo że może nie tędy droga?
Teraz ja stawiam tezę:) Bo z Islandczykami to chodzi o to, że oni nie kochają Islandii. Oni Islandię, jej unikatowe krajobrazy, wszystko co udróżnią ją od innych krajów mają głęboko w tyle. Oni kochają tylko pieniadze na Islandii, nie Islandię. Dowód? Ponad 30% obywateli myśli o emigracji. 30%? No dobra, z Polski też może i z 2mln osób wyjechały do wejscia do Unii, ale to chyba nadal nie jest 30% społeczeństwa.
I jeszcze nagle Unia Europejska, która zawsze była dla większości starsznie "be", nagle nawet dla największych oponentów w partiach politycznych staje się "cacy". Dlaczego? Dla pieniędzy. Islandia wejdzie do Unii, ale nie dlatego że chce. Dlatego że musi. I to jest takie żałosne ten ich brak honoru. Zaraz znajdą oczywiście 1000 różnych powodów dlaczego to Unia jest dobra i jakie będą korzyści i będą je nagminnie powtarzać i będą starali się sami w te brednie uwierzyć, bo co innego im zostanie. Potem przyjmą EURO, po tym oszołamiającym kursie chyba im te koronę przeliczą, i to wszystko będzie takie smutne. Korona zniknie. I smutne to będzie tylko z tego powodu, że Islandia do Unii nie chce, ale po prostu wychodzi na to że muszą chcieć. Tu się taki Giertych nie znajdzie, za dużo w nich pragmatyzmu, zero przekonań. No przepraszam, oprócz jednego przekonania: rządzi pieniądz. Czasami myślę, że gospodarka to się szybko podniesie, ale ich psychika to chyba sie po tym krzysie zmieni na zawsze.
Odkąd sam byłem redaktorem gazetki szkolnej mam wystarczająco luźny stosunek do tego co się ogląda i wypisuje. No ale to co czasami robią media to już ludzkie pojęcie przechodzi. Najpierw TVN i te nieszczęsne 50000zł na miesiąc w rybach, istny raj na ziemii, który w zaledwie pół roku zmienił się w tej samej stacji w piekło na końcu świata. Ten reporter męczący w wywiadzie konsula pod swoją straszliwą tezę... Przed moim wyjazdem z Polski był jeszcze newsweek, który chyba tak się nawystraszał swoich bredni, że za jakiś czas napisali artykuł "prostujacy" wszystko, że to jednak tak nie do końca ładnie i pięknie, że i życie drogie, mieszkania drogie itpo a teraz ., itd.
No a teraz "Polityka" mi tu z czymś wyskoczyła. Komentuję to o tyle, że to w sumie jakby o mnie po części też było, w tym sensie, że Krzysiu to był mój najlepszy przyjaciel w tym kraju.
"Joanna Cieśla
10 listopada 2008
Trzeci start
Kryzys przygna Polaków z emigracji do kraju szybciej niż przewidywano.
PIĘKNĄ TEZĘ JUŻ MAMY. TERAZ TYLKO JĄ UDOWODNIĆ.
Krzysztof Cukierski, 27-letni poznaniak, z wykształcenia fizjoterapeuta, ma dobrą intuicję. Z emigracji zwinął się po dziewięciu miesiącach, wiosną tego roku. W ostatniej chwili, by nie stracić uzbieranych oszczędności.
KŁAMSTWO. KRZYSIEK NIE WYWIÓZŁ STĄD ŻADNYCH OSZCZĘDNOŚCI. I NIE WYJECHAŁ ZE WZGLĘDU NA JAKIS TAM KRZYS, BO AKURAT W LUTYM TO NAPRAWDĘ BYŁO JESZCZE RAJSKO.
Do Islandii wybierał się początkowo na pięć lat. Pracował jako masażysta w ekskluzywnym ośrodku SPA. Pieniądze jak na islandzkie standardy nie były oszałamiające, ale pozwalały odłożyć co miesiąc – jak na polskie standardy – okrągłą kwotę.
NIE WIEM CO TO ZNACZY DLA TEJ PANI "OKRĄGŁA" SUMKA I JAKIE SĄ DLA TEJ PANI POLSKIE STANDARTY.
Miał czas na czytanie, myślenie i obserwacje, więc w końcu dotarło do niego, że nie rozwinie się zawodowo i nie nawiąże prawdziwych więzi, nie mówiąc dobrze w tamtejszym, trudnym języku. Do tego coś zaczęło się psuć w jego związku – dziewczyna została w Polsce. Zrozumiał, że z kraju trochę uciekł. Przed odpowiedzialnością, decyzjami, dorosłością.
OJ, BO SIĘ WRUSZĘ.
Krzysztof Cukierski z Islandii znalazł pracę w dużej agencji nieruchomości. Związku z dziewczyną uratować się nie udało.
BO JUŻ ŻADNEJ DZIEWCZYNY NIE BYŁO JAK WRACAŁ...
Zamieszkał z rodzicami, bo przy prowizyjnym systemie wynagrodzeń w agencji banki nie udzielą mu kredytu. Ale nie narzeka. Nie podoba mu się, jak ludzie zrzucają odpowiedzialność za swoją sytuację życiową na kraj, polityków. Dlatego nie mówi, że daje Polsce jeszcze jedną szansę. Mówi, że jeszcze jedną szansę daje sobie tutaj."
Wogóle ja nawet nie będę starał się w to wszystko wnikać, ale powiedzieć 2 zdania, potem je przerobić i się czlowiek na ulicy pokazywać nie może. Zastanawiam się czy inni ludzie, którzy są opisywani w tym artykule mają takie same odczucią. Inaczej mówiąc trzeba sobie te wszystkie artykuły o emigracji przez... 10 dzielić. I Krzysiek nie pasuje do żadnego z 4 typów emigrantów tam wymienionych, więc nie wiem co on wogóle robi w tym artykule.
I racje miał tlyko "Przekrój". Nigdy nie zapomnę tego artykułu, że jeśli ktoś chcę zaznać islandzkiego dobrobytu to trzeba wyjechać przed rokiem 2008:) Mieli troszkę inną tezę, że się rynek już zapcha i więcej ludzi nie przyjmie, no ale któż mógł przewidzieć że stanie się to, co się stało. Tak czy inaczej pomimo innej tezy sprawdziło się jak najbardziej.
Nie wierzcie we wszystko co przeczytacie o Islandii :-)
No a teraz "Polityka" mi tu z czymś wyskoczyła. Komentuję to o tyle, że to w sumie jakby o mnie po części też było, w tym sensie, że Krzysiu to był mój najlepszy przyjaciel w tym kraju.
"Joanna Cieśla
10 listopada 2008
Trzeci start
Kryzys przygna Polaków z emigracji do kraju szybciej niż przewidywano.
PIĘKNĄ TEZĘ JUŻ MAMY. TERAZ TYLKO JĄ UDOWODNIĆ.
Krzysztof Cukierski, 27-letni poznaniak, z wykształcenia fizjoterapeuta, ma dobrą intuicję. Z emigracji zwinął się po dziewięciu miesiącach, wiosną tego roku. W ostatniej chwili, by nie stracić uzbieranych oszczędności.
KŁAMSTWO. KRZYSIEK NIE WYWIÓZŁ STĄD ŻADNYCH OSZCZĘDNOŚCI. I NIE WYJECHAŁ ZE WZGLĘDU NA JAKIS TAM KRZYS, BO AKURAT W LUTYM TO NAPRAWDĘ BYŁO JESZCZE RAJSKO.
Do Islandii wybierał się początkowo na pięć lat. Pracował jako masażysta w ekskluzywnym ośrodku SPA. Pieniądze jak na islandzkie standardy nie były oszałamiające, ale pozwalały odłożyć co miesiąc – jak na polskie standardy – okrągłą kwotę.
NIE WIEM CO TO ZNACZY DLA TEJ PANI "OKRĄGŁA" SUMKA I JAKIE SĄ DLA TEJ PANI POLSKIE STANDARTY.
Miał czas na czytanie, myślenie i obserwacje, więc w końcu dotarło do niego, że nie rozwinie się zawodowo i nie nawiąże prawdziwych więzi, nie mówiąc dobrze w tamtejszym, trudnym języku. Do tego coś zaczęło się psuć w jego związku – dziewczyna została w Polsce. Zrozumiał, że z kraju trochę uciekł. Przed odpowiedzialnością, decyzjami, dorosłością.
OJ, BO SIĘ WRUSZĘ.
Krzysztof Cukierski z Islandii znalazł pracę w dużej agencji nieruchomości. Związku z dziewczyną uratować się nie udało.
BO JUŻ ŻADNEJ DZIEWCZYNY NIE BYŁO JAK WRACAŁ...
Zamieszkał z rodzicami, bo przy prowizyjnym systemie wynagrodzeń w agencji banki nie udzielą mu kredytu. Ale nie narzeka. Nie podoba mu się, jak ludzie zrzucają odpowiedzialność za swoją sytuację życiową na kraj, polityków. Dlatego nie mówi, że daje Polsce jeszcze jedną szansę. Mówi, że jeszcze jedną szansę daje sobie tutaj."
Wogóle ja nawet nie będę starał się w to wszystko wnikać, ale powiedzieć 2 zdania, potem je przerobić i się czlowiek na ulicy pokazywać nie może. Zastanawiam się czy inni ludzie, którzy są opisywani w tym artykule mają takie same odczucią. Inaczej mówiąc trzeba sobie te wszystkie artykuły o emigracji przez... 10 dzielić. I Krzysiek nie pasuje do żadnego z 4 typów emigrantów tam wymienionych, więc nie wiem co on wogóle robi w tym artykule.
I racje miał tlyko "Przekrój". Nigdy nie zapomnę tego artykułu, że jeśli ktoś chcę zaznać islandzkiego dobrobytu to trzeba wyjechać przed rokiem 2008:) Mieli troszkę inną tezę, że się rynek już zapcha i więcej ludzi nie przyjmie, no ale któż mógł przewidzieć że stanie się to, co się stało. Tak czy inaczej pomimo innej tezy sprawdziło się jak najbardziej.
Nie wierzcie we wszystko co przeczytacie o Islandii :-)
piątek, 14 listopada 2008
Mama Thomasa zasługuje jeszcze na jednego posta, bo ja nie wiedziałem że mama Thomasa to także mama Isaka, który ma 4 lata. Bo isak generalnie bardzo za mną przepada i tym sposobem ja przepadam za nim jeszcze bardziej. Poza tym skumałem że on czai po angielsu i będzie miał teraz ze mną przerąbane- jak reszta dzieci mówiąca po polsku lub angielsku- nie ma zmiłuj się, wysłowie się bez zająknięcia na każdy temat:)
P.S. Ja marzne. Może dlatego że samochód nie w każdej sytuacji zastępuje mi autobus.
P.S. Ja marzne. Może dlatego że samochód nie w każdej sytuacji zastępuje mi autobus.
środa, 12 listopada 2008
Niektorzy sie martwia o prace w edukacji, bo wszyscy Polacy wyjada. A ja to sie bardziej zaczynam martwic ze polowa dzieci wyjedzie w koncu z Islandii ze swoimi rodzicami. I to nie polskich dzieci, ale islandzkich. W ciagu miesiac decyzje o wyjezdzie podjely 3 rodziny, z czego jedna juz pojechala a dwie sie szykuja. Poza tym duzo tatusiow zaczyna tez teraz w Szwecji pracowac i rodziny sie rozbite robia. Zaznaja tego wszystkiego co w naszym kraju wyglada. Szkoda, naprawde szkoda ze nie moze byc tak jak bylo.
wtorek, 11 listopada 2008
Byłem wczoraj na uroczystości z okazji Dnia Niepodległości w konsulacie. poznałem dwóch islandczyków biegle mówiących po polsku. Jednak niemożliwe staje się mozliwe. Poraz kolejny. Oprócz tego nauczyłem islandzkiego kelnera co należy zrobić z Żubrówką. Bo mi podaje taki w kieliszku od wódki i rób co chcesz z tym. Do tego jakieś 3 laski islandzkie co kojarze z Sirkusa przyszły i narobiły trochę zamieszania. Reszta to historia. Historia nie do opisania...
piątek, 7 listopada 2008
Polska pozycza Islandii pieniadze. Naprawde, nie myslalem ze do tego kiedys dojdzie, ale dzieje i juz widze ta ich mine i pokrzywdzona duma narodowa, ze oto ta biedna Polska, dla niektorych na granicy trzeciego swiata, pozycza nam Polsce. Dzien bedzie piekny dzisiaj choc pada. Bede chodzil i pytal sie ludzi czy wiedza i obserwowal ich miny. Juz dwa razy to zorbilem. Niezapomniane wrazenia, tak im glupio i wstyd. Przynajmniej tyle mam z ich glupoty finansowej. I co bedzie gdy Karen moja z pracy, nacjonalistka, sie dowie? Sprawiedliwosc dziejowa sie spelnia. Juz teraz;)
środa, 5 listopada 2008
z GG
seweryn 10:20:00
koment. do wpisu z bloga:
Wszystko ladnie pieknie Grzeslawku tylko mam jedno ale - to nie spoleczenstwo jest winne temu co sie stalo w Islandii, jesli myslisz ze to spoleczenstwo spowodowalo taki burdel w ekonomii to niestety jestes naiwny i uwierz mi, ze spoleczenstwo islandzkie nie zylo bardziej na kredyt niz np spoleczenstwo w norwegii czy szwecji. Wszedzie w zach. Europie wszyscy zyja na kredyt.
