poniedziałek, 20 października 2008
Zaczeło się. Zimno. ISLANDZKIE ZIMNO. To wtedy gdy temperatura oscyluje około zera i jak jadę samochodem, to czuję jak mnie nosi po drodze, bo mój samochód taki lekki się wydaje. Chyba mnie depresja zimowa islandzka łapie. A przecież już byłem rok temu i wiem jak to będzie. Słońca coraz mniej, zimno... Dzielę to na dwa okresy. Pierwszy zaczyna się tak koło 15 pażdziernika- już bez zadnej nadziei, że pogoda może być lepsza. Drugi zacznie się gdzieś za miesiąc. Ale wtedy już cała islandia będzie przyozdobiona świątecznie to się może milej zrobi. Liczę, że ze względu na kryzys tych światełek będzie właśnie więcej, a nie mniej :-)
niedziela, 19 października 2008
I dlatego nigdy nie będe miał domu. Teraz mieszkam w bloku i odkurzanie i mycie 106m2 to za dużo jak na mój leniwy tyłek. Pełno póleczek, szafek, stolików, a co za tym idzie kurzu. Jak okna zamkniete szczelnie to znowu woda się rano zbiera, jak się nie zetrze to się grzyb robi. Jak się ustawi na wnetylacje to znowu w domu się zimno robi jak na dworze wieje. I tak źle i tak nie dobrze. Jakby to było moje mieszkanie to bym się wkurzał, a tak jakoś przezyje. Nigdzie nie budują tak niefunkcjonalnie domów jak tu (moim zdaniem). Np. u mnie: jeden w miare duży pokój (sypialnia) i 2 mniejsze. Oczywiście jak w każdym domu islandzkim wieeeeelgachny salon. Ale ja bym ten salon zmniejszył trochę i pokoje zrobił większe. Ale to tylko moje prywatne zdanie. Islandzka kawalerka to sypialnia i salon generalnie (oczwiście nie liczę kuchni, która zazywczaj połączona jest z salonem), łazienki i suszarni w nowym budownictwie), a wszystko to na... 80- 90m2! Polskie dom w blokach potrafi miec to wszystko na 50m2 (no może prócz suszarni).
A kryzys krzysyem, ale teraz to chyba najlepszy czas na kupowanie aut. Szkoda, że islandia na wyspię, bo importerzy uzywanych aut mogli by tu naprawdę nieźle zarobic. Gorąca polecam jakby ktoś potrafił to sobie zorganizowac i jakoś te samochody Polski przewieźc. Korona słabo stoi a samochody też teraz nie drogie, a takie 7- letnie czesto już tu za graty robią i mozna kupic bardzo tanio. i wbrew pozorom idelany interes dla kogoś, kto ma kasę zeby dom kupic. No może jeszcze bym poczekał parę miesięcy jak potanieją bardziej. Potem kryzys minie, korona na pewno się podniesie na tyle, że z zyskiem się sprzeda. Oczywiście to inwestycja raczej długoterminowa trochę musiałaby byc.
A kryzys krzysyem, ale teraz to chyba najlepszy czas na kupowanie aut. Szkoda, że islandia na wyspię, bo importerzy uzywanych aut mogli by tu naprawdę nieźle zarobic. Gorąca polecam jakby ktoś potrafił to sobie zorganizowac i jakoś te samochody Polski przewieźc. Korona słabo stoi a samochody też teraz nie drogie, a takie 7- letnie czesto już tu za graty robią i mozna kupic bardzo tanio. i wbrew pozorom idelany interes dla kogoś, kto ma kasę zeby dom kupic. No może jeszcze bym poczekał parę miesięcy jak potanieją bardziej. Potem kryzys minie, korona na pewno się podniesie na tyle, że z zyskiem się sprzeda. Oczywiście to inwestycja raczej długoterminowa trochę musiałaby byc.
sobota, 18 października 2008
piątek, 17 października 2008
Długa przerwa. 12.00 - 12.30; Ja dyżur na dworze. mój ulubieniec Kristjan, a jakże, pojawic się musiał. Jak zwykle zapłakany, ktoś go popychał- żywcem wyjety z przedszkola 8 latek. Bez niego ta praca straciłaby swój koloryt. Jak zwyklę za ręke i spacerujemy. Idą dwie panny, takie może 10 - 12- letnie, ale trudno określic, bo te islandzkie dziewczeta nadzbyt poważne jak na swój wiek. Rozmowa, oczywiście po Islandzku. Ja, ona na przedmian, koleżanka słucha:
hi
HI
czy jesteś tutaj nauczycielem?
TAK, JESTEM. GRUNSKOLAKENNARI.
mówisz po islandzku?
MAŁO...
to jakim cudem możesz tu byc nauczycielem?
PRACUJĘ Z POLSKIMI DZIECMI.
potrafisz nauczyc ich islandzkiego?
HA?
potrafisz nauczyc ich islandzkiego?
CZY POTRAFIE... ???...
c z y p o t r a f i s z nauczyc ich islandzkiego??
A, NIE. NIE. UCZYMY SIĘ PO POLSKU.
tylko po polsku?
TAK.
a, ok.
Jedna z wielu takich dyskusji, jestem generalnie szkolną sensacją i walczę :-) Walczę ze świętym przekonaniem, że mogą zrobic przy mnie wszystko bo ich nawet nie opierdolę. Oj, tak słabo to z moim islandzkim nie jest. Tymbardziej że praca pierwsza taka, że akurat w opierdalaniu islandzkich dzieci mógłbym napisac już pracę magisterską ;-) Wogóle przestawiłem się już na islandzki tok myślenia szkolny, że teraz nie wiem jakbym się w polskiej szkole odnalazł- bo jednak jest inaczej. dla kogoś kto nie o tym zielonego pojęcia islandzkie dzieci to tylko banda rozpieszczonych bachorów którym na wszystko się pozwala. Ale to naprawde WIELKIE, wielgachne uproszczenie kogoś, kto patrzy na Islandię przez pryzmat polskiej mentalności i rzeczywistości.
hi
HI
czy jesteś tutaj nauczycielem?
TAK, JESTEM. GRUNSKOLAKENNARI.
mówisz po islandzku?
MAŁO...
to jakim cudem możesz tu byc nauczycielem?
PRACUJĘ Z POLSKIMI DZIECMI.
potrafisz nauczyc ich islandzkiego?
HA?
potrafisz nauczyc ich islandzkiego?
CZY POTRAFIE... ???...
c z y p o t r a f i s z nauczyc ich islandzkiego??
A, NIE. NIE. UCZYMY SIĘ PO POLSKU.
tylko po polsku?
TAK.
a, ok.
Jedna z wielu takich dyskusji, jestem generalnie szkolną sensacją i walczę :-) Walczę ze świętym przekonaniem, że mogą zrobic przy mnie wszystko bo ich nawet nie opierdolę. Oj, tak słabo to z moim islandzkim nie jest. Tymbardziej że praca pierwsza taka, że akurat w opierdalaniu islandzkich dzieci mógłbym napisac już pracę magisterską ;-) Wogóle przestawiłem się już na islandzki tok myślenia szkolny, że teraz nie wiem jakbym się w polskiej szkole odnalazł- bo jednak jest inaczej. dla kogoś kto nie o tym zielonego pojęcia islandzkie dzieci to tylko banda rozpieszczonych bachorów którym na wszystko się pozwala. Ale to naprawde WIELKIE, wielgachne uproszczenie kogoś, kto patrzy na Islandię przez pryzmat polskiej mentalności i rzeczywistości.
czwartek, 16 października 2008
http://www.icelandairwaves.com/
Festiwal muzyczny czas zacząc. Dziś po islandzkim koncert reaggowo- dubowy, a potem GUS GUS. wogóle cięzko znaleźc w Reykjaviku knajpę żeby reagge grali. wszedzie prawie tylko te łupanki, więc trzeba łapac kazdy promyk odmiany! Mimo to, co oni wiedzą o festiwalach ;-) Ech...
środa, 15 października 2008
na pocieszenie
z artykułu:
"... (...) Ale Islandia ma doskonałe instytucje i kapitał ludzki, tak samo jak doświadczone przedsiębiorstwa usługowe. Jej ludność będzie musiała przyjąć tymczasowe obniżenie dotychczas wysokich standardów życia. Banki natomiast ożywią się jako dużo mniejsze instytucje, w dalszym ciągu z niezwykle uzdolnionymi managerami. Islandia w końcu znowu będzie kwitnąć." :-)
Autor: Richard Portes jest profesorem ekonomii w London Business School
"... (...) Ale Islandia ma doskonałe instytucje i kapitał ludzki, tak samo jak doświadczone przedsiębiorstwa usługowe. Jej ludność będzie musiała przyjąć tymczasowe obniżenie dotychczas wysokich standardów życia. Banki natomiast ożywią się jako dużo mniejsze instytucje, w dalszym ciągu z niezwykle uzdolnionymi managerami. Islandia w końcu znowu będzie kwitnąć." :-)
Autor: Richard Portes jest profesorem ekonomii w London Business School
Czy Islandczycy wydają mniej niż przed kryzysem? Szczerze wątpie. Nawet jeśli to nieznacznie. Wpadli tylko w panikę i mniej z kart kredytowych korzystają, co z kolei wprowadza mnie w panikę bo nadal z niej korzystam. Poza tym dziwny kraj, rat za ubezpieczenie samochodu nie rozłożysz miesięcznie bez karty, nic na raty nie kupisz bez karty, no to dziwic się, że każdy karty ma prawie, a teraz większośc się staje niewypłacalna. Jak mówi Maja Paja; "wydajesz miesięcznie tylko tyle, ile możesz zarobic". Żeby nie było, że wszyscy Islandczycy są bez wyobraźni:) Bezrobocie ma byc 30% podobno, ale jakoś nikt zestresowany specjalnie nie jest. Już nie wiem czy z ich głupoty i dostatku czy tak po prostu i tak nie ma się czym stresowac. Jeśli to drugie, to mamy czego się uczyc.
wtorek, 14 października 2008
Wywieszono dzis u mnie w pracy liste, zeby podpisac sie pod nia jako poparcie do powiekszenia huty aluminium, znajdujacej sie stosunkowo nie daleko od Hafnarfjordur. biedni Ci Islandczycy. Jakby moze 80% wiadomosci w gazetach i telewizji nie wypelnialy informacje o Islandii, a zajeli by sie bardziej swiatem, to moze by i wiecej wyobrazni mieli i takimi nacjonalistami nie byli. Coraz bardziej mysle, ze bedzie z tego afera. Generalnie to gowno mnie to obchodzi, bo to nie ja sie zaduzam gdy mnie na to nie stac, ale bedzie z tego wojna. no dobra, pralke i lodowke mam na 10 miesiecy na raty. ale jeszcze mnie stac na to :) Mysla, ze im powiekszenie huty prace zagwarantuje. Ech... Dobrze, ze nie wszyscy tu sadza tak samo. W dodatku wedlug prognoz bezrobocie ma podniesc sie do... 30%! Juz sam nie wiem czy plot nie rozsiewam, ale jakos mi trudno sobie to wyobrazic. Generalnie co ciekawe to zanosi sie ze jeszcze przed nami. Bedzie sie dzialo.
niedziela, 12 października 2008
Na razie premier Islandii powiedział Islandczykom, żeby się nie martwili: "Wszystko będzie dobrze. Możemy jeść, to co złowimy" ("We will be fine. We can eat what we can fish"). A prezes banku centralnego Jamajki stwierdził, że "wszyscy się powinni po prostu wyluzować" ("Everyone should just chilll out")...
sobota, 11 października 2008
piątek, 10 października 2008
czasami myślę, że ta wyspa co chcieli dac Bjork za promocję kraju za granicą to mi się powinna nalezec. Gdyby tylko przeczytac to wszystko mogli od początku do końcu. Jezu, where is my mind?:)
Na temat kryzysu się nie wypowiadam- powiedziano już wszystko i napisano wszystko, także w polskich mediach. Chcę tylko powiedziec ze swojej strony, że to nie wojna, tylko kryzys. Paliwo mamy, jedzenie mamy, wszystko funkcjonuje normalnie. Zabrałem dziś 12- 15 latków ode mnie ze szkoły na odwiedziny do mojego przedszkola. jeszcze nie zdarzyło mi się w zyciu byc opiekunem grupy na wycieczce.
Na temat kryzysu się nie wypowiadam- powiedziano już wszystko i napisano wszystko, także w polskich mediach. Chcę tylko powiedziec ze swojej strony, że to nie wojna, tylko kryzys. Paliwo mamy, jedzenie mamy, wszystko funkcjonuje normalnie. Zabrałem dziś 12- 15 latków ode mnie ze szkoły na odwiedziny do mojego przedszkola. jeszcze nie zdarzyło mi się w zyciu byc opiekunem grupy na wycieczce.
czwartek, 2 października 2008
Pierwszy śnieg spadł. Nawet gdybym nie zauważył to z GG innych znajomych w Islandii bym się dowiedział. Nie wiem tylko czemu wszyscy się cieszą:-) Dopiero październik, a to chyba znaczy, że zima będzie długa. Poza tym byłem na islandzkim. Jak wchodziłem do sali to była pogodna pogoda. A wyszedłem i tam śnieg po kostki. Nos mi odmarzł zanim doszedłem na autobus. Bo mój samochód już 1,5 tygodnia u mechnika i nie zanosi się na koniec. Na bilety jednorazowe wydałem tyle, że mógłbym mieć za to miesięczny już.
niedziela, 28 września 2008
DUPA
Byłem w sb na szkoleniu: RESTITUTION SELF DISCIPLINE. dzięki temu 5 stycznia będe miał wolne. Ale jak każdza rozmowa teraz, wszystko schodzi na spadającą koronę. Podobno w pn korona ma pobić kolejny rekord i spaść jeszcze niżej. rok temu 1 EUR to było 90ISK. Teraz jest gdzieś chyba ze 135EUR. i to nie koniec. Dna sięgnie w swieta by po wakacjach zacząć powoli się podnosić, ale to i tak nic dopóki gospodarka USA jest w kryzysie. mieszkanie bym kupił. Ale co jak się rozmyślę i za 2 miechy spakuje i do domu pojadę? Do pracy przyjeżdzać się już na islandię nie opłaca. mi zawsze podobało się to, że jak jechałem do Londynu lub gdzie indziej to zawsze wszystko było takie tanie, bo Islandia najdrozszym krajem na świecie. A teraz co? dupa:-)
środa, 24 września 2008
Aha, oczywiście nikt mnie nie poinformował, że muszę mniej podatku zapłacic. Jakbym był z tych nadgorliwych to pewnie bym bez pytania wpłacił, sam konto znalazł, jak pani w urzedzie w Hafnarfjordur poradziła, i jestem na 1000% pewny, że gdyby wyszło za dużo to nikt by mi uwagi nie zwrócił i kasy nie oddał. Chyba że bym się upomniał.
Nagle się okazało, że mam do dopłacenia mniej podatku niż się okazało na samym początku. Jak i dlaczego? Nie wnikam. Ale uwierzcie mi, Polska biurokracja to nic w porównaniu do tej islandzkiej. 300 000 ludzi i taki bajzel wszędzie, nikt nic nie wie. To co by było jakby ich 40 000 000 było. Coś mi się zdaję, że w tym roku nie będzie to najlepsze miejsca do życia na Ziemi.
wtorek, 23 września 2008
Icelandic spirit
Byłem dziś pierwszy raz na basenie koło domu. W nowo wybudowanym. Zawiedziony niewymownie. Cały basen zadaszony, hot spoty też. Basen całkowicie bez islandzkiego ducha. Taka zła pogoda, a ja się nie mogę przebiec po drodze na świeżym powietrzu do hot spota? Mam tylko nadzięję, że to taka fanaberia, wybryk przy porjektowaniu, że islandia się nie wzoruje na innych rajach i nie zacznie hot spotów zakrywać w nowo budowanych basenach, bo przecież to o to chodzi, żeby na powietrzu były. Wiem że kryzys, wiem, że pustynia po zamknieciu Sirkusa, ale może nie pogorszajmy sprawy sami.
idzie gorzej
Idzie gorzej. Oszczędności nie mam, żyję z dnia na dzień, ale wszyscy wkoło wymuszają więc i ja zaczynam się przejmować. Nie wiem po co to wszystko wiem, ale już wiem. Stało się. Myślałem, że krzys już przyszedł, ale czasami myślę, że on dopiero idzie. Korona pobija swoje rekordy wszechczasów, już nawet ja widzę że strasznie niedoszacowana się zrobiła i zerkam już od czasu do czasu, czy aby się nie podnosi choć trochę, ale nic z tego. No ileż tak spadać może? Mi się nikt nie pyta czy wracam, ale podobno wszystkich wokoło. U mnie za to co światlejsi myślą, że wracać do czego nie ma bo bym musiał z mamą znowu mieszkać, bo ile mimo to wyniosła by moja pensja nauczyciela itp., itd. Nasluchała się znajoma Islandka jakiś ćwierćmózgów litewskich z jakiegoś rejonu z 20% bezrobociem pewnie, co im mieszkanie wynajmuje, i myśli, że wszędzie tak. Mi się już jej tłumaczyć nie chce, że to nie tak, że jakbym chciał to nawet dziś wrócić mogę, że niektórzy moi znajomi w Polsce już więcej ode mnie zarabiają, domy kupują, i że nie każdy w Polsce jak ma 19 lat to się od razu z domu wyprowadza. Reykjavik czwartą najbardziej niebezpieczną stolicą w Europie. statystycznie oczywiście, a jak już mówiłem znajome w ekonomiku mówiły mi, że statystyka to pojebany przedmiot. Ale pije to na umór choć nie umie, a potem pieprzy się z kim popadnie i po weekendzie przestępstw na tle seksualnym że masakra. Poza tym ciemno się już robi powoli i nikt nie umie mojego samochodu naprawić. Islandzkie samotne matki sponiewierane się w islandzkim "Fakcie" czują bo pracę straciły. I zalamanie i frutracja. Jedź kobieto do Polski to pogadamy. no ale punkt widzenia zalezy od puntku siedzenia tak? mnie się takie tematy nie imają poki co bo pracę mam, ale wiem, że już trudno i będzie coraz trudniej. Już bez angielskiego ani raz, a jeszcze troche to się tak zrobi, że już bez islandzkiego ani rusz. i selekcja naturalna sama się automatycznie zrobi. W sumie słuszna sprawiedliwość dziejowa. Bo czemu ma ktoś w Islandii siedzieć i po islandzku ani słowa przez całe życie nie powiedzieć? Kryzys minie, islandczycy się może trochę opanują, mniej kredytów zaciągać będą i wszystko wróci do starego. Już mnie to męczy, choć nie dotyczy w sumie. Oby szybciej, oby już.
niedziela, 14 września 2008
Łysy
Mam tendencję do ściania się na łyso co jakiś czas i zawsze ludzie reagują tak samo:
Marta 17:35:56
o kurwa
Marta 17:36:06
wyladasz jak typowy dresiarz z huty,
lub, że jakby mnie dopiero co wypuścili z Oświęcimia.
Marta 17:35:56
o kurwa
Marta 17:36:06
wyladasz jak typowy dresiarz z huty,
lub, że jakby mnie dopiero co wypuścili z Oświęcimia.
wtorek, 9 września 2008
Komplement?
Paweł powiedział, że jestem dziwakiem i mam skrzywiony beret, ale nie popłynąłem jeszcze jak Francesco.
Impreza po islandzku. Wszyscy umówieni koło 20. Wchodzę w reklamówką pełną piw jak ostatni alkoholik. Część już siedzi w kółeczku wokół stołu. Stół szwedzki, stół pełen wina. Dom szefowej stary z wierzchu ale full wypas w środku. Imprezy etap pierwszy. Znienawidzony, ale zarazem jakże zabawny. Na początku wyżerka i jacy to jesteśmy porządni i inteligentni. Niby tylko jemy, ale gdzieś tam w międzyczasie kieliszki wina się przez ręce przewijają. Oficjalnie jeszcze nie palę, co mnie zaczyna irytować bardzo szybko. Czekam kto zacznie, z kim by się tu zachaczyć. zirytowany do mojego kucharza, że get the party started i chodźmy na fajkę i bądźmy tymi pierwszymi, niech ścieżka do ogródka zostanie już wydeptana. I zaczyna się. Nawet nie wiem kiedy. Tym razem bez jakiegoś specjalnego przejścia. Po prostu jakby ktoś włączył coś na pilocie, zmienił kanał na 20 godzin później. I gada człowiek za dużo i robi kupę niepotrzebnych, idiotycznych rzeczy. Już wiem, że upicie się winem to nie jest dobry pomysł. Może ja tak mam ale faza jakaś taka inna. Tęskni człowiek za wódką i świadomością, że wtedy przynajmniej wie, że to już się dzieje, że błędnik w zagrożenie. Mieszkanie zmieniłem, nie mogłem pod właściwą klatkę trafić jak mnie taksówka wysadziła. opłaciłem wszystkich niedobitków co zostali do końca- 4000ISK mnie wycieczka po Hafnarfjordur kosztowała, ale kolezanka w międzyczasie rżygała, a licznik leciał. i to ranne zastanawianie się nad wszystkim, że jak i po co i jak to możliwe i czy wszystko się pamięta i kac moralny. Ale wszystko i tak niepotrzebnie bo to się nie liczy. pijesz z ludźmi w pracy, ale potem już do tego nie wracacie. Żadnego stresu, NIC się nie stało. Ty i ta Twoja katolicka mentalność macie problem. najszczęśliwsze miejsce na świecie- choice of freedom and be happy.
SEX AND THE CITY 6 sezonów skończyłem w miesiąc. i jakie to smutne i przerażające czasami, że ja rozumiem, że można z siebie robić kretyna, spać z 30 ludźmi i mozesz tych osób nigdy na oczy potem nie spotkać. Że ten New York to jak mój Kraków. Ja wiem. Ja rozumiem to wszystko. Że chodźby nie wiem co protect your friend, kill enemies. Ale Reykjavik to nie Nowy Jork, Hafnarfjordur nie Kraków- jedna wielka rodzina, że nawet nie mozesz babki w urzędzie zjebać, bo wszyscy jakoś choro sponinowaceni, a przecież nawet jak do Polski do urzędu dzownisz do znajomej która ci coś obiecała 5 dni temu, to na nią z pyskiem nie wyskoczysz. Nie stresujmy się, nie wypada. Najlepsze miejsce do życia na Ziemii.
SEX AND THE CITY 6 sezonów skończyłem w miesiąc. i jakie to smutne i przerażające czasami, że ja rozumiem, że można z siebie robić kretyna, spać z 30 ludźmi i mozesz tych osób nigdy na oczy potem nie spotkać. Że ten New York to jak mój Kraków. Ja wiem. Ja rozumiem to wszystko. Że chodźby nie wiem co protect your friend, kill enemies. Ale Reykjavik to nie Nowy Jork, Hafnarfjordur nie Kraków- jedna wielka rodzina, że nawet nie mozesz babki w urzędzie zjebać, bo wszyscy jakoś choro sponinowaceni, a przecież nawet jak do Polski do urzędu dzownisz do znajomej która ci coś obiecała 5 dni temu, to na nią z pyskiem nie wyskoczysz. Nie stresujmy się, nie wypada. Najlepsze miejsce do życia na Ziemii.
Leśmian
Wiatr wie, jak trzeba nacichać...
Za oknem mrok się kołysze.