seweryn 10:22:12
pozwole sie jeszcze przyczepic - hot spoty to miejsca z darmowym netem
seweryn 10:22:24
dzialajace w oparciu o wi-fi
seweryn 10:22:38
na basenach sa hot poty :)
seweryn 10:23:14
poza tym ja jeszcze nie zmarzlem w tym roku wiec troch enie kumam :)
seweryn 10:23:26
tego wpisu pogodozimnotrzesaco Grzesiowego
henry 17:22:21
http://www.cwaniak.rembertow.net/
koment. do wpisu z bloga:
Wszystko ladnie pieknie Grzeslawku tylko mam jedno ale - to nie spoleczenstwo jest winne temu co sie stalo w Islandii, jesli myslisz ze to spoleczenstwo spowodowalo taki burdel w ekonomii to niestety jestes naiwny i uwierz mi, ze spoleczenstwo islandzkie nie zylo bardziej na kredyt niz np spoleczenstwo w norwegii czy szwecji. Wszedzie w zach. Europie wszyscy zyja na kredyt.
seweryn 10:22:12
pozwole sie jeszcze przyczepic - hot spoty to miejsca z darmowym netem
seweryn 10:22:24
dzialajace w oparciu o wi-fi
seweryn 10:22:38
na basenach sa hot poty :)
seweryn 10:23:14
poza tym ja jeszcze nie zmarzlem w tym roku wiec troch enie kumam :)
seweryn 10:23:26
tego wpisu pogodozimnotrzesaco Grzesiowego
henry 17:22:21
http://www.cwaniak.rembertow.net/
wtorek, 4 listopada 2008
16:30
Wieje, oberwanie chmury poziome. Zanim dojde do samochodu jakies... 30 metrow bede caly mokry:) Nic tylko siedziec w domu:) Az mi sie nie chce wychodzic z pracy.
czwartek, 30 października 2008
Może trudno w to uwierzyc, ale niektórych islandczyków cieszy kryzys, gdyż wszystko wróci do normalności. Nie wiem ile osób zdaje sobie sprawę, że jesteśmy dopiero na początku kryzysu. Islandczycy pewni siebie, że im wszyscy wkoło pieniądze pożyczą i sami ich nie zostawią, ale także i rogoryczeni szantażują wszystkich na około, ze jak nie to kasę od rosji wezmą. Ale co się dziwic takiej Norwegii dajmy na to, że się zastanawia czy im kasę pożyzcyc:) Ktoś kto tak się rządzi pieniędzmi...
wtorek, 28 października 2008
Nie piszę bo nie mam kiedy. Czas tu leci jakoś inaczej, a może tak mi się zdaję. Poza tym mam dwie pracę, a w sumie to trzy, bo jedną charytatywną i pochłania mnie to niewyobrażalnie od jakiegoś czasu. Nie mam na nic siły, nie ma mnie często w domu, poza tym 3 razy w tygodniu chodzę jeszcze na islandzki. A miło do tego prowadzić jakieś normalne życie, od czasu do czasu się z kimś spotkać. Ja nawet z pracy smsy do Polski piszę, bo nie mam czasami nawet kiedy w pokoju posiedzieć na tlenofonie i pogadać z ludźmi. i za każdym razem obiecuje sobie że to zmienię, bo w koncu ze wszystkim stracę kontakt w kraju. Ale miło że czasami ktoś pyta dlaczego nie piszę. Jestem zażenowany za każdym razem jak pyta ktoś kogo nie znam, bo po prostu nie mogę uwierzyć że dla kogoś to może być takie interesujące. Ale piszę chyba tak jak sam chciałbym to czytać gdyby pisał kto inny. Czasami chyba za dużo w tym mnie:) I w zależności od samopoczucia zmieniam poglądy:) Można się pogubić. Dominika darmowy numer się do mnie marnuje. Monika, może już czas szukać wydawcy?- na Islandii się już nie dorobię, złudzenia opadły;)
Staje się w Islandii dorosły:) Naprawdę. Bo ja nie jestem dorosły. Zatrzymałem się na poziomie 19- latka może i było mi z tym dobrze, no ale cóż- życie. Z dala od domu, od przyjaciół, najbliższych- samo życie. Czasami to myślę, że jak się mieszka w swoim kraju, ma się to takie bezpieczeństwo, że jak coś to zawsze jakieś koło ratunkowe, nie ma się dzieci i jakiś tam inncyh powazniejszych zobowiązań, to jednak nie jest to samo co dajmy na to tutaj. Chcę być miły i naiwny, ale po prostu nie mogę. A najgorsze jest to, że to sami Islandczycy- ci zapatrzeni w siebie nacjonaliści- mi to mówią. Że helloł, że to się nazywa dorosłość i muszę zacząć walczyć o własne interesy bo kto mi inny pomoże i za mnie coś załatwi jak nie ja sam sobie. Sami mówią mi, że są okropni i bez skrupułów wykorzystają moją nie wiedzę na temat islandzkiego prawa "bo chcę być miły, a do tego jestem jestem MIŁYM imigrantem". No i co kurwa? No i muszę stać się nie miły i zadbać w końcu o parę spraw żeby było jak Bóg przykazał. Nie jestem aż tak głupi żeby nie wiedzieć że tak jest pewnie wszędzie na świecie, ale to nie zmienia faktu że nie chcę żeby tak było. Jak przyjechałem tutaj to myślałem, że jejku, że tak mało osób a tyle się dzieje i tyle rzeczy mają, tyle budują i wogóle jak im fajnie. Potem bardzo szybko sie zorientowałem, że wiele, jak nie większośc tego szczęścia to na kredyt. Ale mimo to myślałem, że to miło, bo w końcu trudno mieć coś porządnego nie na kredyt jak się nie jest bardzo bogatym. Mają przyzwoite pensje, korona nieźle stoi, więc fajnie że mogą sobie pozwolić. Oczywiście wtedy nie zdawałem sobie sprawy z ich niedopowiedzialności- i społeczeństwa i władzy. Społeczeństwa, bo niby spoko, naprawdę, że islandczyk może wszystko i to czyni go najszczęśliwszym narodem na świecie, ale helloł, gdzie się podziała wyobraźnia? Nie można jednak mieć 20 lat, apartamentu na kreyt, wypasionej fury i wakacji za granicą tylko dlatego że w kraju jest bezrobocie 1%. Już potem nie miałem nadziei, ale myślałem, że banki jeszcze wiedzą co robią i ktoś tam prowadzi jakieś wyliczenia na co nas stać, a na co nie. Oczywiście nie myślałem tak naprawde że mam rację.
Gdy w latach 60%byli w Islandii hipisi jak na całym świecie wtedy, to nie mieli oni tutaj łatwego życia. Bo w 95% przypadkach życie tutaj sprowadza się do pracy. I to nie jest nawet wybór. Jest ich tak mało, odcięci od świata. Trzeba pracować żeby się utrzymać. Poza tym oni w umysłach mają zakodowaną pracę- to jest coś, co sprawia że mają jakąś tam pozycję w społeczeństwie. Nawet nie to co robisz, ale praca sama w sobie. Jak ktoś tu przyjeżdża na wakację albo na chwilę to widzi tylko uśmiechnietych islandczyków pomagających we wszystkim- nawet do kogoś zadzwonią żeby się dowiedzieć co się gdzie znajduje i czujesz się taki special, na pasach zatrzymują się jak cię widzą, nawet jak masz do tych pasów 50 metrów. Poza tym Bjork i Gus Gus, że każdy dużo czyta, że są tak uzdolnieni artystycznie, a kobiety lecą garściami na każdego turystę z zagranicy. I wydają się taki wychillout`owani i bezstresowi, ale to tylko dlatego, że są tak naprawdę zakompleksieni na swoim punkcie przy ludziach z zagranicy, bo podskórnie zdają sobie sprawę że są wiochą, poza tym jesteś turystą który zostawia pieniądzę, a za potrącenie kogoś można mieć niezłą sprawę w sądzie. A jak tu jesteś chwilę, mieszkasz, przestajesz być turystą, to widzisz tą całą maskaradę, że wszystko, chcąc nie chcąc, jest zobligowane na pieniądze. Że występuje genetyczne wręcz parcie na pieniądze. Że uważają cie za idiotę i durnia, jak Ci się nie chce z kimś kłócić o 10000ISK, bo pieniądze to przecież wszystko i oczywiście biorą je od Ciebie garściami w podatkach, przy wizycie u lekarza, ale konia z rzędem temu, kto został poinformowany sam z siebie, tak po prostu- że masz jakieś prawa i Ci się coś należy. Nie. Poza tym nie daj Boże, żeby Ci się jeszcze pieniądze należały. I dlatego hipisi islandcy byli zmuszeni emigrować do Danii, jeśli nadal chcieli być hipisami, bo im Islandia uniemożliwiała bycie sobą. I jest to takie smutne jak przeczytałem o tych hipisach, że aż mi się płakać chciało. I pytanie za 100 punktów: dlaczego Bjork tu nie mieszka na stałe? I był to post islandzkiego hipisa, który nigdzie się stąd nie wybiera i dlatego przestaje być hipisem. Będzie niedobrym, dbającym o swoje interesy dorosłym :) Oczywiście nie dotyczy to Mai Paji.
I tak o to pieniądze doprowadziły Islandię do upadku:) W tej chwili muszą wziąć z Międzynardowego Funduszu Walutowego i od innych państw połowę sumy jaką potrzebują Węgrzy!!! Tylko jest jedno małe ale. Węgrów jest 10 milionów a Islandczyków 300 tysięcy!!! 300 tysięcy ludzi narobiło tyle długów co 10 milionów osób w innym państwie. To jest moim zdaniem najpiekniejsze posumowanie tego co rozumiałem pod pojęciem ISLANDZKIEGO KOSMUPCJONIZMU. I skończył się tym sposobem islandzki raj dla dorobkiewiczów z Polski i innych krajów. Teraz za mamoną to i Islandczycy będą zmuszeni jeździć. I jestem na nich trochę wkurzony, bo niby tak o każdą koroną prywatną dbają, ale chyba trochę zapomniało im się o ogóle i będą cierpieć wszyscy. Jestem wkurwiony, nawet nie wkurzony, jak pomyśle o ich braku wyobraźni. Ale cierpliwi zostaną wynagrodzeni. Tak wynika z histori i inaczej być nie może. Ci co byli tu dla pieniędzy odejdą. Większość tych, co pod podszywką "kochania" Islandii była tu dla pieniędzy też odejdzie. I rozumiem i jednych i drugich. Bo w końcu tylko kretyn zostaje na tonącym okręcie bez informacji ile łodzi ratunkowych jest dostępnych, a jedyne co jest pewne to to, że nie dla wszystkich na pewno tych łodzi starczy. Reszcie będzie lżej. nie za rok, nie za dwa. Ale lżej. Mi bedzie lżej, bo nie będe jedynym w swoim wieku nie islandczykiem bez domu na kredyt i nowego samochodu. Waliło mnie to generalnie, ale jakoś tak uczucie było nie miłe. Będzie troche jak u nas. Może wiecej osób będzie rozumieć że można pracować za mniej, ale i dla przyjemności. Może będzie troche hipisów, wszystko zwolni, ludzie będą mieli czas na zastanowienie i pomyślą co jest tak naprawdę ważne. Islandzki nacjonalizm trochę stopnieje, podkulą, tak dla własnego zdrowia, trochę ogony, rozejrzą się po świecie i zobaczą że może to właśnie teraz wróciła normalność i że nie można mieć wszystkiego w życiu. Bo wszyscy dobrze wiemy, że ten kraj jest unikatowy w skali światowej pod paroma wzgledami i gdzie jak nie tutaj, prawda?
I jeszcze na podsumowanie rozmowa przez GG:
henry (26-10-2008 22:54)
ja nie mam wyboru. w przedszkolu musze umiec:)
henry (26-10-2008 22:54)
wiec sie nad tym nie zastanawiam:)
(26-10-2008 22:54)
ale te przedszkolne dzieciaki to straszne sa
henry (26-10-2008 22:54)
dlaczego??
(26-10-2008 22:54)
pluja prosto w twarz
(26-10-2008 22:54)
drapia po buzi
(26-10-2008 22:55)
nie sluchaja wogole nikogo
(26-10-2008 22:55)
kopia
(26-10-2008 22:55)
echh
(26-10-2008 22:55)
kolezanka ktora dzieci kocha
(26-10-2008 22:55)
wytrzymala 2 miesiace
henry (26-10-2008 22:55)
naprawde??
henry (26-10-2008 22:55)
nie wiem
(26-10-2008 22:55)
wogole te dzieciaki sa zle nastawione do Polakow
henry (26-10-2008 22:56)
tzn??