Nie widać świata, nie słychać,
Lecz ja coś widzę i słyszę...
Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
Bezradną wyciąga rękę!
Nie znam obcego mi głosu,
Ale znam dobrze tę mękę!
Zaklina, błaga i woła,
Więc w mrok wybiegam na drogę
I nic nie widząc dokoła,
Zrozumieć siebie nie mogę!
W brzozie mgła sępi się wiotka.
Sen pusty - wracam do domu...
Nie, nikt się z nikim nie spotka!
Nikt nie pomoże nikomu!
Za oknem mrok się kołysze.
Nie widać świata, nie słychać,
Lecz ja coś widzę i słyszę...
Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
Bezradną wyciąga rękę!
Nie znam obcego mi głosu,
Ale znam dobrze tę mękę!
Zaklina, błaga i woła,
Więc w mrok wybiegam na drogę
I nic nie widząc dokoła,
Zrozumieć siebie nie mogę!
W brzozie mgła sępi się wiotka.
Sen pusty - wracam do domu...
Nie, nikt się z nikim nie spotka!
Nikt nie pomoże nikomu!
czwartek, 4 września 2008
Statystyka
Poza tym nie nawidzę byc dorosły. Nie chcę tego. Weźcie ten bagaż ode mnie. Chcę miec 17 lat i miec wszystko w dupie. Nie chcę się martwic o te wszystkie świstki, mieszkania, pralki lodówki, pieniądze do pierwszego, obowiązki w pracy. Islandczycy nigdy mnie do końca nie zrozumieją, dzielą nas lata świetlne jeśli chodzi o doświadczenia z mlodości, pochodzenie. Minusy i plusy- że pralkę i lodówkę za pensję kupisz i nie wydasz nawet połowy, ze spokojnie i miło. Życ bez nerwów, kopulowac, wydawac pieniądze, zapomniec o Bożym świecie, byc częścią najszczęsliwszego narodu na świecie, życ w najlepszym miejscu na świecie. koleżanki z Ekonomika zawsze powtarzały, że statystyka to pojebany przedmiot.
Żyję.
Żyję. internet mam. i ciężkie życie. dużo na głowie, wogole masakra. nie mam czasu. przepraszam. lato się podobno wczoraj skończyło. Dziś już w klapkach nie pochodzę. Dyrektorka w szkole na mnie dziś krzyczała. Byłem w szoku. Już się przyzwyczaiłem, że zawsze OK i luz, a już na mnie dwa razy tam krzyczeli. Nie lubię mojej nowej pracy przez to.
Odradzam wynajmowania mieszkania od Marijany Cumby. Po prostu. Trzymajcie się od niej z daleka. nie będe się na ten temat rozpisywał- oprócz tego, że to zły pomysł.
Odradzam wynajmowania mieszkania od Marijany Cumby. Po prostu. Trzymajcie się od niej z daleka. nie będe się na ten temat rozpisywał- oprócz tego, że to zły pomysł.
sobota, 16 sierpnia 2008
no net
Nie będe miał internetu, przynajmniej przez dwa tygodnie. Wpadli i zabrali:-). Koniec. Od września chcę pisać regularnie, prawie codzinnie. Krótko ale regularnie. Poza tym mam nawał zajęć. Jedną pracę rozdrabniam na dwie, może będe robił też coś innego praktycznie charytatywnie. Cięzkie dwa tygodnie i do tego brak neta. Wyprowadzam się. Do Hafnarfjordur, na sam koniec świata. Zawsze chciałem, podobało mi się to miasto od samego poczatku. I w końcu. Dzieje się. Dla mnie jest tam jakaś dusza, której nie ma Reykjavik. Czas zacząć myśleć też o wygodzie i estetyce, a nie tylko o funkcjonalności.
Zdanie o Islandii zmieniam co najmniej 15 razy na dzień, więc jak ktoś czyta jakieś strasze posty, to wcale nie oznacza, że nadal tak uważam:-) Przepraszam. Kiedyś może mi się unormuje. Poza tym... każdy ma swój widzenia tak naprawdę. Nie słuchajcie mnie;-) Ale czytajcie:-)
Zdanie o Islandii zmieniam co najmniej 15 razy na dzień, więc jak ktoś czyta jakieś strasze posty, to wcale nie oznacza, że nadal tak uważam:-) Przepraszam. Kiedyś może mi się unormuje. Poza tym... każdy ma swój widzenia tak naprawdę. Nie słuchajcie mnie;-) Ale czytajcie:-)
piątek, 15 sierpnia 2008
Work!
Gdzieś kiedyś przeczytałem, że w islandii się nie pracuje. W Islandii się "zapierdala". To prawda:) Dobrobyt bierze się z ciężkiej pracy, po którego osiągnięciu człowiek zwalnia i zaczyna pilnowa tego dobrobytu, żeby czasem ktoś inny nie dostał go za darmo. Wiecie co, to wszystko nie jest takie proste. Ja kiedyś napiszę traktat o Islandii i wszystko wyjaśnie. Ani czarno, ani biało. Jest szaro. Wkurzam się czasami, ale gdzie mi będzie lepiej.
wtorek, 5 sierpnia 2008
Jak
Jak się nie dowiesz, jak się nie dopytasz, jak swoich praw i przywilejów nie znasz- to się potem męcz. Witamy w islandzkiej rzeczywistości. Nic tylko i ich zjebac, że nie wszystko co dla nich, dla mnie jest tak samo oczywiste. Tu Ci nikt nie powie po prostu coś ot tak, że wiesz, jest tak i tak i jak zrobisz to, to będzie to i to. Tylko potem, nagle, wielki soprajs i rób co chcesz:)
niedziela, 3 sierpnia 2008
Jak się komuś nudzi w pracy
henry 15:58:42
co tam?
Lola 16:11:36
a lece wlasnie
Lola 16:11:38
zaraz
Lola 16:11:42
wiec nie pogadamy za bardzo
henry 16:12:38
no ok
henry 16:12:42
nastepnym razem
Lola 16:12:52
hehe pnajlepiej jak w pracy jestem :)
henry 16:18:03
:)
henry 16:18:08
ale wtedy ja tez jestem
co tam?
Lola 16:11:36
a lece wlasnie
Lola 16:11:38
zaraz
Lola 16:11:42
wiec nie pogadamy za bardzo
henry 16:12:38
no ok
henry 16:12:42
nastepnym razem
Lola 16:12:52
hehe pnajlepiej jak w pracy jestem :)
henry 16:18:03
:)
henry 16:18:08
ale wtedy ja tez jestem
Długi Weekend
Chciałbym znowu być dzieckiem. Takie wnioski nasuneły mi się po pracy. Wszystko wtedy jest takie naprawdę proste. Każdy problem wydaje się łatwy do rozwiązania. Nie ma tego całego kombinatorstwa. Cieszą cię proste rzeczy. Chciałbym żeby moi mali podopieczni jak najdłużej byli właśnie tacy. Niewinni, prości, bez kombinatorstwa. Żeby jak najdłużej potrafili tak prosto wyrażać swoje myśli, żeby i za 10 lat wszystko cieszyło ich tak jak teraz. To jest naprawdę fascynujące jak proste rzeczy mogą cieszyć. Chciałbym na nowo znaleźć w sobie tę prostotę działania. Że tak naprawdę ma się te samochody, zabawki, ubrania- bo rodzice mają, ale to nie jest ważne, wogóle cię to nie obchodzi. Liczą się uczucia. Jakbyśmy wszyscy byli takimi Piotrusiami Panami na świecie byłoby o wiele lepiej. Trudno to dostrzec na codzień, chyba że pracuje się z takimi małymi brzdącami, które potrafią Ci powiedzieć dokładnie wszystko z rozbrajającą szczerością, w której nie widzą nic złego. Wiem, że to trochę głupie, ale gdybym siedział gdzieś za biurkiem albo pracował w fabryce, a nie lepił w plastelinie, chodził oglądać pracujące koparki, włóczył się po łące, zachwycał widokiem Hafjanrfjordur z najwyższego wzniesienia w mieście, grał w piłkę na boisku, lał wodą, to nie potrafiłbym dostrzec tej prostoty życia. Że jakie to wszystko nie wazne i jak może być prosto. Te dzieci to właśnie moja inspiracja, że może być prosto, żeby się niepotrzebnie nie zaplątywać i spalać energię na jakieś i tak w dłuższej perspektywie nic nie znaczące rzeczy. To jak takie olśnienie w ciepły dzień na dworze, wokoło pusto, na górce, jak na końcu świata, takie namaszczenie promieniami słońcami i szczerymi uśmiechami. To taki błysk zaskoczenia, gdy na chwilę zapominasz o problemach, bo widzisz to i że to takie proste w swym skomplikowaniu.
Dni są ciepłe, poczatek tygodnia wręcz tropkalny i słoneczny. Jak w Polsce przed burzą, nie ma czym oddychać i nawet jak stoisz jesteś mokry. Tylko, że tu żadnej burzy nie będzie. Islandczycy mówią, że jak jest taka nietypowa pogoda bez wiatru parę dni to zazwyczaj potem może być trzęsienie ziemii. Trzęsienia jeszcze nie było, ale w każdym zabobonie tkli się jakieś ziarnko prawdy, z kosmosu się nie wziął. No więc czekam na trzęsienie. Tak trudno jest mi czasami coś im wytłumaczyć o moim kraju. nawet o tych burzach ciężko. Ja się mogę założyć, że niektórzy z nich nigdy na swoje oczy własne burzy nie widzieli.
Kucharzowi doradzałem w sprawie makijażu na Gay Pride za tydzień. Rysowaliśmy na kartce w czasie obiadu, kreację mi na paradę pokazywał. Bedzie w takiej sukience jak mają tancerki w Brazylii w czasie karnawału. Może dlatego, że on sam z Brazylii?
Przedszkole sprzatałem trochę. Phora chodziła i się na dziwić nie mogła. Jak Gardar gdy mu most pierwszy raz pomalowałem w pól godziny, a jakiś islandczyk robił to w jeden dzień. Potem cały kantorek do porządku po malowaniu doprowadzić musiałem. Zrobiłem małe przemeblowanie. Rzeczy, które mnie, delikatnie mówiąc, zawsze wkurwiały, poustawiałem inaczej. Dużo ryzykowałem, bo oni nie mają nic ze słowiańskiej duszy i na jakieś innowacje takie same od siebie patrzą z wielkim przerażeniem, że mi się praca nie podoba, albo coś nie tak. No ale muszę ich trochę szkolić, najlepsze strony mojej nacji pokazywać.
Druga koleżanka się przez FACEBOOK na randkę umówiła rozpaczliwie poszukując miłości. Jejku, jakie to jest zabawne. Wszystko o necie o nim w 10 minut znalazła, całe CV mi jego pokazała, wszyscy ocenili, swoje zdanie wyrazili. CV faceta to dowód na to, że Islandczycy wcale nie są tacy leniwi jak się powszechnie uważa. Pewnie przyjdzie we wtorek uradowana od ucha do ucha, bo bez seksu się nie obejdzie. Druga koleżanka się żeni i wszyscy wypytują co to za jeden, co robi jego rodzina, gdzie mieszka. Jak moja babcia i mama i ciocia jedna i druga- pod tym względem nic nas nie różni. Oprócz tego, że tu wszyscy są wielce zdziwieni i zaskoczeni, że ich nie znają, że ulice z dokładnym adresem podaje i... NIC! To się tu tym starszym osobą w głowie nie mieści. Tu przecież każdy każdego znać musi! Ich konsterbacja z tego powodu była dla mnie po prostu zajebiścia urocza, napieprzałem się z nich okrutnie i strasznie, że jednak, że stało się, że to możliwe. KOGOŚ NIE ZNAJĄ! :-)
Mój islandzki się naprzód nie posuwa, ale rozumiem więcej, dużo więcej niż jeszcze pół roku temu. Mogę z nimi siąść na przerwie, słuchać i wyłapie o co im generalnie chodzi, będe w temacie. Dzięki temu wiem, że Ellen przyjaciel gra koncert w klubie NASA w sobotę, że mieszkała z rodzicami, ale teraz już wynajmuje mieszkanie, wiem, że nawet około 50m2 za 67000ISK, wiem nawet na jakiej ulicy. Wiem, że brat jej dobrej koleżanki z dnia na dzień stał się zadeklarowanym gejem, wiem, że Loa wynajmuje mieszkanie Litwinom za 60000ISK, no dużo już wiem. No to mówię Loi, że niech mi takie znajdzie, że może pięć late temu tak było, ale teraz może żadać wiecej ;-) Mówię jej, że słyszałem, że Litwinii mają tu teraz przechlapane i że mają problemy z wynajęciem mieszkania. Dobrze, że ona i reszta to rozumie, że tu nie o nację chodzi, że są też źli Islandczycy.
Podatku mam dopłacić 1/4 mojej pensji- dobrze, że na raty rozłożone do końca roku. Dobrze też z tego względu, że z przyczyn mi jeszcze do wtorku niewiadomych, dostałem tylko 6000ISK pensji. Mam nadzieję, że to pomyłka, a jak nie, to sami widzicie. Trzeba się tu mieć na baczność na każdym kroku. I islandzkiego uczyć bo inaczej to masakra. nikt nic nie wie, czeski film. Dobrze tylko, że trafiłem na takich ludzi islandzkich, co to autentycznie obchodzi, Maja już chyba po nocach razem z moją mamą nie śpi. i o ten podatek też muszę się iść zapytać, choć tam to pewnie jedna wielka kupa i tyle.
Cała Islandia na długi weekend pojechała, w Reykjaviku w Downtown się niedobitki włóczyli, wszystkie kluby puste. Oprócz jednego, sami Polacy. Polandia pieprzona normalnie z tej wyspy. wchodzę i coś mi od razu ewidentnie nie pasuję. Mówię do Tsewang`a, że tu sami Polacy, mówię do Francesco, że tu sami Polacy, a oni, że wiedzą, że po twarzach rozponają. uwierzcie, Polaka czuć na odległość ;-) W takich miejscach można z łatwością zrozumieć że jednak różnice pomiędzy nacjami są niezbite, duże, małe, ale zawsze jakieś.
Dni są ciepłe, poczatek tygodnia wręcz tropkalny i słoneczny. Jak w Polsce przed burzą, nie ma czym oddychać i nawet jak stoisz jesteś mokry. Tylko, że tu żadnej burzy nie będzie. Islandczycy mówią, że jak jest taka nietypowa pogoda bez wiatru parę dni to zazwyczaj potem może być trzęsienie ziemii. Trzęsienia jeszcze nie było, ale w każdym zabobonie tkli się jakieś ziarnko prawdy, z kosmosu się nie wziął. No więc czekam na trzęsienie. Tak trudno jest mi czasami coś im wytłumaczyć o moim kraju. nawet o tych burzach ciężko. Ja się mogę założyć, że niektórzy z nich nigdy na swoje oczy własne burzy nie widzieli.
Kucharzowi doradzałem w sprawie makijażu na Gay Pride za tydzień. Rysowaliśmy na kartce w czasie obiadu, kreację mi na paradę pokazywał. Bedzie w takiej sukience jak mają tancerki w Brazylii w czasie karnawału. Może dlatego, że on sam z Brazylii?
Przedszkole sprzatałem trochę. Phora chodziła i się na dziwić nie mogła. Jak Gardar gdy mu most pierwszy raz pomalowałem w pól godziny, a jakiś islandczyk robił to w jeden dzień. Potem cały kantorek do porządku po malowaniu doprowadzić musiałem. Zrobiłem małe przemeblowanie. Rzeczy, które mnie, delikatnie mówiąc, zawsze wkurwiały, poustawiałem inaczej. Dużo ryzykowałem, bo oni nie mają nic ze słowiańskiej duszy i na jakieś innowacje takie same od siebie patrzą z wielkim przerażeniem, że mi się praca nie podoba, albo coś nie tak. No ale muszę ich trochę szkolić, najlepsze strony mojej nacji pokazywać.
Druga koleżanka się przez FACEBOOK na randkę umówiła rozpaczliwie poszukując miłości. Jejku, jakie to jest zabawne. Wszystko o necie o nim w 10 minut znalazła, całe CV mi jego pokazała, wszyscy ocenili, swoje zdanie wyrazili. CV faceta to dowód na to, że Islandczycy wcale nie są tacy leniwi jak się powszechnie uważa. Pewnie przyjdzie we wtorek uradowana od ucha do ucha, bo bez seksu się nie obejdzie. Druga koleżanka się żeni i wszyscy wypytują co to za jeden, co robi jego rodzina, gdzie mieszka. Jak moja babcia i mama i ciocia jedna i druga- pod tym względem nic nas nie różni. Oprócz tego, że tu wszyscy są wielce zdziwieni i zaskoczeni, że ich nie znają, że ulice z dokładnym adresem podaje i... NIC! To się tu tym starszym osobą w głowie nie mieści. Tu przecież każdy każdego znać musi! Ich konsterbacja z tego powodu była dla mnie po prostu zajebiścia urocza, napieprzałem się z nich okrutnie i strasznie, że jednak, że stało się, że to możliwe. KOGOŚ NIE ZNAJĄ! :-)
Mój islandzki się naprzód nie posuwa, ale rozumiem więcej, dużo więcej niż jeszcze pół roku temu. Mogę z nimi siąść na przerwie, słuchać i wyłapie o co im generalnie chodzi, będe w temacie. Dzięki temu wiem, że Ellen przyjaciel gra koncert w klubie NASA w sobotę, że mieszkała z rodzicami, ale teraz już wynajmuje mieszkanie, wiem, że nawet około 50m2 za 67000ISK, wiem nawet na jakiej ulicy. Wiem, że brat jej dobrej koleżanki z dnia na dzień stał się zadeklarowanym gejem, wiem, że Loa wynajmuje mieszkanie Litwinom za 60000ISK, no dużo już wiem. No to mówię Loi, że niech mi takie znajdzie, że może pięć late temu tak było, ale teraz może żadać wiecej ;-) Mówię jej, że słyszałem, że Litwinii mają tu teraz przechlapane i że mają problemy z wynajęciem mieszkania. Dobrze, że ona i reszta to rozumie, że tu nie o nację chodzi, że są też źli Islandczycy.
Podatku mam dopłacić 1/4 mojej pensji- dobrze, że na raty rozłożone do końca roku. Dobrze też z tego względu, że z przyczyn mi jeszcze do wtorku niewiadomych, dostałem tylko 6000ISK pensji. Mam nadzieję, że to pomyłka, a jak nie, to sami widzicie. Trzeba się tu mieć na baczność na każdym kroku. I islandzkiego uczyć bo inaczej to masakra. nikt nic nie wie, czeski film. Dobrze tylko, że trafiłem na takich ludzi islandzkich, co to autentycznie obchodzi, Maja już chyba po nocach razem z moją mamą nie śpi. i o ten podatek też muszę się iść zapytać, choć tam to pewnie jedna wielka kupa i tyle.
Cała Islandia na długi weekend pojechała, w Reykjaviku w Downtown się niedobitki włóczyli, wszystkie kluby puste. Oprócz jednego, sami Polacy. Polandia pieprzona normalnie z tej wyspy. wchodzę i coś mi od razu ewidentnie nie pasuję. Mówię do Tsewang`a, że tu sami Polacy, mówię do Francesco, że tu sami Polacy, a oni, że wiedzą, że po twarzach rozponają. uwierzcie, Polaka czuć na odległość ;-) W takich miejscach można z łatwością zrozumieć że jednak różnice pomiędzy nacjami są niezbite, duże, małe, ale zawsze jakieś.
środa, 30 lipca 2008
Aż mnie dziw bierze, że jak takie rzeczy wyprawiałem w klubie i wogóle. Ja nie wiem, ale jakoś tak inaczej było. Naprawde:-) Teraz mi się tam nie chcę isc. No może, żeby helgi mi po pijanemu znowu wycieczkę w sierpniu obiecywał i wogóle:-) A może przestanę pierdolic i się za naukę islandzkiego wezmę:-)
Życie
Naprawdę nigdy tego wcześniej nie robiłem, ale dziś, przed chwilą, jakoś mnie tak wzieło i bloga przeczytałem. te posty z wrzesnia i października. No nie wszystkie, tak wyrywkowo, i tak miło mi się to czytało. chyba muszę wrócic do pisania bloga takiego jak przedtem albo coś. Tak miło się to teraz czyta. nawet tego wszystkiego nie pamietam jak to było. Kurde, mimo wszystko można się z tego cokolwiek dowiedziec jak się tutaj nie było. Ja naprawdę chciałem utrwailic te wszystkie momenty na bieżąco, bo wiedziałem że to tylko raz w zyciu tak i nigdy więcej. no cóż by z tego wszystkiego było jakbym teraz zaczął pisac? nic. teraz jest już nie wazne. teraz jest normalnie. nie ma soprajsu, nie ma nic. Życie.
wtorek, 29 lipca 2008
Po co ja się w to bawię?
BananaInc napisał:
no wiadomo że każdy jest inny ;) na takich imnprezach to zawsze jestem ekstrawertyczką :P ale uważam że łatwo jest rozróznić osobe co se przyszła tylko popatrzec na gwiazkę od osoby która przeżywa to wewnętrznie. fani zawsze wyśpiewywują teksty piosenek. Znam to z własnego doświadczenia ;)
Henry83 napisał:
"Fani" to wyśpiewywali teksty, ale tylko z ostatniej płyty :-) Tacy z nich fani.
jagodkka napisał:
Haha, może po tym koncercie sięgną do 2óch pierwszych... Jest nadzieja! ;)
BananaInc napisał:
henry83 ja sie darłam na wszystkich piosenkach :D znam ja nie od loose tylko dłużej hehehe a co do retransmisji to jeśli będzie to i tak nie obejrzę bo nie mam HBO =/
no wiadomo że każdy jest inny ;) na takich imnprezach to zawsze jestem ekstrawertyczką :P ale uważam że łatwo jest rozróznić osobe co se przyszła tylko popatrzec na gwiazkę od osoby która przeżywa to wewnętrznie. fani zawsze wyśpiewywują teksty piosenek. Znam to z własnego doświadczenia ;)
Henry83 napisał:
"Fani" to wyśpiewywali teksty, ale tylko z ostatniej płyty :-) Tacy z nich fani.
jagodkka napisał:
Haha, może po tym koncercie sięgną do 2óch pierwszych... Jest nadzieja! ;)
BananaInc napisał:
henry83 ja sie darłam na wszystkich piosenkach :D znam ja nie od loose tylko dłużej hehehe a co do retransmisji to jeśli będzie to i tak nie obejrzę bo nie mam HBO =/
No wind
22C w cieniu i zero wiatru. Aż trudno uwierzyc Islandia. W pracy 11 dzieci, 7 nauczycieli, kucharz i wicedyrektorka. Opierdalanie na maksa. Najpierw wziąłem dwójkę chłopców i poszliśmy do portu, potem wziąłem całą szóstkę i prześlismy całe Hafnarfjordur chyba. Lubię tą ciszę tutaj i spokój. Jutro kazali mi się porządnie wyspac i przyjśc do pracy, ale tak na pewnie przed 11:-)
poniedziałek, 28 lipca 2008
Heima er best.