(26-10-2008 22:56)
w domu chyba za duzo slysza
(26-10-2008 22:56)
a potem powtarzaja
(26-10-2008 22:56)
jak kataryny
(26-10-2008 22:56)
one nawet nie sa swiadome tego co mowia
(26-10-2008 22:57)
ale Islandczycy nie sa zadowoleni z tego ze ich dzieciaki sa uczone prze polakow
I na koniec naprawdę optymistycznie. Bo ja tej pani na oczy nie widziałem i nie wiem też o kim mowa. Ale dzięki Ci Panie za kryzys jeśli Islandia pozbędzie się takich ludzi przez przypadek. Zyskamy na tym wszyscy. Bo nie wiem jak trzeba być... ograniczonym, żeby takie rzeczy opowiadać. I co? Jedzie ktoś potem do Polski i takie ludzie o emigracji mają pojęcie. Wyjaśnijmy to raz na zawsze. Jak kogoś dziecko, bezbronne, dwu- sześcio- letnie, nie myślące wogóle w skali rasy lub narodowości, bije i drapie, to tylko dlatego, że danej osobie się może tylko wydawać że nadawała się na dane miejsce, a tymczasem wogóle nie powinna być dopuszczona do wykonywania takiej pracy. Jak ktoś wstaje rano i ma nastawienie jaki ten kraj beznadziejny, jacy Ci islandczycy niedobrzy, jak nas wykorzystują i takie tam sraty pierdy, to nic dziwnego ze nic dobrego z tego, oprócz wrzodów i nerwicy, być nie może. Poza tym składam tego posta i tą wypowiedź jako trybut dla moich kolegów z pracy na 66,25% etatu :) i wszystkich 130 dzieci, które mnie kochają, uśmiechają się do mnie i zmieniają moje życie każdego dnia. Ustalmy to jeszcze raz. Nigdy nie pozwolę nikomu robić z moich islandzkich dzieci jakiś diabłów w ludzkiej skórze.
Gdy w latach 60%byli w Islandii hipisi jak na całym świecie wtedy, to nie mieli oni tutaj łatwego życia. Bo w 95% przypadkach życie tutaj sprowadza się do pracy. I to nie jest nawet wybór. Jest ich tak mało, odcięci od świata. Trzeba pracować żeby się utrzymać. Poza tym oni w umysłach mają zakodowaną pracę- to jest coś, co sprawia że mają jakąś tam pozycję w społeczeństwie. Nawet nie to co robisz, ale praca sama w sobie. Jak ktoś tu przyjeżdża na wakację albo na chwilę to widzi tylko uśmiechnietych islandczyków pomagających we wszystkim- nawet do kogoś zadzwonią żeby się dowiedzieć co się gdzie znajduje i czujesz się taki special, na pasach zatrzymują się jak cię widzą, nawet jak masz do tych pasów 50 metrów. Poza tym Bjork i Gus Gus, że każdy dużo czyta, że są tak uzdolnieni artystycznie, a kobiety lecą garściami na każdego turystę z zagranicy. I wydają się taki wychillout`owani i bezstresowi, ale to tylko dlatego, że są tak naprawdę zakompleksieni na swoim punkcie przy ludziach z zagranicy, bo podskórnie zdają sobie sprawę że są wiochą, poza tym jesteś turystą który zostawia pieniądzę, a za potrącenie kogoś można mieć niezłą sprawę w sądzie. A jak tu jesteś chwilę, mieszkasz, przestajesz być turystą, to widzisz tą całą maskaradę, że wszystko, chcąc nie chcąc, jest zobligowane na pieniądze. Że występuje genetyczne wręcz parcie na pieniądze. Że uważają cie za idiotę i durnia, jak Ci się nie chce z kimś kłócić o 10000ISK, bo pieniądze to przecież wszystko i oczywiście biorą je od Ciebie garściami w podatkach, przy wizycie u lekarza, ale konia z rzędem temu, kto został poinformowany sam z siebie, tak po prostu- że masz jakieś prawa i Ci się coś należy. Nie. Poza tym nie daj Boże, żeby Ci się jeszcze pieniądze należały. I dlatego hipisi islandcy byli zmuszeni emigrować do Danii, jeśli nadal chcieli być hipisami, bo im Islandia uniemożliwiała bycie sobą. I jest to takie smutne jak przeczytałem o tych hipisach, że aż mi się płakać chciało. I pytanie za 100 punktów: dlaczego Bjork tu nie mieszka na stałe? I był to post islandzkiego hipisa, który nigdzie się stąd nie wybiera i dlatego przestaje być hipisem. Będzie niedobrym, dbającym o swoje interesy dorosłym :) Oczywiście nie dotyczy to Mai Paji.
I tak o to pieniądze doprowadziły Islandię do upadku:) W tej chwili muszą wziąć z Międzynardowego Funduszu Walutowego i od innych państw połowę sumy jaką potrzebują Węgrzy!!! Tylko jest jedno małe ale. Węgrów jest 10 milionów a Islandczyków 300 tysięcy!!! 300 tysięcy ludzi narobiło tyle długów co 10 milionów osób w innym państwie. To jest moim zdaniem najpiekniejsze posumowanie tego co rozumiałem pod pojęciem ISLANDZKIEGO KOSMUPCJONIZMU. I skończył się tym sposobem islandzki raj dla dorobkiewiczów z Polski i innych krajów. Teraz za mamoną to i Islandczycy będą zmuszeni jeździć. I jestem na nich trochę wkurzony, bo niby tak o każdą koroną prywatną dbają, ale chyba trochę zapomniało im się o ogóle i będą cierpieć wszyscy. Jestem wkurwiony, nawet nie wkurzony, jak pomyśle o ich braku wyobraźni. Ale cierpliwi zostaną wynagrodzeni. Tak wynika z histori i inaczej być nie może. Ci co byli tu dla pieniędzy odejdą. Większość tych, co pod podszywką "kochania" Islandii była tu dla pieniędzy też odejdzie. I rozumiem i jednych i drugich. Bo w końcu tylko kretyn zostaje na tonącym okręcie bez informacji ile łodzi ratunkowych jest dostępnych, a jedyne co jest pewne to to, że nie dla wszystkich na pewno tych łodzi starczy. Reszcie będzie lżej. nie za rok, nie za dwa. Ale lżej. Mi bedzie lżej, bo nie będe jedynym w swoim wieku nie islandczykiem bez domu na kredyt i nowego samochodu. Waliło mnie to generalnie, ale jakoś tak uczucie było nie miłe. Będzie troche jak u nas. Może wiecej osób będzie rozumieć że można pracować za mniej, ale i dla przyjemności. Może będzie troche hipisów, wszystko zwolni, ludzie będą mieli czas na zastanowienie i pomyślą co jest tak naprawdę ważne. Islandzki nacjonalizm trochę stopnieje, podkulą, tak dla własnego zdrowia, trochę ogony, rozejrzą się po świecie i zobaczą że może to właśnie teraz wróciła normalność i że nie można mieć wszystkiego w życiu. Bo wszyscy dobrze wiemy, że ten kraj jest unikatowy w skali światowej pod paroma wzgledami i gdzie jak nie tutaj, prawda?
I jeszcze na podsumowanie rozmowa przez GG:
henry (26-10-2008 22:54)
ja nie mam wyboru. w przedszkolu musze umiec:)
henry (26-10-2008 22:54)
wiec sie nad tym nie zastanawiam:)
(26-10-2008 22:54)
ale te przedszkolne dzieciaki to straszne sa
henry (26-10-2008 22:54)
dlaczego??
(26-10-2008 22:54)
pluja prosto w twarz
(26-10-2008 22:54)
drapia po buzi
(26-10-2008 22:55)
nie sluchaja wogole nikogo
(26-10-2008 22:55)
kopia
(26-10-2008 22:55)
echh
(26-10-2008 22:55)
kolezanka ktora dzieci kocha
(26-10-2008 22:55)
wytrzymala 2 miesiace
henry (26-10-2008 22:55)
naprawde??
henry (26-10-2008 22:55)
nie wiem
(26-10-2008 22:55)
wogole te dzieciaki sa zle nastawione do Polakow
henry (26-10-2008 22:56)
tzn??
(26-10-2008 22:56)
w domu chyba za duzo slysza
(26-10-2008 22:56)
a potem powtarzaja
(26-10-2008 22:56)
jak kataryny
(26-10-2008 22:56)
one nawet nie sa swiadome tego co mowia
(26-10-2008 22:57)
ale Islandczycy nie sa zadowoleni z tego ze ich dzieciaki sa uczone prze polakow
I na koniec naprawdę optymistycznie. Bo ja tej pani na oczy nie widziałem i nie wiem też o kim mowa. Ale dzięki Ci Panie za kryzys jeśli Islandia pozbędzie się takich ludzi przez przypadek. Zyskamy na tym wszyscy. Bo nie wiem jak trzeba być... ograniczonym, żeby takie rzeczy opowiadać. I co? Jedzie ktoś potem do Polski i takie ludzie o emigracji mają pojęcie. Wyjaśnijmy to raz na zawsze. Jak kogoś dziecko, bezbronne, dwu- sześcio- letnie, nie myślące wogóle w skali rasy lub narodowości, bije i drapie, to tylko dlatego, że danej osobie się może tylko wydawać że nadawała się na dane miejsce, a tymczasem wogóle nie powinna być dopuszczona do wykonywania takiej pracy. Jak ktoś wstaje rano i ma nastawienie jaki ten kraj beznadziejny, jacy Ci islandczycy niedobrzy, jak nas wykorzystują i takie tam sraty pierdy, to nic dziwnego ze nic dobrego z tego, oprócz wrzodów i nerwicy, być nie może. Poza tym składam tego posta i tą wypowiedź jako trybut dla moich kolegów z pracy na 66,25% etatu :) i wszystkich 130 dzieci, które mnie kochają, uśmiechają się do mnie i zmieniają moje życie każdego dnia. Ustalmy to jeszcze raz. Nigdy nie pozwolę nikomu robić z moich islandzkich dzieci jakiś diabłów w ludzkiej skórze.
Chciałem tylko powiedzieć, że była dzisiaj w przedszkolu po Thomasa jego mama. Thomas ma 2 lata a jego mama jest projektantką mody i pracuję w muzeum i jest może od Thomasa o góra 25 lat starsza. Ale co to za kobieta:) Po prostu zauroczyła mnie od samego początku. Taka typowa Islandzka z charakteru, ale jednak nie do końca. i była tak zajebiście ubrana, że naprawdę odkąd jestem nie widziałem tu drugiej takiej osoby. Miała piękne blond wlosy w stylu Alison Goldfrapp z płyty SUPERNATURE, krwiście czerwone usta, zajebiste ogromne okulary, a do tego mega stylowy płaszczyk dopasowany do sylwetki i super kozaczki. I wszystko to tak pięknie ze sobą współgrało. Taka Marylin Monroe. Bo islandczycy generalnie to bezguścia- bez względu na płeć. No niby wszystko co modne na sobie ale założone naraz w tym samym czasie. Są w tym tak samo dobrzy jak w braniu kredytów bez opamiętania. I dlatego mama Thomasa zasłużyła na posta- poza tym ma na pierwszy rzut oka i powierzchowności wszystko to, za co lubię islandczyków. Wszystko.
To wcale nie o to chodzi, że zima islandzka jest jakaś masakrycznie strasznie zimna i niedźwiedzie polarne chodzą. Chodzi o to, że podobno w Reykjaviku śnieg jest rzadkością, a jakoś poprzednią zimę był i teraz też niemiłosiernie potrafi sypać. A jest dopiero pażdziernik. Chodzi o to, że niby nawet prawie nigdy na minusie nie jest temperatura, ale zawsze tak wieje, że czujesz to zimno aż w szpiku. I nie zostaje Ci nic innego do roboty jak tylko siedzienie w samochodzie albo w domu. Że albo pada deszcz, albo mokry śnieg, i pod wieczór, albo nad ranem, robi się szklanka na drodze. I to nawet nie o to chodzi, że mi to jakoś tak bardzo przeszkadza, bo uważam siebie tutaj za osobę chodzącą raczej tak po islandzku- rękawiczki mi wadzą (a to akurat to trendy bardzo jest nawet jak pogoda taka nie bardzo na rękawiczki), czapek nie lubię i często gubię, nie ubieram na siebie po pięć swetrów, tylko jedną bluzę, nie noszę kalesonów, przez całą zimę nie rozstaje się z moimi ukochanymi czerwonymi Pumami. Jak tu przyjeżdżałem to mama dała mi ciepła piżamę (użytą raz w hostelu po przyjeździe), poprzednią kurtkę zimową zostawiłem w Polsce, a tą ciepłą co kupiłem w zamian, podejrzewam, że założe dopiero kolo stycznia- i to też pewnie tylko parę razy.
Ale chodzi o to, że samochód mi ciężko prowadzić, że byłem na OTWARTYM basenie, biegłem z hot- spotu do sauny i w tej saunie, z powodu zimna na zewnątrz, nie mogłem złapać chwilę powietrza. Że po islandzkim wsiadłem do samochodu i tak się trzęsłem w nim, że byłem wstanie tylko odpalić samochód i poczekać aż się trochę ogrzeje, żeby przeszedł mnie ten przyjemny dreszcze kiedy się ociepla.
W szkole i przedszkolu cały czas otwieram okna bo mi gorąco. Ja w swojej sali jeszcze nie grzeje. moje dzieci chodzą na bosaka, porozbierane w tych przeciagach powietrza arktycznego. I nic. I mi też nic. Odkąd tu jestem nawet kataru nie miałem. I nikt kto tutaj nie był nie zdaje sobie sprawy jaką nagrodą jest lato, kiedy robi się jasniej, przyroda ożywa i wszystko, razem z ludźmi, dookoła. Ja naprawdę lubię ten klimat, od prawie półtora roku nie pamietam jak to jest kiedy skóra cię parzy od ciepłego Słońca i musisz chodzić w bejzbolówce żeby sobie głowy nie przegrzać. Bo nawet przez te trzy razy co byłem w Polsce, w grudniu, maju i lipcu, nie było mi dane trafić na takie temperatury. Wręcz przeciwnie- wróciłem akurat na te 2 dni rekordowych temperatur w Reykjaviku w sierpniu:)
Ale chodzi o to, że samochód mi ciężko prowadzić, że byłem na OTWARTYM basenie, biegłem z hot- spotu do sauny i w tej saunie, z powodu zimna na zewnątrz, nie mogłem złapać chwilę powietrza. Że po islandzkim wsiadłem do samochodu i tak się trzęsłem w nim, że byłem wstanie tylko odpalić samochód i poczekać aż się trochę ogrzeje, żeby przeszedł mnie ten przyjemny dreszcze kiedy się ociepla.