Już się zastanawiałem, czy Islandia mnie jeszcze kocha:-)
Miałem mieć wylot o 22:30 w sobotę, ale popsuły się drzwi w samolocie. dostaliśmy nocleg w Marriocie. Full wypas, jak to Marriott. Potem mieliśmy w niedzielę lecieć o 11, potem o 13, potem o 18, w końcu wylecieliśmy o 19... ale nie narzekam. posiłek na pokładzie i napoje za darmo. Tak to ja zawsze mogę latać. i tylko ta świadomość, że to islandzkie linie, bo nie wiem jakby to było jakby się tak Ryanair`owi albo Wizz air`owi przydarzyło... Islandzkie lato w pełni- 15C, deszcze, wiatr.
Miałem mieć wylot o 22:30 w sobotę, ale popsuły się drzwi w samolocie. dostaliśmy nocleg w Marriocie. Full wypas, jak to Marriott. Potem mieliśmy w niedzielę lecieć o 11, potem o 13, potem o 18, w końcu wylecieliśmy o 19... ale nie narzekam. posiłek na pokładzie i napoje za darmo. Tak to ja zawsze mogę latać. i tylko ta świadomość, że to islandzkie linie, bo nie wiem jakby to było jakby się tak Ryanair`owi albo Wizz air`owi przydarzyło... Islandzkie lato w pełni- 15C, deszcze, wiatr.
środa, 23 lipca 2008
Kraków
Na Kraków mnie naszło. Energię z czasów studenckich poczuć. Udało się o tyle, że pana profesora od Literatuy XX wieku czekającego na przystanku tramwajowym spotkałem. Co zabawne poznał mnie jak szedłem. Jak tak średnio, bo bez okularów ciężko. No ale jak już wyszedłem na moment z tego zdiwienia jakie to miasto chujowe to się na niego popatrzyłem, momentlanie oprzytomniałem, ręke z kieszeni wyjąłem, ładnie dzień dobry powiedziałem i tak stałem jak łajza jeszcze z 5 minut. Chciałem coś powiedzieć no, jak tam u żony, czy to prawda, że studenci z roku na rok coraz gorsi, ilu facetów uczy tym razem, ale jakoś tak drętwo i niemrawo, to sobie poszedłem. Cały dzień nie jadłem, ubrudzić się nie chciałem, to do Mc Donalda wszedłem. Lubie tam chodzić. Przypominać sobie dawne czasy, kiedy się nawet załatwić tam iść nie chciałem i widziałem tych "menadżerów" w niebieskich koszulkach bluzgających przy mnie wszystkich pracowników, bo za wolno, bo niedokłądnie, bo najpierw mówisz dzień a potem dobry. Tak mi się smutno czasami robiło, miałem taką ochotę powiedzieć jak jestem zbulwesowany zachowaniem menadżera i że chcę rozmawiać z kimś wyżej jak się zachowuje niewychowanie. Ale takie opamiętanie mnie zaraz łapało, że przecież każdy ma to co chce. Ja mogłem być tokarzem frezerem, ktoś może być jebnany w Mc Donaldzie za nic. Najwyżej się wyżyje na moim hamburgerze i do niego napluje. Spuści się co bardziej innowacyjny, a ja to wszystko przepije Colą zero kalorii. A teraz wchodzę i widzę "prace, Uczciwe i czytelne zasady zatrudniania, Szkolenie" Już "Nie wymagamy doświadczenia zawodowego ani wykształcenia. Wystarczy byś był pełnoletni i miał ochotę do pracy." Bo w Mc Donaldzie w Poznaniu trzech menadżerów pracowało i jeden chłopaczek w czerwonej koszulce w kuchni, bo w Krakowie trochę lepiej, ale ciągle ktoś odchodzi, jakiś dziadek niepełnosprawny podłogę myje, nikt już nie wreszczy szybciej, sprawniej, wydajniej. Role się odwróciły pewnie i to na tego biednego menadżera się teraz drą, że dużo osób odchodzi i pewnie to jedyna rzecz z jakiej go mogą rozliczać w tej chwili w takim punkcie miasta- ilu pracowników odesżło za jego kadnecji. "No stary, 2o w ciągu miesiąca, chyba się nie nadajesz na menadżera". Szczęsliwi czasu nie liczą, Polska dostatniejsza, nie stresujmy się, tak poczekam na Mc Syfa 4 minuty dłużej. I`m lovin` it! No i wyszedłem z tej "restauracji" z trzema hamburgerami w paczce, idę Floriańską, najlepszą ulicą w Polsce według raportu "Polityki", deszcz zaczyna lać coraz mocniej i wiatr zimny się zaczyna, wkurwiam się na maksa, bo ja takie coś na codzień w Islandii mam, wkurwiam się, bo upały mają się zacząć 30C w dniu mojego wyjazdu. Idzie ulicą dwóch cyganów, jedna duża, drugio mały. No i ten mały coś tam do mnie w niezrozumiałym języku. Na bok mu się suwam, bo nie mam drobnych w kieszeni, idź do szkoły dziecko, a ten jak się nie wkurwi to była torebka z hamburgerami i jej nie ma. Chciał mi je wyszarpać, zle że torba papierowa to się potargała, nie udąło mu się żadnego złapać i tym sposobem trzy hamburgery z Mc Donalds`a rozpierdoliły się po całej Floriańskiej, najbardziej porządanej ulicy w Polsce. Ja się odzywczaiłem, mi się już zwoje poprzestawiały na wyspie, ja nie potrafię odpowiednio reagować w takich sytuacjach. Dziecko na bok odchodzi, ta większa zero reakcji, ten się śmieje, po plecach przechodzą mi przed oczami ludzie różni zdziwieni, skonsternowani. Widzę to, wiem, chodź, weźniemy go, zaciągniemy w bramę, zabijmy tych małych skurwieli z Rumunii, nie potrzeba nam takich tu. Utnijmy mu łeb i wywieśmy na palu koło kościoła Mariackiego ku przestrodze dla jego sióstr, matek i braci, resztę ogrodźmy murem gdzieś na Nowej Hucie, jak ziemia o nich zapomni podłożymy tam małą bombę za niemym przyzwoleniem świata. Nikomu nie bedzie żal, Bush nas wytłumaczy, Floriańska znowu będzie najbardziej porządaną ulicą w kraju, Mc Donalds się nie wyniesie, już nigdy żaden skurwysyński Rumun nie rozpierdoli hamburgerów na floriańskiej, jak tak można, to przecież tacy mili ludzie w tym Mc Donaldsie. Rodzina. Meczą mnie Ci ludzie, przeszywają mnie wzrokiem, atmosfera staje się nerwowa, za długo czekają na moją reakcję, jeszcze 5 sekund i się rozejdą. Patrze na tą małą pizdę z przerażeniem bo ten łebek za 8 lat kogoś zabije, mu to z oczu patrzy. Rozumiem momentalnie Eyglo, nie potrzeba nam tu takich imigrantów,idżcie, rozmnażajcie się do woli. U siebie. Zbieram te hamburgery do ostatniej okruszki, w rękach mi się nie mieszczą, to przecież kurwa tylko trzy małe hamburgery na dwa gryzy, a nagle nie mogę ich w rękach pomieścić. zbieram te 20 husteczek, które mi do opakowania włożyły. No i na chuj 20, przecież po to je kupiłem żebym nie musiał potem kombinować jak sos z siebie zebrać jedną mała husteczką daną w jakimś innym przygodnym bazarze. Zbieram to wszystko i wrzucam do kosza patrząc tej małej piździe prosto w oczy. Odchodzę bez słowa. Wszyscy zawiedzeni, nie było morderstwa, pani z łańcuszkami po 2 złote stojąca na rogu i szpecząca ogólny piękny widok na policje dzwoni, żaląc się, że jakieś gnojki teroryzują turystów, że niby chcą jeść a tylko demolują i bananmi rzucają, zawiedozna mną zupełnie. Chodź, jest jeszcze szansa, zabijesz go własnymi rękoma, mój stelaż z łańcuszkami cię zasłoni, inni ludzie zrobią sztuczny tłum, order Orła białego od prezydenta dostaniesz. Przepraszam, nie mogę, mam w torbie akurat aparat za 4000zł bez ochrony, szkoda żeby się uszkodził jak go będe dusił. Poza tym przedszkolanką jestem, ja kocham dzieci. Odpycham od siebie wizję samobójstwa, chcę się skryć, pokurwić tylko w myślach, na siebie, na niego, na tych nażelowanych palantów od Diesla w najnowszych mercedesach i ta patologię zaledwie 200 metrów dalej. Chcę spierodlić do Empiku, polansować się na biednego doktoranta, książkę na podłodze w księgarni poczytać, być trendy, wziąc najmodniejszego autora w tym sezonie i ZAPOMNIEĆ. Lewicująca Gretkowska, jedyna prawdziwa Polka, czy "Radio Armagedon"?- Czy kiedykolwiek mieliście wrażenie że zostaliście oszukani? Bo zostaliście. Jesteście teraz oszukiwani. Nie możecie wygrać, nie ma takiej możliwości. Robicie to na cudze polecenie. Jesteście teraz sterowani i wbrew temu czego jesteście pewni, nie macie żadnego wpływu, na żaden z waszych ruchów. Jedyne co robicie to produkujecie nową linię sprzedaży, wytwarzacie nowy target, zostaliście zmanipulowani przez ludzi, którzy teraz pozornie obracają was przeciwko sobie. Teraz. Poddajcie się. Zrzuczcie te pieprzone kurtki i idźcie do domów. A nazajutrz wstańcie, kurwa, i pomyślcie, co chcecie zrobić z waszą przyszłością. Sami. Na pewno nie zrobię za was tego ja, ani ci ludzie, z którymi teraz stoję w tym jebanym studio. Odpowiedzi na pytania, które sobie zadajecie, nie ma nigdzie. A zwłaszcza na płytach Radia Armagedon. Przepraszam, że akurat to ja was muszę o tym poinformować, ale nie ma ratunku, i jesteście kurewsko sami we wszechświecie. Przepraszam również.