W szkole i przedszkolu cały czas otwieram okna bo mi gorąco. Ja w swojej sali jeszcze nie grzeje. moje dzieci chodzą na bosaka, porozbierane w tych przeciagach powietrza arktycznego. I nic. I mi też nic. Odkąd tu jestem nawet kataru nie miałem. I nikt kto tutaj nie był nie zdaje sobie sprawy jaką nagrodą jest lato, kiedy robi się jasniej, przyroda ożywa i wszystko, razem z ludźmi, dookoła. Ja naprawdę lubię ten klimat, od prawie półtora roku nie pamietam jak to jest kiedy skóra cię parzy od ciepłego Słońca i musisz chodzić w bejzbolówce żeby sobie głowy nie przegrzać. Bo nawet przez te trzy razy co byłem w Polsce, w grudniu, maju i lipcu, nie było mi dane trafić na takie temperatury. Wręcz przeciwnie- wróciłem akurat na te 2 dni rekordowych temperatur w Reykjaviku w sierpniu:)
czwartek, 23 października 2008
Zimowa przerwa w szkole. Wypadło akurat w te 2 dni, kiedy ja tam pracuję. Mogłem więc w końcu odespać wszystko, co obiecuje sobie odespać w weekend, ale nigdy mi nie wychodzi. Nie musiałem się też nigdzie spieszyć, znowu poznać Islandię o tej innej, rzadko dla mnie dosztregalnej strony. Kiedy wyjeżdżasz rano z pustego garażu podziemnego, kiedy na ulicach ruch mniejszy niż zwykle, kiedy wszystkie sklepy puste, bo wszyscy w pracy, i tylko starszych ludzi widać. Kasjerzy chodzą znudzeni, a może tylko czekają na popołudniowy zapierdol.
Stacja benzynowa. Poszedłem sprawdzić ciśnienie w oponach, przy okazji kupiłem fajki. Chciałem po islandzku, ale znowu zapomniałem jak są zapałki. Oczywiście, jak zwykle, pani po angielsku nawet miała problemy ze zrozumieniem co to są zapałki. Ech... Było akurat tak koło 12, ta sama stacja benzynowa na którą wpadałem rok temu, kiedy wymieniałem rury na drodze. Ci sami ludzie w kombinezonach się przewijali, te same schematy. Kto by pomyślał gdzie będe za rok. Uszy mi odmarzły od palenia fajki na dworze.
potem pojechałem do firmy gdzie rurę wydechową wymieniałem w samochodzie rok temu. Wcześniej byłem u mechanika i powiedział mi, że coś z tą rurą nie tak, ale on nie ma takiego klucza, żeby zrobić żeby było dobrze i że tam powinni mi to naprawić. No więc ide, wchodzę, tłumaczę panu z rachunkiem w ręku, że tak i siak, że ja nawet po polsku dokładnie nie umiem tego wytłumaczyć co się stało, a co dopiero po angielsku. Pan bezstresowo bierze mnie i samochód na stanowisko numer 7, podnosi, bada rurę, chodzi w te i we wte jak pojebana, coś tam odspawa, wymienia, przykręca. W sumie rurę poraz drugi wymienia, pytam ile za to już podkurwiony, że tacy debile są, że mogli tą śrubę od początku dobrze przykręcić to by było. A pan do mnie że nic i że do widzenia miłego dnia życzę. Pewne rzeczy się tu oby nigdy nie zmieniły:)
MAX. Sklep ze wszystkim co RTV i AGD. Mój ulubiony sprzedawca o wyglądzie Marylin Mansona. Tkneło mnie, że się zbiorę i kupię w końcu tą kieszeń, żeby dysk twardy do laptopa podłączyć. Ale tu nie ma. Dają mi nazwy dwóch sklepów gdzie są takie rzeczy. Nie ważne, że u konkurencji. Ważne żebym wyszedł zadowolony. Obok, BONUS, nasza biedronka. Leniwie jak na jakiejś prownincji w stanie Arizana, juesej, tylko pogoda jak na biegunie północnym. 3 stasze panie, jedna ledwo chodzi, znudzeni pracownicy czekający aż wszyscy wyjdą z pracy i ja, mimo że cały sklep tylko dla mnie, kupujący chleb i, szalejący nie w swoim stylu, Coca Colę Light dwulitrową w promocji za 90 koron (to mniej niż 2 zł!). Pani kasjerka z Polski, ale ostro, obydwoje, produkujemy się po islandzku.
BYKO, nasza Castorama. Chcę w końcu podłączyć telewizor, ale brakuje mi przedłużacza. No więc wchodzę do tego BYKO i już wiem, że będe tam dłużej niż 5 planowanych minut, bo znajdź w tym wszystkim zwykły przedłużacz. I tak wchodzę i staję zdumiony jakbym zapomniał że w Islandii mieszkam i że napisy wszystkie po Islandzku są co w jakiej alejce i że takim sposbem za cholerę tego nie znajdę. I stoję taki zawieszony i znudzeni pracownicy obok do mnie "dzień dobry". I patrze tak na nich i "dzień dobry", i że o co wam chodzi, że się człowiek zawiesić na chwilę nie może. Może wygladałem jak terrorysta albo jakiś nienormalny troszkę, bo tak stałem w sumie nie wiadomo po co i może jakby mi nie powiedzieli witaj, to bym stał tak dalej, jakbym pierwszy raz w życiu był w takim sklepie i nie mógł się wszystkiemu nadziwić. Oczywiście już pewne było, że do nich nie podejdę, nie wyda się żem jest nietutejszy i kurwa sam znajdę, bez słowa zapłacę i wyjdę. I tak przeszedłem cały dział sprzątania domu, malowania, narzedzi, toalet, ogrodnictwa, dział świąteczny, dział wszystko do drewna, dział malarski i przedłużacza nadal ani sladu, więc się poddałem i pana z obsługi w końcu zapytałem. Ja i mój idelany angielski. Nie wiem jak jest przedłużacz po angielsku, co w sumie nawet nie jest ważne, bo jestem prawie pewny, że nawet gdybym ja wiedział, to on by nie wiedział o co mi chodzi. I się tak produkuję i tłumaczę, że mi potrzebne jest coś, żeby telewizor do kontaktu podłączyć. Pan myśli, po głowie się drapie i stwierdza, że to na pewno Electricity i wysyła mnie przed siebie, że znajdę. No i znalazłem moje upragnione electricity. Do kas podchodzę, pani mi się o kartę klienta stałego pyta, ja nie rozumiem, PROSZĘ po angielsku. Nie udało się, jak islandczyk ze sklepu nie wyszedłem. I sam się sobie dziwię czemu zawsze tak błagalnie proszę czy nie mogli by tego powiedzieć po angielsku. Dużo osób wogóle się o to nie pyta, tylko od razu po angielsku nawija. Chciałbym zobaczyć takie akcje w jakimś polskim sklepie. ale może pozyjemy to i zobaczymy. Pewnie stary już wtedy będe i pomarszczony.
Moją kieszeń znalazłem. 5000ISK- to chyba mniej niż w Polsce. Pan mi nawet najpierw dysk sprawdził czy działa.
Pogoda się w międzyczasie zjebała. Boje się prowadzić samochód jak tak jest. Bo normalnie czuję jak mi wiatr z boku wali i gdybym kierownicy mocno nie trzymał to nie wiem co by się wydarzyło. Może to tylko iluzja. Może. ale jakby w Polsce źle z pogodą nie było nigdy takiego wrażenia nie miałem. A kto nie prowadził samochodu w islandzką NAPRAWDĘ zła pogodę nie powinien się śmiać i głosu zabierać, że jak to tak. A tak to. Autobus mi się marzy w taką pogodę. Ale z drugiej strony stać na przystanku w taką pogodę... I się człowiek przestaję islandczykom w ciągu 5 sekund dziwić przestaję, że tylę tych bryk ciężkich nakupowali i teraz z długów wyjść nie mogą, bo się człowieki momentalnie też takiej zachciewa. Idelany samochód na islandzki klimat.
O Uniwersytet Islandzki zachaczyłem. Chciałem się dowiedzieć jakby to było gdybym się na filogię islandzką zapisał. Ale poddałem się. Może aż tak bardzo mi się tego nie chcę, a może dlatego że mój islandzki nie jest nawet na 3 w skali 10 punktowej. Może. Zapytałem w jakimś biurze. Tam odesłali mnie do wydziału studentów zagranicznych, gdzie akurat siedziała pani sekretarka... nie władająca zbyt biegle (to mało powiedziane) językiem angielkim. I mówię jej, że ja chce się dowiedzieć o filolgię angielską, ona nie jarzy o co mi biega, dopiero jej po islandzku mówię, co chcę. A ona do mnie, że przecież wszystko zaczyna się we wrześniu więc łot de fak, a ja do niej, że wiem, ale chcę tylko wiedzieć co musiałbym zrobić gdybym chciał, co mi potrzebne i wogóle. i nadal na mnie tak patrzy i chyba nie kuma co ja chcę, więc daje mi namiary na panią co się tym zajmuje, ale znaleźć jej nie mogłem. I jakoś mnie przytłoczyła ta kawiarnia studencka, ci ludzie studiujący tu dziennie niejednokrotnie w moim wieku lub starsi, te Macintoshe wszędzie działające i ludzie coś na nich piszący. Ta islandzka atmosfera studencka. Boże, jak ja bym chętnie się z nimi zamienił. Zważywszy, że nie samymi studiami człowiek żyje:) Ja tam jeszcze wróce. Tylko się bardziej przygotuje, Może zamiast na islandzki to się na kurs angielskiego zapiszę, bo się już sam czasami załamuję jak się dogadać próbuje z ludźmi. Zwyczajnie mnie to męczy.
Po islandzkim wieczorem myślałem, że już do samochodu nie dojdę. Sztorm się zaczął na dobre, zaczął mi walić prosto w twarz drobnoziarnisty szron, co dawało odczuwalny efekt jakby mi ktoś żyletkami po twarzy jeździł. Nie zrozumie tego dosłownego prównania nikt, kto tego sam nie przeżył.
Kupiłem se płytę:) 2400ISK. Jeszcze znaleźć nie mogłem. A się pana zapytać nie mogłem o co mi chodzi, bo nie wiedziałem dokładnie kto to śpiewa. Generalnie gościu mało znany, a za album ceni się bardziej niż Madonna:) no ale musiałem kupić:) Bo poza tym chciałem.
I może mi już wszyscy wierzyć zaczną, że przyjechałem tu bo zawsze chciałem, a nie dla kasy. Może teraz, jak się tyle mówi o powrotach, ja nadal tu. Moja kucharka w pracy wyjść z podziwu nie może.
Weronika, nowa koleżanka z pracy, z Czech jest. Islandzkiego się w 3 miesiące nauczyła. Wkurwia mnie to:) i jeszcze to, że byłem teraz z nią cały tydzień i napierdalamy po angielsku lub po polsku, jak chcemy żeby inni nie słyszeli, a ja po prostu jakoś tak nastawiony już jestem od rana, że się męczyć będe i nic nie będe rozumieć. Ale fajnie tak z drugiej strony. Nigdy islandczykami nie będziemy choćbyśmy tu i 20 lat mieszkali. Dzięki bogu. Nie ma nic gorszego na ziemi niż bycie przewidywalnym.
Stacja benzynowa. Poszedłem sprawdzić ciśnienie w oponach, przy okazji kupiłem fajki. Chciałem po islandzku, ale znowu zapomniałem jak są zapałki. Oczywiście, jak zwykle, pani po angielsku nawet miała problemy ze zrozumieniem co to są zapałki. Ech... Było akurat tak koło 12, ta sama stacja benzynowa na którą wpadałem rok temu, kiedy wymieniałem rury na drodze. Ci sami ludzie w kombinezonach się przewijali, te same schematy. Kto by pomyślał gdzie będe za rok. Uszy mi odmarzły od palenia fajki na dworze.
potem pojechałem do firmy gdzie rurę wydechową wymieniałem w samochodzie rok temu. Wcześniej byłem u mechanika i powiedział mi, że coś z tą rurą nie tak, ale on nie ma takiego klucza, żeby zrobić żeby było dobrze i że tam powinni mi to naprawić. No więc ide, wchodzę, tłumaczę panu z rachunkiem w ręku, że tak i siak, że ja nawet po polsku dokładnie nie umiem tego wytłumaczyć co się stało, a co dopiero po angielsku. Pan bezstresowo bierze mnie i samochód na stanowisko numer 7, podnosi, bada rurę, chodzi w te i we wte jak pojebana, coś tam odspawa, wymienia, przykręca. W sumie rurę poraz drugi wymienia, pytam ile za to już podkurwiony, że tacy debile są, że mogli tą śrubę od początku dobrze przykręcić to by było. A pan do mnie że nic i że do widzenia miłego dnia życzę. Pewne rzeczy się tu oby nigdy nie zmieniły:)
MAX. Sklep ze wszystkim co RTV i AGD. Mój ulubiony sprzedawca o wyglądzie Marylin Mansona. Tkneło mnie, że się zbiorę i kupię w końcu tą kieszeń, żeby dysk twardy do laptopa podłączyć. Ale tu nie ma. Dają mi nazwy dwóch sklepów gdzie są takie rzeczy. Nie ważne, że u konkurencji. Ważne żebym wyszedł zadowolony. Obok, BONUS, nasza biedronka. Leniwie jak na jakiejś prownincji w stanie Arizana, juesej, tylko pogoda jak na biegunie północnym. 3 stasze panie, jedna ledwo chodzi, znudzeni pracownicy czekający aż wszyscy wyjdą z pracy i ja, mimo że cały sklep tylko dla mnie, kupujący chleb i, szalejący nie w swoim stylu, Coca Colę Light dwulitrową w promocji za 90 koron (to mniej niż 2 zł!). Pani kasjerka z Polski, ale ostro, obydwoje, produkujemy się po islandzku.
BYKO, nasza Castorama. Chcę w końcu podłączyć telewizor, ale brakuje mi przedłużacza. No więc wchodzę do tego BYKO i już wiem, że będe tam dłużej niż 5 planowanych minut, bo znajdź w tym wszystkim zwykły przedłużacz. I tak wchodzę i staję zdumiony jakbym zapomniał że w Islandii mieszkam i że napisy wszystkie po Islandzku są co w jakiej alejce i że takim sposbem za cholerę tego nie znajdę. I stoję taki zawieszony i znudzeni pracownicy obok do mnie "dzień dobry". I patrze tak na nich i "dzień dobry", i że o co wam chodzi, że się człowiek zawiesić na chwilę nie może. Może wygladałem jak terrorysta albo jakiś nienormalny troszkę, bo tak stałem w sumie nie wiadomo po co i może jakby mi nie powiedzieli witaj, to bym stał tak dalej, jakbym pierwszy raz w życiu był w takim sklepie i nie mógł się wszystkiemu nadziwić. Oczywiście już pewne było, że do nich nie podejdę, nie wyda się żem jest nietutejszy i kurwa sam znajdę, bez słowa zapłacę i wyjdę. I tak przeszedłem cały dział sprzątania domu, malowania, narzedzi, toalet, ogrodnictwa, dział świąteczny, dział wszystko do drewna, dział malarski i przedłużacza nadal ani sladu, więc się poddałem i pana z obsługi w końcu zapytałem. Ja i mój idelany angielski. Nie wiem jak jest przedłużacz po angielsku, co w sumie nawet nie jest ważne, bo jestem prawie pewny, że nawet gdybym ja wiedział, to on by nie wiedział o co mi chodzi. I się tak produkuję i tłumaczę, że mi potrzebne jest coś, żeby telewizor do kontaktu podłączyć. Pan myśli, po głowie się drapie i stwierdza, że to na pewno Electricity i wysyła mnie przed siebie, że znajdę. No i znalazłem moje upragnione electricity. Do kas podchodzę, pani mi się o kartę klienta stałego pyta, ja nie rozumiem, PROSZĘ po angielsku. Nie udało się, jak islandczyk ze sklepu nie wyszedłem. I sam się sobie dziwię czemu zawsze tak błagalnie proszę czy nie mogli by tego powiedzieć po angielsku. Dużo osób wogóle się o to nie pyta, tylko od razu po angielsku nawija. Chciałbym zobaczyć takie akcje w jakimś polskim sklepie. ale może pozyjemy to i zobaczymy. Pewnie stary już wtedy będe i pomarszczony.
Moją kieszeń znalazłem. 5000ISK- to chyba mniej niż w Polsce. Pan mi nawet najpierw dysk sprawdził czy działa.
Pogoda się w międzyczasie zjebała. Boje się prowadzić samochód jak tak jest. Bo normalnie czuję jak mi wiatr z boku wali i gdybym kierownicy mocno nie trzymał to nie wiem co by się wydarzyło. Może to tylko iluzja. Może. ale jakby w Polsce źle z pogodą nie było nigdy takiego wrażenia nie miałem. A kto nie prowadził samochodu w islandzką NAPRAWDĘ zła pogodę nie powinien się śmiać i głosu zabierać, że jak to tak. A tak to. Autobus mi się marzy w taką pogodę. Ale z drugiej strony stać na przystanku w taką pogodę... I się człowiek przestaję islandczykom w ciągu 5 sekund dziwić przestaję, że tylę tych bryk ciężkich nakupowali i teraz z długów wyjść nie mogą, bo się człowieki momentalnie też takiej zachciewa. Idelany samochód na islandzki klimat.
O Uniwersytet Islandzki zachaczyłem. Chciałem się dowiedzieć jakby to było gdybym się na filogię islandzką zapisał. Ale poddałem się. Może aż tak bardzo mi się tego nie chcę, a może dlatego że mój islandzki nie jest nawet na 3 w skali 10 punktowej. Może. Zapytałem w jakimś biurze. Tam odesłali mnie do wydziału studentów zagranicznych, gdzie akurat siedziała pani sekretarka... nie władająca zbyt biegle (to mało powiedziane) językiem angielkim. I mówię jej, że ja chce się dowiedzieć o filolgię angielską, ona nie jarzy o co mi biega, dopiero jej po islandzku mówię, co chcę. A ona do mnie, że przecież wszystko zaczyna się we wrześniu więc łot de fak, a ja do niej, że wiem, ale chcę tylko wiedzieć co musiałbym zrobić gdybym chciał, co mi potrzebne i wogóle. i nadal na mnie tak patrzy i chyba nie kuma co ja chcę, więc daje mi namiary na panią co się tym zajmuje, ale znaleźć jej nie mogłem. I jakoś mnie przytłoczyła ta kawiarnia studencka, ci ludzie studiujący tu dziennie niejednokrotnie w moim wieku lub starsi, te Macintoshe wszędzie działające i ludzie coś na nich piszący. Ta islandzka atmosfera studencka. Boże, jak ja bym chętnie się z nimi zamienił. Zważywszy, że nie samymi studiami człowiek żyje:) Ja tam jeszcze wróce. Tylko się bardziej przygotuje, Może zamiast na islandzki to się na kurs angielskiego zapiszę, bo się już sam czasami załamuję jak się dogadać próbuje z ludźmi. Zwyczajnie mnie to męczy.
Po islandzkim wieczorem myślałem, że już do samochodu nie dojdę. Sztorm się zaczął na dobre, zaczął mi walić prosto w twarz drobnoziarnisty szron, co dawało odczuwalny efekt jakby mi ktoś żyletkami po twarzy jeździł. Nie zrozumie tego dosłownego prównania nikt, kto tego sam nie przeżył.
Kupiłem se płytę:) 2400ISK. Jeszcze znaleźć nie mogłem. A się pana zapytać nie mogłem o co mi chodzi, bo nie wiedziałem dokładnie kto to śpiewa. Generalnie gościu mało znany, a za album ceni się bardziej niż Madonna:) no ale musiałem kupić:) Bo poza tym chciałem.
I może mi już wszyscy wierzyć zaczną, że przyjechałem tu bo zawsze chciałem, a nie dla kasy. Może teraz, jak się tyle mówi o powrotach, ja nadal tu. Moja kucharka w pracy wyjść z podziwu nie może.
Weronika, nowa koleżanka z pracy, z Czech jest. Islandzkiego się w 3 miesiące nauczyła. Wkurwia mnie to:) i jeszcze to, że byłem teraz z nią cały tydzień i napierdalamy po angielsku lub po polsku, jak chcemy żeby inni nie słyszeli, a ja po prostu jakoś tak nastawiony już jestem od rana, że się męczyć będe i nic nie będe rozumieć. Ale fajnie tak z drugiej strony. Nigdy islandczykami nie będziemy choćbyśmy tu i 20 lat mieszkali. Dzięki bogu. Nie ma nic gorszego na ziemi niż bycie przewidywalnym.
środa, 22 października 2008
A fajny ten snieg w sumie. Bez wiatru pada mocno i czuje sie jakby juz jutro mialy byc swieta, zjezdzajac na sankach z gorki.
Lepiej nie bedzie w gospodarce. Przynajmniej przez kolejne 18 miesiecy. Podobno szpitale problemy zlekami miec moga bo nie moga kupic nic za granica, bo korona nic nie warta. Styczen i luty maja byc najgorsze. I tak chodzi ta moja kucharka i mnie straszy jak to strasznie bedzie:) Ja jestem przyzwyczajony, ja zyje inaczej:)
Lepiej nie bedzie w gospodarce. Przynajmniej przez kolejne 18 miesiecy. Podobno szpitale problemy zlekami miec moga bo nie moga kupic nic za granica, bo korona nic nie warta. Styczen i luty maja byc najgorsze. I tak chodzi ta moja kucharka i mnie straszy jak to strasznie bedzie:) Ja jestem przyzwyczajony, ja zyje inaczej:)
poniedziałek, 20 października 2008
Wyglada na to, że sami Islandczycy stają się powoli imigrantami. Podpowiadam kierunki ewakuacji: podobno na Wyspach Owczych jest raj w tej chwili i w Norwegii (ale to drugie to chyba żadna nowość). Przewiduję, że będzie tak: moim zdaniem w Islandii póki co nadal pracy dostatek. Nie oszukujmy, są rzeczy i pensje, za które Islandczycy pracować nie będą. Pytanie tylko ilu Polaków będzie... Właśnie Ci mniej wykształceni, ale z dobrym fachem Islandczycy na razie wyemigrują, bo przecież te kredyty nie uciekną co wzieli. Trochę Polaków wyjedzie. Głównie Ci co mają w Polsce rodziny, więc zrobi się luźniej na rynku pracy. Brutalna selekcja naturalna może wyeliminować mniej zaradnych bez znajomości języka angielskiego. Tym zaradnym bez angielksiego jestem święcie przekonany, że nadal nic nie grozi. Po prostu weźcie się za siebie! Swoją drogą, nagle okazuje się, że WARTO się uczyć islandzkiego, że nawet te znajomość tych kilku zwrotów może uratować tyłek teraz. Może i dogadać się wszedzie po angielsku można, ale kryzys jest brutalny wszedzie, nawet w najlepszym (póki co nadal ;) ) miejscu do życia na Ziemii.
Zaczeło się. Zimno. ISLANDZKIE ZIMNO. To wtedy gdy temperatura oscyluje około zera i jak jadę samochodem, to czuję jak mnie nosi po drodze, bo mój samochód taki lekki się wydaje. Chyba mnie depresja zimowa islandzka łapie. A przecież już byłem rok temu i wiem jak to będzie. Słońca coraz mniej, zimno... Dzielę to na dwa okresy. Pierwszy zaczyna się tak koło 15 pażdziernika- już bez zadnej nadziei, że pogoda może być lepsza. Drugi zacznie się gdzieś za miesiąc. Ale wtedy już cała islandia będzie przyozdobiona świątecznie to się może milej zrobi. Liczę, że ze względu na kryzys tych światełek będzie właśnie więcej, a nie mniej :-)
niedziela, 19 października 2008
I dlatego nigdy nie będe miał domu. Teraz mieszkam w bloku i odkurzanie i mycie 106m2 to za dużo jak na mój leniwy tyłek. Pełno póleczek, szafek, stolików, a co za tym idzie kurzu. Jak okna zamkniete szczelnie to znowu woda się rano zbiera, jak się nie zetrze to się grzyb robi. Jak się ustawi na wnetylacje to znowu w domu się zimno robi jak na dworze wieje. I tak źle i tak nie dobrze. Jakby to było moje mieszkanie to bym się wkurzał, a tak jakoś przezyje. Nigdzie nie budują tak niefunkcjonalnie domów jak tu (moim zdaniem). Np. u mnie: jeden w miare duży pokój (sypialnia) i 2 mniejsze. Oczywiście jak w każdym domu islandzkim wieeeeelgachny salon. Ale ja bym ten salon zmniejszył trochę i pokoje zrobił większe. Ale to tylko moje prywatne zdanie. Islandzka kawalerka to sypialnia i salon generalnie (oczwiście nie liczę kuchni, która zazywczaj połączona jest z salonem), łazienki i suszarni w nowym budownictwie), a wszystko to na... 80- 90m2! Polskie dom w blokach potrafi miec to wszystko na 50m2 (no może prócz suszarni).
A kryzys krzysyem, ale teraz to chyba najlepszy czas na kupowanie aut. Szkoda, że islandia na wyspię, bo importerzy uzywanych aut mogli by tu naprawdę nieźle zarobic. Gorąca polecam jakby ktoś potrafił to sobie zorganizowac i jakoś te samochody Polski przewieźc. Korona słabo stoi a samochody też teraz nie drogie, a takie 7- letnie czesto już tu za graty robią i mozna kupic bardzo tanio. i wbrew pozorom idelany interes dla kogoś, kto ma kasę zeby dom kupic. No może jeszcze bym poczekał parę miesięcy jak potanieją bardziej. Potem kryzys minie, korona na pewno się podniesie na tyle, że z zyskiem się sprzeda. Oczywiście to inwestycja raczej długoterminowa trochę musiałaby byc.