Wiele dziewczyn pragnęło wyglądać jak B. Spears.. i sie doczekaly :)
Wiele dziewczyn pragnęło wyglądać jak B. Spears.. i sie doczekaly :)
wtorek, 22 lipca 2008
Theatrum Mundi
I tak już drugi tydzień po tym Olkuszu chodzę, dreptam tymi samymi miejscami, co w dzieciństwie, co w liceum. I czuje, że gdzieś tam, tu, moje pyłki na podłodze ułożone są. i tak podnieść je chcę. Chcę je wzmiecić w powietrze, chcę by zaczarowały Olkusz, by ta burza pyłku na ziemii odnowiła obraz ziemi. Tej ziemi. Żeby jeszcze raz ostatni, ten pył wznióśł się w powietrze. Żeby Krakowska stała się Krakowską, żeby pani barmanka znowu mówiła, że przyszły jej dzieci, żebyśmy spili się piwami, żebyśmy na gitarze te chore, poronione kawałki Perfectu znów spiewali, żeby dryga barmanka zwyzywała nas od nawalonych małolatów a nasza mama się pobłażliwie uśmiechneła i nalała kolejne piwo. Żeby znowu ten pył wzniecił te pamietne dni Olkusza z Perfectem i starym Lombardem. Żeby znowu było 30C w cieniu a ja paradował w glanach z Ciepałem. Żeby hurtownia alkoholi i taniego wina znowu zamieniła się w pełny dziwlogów "Czarny Piotrek", żeby znowu za barem zrobiło się kółko do trawy i taniego wina. Żeby tych 30 już wtedy pożal się boże punków robiących teraz kariery w wielkich korporacjach cytowało Włochatego i prowadziło swoje wykłady o tym jak nigdy się nie sprzeda systemowi. Miałem, miałem 2% nadziei, że tak będzie, że nie będe się o nich dowiadywał, że się zacpali, co poniektórzy ubrali garnitury, a jeszcze inni lubią Fatboy Slim i jego przeróbkę Morissona. W duchu mogę dziękować tylko jakiejś sile wyższej, że wiedziałem czego chcę, wychowuje na państwowym przyszłe islandzkie pokolenia i nie muszę się idiotycznie tłumaczyć jak to nie sprzedaje swoich ideałów budując huty aluminium na Islandii i nie niszczę ich krajobrazów przepięnych. że przecież to ich państwo i że oni sami tego chcą i takie tam sratata tata truru tutu żeby w nocy dobrze spać. Dziękuje siło wyższa. Idę wiaduktem i chciałbym tak jeszcze raz, ostatni, ja Marta i Michał, na gęsiej w wakację, na górce pijący piwo i napierdalający się z nowych neopunków z Nokiami N95 w kieszeni. Jak co roku. W wakacje. Taka tradycja. Jest lipiec. Jestem w Polsce, Michał nie może, Marta w Islandii domu mi pilnuje. Chciałbym, żeby ten pył tak się wznióśł i odczarował to miasto. żebym nie szedł ulicą i nie dochodził do wnosiku, że jak ktoś jeszcze w moim wieku został w tym mieście to albo zabawił się w sex bez prezerwatywy albo ma jakiś ubytek w mózgu i jest po prostu na to coś skazany. Żeby te twarze w moim wieku jakieś normlane tu były. Żebym moich sąsiadów nie widział w Carrefourze układających palety na polecenie jakiejś damskiej cipy kapo. Żeby ci licealiści mieli swój bar "Czarny Piotrek". Nie będzie im dane zapamietać na całe życie swojego pierwszego koncertu punk, żadna laska o długich zielonych paznokciach, naćpana, gotowa na wszystko, po twarzy mu pazurami nie przejedzie. chciałbym żeby było jak dawniej. Żebym nie chodził ulicą w centrum w nocy, w sobotę po 22, żeby tam ktoś jeszcze był!!! Żebym nie musiał się wtedy zastanawiać co tam w Reykjaviku u reszty, żebym nie zdawał sobie wtedy sprawy, że moje życie, moja nowa rodzina jest tam, że nic mnie z tym miastem nie łaczy, że wszystko z góry postanowione, że moje miasto zaopiekowało się mną, pomyślało za mnie, do Islandii wysłało. Nie zmusza mnie do cierpienia. Rany zadaje sobie sam , na własne życzenie, odwiedzając je. To miasto. Moje miasto. Za późno henry (like. no. other.), Olkusz to tylko rozmowy o tym jak wychowac porządnie dziecko za 1500zł miesięcznie. To pocieszanie się, że uda się, wyrośnie z tego jakiś normalny człowiek, że jakiś cud sprawi, że rodzice pokażą właćiwą drogę, że nie zostaje tylko impreza na wiejskiej dyskotece, że Kraków z atrakcjami czeka. To porady jak usunąc nieusuwalne rozstępy na brzuchu po ciąży, to odkrywanie głębokich prawd życiowych, że duże cycki nie zawsze oznaczają, że bedzię pokarm dla dziecka. To typowo polskie zastaw się a postaw się. zmuszanie mnie do drwiącego sumiechu przy zastaw się i postaw się. To że nie wiedza, że ja wiem więcej, że mnie te realia nie obchodzą, że ich zastaw się a postaw się to islandzka biedota tylko. Getto. Getto, z którego nie ma ucieczki. Że pokolenia trzeba pracować żeby się z niego wydostać. Że tylko mnie wkurwiają na maksa, bo tylko widzę tą przepaść mentalną i już wiem. Krew Chaberków to krew Chaberków, cicha, tłąca się nadzieja, że coś się odezwie w sercu syna mojego brata i też stąd spierodli za 20 lat, że poświęcenie mojego brata chuj strzeli, że może jakimś cudem jego syn zechce być normalny, że może ksiądz na katechezie tylko trochę mu mózg zryję, że sam sobie wyrobi swój właśny pogląd na patriotyzm i bycie Polakiem. I tak wszystko tylko może, i tylko jedno pewne- to nie jest kurwa moje stare dobre miasto. To jakieś zlgiszcza. Matrix. I w głowie mam Morfeusza i on oprowadza mnie po tych zgliszczach i ja widzę, widzę tych umarlaków w kapsułach święcie przekonanych że żyją. Program komputerowy. Windows vista xp XXI wiek made in Poland. Rozpłod, drzewo, dom, łaska i nie łaska z tego co się z rozpłodu wzieło i śmierć. Śmierc skończy wszystko. Znowu będziemy równi. Tu w Olkuszu, tam w Reykjaviku. Proch z nas pozostanie. Za góra 100 lat wszyscy zapomną. Zapomną o rozstępach i innych wielkich problemach. O budowie hut aluminium, o bredniach o powołaniu do wychowywania dzieci. Theatrum mundi skończy się. Niektórym bedzie szkoda. Ja poczuje ulgę, że w końcu, że już znudził mi się ten serial, że o 50 sezonów za dużo tego M jak Miłość. I wejdą nowi aktorzy i te same brednie od poczatku. Matka natura. Cudowna, doskonała. Wiem, że nic nie wiem.
Pogodno
Miałem się już tandetnie nie wzruszać, ale właśnie się nudzę, wypiłem jednego Harnasia w cenie 100 koron, co samo w sobie mnie już rozczuliło, i nawet nie wiem z jakiego powodu- bo korona tak spadła, że to już bez szału i tam w sklepie też już za 215 koron piwo kupię. Ale mimo wszystko, tak jeszcze tanio się wydaje. Jedyna rzecz która tania w Polsce pozostała. Ale tak wzruszam się tandetnie z całkowicie innych powodów. Wzrusza mnie cały Olkusz, Polska dookoła i pytania o Islandię na około. A to czy mnie tam Islandczycy lubią, czy koleżanki w pracy się do mnie na przerwach i na dworze jak jestem z dziećmi rozmawiają. I tak patrzę wtedy na siebie w lustrze i analizuję pytania tych wszystkich ludzi, pierwsze objawy trądu dostrzec próbóję na twarzy, ale nic z tego nie wychodzi. I ja nawet rozumiem te wszystkie pytania, bo cóż taki Polak o takiej, dajmy na to, Alabani wie. No jakiś kraj, gdzieś tam w dole, na południu. Biedny przecież bardzo, bez kultury pewnie- pomyśli co światlejszy, kulturalny obywatel tego kraju. No. To takie samo wyobrażenie o Polsce ma wielu Islandczyków. Czy mogę ich za to do końca winić? Nie, po 3 tygodniach w Polsce mogę ich już zrozumieć. Bo wyobrażmy sobie, że Polska to taka Albania właśnie. I przyjeżdza sobie do mojego umarłego miasta taki Albańczyk. Lat 25. Pecha ma trochę, bo co zabawne, sam tego nie wiem do końca, ale on pewnie jakiś taki... niebiały do końca jest. Taki pewnie Latino bardziej. Ja to przynajmniej tyle szczęścia mam, że jedyną przewagę, jaką mają nade mną niektórzy Isladczycy, to to, że islandzkiego nie umiem. Wyglądem nic mnie od nich nie wyróżnia. Wąsą nie noszę, w kurtce tej samej kupionej na targu u ruskich przez 5 lat nie chodzę, na Kolaporcie u mojej ulubionej obdziarganej pani nawet od czasu do czasu jakąś trendy bluzę Pumy kupię. Wszystko w miarę ze mną w porządku. Nawet się nie sępie i samochód sobie sprawiłem. No i jest sobie w tym mieście moim kochanym. Wykształcony dajmy na to. Uniwersytet najlepszy w swoim kraju skończył. No może trochę biedniejsi od nas na pewno ("Ale mój tata też ma 2 samochody. Naprawdę. Moi przyjaciele po studiach już domy kupują, a ja wpadłem na genialny pomysł i umyśliłem sobie Polskę zobaczyć. Nie, Polska to nie jest wcale drogi kraj. U mnie beznyna też 5 zł kosztuje. No może ten laptop trochę droższy tutaj niż u mnie, ale tu za pensję kupię 1 i jeszcze mi zostanie na opłacenie mieszkania i normlane życie. U mnie taki laptop to 4 pensję. TAK. NAPRAWDĘ. PRZYSIĘGAM. 4 PENSJE. CZTERY... C Z T E R Y. CZTERY! kurwa FUCK!!! Wogóle nie ważne, tu nie chodzi o to ile zarabiasz, ale o "nośność" pieniądza, co możesz mieć za jedną pensję tu, a tam. A zresztą nie ważne... Po co ty im to kurwa na litość boską tłumaczysz. To przecież już nie ten level. Wyślij ich na pięć dni do Albanii, a zginą. Proch po nich zostanie. Zgniłe mieso na głównej ulicy centrum po tygodniu. Darmowa wyżerka dla psów bezpańskich. Idealny wytwór zachodniego społeczeństwa. Bez kart kredytowych, wogóle bez kredytu. " Nie ważne że jego uniwersytet to jeden z najlepszych w Europie. Jezus Maria, tak, ten kraj ma kulturę! Ma noblistów, zajebistą muzę na której wypromowanie nie ma pieniędzy i czasu, terenówki na ulicach i ludzi mieszkających w willach. Welcome to Albania: http://www.albaniantourism.com/ No i jest sobie w tej Polsce i tak kombinować zaczyna, że może by tak nie na budowie, że może by tak nie w budce z hot- dogiem, że może to wykształcenie jakiś sens ma i w sumie on zawsze z młodzieża pracować chciał i wie, że nawet talent do tego ma. Dajcie mi tylko szansę, ja się postaram. Z dyrektorką rozmawiać mogę? Dzień dobry, nazywam się Dżihad, z Albanii jestem, z wykształcenia nauczyciel, powinienem w ALbanii siedzieć i młodzież w liceum do matury przygotowywać. Ale zawsze chciałem zobaczyć Polskę i tak sobie pomyśłałem teraz albo nigdy. Uwielbiam wasze krajobrazy- jeziora, góry, nieskażone lasy. Edyta Górniak swego czasu u nas hit miała. Wiem, to śmieszne, ale podobał mi się, co tylko umocniło mnie w przekonaniu jakim wspaniałym krajem jesteście. Oł... nie słuchacie Edyty Górniak... Oł... Niemożliwe... Moim marzeniem jest pracować z młodzieżą, to fascynujące widzieć jaki wpływ wywierasz na młodych ludzi i jak możesz kształtować ich rzeczywistość. To jak nagranie "Jogi" Bjork, "Angel" Massive Attack- jedna, wspaniała piosenka i możesz umrzeć. Uruchomiłeś to! Zderzyłeś się z gwiazdą na niebie. Teraz ta gwiazda zderza się z następną gwiazdą gnana Twoim uderzeniem, i tak dalej i tak dalej...Każde kolejne uderzenie o kolejną gwiazdę ma w sobie jakieś minimum siły Twojego uderzenia. Ty wprawiłeś to w ruch... Wiem..., ... ale ja do nauczania mam dorobioną filozofię. Wierzę, że tak jest... NIE UMIEM POLSKIEGO, ale ja bardzo chcę. Naucze się. Musisz mi... przepraszam... musi mi pani dać tylko szansę. Ja naprawdę chcę. Nie da się... Aha... No tak... Język... rodzice, no tak,... ???, skóra?!... nie, nie jestem pedofilem... ok... chyba rozumiem... mimo wszystko dziękuje."