A kryzys krzysyem, ale teraz to chyba najlepszy czas na kupowanie aut. Szkoda, że islandia na wyspię, bo importerzy uzywanych aut mogli by tu naprawdę nieźle zarobic. Gorąca polecam jakby ktoś potrafił to sobie zorganizowac i jakoś te samochody Polski przewieźc. Korona słabo stoi a samochody też teraz nie drogie, a takie 7- letnie czesto już tu za graty robią i mozna kupic bardzo tanio. i wbrew pozorom idelany interes dla kogoś, kto ma kasę zeby dom kupic. No może jeszcze bym poczekał parę miesięcy jak potanieją bardziej. Potem kryzys minie, korona na pewno się podniesie na tyle, że z zyskiem się sprzeda. Oczywiście to inwestycja raczej długoterminowa trochę musiałaby byc.
sobota, 18 października 2008
piątek, 17 października 2008
Długa przerwa. 12.00 - 12.30; Ja dyżur na dworze. mój ulubieniec Kristjan, a jakże, pojawic się musiał. Jak zwykle zapłakany, ktoś go popychał- żywcem wyjety z przedszkola 8 latek. Bez niego ta praca straciłaby swój koloryt. Jak zwyklę za ręke i spacerujemy. Idą dwie panny, takie może 10 - 12- letnie, ale trudno określic, bo te islandzkie dziewczeta nadzbyt poważne jak na swój wiek. Rozmowa, oczywiście po Islandzku. Ja, ona na przedmian, koleżanka słucha:
hi
HI
czy jesteś tutaj nauczycielem?
TAK, JESTEM. GRUNSKOLAKENNARI.
mówisz po islandzku?
MAŁO...
to jakim cudem możesz tu byc nauczycielem?
PRACUJĘ Z POLSKIMI DZIECMI.
potrafisz nauczyc ich islandzkiego?
HA?
potrafisz nauczyc ich islandzkiego?
CZY POTRAFIE... ???...
c z y p o t r a f i s z nauczyc ich islandzkiego??
A, NIE. NIE. UCZYMY SIĘ PO POLSKU.
tylko po polsku?
TAK.
a, ok.
Jedna z wielu takich dyskusji, jestem generalnie szkolną sensacją i walczę :-) Walczę ze świętym przekonaniem, że mogą zrobic przy mnie wszystko bo ich nawet nie opierdolę. Oj, tak słabo to z moim islandzkim nie jest. Tymbardziej że praca pierwsza taka, że akurat w opierdalaniu islandzkich dzieci mógłbym napisac już pracę magisterską ;-) Wogóle przestawiłem się już na islandzki tok myślenia szkolny, że teraz nie wiem jakbym się w polskiej szkole odnalazł- bo jednak jest inaczej. dla kogoś kto nie o tym zielonego pojęcia islandzkie dzieci to tylko banda rozpieszczonych bachorów którym na wszystko się pozwala. Ale to naprawde WIELKIE, wielgachne uproszczenie kogoś, kto patrzy na Islandię przez pryzmat polskiej mentalności i rzeczywistości.
hi
HI
czy jesteś tutaj nauczycielem?
TAK, JESTEM. GRUNSKOLAKENNARI.
mówisz po islandzku?
MAŁO...
to jakim cudem możesz tu byc nauczycielem?
PRACUJĘ Z POLSKIMI DZIECMI.
potrafisz nauczyc ich islandzkiego?
HA?
potrafisz nauczyc ich islandzkiego?
CZY POTRAFIE... ???...
c z y p o t r a f i s z nauczyc ich islandzkiego??
A, NIE. NIE. UCZYMY SIĘ PO POLSKU.
tylko po polsku?
TAK.
a, ok.
Jedna z wielu takich dyskusji, jestem generalnie szkolną sensacją i walczę :-) Walczę ze świętym przekonaniem, że mogą zrobic przy mnie wszystko bo ich nawet nie opierdolę. Oj, tak słabo to z moim islandzkim nie jest. Tymbardziej że praca pierwsza taka, że akurat w opierdalaniu islandzkich dzieci mógłbym napisac już pracę magisterską ;-) Wogóle przestawiłem się już na islandzki tok myślenia szkolny, że teraz nie wiem jakbym się w polskiej szkole odnalazł- bo jednak jest inaczej. dla kogoś kto nie o tym zielonego pojęcia islandzkie dzieci to tylko banda rozpieszczonych bachorów którym na wszystko się pozwala. Ale to naprawde WIELKIE, wielgachne uproszczenie kogoś, kto patrzy na Islandię przez pryzmat polskiej mentalności i rzeczywistości.
czwartek, 16 października 2008
http://www.icelandairwaves.com/
Festiwal muzyczny czas zacząc. Dziś po islandzkim koncert reaggowo- dubowy, a potem GUS GUS. wogóle cięzko znaleźc w Reykjaviku knajpę żeby reagge grali. wszedzie prawie tylko te łupanki, więc trzeba łapac kazdy promyk odmiany! Mimo to, co oni wiedzą o festiwalach ;-) Ech...
środa, 15 października 2008
na pocieszenie
z artykułu:
"... (...) Ale Islandia ma doskonałe instytucje i kapitał ludzki, tak samo jak doświadczone przedsiębiorstwa usługowe. Jej ludność będzie musiała przyjąć tymczasowe obniżenie dotychczas wysokich standardów życia. Banki natomiast ożywią się jako dużo mniejsze instytucje, w dalszym ciągu z niezwykle uzdolnionymi managerami. Islandia w końcu znowu będzie kwitnąć." :-)
Autor: Richard Portes jest profesorem ekonomii w London Business School
"... (...) Ale Islandia ma doskonałe instytucje i kapitał ludzki, tak samo jak doświadczone przedsiębiorstwa usługowe. Jej ludność będzie musiała przyjąć tymczasowe obniżenie dotychczas wysokich standardów życia. Banki natomiast ożywią się jako dużo mniejsze instytucje, w dalszym ciągu z niezwykle uzdolnionymi managerami. Islandia w końcu znowu będzie kwitnąć." :-)
Autor: Richard Portes jest profesorem ekonomii w London Business School
Czy Islandczycy wydają mniej niż przed kryzysem? Szczerze wątpie. Nawet jeśli to nieznacznie. Wpadli tylko w panikę i mniej z kart kredytowych korzystają, co z kolei wprowadza mnie w panikę bo nadal z niej korzystam. Poza tym dziwny kraj, rat za ubezpieczenie samochodu nie rozłożysz miesięcznie bez karty, nic na raty nie kupisz bez karty, no to dziwic się, że każdy karty ma prawie, a teraz większośc się staje niewypłacalna. Jak mówi Maja Paja; "wydajesz miesięcznie tylko tyle, ile możesz zarobic". Żeby nie było, że wszyscy Islandczycy są bez wyobraźni:) Bezrobocie ma byc 30% podobno, ale jakoś nikt zestresowany specjalnie nie jest. Już nie wiem czy z ich głupoty i dostatku czy tak po prostu i tak nie ma się czym stresowac. Jeśli to drugie, to mamy czego się uczyc.
wtorek, 14 października 2008
Wywieszono dzis u mnie w pracy liste, zeby podpisac sie pod nia jako poparcie do powiekszenia huty aluminium, znajdujacej sie stosunkowo nie daleko od Hafnarfjordur. biedni Ci Islandczycy. Jakby moze 80% wiadomosci w gazetach i telewizji nie wypelnialy informacje o Islandii, a zajeli by sie bardziej swiatem, to moze by i wiecej wyobrazni mieli i takimi nacjonalistami nie byli. Coraz bardziej mysle, ze bedzie z tego afera. Generalnie to gowno mnie to obchodzi, bo to nie ja sie zaduzam gdy mnie na to nie stac, ale bedzie z tego wojna. no dobra, pralke i lodowke mam na 10 miesiecy na raty. ale jeszcze mnie stac na to :) Mysla, ze im powiekszenie huty prace zagwarantuje. Ech... Dobrze, ze nie wszyscy tu sadza tak samo. W dodatku wedlug prognoz bezrobocie ma podniesc sie do... 30%! Juz sam nie wiem czy plot nie rozsiewam, ale jakos mi trudno sobie to wyobrazic. Generalnie co ciekawe to zanosi sie ze jeszcze przed nami. Bedzie sie dzialo.
niedziela, 12 października 2008
Na razie premier Islandii powiedział Islandczykom, żeby się nie martwili: "Wszystko będzie dobrze. Możemy jeść, to co złowimy" ("We will be fine. We can eat what we can fish"). A prezes banku centralnego Jamajki stwierdził, że "wszyscy się powinni po prostu wyluzować" ("Everyone should just chilll out")...
sobota, 11 października 2008
piątek, 10 października 2008
czasami myślę, że ta wyspa co chcieli dac Bjork za promocję kraju za granicą to mi się powinna nalezec. Gdyby tylko przeczytac to wszystko mogli od początku do końcu. Jezu, where is my mind?:)
Na temat kryzysu się nie wypowiadam- powiedziano już wszystko i napisano wszystko, także w polskich mediach. Chcę tylko powiedziec ze swojej strony, że to nie wojna, tylko kryzys. Paliwo mamy, jedzenie mamy, wszystko funkcjonuje normalnie. Zabrałem dziś 12- 15 latków ode mnie ze szkoły na odwiedziny do mojego przedszkola. jeszcze nie zdarzyło mi się w zyciu byc opiekunem grupy na wycieczce.
Na temat kryzysu się nie wypowiadam- powiedziano już wszystko i napisano wszystko, także w polskich mediach. Chcę tylko powiedziec ze swojej strony, że to nie wojna, tylko kryzys. Paliwo mamy, jedzenie mamy, wszystko funkcjonuje normalnie. Zabrałem dziś 12- 15 latków ode mnie ze szkoły na odwiedziny do mojego przedszkola. jeszcze nie zdarzyło mi się w zyciu byc opiekunem grupy na wycieczce.
czwartek, 2 października 2008
Pierwszy śnieg spadł. Nawet gdybym nie zauważył to z GG innych znajomych w Islandii bym się dowiedział. Nie wiem tylko czemu wszyscy się cieszą:-) Dopiero październik, a to chyba znaczy, że zima będzie długa. Poza tym byłem na islandzkim. Jak wchodziłem do sali to była pogodna pogoda. A wyszedłem i tam śnieg po kostki. Nos mi odmarzł zanim doszedłem na autobus. Bo mój samochód już 1,5 tygodnia u mechnika i nie zanosi się na koniec. Na bilety jednorazowe wydałem tyle, że mógłbym mieć za to miesięczny już.
niedziela, 28 września 2008
DUPA
Byłem w sb na szkoleniu: RESTITUTION SELF DISCIPLINE. dzięki temu 5 stycznia będe miał wolne. Ale jak każdza rozmowa teraz, wszystko schodzi na spadającą koronę. Podobno w pn korona ma pobić kolejny rekord i spaść jeszcze niżej. rok temu 1 EUR to było 90ISK. Teraz jest gdzieś chyba ze 135EUR. i to nie koniec. Dna sięgnie w swieta by po wakacjach zacząć powoli się podnosić, ale to i tak nic dopóki gospodarka USA jest w kryzysie. mieszkanie bym kupił. Ale co jak się rozmyślę i za 2 miechy spakuje i do domu pojadę? Do pracy przyjeżdzać się już na islandię nie opłaca. mi zawsze podobało się to, że jak jechałem do Londynu lub gdzie indziej to zawsze wszystko było takie tanie, bo Islandia najdrozszym krajem na świecie. A teraz co? dupa:-)
środa, 24 września 2008
Aha, oczywiście nikt mnie nie poinformował, że muszę mniej podatku zapłacic. Jakbym był z tych nadgorliwych to pewnie bym bez pytania wpłacił, sam konto znalazł, jak pani w urzedzie w Hafnarfjordur poradziła, i jestem na 1000% pewny, że gdyby wyszło za dużo to nikt by mi uwagi nie zwrócił i kasy nie oddał. Chyba że bym się upomniał.
Nagle się okazało, że mam do dopłacenia mniej podatku niż się okazało na samym początku. Jak i dlaczego? Nie wnikam. Ale uwierzcie mi, Polska biurokracja to nic w porównaniu do tej islandzkiej. 300 000 ludzi i taki bajzel wszędzie, nikt nic nie wie. To co by było jakby ich 40 000 000 było. Coś mi się zdaję, że w tym roku nie będzie to najlepsze miejsca do życia na Ziemi.
wtorek, 23 września 2008
Icelandic spirit
Byłem dziś pierwszy raz na basenie koło domu. W nowo wybudowanym. Zawiedziony niewymownie. Cały basen zadaszony, hot spoty też. Basen całkowicie bez islandzkiego ducha. Taka zła pogoda, a ja się nie mogę przebiec po drodze na świeżym powietrzu do hot spota? Mam tylko nadzięję, że to taka fanaberia, wybryk przy porjektowaniu, że islandia się nie wzoruje na innych rajach i nie zacznie hot spotów zakrywać w nowo budowanych basenach, bo przecież to o to chodzi, żeby na powietrzu były. Wiem że kryzys, wiem, że pustynia po zamknieciu Sirkusa, ale może nie pogorszajmy sprawy sami.
idzie gorzej
Idzie gorzej. Oszczędności nie mam, żyję z dnia na dzień, ale wszyscy wkoło wymuszają więc i ja zaczynam się przejmować. Nie wiem po co to wszystko wiem, ale już wiem. Stało się. Myślałem, że krzys już przyszedł, ale czasami myślę, że on dopiero idzie. Korona pobija swoje rekordy wszechczasów, już nawet ja widzę że strasznie niedoszacowana się zrobiła i zerkam już od czasu do czasu, czy aby się nie podnosi choć trochę, ale nic z tego. No ileż tak spadać może? Mi się nikt nie pyta czy wracam, ale podobno wszystkich wokoło. U mnie za to co światlejsi myślą, że wracać do czego nie ma bo bym musiał z mamą znowu mieszkać, bo ile mimo to wyniosła by moja pensja nauczyciela itp., itd. Nasluchała się znajoma Islandka jakiś ćwierćmózgów litewskich z jakiegoś rejonu z 20% bezrobociem pewnie, co im mieszkanie wynajmuje, i myśli, że wszędzie tak. Mi się już jej tłumaczyć nie chce, że to nie tak, że jakbym chciał to nawet dziś wrócić mogę, że niektórzy moi znajomi w Polsce już więcej ode mnie zarabiają, domy kupują, i że nie każdy w Polsce jak ma 19 lat to się od razu z domu wyprowadza. Reykjavik czwartą najbardziej niebezpieczną stolicą w Europie. statystycznie oczywiście, a jak już mówiłem znajome w ekonomiku mówiły mi, że statystyka to pojebany przedmiot. Ale pije to na umór choć nie umie, a potem pieprzy się z kim popadnie i po weekendzie przestępstw na tle seksualnym że masakra. Poza tym ciemno się już robi powoli i nikt nie umie mojego samochodu naprawić. Islandzkie samotne matki sponiewierane się w islandzkim "Fakcie" czują bo pracę straciły. I zalamanie i frutracja. Jedź kobieto do Polski to pogadamy. no ale punkt widzenia zalezy od puntku siedzenia tak? mnie się takie tematy nie imają poki co bo pracę mam, ale wiem, że już trudno i będzie coraz trudniej. Już bez angielskiego ani raz, a jeszcze troche to się tak zrobi, że już bez islandzkiego ani rusz. i selekcja naturalna sama się automatycznie zrobi. W sumie słuszna sprawiedliwość dziejowa. Bo czemu ma ktoś w Islandii siedzieć i po islandzku ani słowa przez całe życie nie powiedzieć? Kryzys minie, islandczycy się może trochę opanują, mniej kredytów zaciągać będą i wszystko wróci do starego. Już mnie to męczy, choć nie dotyczy w sumie. Oby szybciej, oby już.
niedziela, 14 września 2008
Łysy
Mam tendencję do ściania się na łyso co jakiś czas i zawsze ludzie reagują tak samo:
Marta 17:35:56
o kurwa
Marta 17:36:06
wyladasz jak typowy dresiarz z huty,
lub, że jakby mnie dopiero co wypuścili z Oświęcimia.
Marta 17:35:56
o kurwa
Marta 17:36:06
wyladasz jak typowy dresiarz z huty,
lub, że jakby mnie dopiero co wypuścili z Oświęcimia.
wtorek, 9 września 2008
Komplement?
Paweł powiedział, że jestem dziwakiem i mam skrzywiony beret, ale nie popłynąłem jeszcze jak Francesco.
Impreza po islandzku. Wszyscy umówieni koło 20. Wchodzę w reklamówką pełną piw jak ostatni alkoholik. Część już siedzi w kółeczku wokół stołu. Stół szwedzki, stół pełen wina. Dom szefowej stary z wierzchu ale full wypas w środku. Imprezy etap pierwszy. Znienawidzony, ale zarazem jakże zabawny. Na początku wyżerka i jacy to jesteśmy porządni i inteligentni. Niby tylko jemy, ale gdzieś tam w międzyczasie kieliszki wina się przez ręce przewijają. Oficjalnie jeszcze nie palę, co mnie zaczyna irytować bardzo szybko. Czekam kto zacznie, z kim by się tu zachaczyć. zirytowany do mojego kucharza, że get the party started i chodźmy na fajkę i bądźmy tymi pierwszymi, niech ścieżka do ogródka zostanie już wydeptana. I zaczyna się. Nawet nie wiem kiedy. Tym razem bez jakiegoś specjalnego przejścia. Po prostu jakby ktoś włączył coś na pilocie, zmienił kanał na 20 godzin później. I gada człowiek za dużo i robi kupę niepotrzebnych, idiotycznych rzeczy. Już wiem, że upicie się winem to nie jest dobry pomysł. Może ja tak mam ale faza jakaś taka inna. Tęskni człowiek za wódką i świadomością, że wtedy przynajmniej wie, że to już się dzieje, że błędnik w zagrożenie. Mieszkanie zmieniłem, nie mogłem pod właściwą klatkę trafić jak mnie taksówka wysadziła. opłaciłem wszystkich niedobitków co zostali do końca- 4000ISK mnie wycieczka po Hafnarfjordur kosztowała, ale kolezanka w międzyczasie rżygała, a licznik leciał. i to ranne zastanawianie się nad wszystkim, że jak i po co i jak to możliwe i czy wszystko się pamięta i kac moralny. Ale wszystko i tak niepotrzebnie bo to się nie liczy. pijesz z ludźmi w pracy, ale potem już do tego nie wracacie. Żadnego stresu, NIC się nie stało. Ty i ta Twoja katolicka mentalność macie problem. najszczęśliwsze miejsce na świecie- choice of freedom and be happy.
SEX AND THE CITY 6 sezonów skończyłem w miesiąc. i jakie to smutne i przerażające czasami, że ja rozumiem, że można z siebie robić kretyna, spać z 30 ludźmi i mozesz tych osób nigdy na oczy potem nie spotkać. Że ten New York to jak mój Kraków. Ja wiem. Ja rozumiem to wszystko. Że chodźby nie wiem co protect your friend, kill enemies. Ale Reykjavik to nie Nowy Jork, Hafnarfjordur nie Kraków- jedna wielka rodzina, że nawet nie mozesz babki w urzędzie zjebać, bo wszyscy jakoś choro sponinowaceni, a przecież nawet jak do Polski do urzędu dzownisz do znajomej która ci coś obiecała 5 dni temu, to na nią z pyskiem nie wyskoczysz. Nie stresujmy się, nie wypada. Najlepsze miejsce do życia na Ziemii.
SEX AND THE CITY 6 sezonów skończyłem w miesiąc. i jakie to smutne i przerażające czasami, że ja rozumiem, że można z siebie robić kretyna, spać z 30 ludźmi i mozesz tych osób nigdy na oczy potem nie spotkać. Że ten New York to jak mój Kraków. Ja wiem. Ja rozumiem to wszystko. Że chodźby nie wiem co protect your friend, kill enemies. Ale Reykjavik to nie Nowy Jork, Hafnarfjordur nie Kraków- jedna wielka rodzina, że nawet nie mozesz babki w urzędzie zjebać, bo wszyscy jakoś choro sponinowaceni, a przecież nawet jak do Polski do urzędu dzownisz do znajomej która ci coś obiecała 5 dni temu, to na nią z pyskiem nie wyskoczysz. Nie stresujmy się, nie wypada. Najlepsze miejsce do życia na Ziemii.
Leśmian
Wiatr wie, jak trzeba nacichać...
Za oknem mrok się kołysze.
Nie widać świata, nie słychać,
Lecz ja coś widzę i słyszę...
Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
Bezradną wyciąga rękę!
Nie znam obcego mi głosu,
Ale znam dobrze tę mękę!
Zaklina, błaga i woła,
Więc w mrok wybiegam na drogę
I nic nie widząc dokoła,
Zrozumieć siebie nie mogę!
W brzozie mgła sępi się wiotka.
Sen pusty - wracam do domu...
Nie, nikt się z nikim nie spotka!
Nikt nie pomoże nikomu!
Za oknem mrok się kołysze.
Nie widać świata, nie słychać,
Lecz ja coś widzę i słyszę...
Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
Bezradną wyciąga rękę!
Nie znam obcego mi głosu,
Ale znam dobrze tę mękę!
Zaklina, błaga i woła,
Więc w mrok wybiegam na drogę
I nic nie widząc dokoła,
Zrozumieć siebie nie mogę!
W brzozie mgła sępi się wiotka.
Sen pusty - wracam do domu...
Nie, nikt się z nikim nie spotka!
Nikt nie pomoże nikomu!
czwartek, 4 września 2008
Statystyka
Poza tym nie nawidzę byc dorosły. Nie chcę tego. Weźcie ten bagaż ode mnie. Chcę miec 17 lat i miec wszystko w dupie. Nie chcę się martwic o te wszystkie świstki, mieszkania, pralki lodówki, pieniądze do pierwszego, obowiązki w pracy. Islandczycy nigdy mnie do końca nie zrozumieją, dzielą nas lata świetlne jeśli chodzi o doświadczenia z mlodości, pochodzenie. Minusy i plusy- że pralkę i lodówkę za pensję kupisz i nie wydasz nawet połowy, ze spokojnie i miło. Życ bez nerwów, kopulowac, wydawac pieniądze, zapomniec o Bożym świecie, byc częścią najszczęsliwszego narodu na świecie, życ w najlepszym miejscu na świecie. koleżanki z Ekonomika zawsze powtarzały, że statystyka to pojebany przedmiot.
Żyję.
Żyję. internet mam. i ciężkie życie. dużo na głowie, wogole masakra. nie mam czasu. przepraszam. lato się podobno wczoraj skończyło. Dziś już w klapkach nie pochodzę. Dyrektorka w szkole na mnie dziś krzyczała. Byłem w szoku. Już się przyzwyczaiłem, że zawsze OK i luz, a już na mnie dwa razy tam krzyczeli. Nie lubię mojej nowej pracy przez to.
Odradzam wynajmowania mieszkania od Marijany Cumby. Po prostu. Trzymajcie się od niej z daleka. nie będe się na ten temat rozpisywał- oprócz tego, że to zły pomysł.
Odradzam wynajmowania mieszkania od Marijany Cumby. Po prostu. Trzymajcie się od niej z daleka. nie będe się na ten temat rozpisywał- oprócz tego, że to zły pomysł.
sobota, 16 sierpnia 2008
no net
Nie będe miał internetu, przynajmniej przez dwa tygodnie. Wpadli i zabrali:-). Koniec. Od września chcę pisać regularnie, prawie codzinnie. Krótko ale regularnie. Poza tym mam nawał zajęć. Jedną pracę rozdrabniam na dwie, może będe robił też coś innego praktycznie charytatywnie. Cięzkie dwa tygodnie i do tego brak neta. Wyprowadzam się. Do Hafnarfjordur, na sam koniec świata. Zawsze chciałem, podobało mi się to miasto od samego poczatku. I w końcu. Dzieje się. Dla mnie jest tam jakaś dusza, której nie ma Reykjavik. Czas zacząć myśleć też o wygodzie i estetyce, a nie tylko o funkcjonalności.
Zdanie o Islandii zmieniam co najmniej 15 razy na dzień, więc jak ktoś czyta jakieś strasze posty, to wcale nie oznacza, że nadal tak uważam:-) Przepraszam. Kiedyś może mi się unormuje. Poza tym... każdy ma swój widzenia tak naprawdę. Nie słuchajcie mnie;-) Ale czytajcie:-)
Zdanie o Islandii zmieniam co najmniej 15 razy na dzień, więc jak ktoś czyta jakieś strasze posty, to wcale nie oznacza, że nadal tak uważam:-) Przepraszam. Kiedyś może mi się unormuje. Poza tym... każdy ma swój widzenia tak naprawdę. Nie słuchajcie mnie;-) Ale czytajcie:-)
piątek, 15 sierpnia 2008
Work!
Gdzieś kiedyś przeczytałem, że w islandii się nie pracuje. W Islandii się "zapierdala". To prawda:) Dobrobyt bierze się z ciężkiej pracy, po którego osiągnięciu człowiek zwalnia i zaczyna pilnowa tego dobrobytu, żeby czasem ktoś inny nie dostał go za darmo. Wiecie co, to wszystko nie jest takie proste. Ja kiedyś napiszę traktat o Islandii i wszystko wyjaśnie. Ani czarno, ani biało. Jest szaro. Wkurzam się czasami, ale gdzie mi będzie lepiej.
wtorek, 5 sierpnia 2008
Jak
Jak się nie dowiesz, jak się nie dopytasz, jak swoich praw i przywilejów nie znasz- to się potem męcz. Witamy w islandzkiej rzeczywistości. Nic tylko i ich zjebac, że nie wszystko co dla nich, dla mnie jest tak samo oczywiste. Tu Ci nikt nie powie po prostu coś ot tak, że wiesz, jest tak i tak i jak zrobisz to, to będzie to i to. Tylko potem, nagle, wielki soprajs i rób co chcesz:)
niedziela, 3 sierpnia 2008
Jak się komuś nudzi w pracy
henry 15:58:42
co tam?
Lola 16:11:36
a lece wlasnie
Lola 16:11:38
zaraz
Lola 16:11:42
wiec nie pogadamy za bardzo
henry 16:12:38
no ok
henry 16:12:42
nastepnym razem
Lola 16:12:52
hehe pnajlepiej jak w pracy jestem :)
henry 16:18:03
:)
henry 16:18:08
ale wtedy ja tez jestem
co tam?