Bo pytania tych wszystkich ludzi mi uzmysłowiły, że tak skończyłby Albańczyk w Polsce i że ja tam jestem trochę jak ten Albańczyk i że tak naprawdę ten kraj, co by o nim nie mówić, daje mi więcej niż ja jemu jestem wstanie zaoferować. Oprócz mojego mózgu naszpikowanego 10 przykazaniami praktycznie nic mu póki co dać nie mogę. Korzystać z profitów mogę. Z tego, że mi ktoś dał szansę. Że uwierzył, że naprawdę chcę i starać się będe z całych sił. Że zapomniał, że islandzkiego nie umiem, że na każdym kroku mi pomagają. Że mój krzyk, że chcę do mamy, że nie wiem gdzie zadzwonić, że sobie nie radzę, nigdy bez odpowiedzi nie zostaję. Że rodzice mi zaufali i powierzyli swoje dzieci opiece pana co islandzkiego ni w ząb nie umie. Że wszyscy, że ci sami rodzice się martwią że od września mieszkać gdzie nie mam, że pamiętają o tym cały czas, że gdzieś im nie uciekłem pomimo tego całego ich zapominalstwa, pomimo że mnie tam nie ma, że kurwa muszę mieć kąt gdzieś od września. Że każdy kombinuje jak może, że maile w tej sprawie piszą i dzwonią do mnie. Że Loftur w klubie wierzy, że się islandzkiego naucze, że mi esemesa po islandzku wysyła, że impreza dzisiaj w pracy- "o 21 spotkanie 22 zarcie 23 najebka; qBAR, R-VIK", że mimo że wie, że mnie tam nie ma... Miałem krzys, ale miasto moje kochane mnie oświeciło, że tak naprawdę to wspaniali ludzie mnie tam otaczają i że na to wszystko nie zasługuje co mnie tam spotka. Że Islandia daje mi coś czego w tej chwili nie daje mi Polska. Że wkurwiam się sam na siebie, bo wiem, że Polska mi czegoś takiego nigdy nie da. Że nigdy rata za mieszkanie tutaj nie będzie stanowiła 1/4 mojej pensji, że nikt nigdy nie będzie się wykłucał o mnie doceniejąc moją pracę, że się nie zwolnie i że z imprezy już wychodzimy i henry (like. no. other.) do żadnej szkoły pracować nie pójdzie. Zostaje z nami.
Tak, ja wiem. 1% bezrobocia robi swoje. Ludzie są dla siebie milsi, pracodawca dba o pracownika, stratata ta trutu tu. Ale Funny też z Francji poznałem i ona mnie oświeciła, że owszem, że tak, że we Francji możesz być imigrantem, ale jak nie jesteś lekarzem, pielęgniarką lub architektem, to o pracy w zawodzie to zapomnieć możesz raz na zawsze. Francuz ma 200EUR/na tydzień zasiłu nawet do końca życia, a półki w supermarkecie nie mogą być puste, że ty nawet Frnacuzem możesz być, ale pod warunkiem, że bogatym, że nie gejem i że białą skóre masz. Wtedy tak, wtedy jak tu- wszystkie drzwi otwarte, możesz śnić swój American Life. Możesz być sobą. Dobranoc. Miłych snów. (Goggi w klubie u mnie jest menadżerem, jest czarny, 7 lat na Islandii- z Brazylii.)
Nie, to jest całkiem co innego, coś podprogowego, coś w tych genach, że jest jak jest. Że nie zawsze różowo, że nie zawsze z górki, ale nauka języka i szacunek dla kultury działają tu cuda. Możesz być islandczykiem, pozwolą Ci. Tak, Polakiem tez jestem- wysławiam się po polsku, mam polskie MTV, reklamy z Jane Fonda mówiącą po Polsku, polski umysł katolicki, polskiego kennitla, adres zameldowania Polski, ale jak tylko zechę to mogę być i Islandczykiem. Po prostu. Mogę. Pozwalają mi. Wyciągnij rękę. Mafia Hvammur działa. Mafia Hvammur chce bym mieszkał w Hafnajfordur, żebym z Eyglo mógł do World Class rano chodzić brzuch zrzucać i do Mai Paji na imprezy z jej koleżankami chodzić i nie martwić się jak do domu trafię. Islandia chcę. The choice is yours.
Bo pytania tych wszystkich ludzi mi uzmysłowiły, że tak skończyłby Albańczyk w Polsce i że ja tam jestem trochę jak ten Albańczyk i że tak naprawdę ten kraj, co by o nim nie mówić, daje mi więcej niż ja jemu jestem wstanie zaoferować. Oprócz mojego mózgu naszpikowanego 10 przykazaniami praktycznie nic mu póki co dać nie mogę. Korzystać z profitów mogę. Z tego, że mi ktoś dał szansę. Że uwierzył, że naprawdę chcę i starać się będe z całych sił. Że zapomniał, że islandzkiego nie umiem, że na każdym kroku mi pomagają. Że mój krzyk, że chcę do mamy, że nie wiem gdzie zadzwonić, że sobie nie radzę, nigdy bez odpowiedzi nie zostaję. Że rodzice mi zaufali i powierzyli swoje dzieci opiece pana co islandzkiego ni w ząb nie umie. Że wszyscy, że ci sami rodzice się martwią że od września mieszkać gdzie nie mam, że pamiętają o tym cały czas, że gdzieś im nie uciekłem pomimo tego całego ich zapominalstwa, pomimo że mnie tam nie ma, że kurwa muszę mieć kąt gdzieś od września. Że każdy kombinuje jak może, że maile w tej sprawie piszą i dzwonią do mnie. Że Loftur w klubie wierzy, że się islandzkiego naucze, że mi esemesa po islandzku wysyła, że impreza dzisiaj w pracy- "o 21 spotkanie 22 zarcie 23 najebka; qBAR, R-VIK", że mimo że wie, że mnie tam nie ma... Miałem krzys, ale miasto moje kochane mnie oświeciło, że tak naprawdę to wspaniali ludzie mnie tam otaczają i że na to wszystko nie zasługuje co mnie tam spotka. Że Islandia daje mi coś czego w tej chwili nie daje mi Polska. Że wkurwiam się sam na siebie, bo wiem, że Polska mi czegoś takiego nigdy nie da. Że nigdy rata za mieszkanie tutaj nie będzie stanowiła 1/4 mojej pensji, że nikt nigdy nie będzie się wykłucał o mnie doceniejąc moją pracę, że się nie zwolnie i że z imprezy już wychodzimy i henry (like. no. other.) do żadnej szkoły pracować nie pójdzie. Zostaje z nami.
Tak, ja wiem. 1% bezrobocia robi swoje. Ludzie są dla siebie milsi, pracodawca dba o pracownika, stratata ta trutu tu. Ale Funny też z Francji poznałem i ona mnie oświeciła, że owszem, że tak, że we Francji możesz być imigrantem, ale jak nie jesteś lekarzem, pielęgniarką lub architektem, to o pracy w zawodzie to zapomnieć możesz raz na zawsze. Francuz ma 200EUR/na tydzień zasiłu nawet do końca życia, a półki w supermarkecie nie mogą być puste, że ty nawet Frnacuzem możesz być, ale pod warunkiem, że bogatym, że nie gejem i że białą skóre masz. Wtedy tak, wtedy jak tu- wszystkie drzwi otwarte, możesz śnić swój American Life. Możesz być sobą. Dobranoc. Miłych snów. (Goggi w klubie u mnie jest menadżerem, jest czarny, 7 lat na Islandii- z Brazylii.)
Nie, to jest całkiem co innego, coś podprogowego, coś w tych genach, że jest jak jest. Że nie zawsze różowo, że nie zawsze z górki, ale nauka języka i szacunek dla kultury działają tu cuda. Możesz być islandczykiem, pozwolą Ci. Tak, Polakiem tez jestem- wysławiam się po polsku, mam polskie MTV, reklamy z Jane Fonda mówiącą po Polsku, polski umysł katolicki, polskiego kennitla, adres zameldowania Polski, ale jak tylko zechę to mogę być i Islandczykiem. Po prostu. Mogę. Pozwalają mi. Wyciągnij rękę. Mafia Hvammur działa. Mafia Hvammur chce bym mieszkał w Hafnajfordur, żebym z Eyglo mógł do World Class rano chodzić brzuch zrzucać i do Mai Paji na imprezy z jej koleżankami chodzić i nie martwić się jak do domu trafię. Islandia chcę. The choice is yours.
Opener
3 dni wyśmienitej zabawy, lans, warszafska bohema, przypadkowi ludzie, ceny jak na Roskilde chyba, mało kibli, bo o umywalkach nie wspomnę (ale coż spodziewać się po kraju, gdzie prysznice po wuefie młodzież ogląda tylko na amerykańskich serialach). Ochorniarze tacy polscy typowo- zamiast pomagać, przeszkadzali. Dobrze, że pogoda dopisała.
Co obejrzałem? :
Mitch & Mitch Big Band
Dzień pierwszy. Na poczatek w sali namiotowej. Nie znam. Taki dżez mnie nie rusza. Pewnie jakiś szalenie modny zespół z byłego Programu Trzeciego Polskiego Radia, który wypadałoby znać, promowany po godzinie 22 w nocy przez panią Szydłowską. Plus wokalista zapieprzający NA POLSKIM festiwalu, w 95% DLA POLSKIEJ PUBLICZNOŚCI po... angielsku. Sorry, ale Bjork i Sigur Ros jak grali w Reykjaviku, to może z 3 tenkjuł tylko z siebie wydukali, mimo, że tam publiczność z zagranicy to prawdopodobnie z 50% stanowiła. Nie podoba mi się takie coś, pachnie mi kompleksem. Trójki już dawno nie słucham.
Editors
Na prawdę nie znałem. Myślałem, że jak zaczną coś grać to skojarze. Nic. Daje słowo- nic. Wysłałbym ten zespół do namiotu i zastąpił Sex Pistols. Za 5 lat, jeśli ktokolwiek będzie o nich jeszcze pamiętam, bedziemy czytać: zespół pierwszej dekady XXI wieku, znany z 3 płyt, z czego jedna była dobra, druga przecietna, a po trzeciej kontraktu im nie przedłużyli. Ja nie wiem jak ktoś się na to nabiera. Wszystko na jedno kopyto i po prostu ewidentnie zero w tym jakichkolwiek emocji. Nawet nogą mi się tupnąć nie chciało choć raz. Nie po to dla mnie ma sens istnienie jakiekolwiek zespołu rockowego. Guano Apes mnie bardziej wzrusza. Do tego panowie przyjechali na festiwal i... spieszyli się na samolot. Noł koments. Ubrani jak Islandczycy w Downtown w piątek i sobotę wieczorem.
The Cribs
"The Cribs - angielski zespół grający muzyke indie." Dałbym ich na główną scenę zamiast Editors. Skocznie i nie nudno. Zajebisty ostatni kawałek zagrany za pomocą pana który wygłaszał jakąś deklamację i pokazywał płyty The Beatles. Nie wiem skąd ja kojarzę tego pana... Przepraszam. Ignorant ze mnie.
Fischerspooner
Odkrycie festiwalowe- dla mnie. Gejowska wersja Goldfrapp. Gościu ewidentnie nie z tej planety. Ustawiony z tyłu, na przodzie 4 tancerki o japońskiej urodzie, fajne wizualizacje. Chyba się bał, że go ukamieniują na początku. Jak oni mogli grać w namiocie?!
Roisin Murphy
Najlepszy koncert piątkowy. Sekswona, zmysłowa, super buty, kostiumy, kapelusze. Wyśmienita aktorka. Idealna. Widać, że scena to jej żywioł. Nie spotkałem jeszcze wykonawcy który na scenie czułby się tak komfortowo, bez żadnego ciśnienia. Wszystko zaśpiewane bez jednego fałszu! Koncertem chyba bardziej podjarana niż publiczność. Wielokrotnie podkreśla jacy to jesteśmy wspaniali, jak dobrze się jej tu występuje, że zawsze z innych propozycji rezygnuje żeby u nas zagrać. Że nigdy pierwszego koncertu z Moloko "tuż za rogiem", w Sopocie, nie zapomni. Było wszystko co miało być. "Ramalama (Bang Bang) na ostatni bis i nawet "Forever More" z repertuaru Moloko. Piosenki trochę poremiksowane, dużo improwizacji. Dla niektórych to minus, dla mnie plus. Trzy plusy.