Lola 16:11:36
a lece wlasnie
Lola 16:11:38
zaraz
Lola 16:11:42
wiec nie pogadamy za bardzo
henry 16:12:38
no ok
henry 16:12:42
nastepnym razem
Lola 16:12:52
hehe pnajlepiej jak w pracy jestem :)
henry 16:18:03
:)
henry 16:18:08
ale wtedy ja tez jestem
Długi Weekend
Chciałbym znowu być dzieckiem. Takie wnioski nasuneły mi się po pracy. Wszystko wtedy jest takie naprawdę proste. Każdy problem wydaje się łatwy do rozwiązania. Nie ma tego całego kombinatorstwa. Cieszą cię proste rzeczy. Chciałbym żeby moi mali podopieczni jak najdłużej byli właśnie tacy. Niewinni, prości, bez kombinatorstwa. Żeby jak najdłużej potrafili tak prosto wyrażać swoje myśli, żeby i za 10 lat wszystko cieszyło ich tak jak teraz. To jest naprawdę fascynujące jak proste rzeczy mogą cieszyć. Chciałbym na nowo znaleźć w sobie tę prostotę działania. Że tak naprawdę ma się te samochody, zabawki, ubrania- bo rodzice mają, ale to nie jest ważne, wogóle cię to nie obchodzi. Liczą się uczucia. Jakbyśmy wszyscy byli takimi Piotrusiami Panami na świecie byłoby o wiele lepiej. Trudno to dostrzec na codzień, chyba że pracuje się z takimi małymi brzdącami, które potrafią Ci powiedzieć dokładnie wszystko z rozbrajającą szczerością, w której nie widzą nic złego. Wiem, że to trochę głupie, ale gdybym siedział gdzieś za biurkiem albo pracował w fabryce, a nie lepił w plastelinie, chodził oglądać pracujące koparki, włóczył się po łące, zachwycał widokiem Hafjanrfjordur z najwyższego wzniesienia w mieście, grał w piłkę na boisku, lał wodą, to nie potrafiłbym dostrzec tej prostoty życia. Że jakie to wszystko nie wazne i jak może być prosto. Te dzieci to właśnie moja inspiracja, że może być prosto, żeby się niepotrzebnie nie zaplątywać i spalać energię na jakieś i tak w dłuższej perspektywie nic nie znaczące rzeczy. To jak takie olśnienie w ciepły dzień na dworze, wokoło pusto, na górce, jak na końcu świata, takie namaszczenie promieniami słońcami i szczerymi uśmiechami. To taki błysk zaskoczenia, gdy na chwilę zapominasz o problemach, bo widzisz to i że to takie proste w swym skomplikowaniu.
Dni są ciepłe, poczatek tygodnia wręcz tropkalny i słoneczny. Jak w Polsce przed burzą, nie ma czym oddychać i nawet jak stoisz jesteś mokry. Tylko, że tu żadnej burzy nie będzie. Islandczycy mówią, że jak jest taka nietypowa pogoda bez wiatru parę dni to zazwyczaj potem może być trzęsienie ziemii. Trzęsienia jeszcze nie było, ale w każdym zabobonie tkli się jakieś ziarnko prawdy, z kosmosu się nie wziął. No więc czekam na trzęsienie. Tak trudno jest mi czasami coś im wytłumaczyć o moim kraju. nawet o tych burzach ciężko. Ja się mogę założyć, że niektórzy z nich nigdy na swoje oczy własne burzy nie widzieli.
Kucharzowi doradzałem w sprawie makijażu na Gay Pride za tydzień. Rysowaliśmy na kartce w czasie obiadu, kreację mi na paradę pokazywał. Bedzie w takiej sukience jak mają tancerki w Brazylii w czasie karnawału. Może dlatego, że on sam z Brazylii?
Przedszkole sprzatałem trochę. Phora chodziła i się na dziwić nie mogła. Jak Gardar gdy mu most pierwszy raz pomalowałem w pól godziny, a jakiś islandczyk robił to w jeden dzień. Potem cały kantorek do porządku po malowaniu doprowadzić musiałem. Zrobiłem małe przemeblowanie. Rzeczy, które mnie, delikatnie mówiąc, zawsze wkurwiały, poustawiałem inaczej. Dużo ryzykowałem, bo oni nie mają nic ze słowiańskiej duszy i na jakieś innowacje takie same od siebie patrzą z wielkim przerażeniem, że mi się praca nie podoba, albo coś nie tak. No ale muszę ich trochę szkolić, najlepsze strony mojej nacji pokazywać.
Druga koleżanka się przez FACEBOOK na randkę umówiła rozpaczliwie poszukując miłości. Jejku, jakie to jest zabawne. Wszystko o necie o nim w 10 minut znalazła, całe CV mi jego pokazała, wszyscy ocenili, swoje zdanie wyrazili. CV faceta to dowód na to, że Islandczycy wcale nie są tacy leniwi jak się powszechnie uważa. Pewnie przyjdzie we wtorek uradowana od ucha do ucha, bo bez seksu się nie obejdzie. Druga koleżanka się żeni i wszyscy wypytują co to za jeden, co robi jego rodzina, gdzie mieszka. Jak moja babcia i mama i ciocia jedna i druga- pod tym względem nic nas nie różni. Oprócz tego, że tu wszyscy są wielce zdziwieni i zaskoczeni, że ich nie znają, że ulice z dokładnym adresem podaje i... NIC! To się tu tym starszym osobą w głowie nie mieści. Tu przecież każdy każdego znać musi! Ich konsterbacja z tego powodu była dla mnie po prostu zajebiścia urocza, napieprzałem się z nich okrutnie i strasznie, że jednak, że stało się, że to możliwe. KOGOŚ NIE ZNAJĄ! :-)
Mój islandzki się naprzód nie posuwa, ale rozumiem więcej, dużo więcej niż jeszcze pół roku temu. Mogę z nimi siąść na przerwie, słuchać i wyłapie o co im generalnie chodzi, będe w temacie. Dzięki temu wiem, że Ellen przyjaciel gra koncert w klubie NASA w sobotę, że mieszkała z rodzicami, ale teraz już wynajmuje mieszkanie, wiem, że nawet około 50m2 za 67000ISK, wiem nawet na jakiej ulicy. Wiem, że brat jej dobrej koleżanki z dnia na dzień stał się zadeklarowanym gejem, wiem, że Loa wynajmuje mieszkanie Litwinom za 60000ISK, no dużo już wiem. No to mówię Loi, że niech mi takie znajdzie, że może pięć late temu tak było, ale teraz może żadać wiecej ;-) Mówię jej, że słyszałem, że Litwinii mają tu teraz przechlapane i że mają problemy z wynajęciem mieszkania. Dobrze, że ona i reszta to rozumie, że tu nie o nację chodzi, że są też źli Islandczycy.
Podatku mam dopłacić 1/4 mojej pensji- dobrze, że na raty rozłożone do końca roku. Dobrze też z tego względu, że z przyczyn mi jeszcze do wtorku niewiadomych, dostałem tylko 6000ISK pensji. Mam nadzieję, że to pomyłka, a jak nie, to sami widzicie. Trzeba się tu mieć na baczność na każdym kroku. I islandzkiego uczyć bo inaczej to masakra. nikt nic nie wie, czeski film. Dobrze tylko, że trafiłem na takich ludzi islandzkich, co to autentycznie obchodzi, Maja już chyba po nocach razem z moją mamą nie śpi. i o ten podatek też muszę się iść zapytać, choć tam to pewnie jedna wielka kupa i tyle.
Cała Islandia na długi weekend pojechała, w Reykjaviku w Downtown się niedobitki włóczyli, wszystkie kluby puste. Oprócz jednego, sami Polacy. Polandia pieprzona normalnie z tej wyspy. wchodzę i coś mi od razu ewidentnie nie pasuję. Mówię do Tsewang`a, że tu sami Polacy, mówię do Francesco, że tu sami Polacy, a oni, że wiedzą, że po twarzach rozponają. uwierzcie, Polaka czuć na odległość ;-) W takich miejscach można z łatwością zrozumieć że jednak różnice pomiędzy nacjami są niezbite, duże, małe, ale zawsze jakieś.
Dni są ciepłe, poczatek tygodnia wręcz tropkalny i słoneczny. Jak w Polsce przed burzą, nie ma czym oddychać i nawet jak stoisz jesteś mokry. Tylko, że tu żadnej burzy nie będzie. Islandczycy mówią, że jak jest taka nietypowa pogoda bez wiatru parę dni to zazwyczaj potem może być trzęsienie ziemii. Trzęsienia jeszcze nie było, ale w każdym zabobonie tkli się jakieś ziarnko prawdy, z kosmosu się nie wziął. No więc czekam na trzęsienie. Tak trudno jest mi czasami coś im wytłumaczyć o moim kraju. nawet o tych burzach ciężko. Ja się mogę założyć, że niektórzy z nich nigdy na swoje oczy własne burzy nie widzieli.
Kucharzowi doradzałem w sprawie makijażu na Gay Pride za tydzień. Rysowaliśmy na kartce w czasie obiadu, kreację mi na paradę pokazywał. Bedzie w takiej sukience jak mają tancerki w Brazylii w czasie karnawału. Może dlatego, że on sam z Brazylii?
Przedszkole sprzatałem trochę. Phora chodziła i się na dziwić nie mogła. Jak Gardar gdy mu most pierwszy raz pomalowałem w pól godziny, a jakiś islandczyk robił to w jeden dzień. Potem cały kantorek do porządku po malowaniu doprowadzić musiałem. Zrobiłem małe przemeblowanie. Rzeczy, które mnie, delikatnie mówiąc, zawsze wkurwiały, poustawiałem inaczej. Dużo ryzykowałem, bo oni nie mają nic ze słowiańskiej duszy i na jakieś innowacje takie same od siebie patrzą z wielkim przerażeniem, że mi się praca nie podoba, albo coś nie tak. No ale muszę ich trochę szkolić, najlepsze strony mojej nacji pokazywać.
Druga koleżanka się przez FACEBOOK na randkę umówiła rozpaczliwie poszukując miłości. Jejku, jakie to jest zabawne. Wszystko o necie o nim w 10 minut znalazła, całe CV mi jego pokazała, wszyscy ocenili, swoje zdanie wyrazili. CV faceta to dowód na to, że Islandczycy wcale nie są tacy leniwi jak się powszechnie uważa. Pewnie przyjdzie we wtorek uradowana od ucha do ucha, bo bez seksu się nie obejdzie. Druga koleżanka się żeni i wszyscy wypytują co to za jeden, co robi jego rodzina, gdzie mieszka. Jak moja babcia i mama i ciocia jedna i druga- pod tym względem nic nas nie różni. Oprócz tego, że tu wszyscy są wielce zdziwieni i zaskoczeni, że ich nie znają, że ulice z dokładnym adresem podaje i... NIC! To się tu tym starszym osobą w głowie nie mieści. Tu przecież każdy każdego znać musi! Ich konsterbacja z tego powodu była dla mnie po prostu zajebiścia urocza, napieprzałem się z nich okrutnie i strasznie, że jednak, że stało się, że to możliwe. KOGOŚ NIE ZNAJĄ! :-)
Mój islandzki się naprzód nie posuwa, ale rozumiem więcej, dużo więcej niż jeszcze pół roku temu. Mogę z nimi siąść na przerwie, słuchać i wyłapie o co im generalnie chodzi, będe w temacie. Dzięki temu wiem, że Ellen przyjaciel gra koncert w klubie NASA w sobotę, że mieszkała z rodzicami, ale teraz już wynajmuje mieszkanie, wiem, że nawet około 50m2 za 67000ISK, wiem nawet na jakiej ulicy. Wiem, że brat jej dobrej koleżanki z dnia na dzień stał się zadeklarowanym gejem, wiem, że Loa wynajmuje mieszkanie Litwinom za 60000ISK, no dużo już wiem. No to mówię Loi, że niech mi takie znajdzie, że może pięć late temu tak było, ale teraz może żadać wiecej ;-) Mówię jej, że słyszałem, że Litwinii mają tu teraz przechlapane i że mają problemy z wynajęciem mieszkania. Dobrze, że ona i reszta to rozumie, że tu nie o nację chodzi, że są też źli Islandczycy.
Podatku mam dopłacić 1/4 mojej pensji- dobrze, że na raty rozłożone do końca roku. Dobrze też z tego względu, że z przyczyn mi jeszcze do wtorku niewiadomych, dostałem tylko 6000ISK pensji. Mam nadzieję, że to pomyłka, a jak nie, to sami widzicie. Trzeba się tu mieć na baczność na każdym kroku. I islandzkiego uczyć bo inaczej to masakra. nikt nic nie wie, czeski film. Dobrze tylko, że trafiłem na takich ludzi islandzkich, co to autentycznie obchodzi, Maja już chyba po nocach razem z moją mamą nie śpi. i o ten podatek też muszę się iść zapytać, choć tam to pewnie jedna wielka kupa i tyle.
Cała Islandia na długi weekend pojechała, w Reykjaviku w Downtown się niedobitki włóczyli, wszystkie kluby puste. Oprócz jednego, sami Polacy. Polandia pieprzona normalnie z tej wyspy. wchodzę i coś mi od razu ewidentnie nie pasuję. Mówię do Tsewang`a, że tu sami Polacy, mówię do Francesco, że tu sami Polacy, a oni, że wiedzą, że po twarzach rozponają. uwierzcie, Polaka czuć na odległość ;-) W takich miejscach można z łatwością zrozumieć że jednak różnice pomiędzy nacjami są niezbite, duże, małe, ale zawsze jakieś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)