Loco Star
Nie wiem kto był pierwszy, ale dla mnie to podróba Husky i Oszibarack. Mniej udana, za smętna. Dla fanów Trujki pewnie.
Cool Kids Of Death
Jak jechałem do Islandii to miałem ich płytę w empetrójce. i dopiero na tym koncercie zdałem sobie sprawę jaki to typowo polski zespół. Że te ich próby wydania płyty anglojęzycznej od samego początku były skazane na porażkę, bo ich teksty są tak typowo polskie, że nikt ich na zachodzi nie ma szans zrozumieć. No co by taki Islandczyk zrozumiał? On w innym świecie totalnie żyje. Ja też zacząłem i brak uniwerslaności tego zespołu sprawił, że już po niego ostatnimi czasy nie sięgam. Koncert widziałem po łebkach.
Maria Peszek
Tak się zastanawiałem jaka będzie jej druga płyta, czy sobie poradzi. Poradzi sobie. Fajny koncert. Wogóle ona jest fajna tylko... ja nie jestem kobietą i nie żyję w wielkim mieście, więc cięzko mi się z nią zidentyfikować. Wyszedłem po pół godziny.
Interpol.
Miałem się rozpisać ale... stwierdziłem, że nie ma kurwa o czym. Przy nich nawet Interpol to mistrzowie szoł! Rzecz znamienna- mieszają mi się obydwa te zespoły i muszę w książeczce sprawdzać który to który. To już chyba samo przez się świadczy o tych zespołach. Nuda, nuda, nuda, nuda, nuda, nuda... Panowie godzinkę postali, jeden pobrzdękolił w gitary, drugi coś tam niby na perkusji. A wogóle klimat jak na imprezie techno dla niewtajemniczonych. Gdyby nie przerwy międz kawałkami to byś nie wiedział kiedy się kończy piosenka i zaczyna następna. Eh, nie... szkoda pisać! Radiohedu z tego nigdy nie bedzie.
Sex Pistols
Koncert Sex Pistols w namiocie na 11 tyś. osób? Nieporozumienie. Nic nie widziałem, mało słyszałem, do środka wejść nie sposób. Szkoda.
Erykah Badu
Królowa jak to królowa- spóźniona pół godziny. Ale za to najdłuższy koncert festiwalowy. Strasznie antywojennie, pięknie, zero grania pod publiczkę, nie dla każdego.
Lao Che
Śmieszny zespół. Na pewno główna gwiazda na Woodstocku w tym roku. Nie będzie nikt mi kazał ten zespół lubić za "Powstanie Warszawskie". Jak dla mnie to sobie mogą o każdym innym powstaniu płytę nagrać. Albo upadku komunizmu. Albo o JPII może. Jak się okazuje płyta numer 2 bardzo blisko tych ostatnich klimatów... Usankcjonowana muzyka dla ultraprawicowców i nazioli. Arka Noego dla dorosłych debili. Widzisz i nie grzmisz. Ludziom się podobało. Ale uznałbym, że coś jest nie tak jakby ten zespół nie miał targetu w tym kraju.
Pani Goldfrapp
Goldfrapp się wstydzi, Goldfrapp się wstydzi :-) Po prostu po tym koncercie to zrozumiałem- żadna z niej chłodna suka bez dostępu, ona się po prostu wstydzi. Koncert uroczy. Bałem się, że będzie raczej smętnie jak na ostatniej płycie, ale na szczęście nie. Wyraźnie zaskoczona reakcją polskiej publiczności. Czy tylko u nas w kraju ludzie się na koncertach bawią? Znowu na "Train" mikrofonem w cipie sobie grzebała. Dla mnie bosko.
Massive Attack
Jest tylko jeden Bóg. I Bóg nazywa się Massive Attack. Miałem się naprawdę rozpisać, ale to jest Massive Attack i nie ma o czym się rozpisywać. Totalny na maska profesjonalizm. Ten zespól ma więcej do powiedzenia i przekazania niż wszystkie te niekomercyjne pseudopunki razem wzięte, które najpierw wysłałbym na tydzień do pracy w Tesco, żeby wiedzieli o czym mówią z rękami uniesionymi w geście niczym Mussolini. Przy okazji, niewinny nie ma się czego bać?
The Chemical Brothers
A ja to bym poszedł na taki koncert chemicznych, żeby były żywe instrumanty, wokaliści i żeby zagrali na żywo PIOSENKI z "Push The Button".
Jak dla mnie to co roku mogą na Opener Goldfrapp i Massive Attack zapraszać. Ja się nie obrażę, ja zawsze wpadnę.
Co obejrzałem? :
Mitch & Mitch Big Band
Dzień pierwszy. Na poczatek w sali namiotowej. Nie znam. Taki dżez mnie nie rusza. Pewnie jakiś szalenie modny zespół z byłego Programu Trzeciego Polskiego Radia, który wypadałoby znać, promowany po godzinie 22 w nocy przez panią Szydłowską. Plus wokalista zapieprzający NA POLSKIM festiwalu, w 95% DLA POLSKIEJ PUBLICZNOŚCI po... angielsku. Sorry, ale Bjork i Sigur Ros jak grali w Reykjaviku, to może z 3 tenkjuł tylko z siebie wydukali, mimo, że tam publiczność z zagranicy to prawdopodobnie z 50% stanowiła. Nie podoba mi się takie coś, pachnie mi kompleksem. Trójki już dawno nie słucham.
Editors
Na prawdę nie znałem. Myślałem, że jak zaczną coś grać to skojarze. Nic. Daje słowo- nic. Wysłałbym ten zespół do namiotu i zastąpił Sex Pistols. Za 5 lat, jeśli ktokolwiek będzie o nich jeszcze pamiętam, bedziemy czytać: zespół pierwszej dekady XXI wieku, znany z 3 płyt, z czego jedna była dobra, druga przecietna, a po trzeciej kontraktu im nie przedłużyli. Ja nie wiem jak ktoś się na to nabiera. Wszystko na jedno kopyto i po prostu ewidentnie zero w tym jakichkolwiek emocji. Nawet nogą mi się tupnąć nie chciało choć raz. Nie po to dla mnie ma sens istnienie jakiekolwiek zespołu rockowego. Guano Apes mnie bardziej wzrusza. Do tego panowie przyjechali na festiwal i... spieszyli się na samolot. Noł koments. Ubrani jak Islandczycy w Downtown w piątek i sobotę wieczorem.
The Cribs
"The Cribs - angielski zespół grający muzyke indie." Dałbym ich na główną scenę zamiast Editors. Skocznie i nie nudno. Zajebisty ostatni kawałek zagrany za pomocą pana który wygłaszał jakąś deklamację i pokazywał płyty The Beatles. Nie wiem skąd ja kojarzę tego pana... Przepraszam. Ignorant ze mnie.
Fischerspooner
Odkrycie festiwalowe- dla mnie. Gejowska wersja Goldfrapp. Gościu ewidentnie nie z tej planety. Ustawiony z tyłu, na przodzie 4 tancerki o japońskiej urodzie, fajne wizualizacje. Chyba się bał, że go ukamieniują na początku. Jak oni mogli grać w namiocie?!
Roisin Murphy
Najlepszy koncert piątkowy. Sekswona, zmysłowa, super buty, kostiumy, kapelusze. Wyśmienita aktorka. Idealna. Widać, że scena to jej żywioł. Nie spotkałem jeszcze wykonawcy który na scenie czułby się tak komfortowo, bez żadnego ciśnienia. Wszystko zaśpiewane bez jednego fałszu! Koncertem chyba bardziej podjarana niż publiczność. Wielokrotnie podkreśla jacy to jesteśmy wspaniali, jak dobrze się jej tu występuje, że zawsze z innych propozycji rezygnuje żeby u nas zagrać. Że nigdy pierwszego koncertu z Moloko "tuż za rogiem", w Sopocie, nie zapomni. Było wszystko co miało być. "Ramalama (Bang Bang) na ostatni bis i nawet "Forever More" z repertuaru Moloko. Piosenki trochę poremiksowane, dużo improwizacji. Dla niektórych to minus, dla mnie plus. Trzy plusy.
Loco Star
Nie wiem kto był pierwszy, ale dla mnie to podróba Husky i Oszibarack. Mniej udana, za smętna. Dla fanów Trujki pewnie.
Cool Kids Of Death
Jak jechałem do Islandii to miałem ich płytę w empetrójce. i dopiero na tym koncercie zdałem sobie sprawę jaki to typowo polski zespół. Że te ich próby wydania płyty anglojęzycznej od samego początku były skazane na porażkę, bo ich teksty są tak typowo polskie, że nikt ich na zachodzi nie ma szans zrozumieć. No co by taki Islandczyk zrozumiał? On w innym świecie totalnie żyje. Ja też zacząłem i brak uniwerslaności tego zespołu sprawił, że już po niego ostatnimi czasy nie sięgam. Koncert widziałem po łebkach.
Maria Peszek
Tak się zastanawiałem jaka będzie jej druga płyta, czy sobie poradzi. Poradzi sobie. Fajny koncert. Wogóle ona jest fajna tylko... ja nie jestem kobietą i nie żyję w wielkim mieście, więc cięzko mi się z nią zidentyfikować. Wyszedłem po pół godziny.
Interpol.
Miałem się rozpisać ale... stwierdziłem, że nie ma kurwa o czym. Przy nich nawet Interpol to mistrzowie szoł! Rzecz znamienna- mieszają mi się obydwa te zespoły i muszę w książeczce sprawdzać który to który. To już chyba samo przez się świadczy o tych zespołach. Nuda, nuda, nuda, nuda, nuda, nuda... Panowie godzinkę postali, jeden pobrzdękolił w gitary, drugi coś tam niby na perkusji. A wogóle klimat jak na imprezie techno dla niewtajemniczonych. Gdyby nie przerwy międz kawałkami to byś nie wiedział kiedy się kończy piosenka i zaczyna następna. Eh, nie... szkoda pisać! Radiohedu z tego nigdy nie bedzie.
Sex Pistols
Koncert Sex Pistols w namiocie na 11 tyś. osób? Nieporozumienie. Nic nie widziałem, mało słyszałem, do środka wejść nie sposób. Szkoda.
Erykah Badu
Królowa jak to królowa- spóźniona pół godziny. Ale za to najdłuższy koncert festiwalowy. Strasznie antywojennie, pięknie, zero grania pod publiczkę, nie dla każdego.
Lao Che
Śmieszny zespół. Na pewno główna gwiazda na Woodstocku w tym roku. Nie będzie nikt mi kazał ten zespół lubić za "Powstanie Warszawskie". Jak dla mnie to sobie mogą o każdym innym powstaniu płytę nagrać. Albo upadku komunizmu. Albo o JPII może. Jak się okazuje płyta numer 2 bardzo blisko tych ostatnich klimatów... Usankcjonowana muzyka dla ultraprawicowców i nazioli. Arka Noego dla dorosłych debili. Widzisz i nie grzmisz. Ludziom się podobało. Ale uznałbym, że coś jest nie tak jakby ten zespół nie miał targetu w tym kraju.
Pani Goldfrapp
Goldfrapp się wstydzi, Goldfrapp się wstydzi :-) Po prostu po tym koncercie to zrozumiałem- żadna z niej chłodna suka bez dostępu, ona się po prostu wstydzi. Koncert uroczy. Bałem się, że będzie raczej smętnie jak na ostatniej płycie, ale na szczęście nie. Wyraźnie zaskoczona reakcją polskiej publiczności. Czy tylko u nas w kraju ludzie się na koncertach bawią? Znowu na "Train" mikrofonem w cipie sobie grzebała. Dla mnie bosko.
Massive Attack
Jest tylko jeden Bóg. I Bóg nazywa się Massive Attack. Miałem się naprawdę rozpisać, ale to jest Massive Attack i nie ma o czym się rozpisywać. Totalny na maska profesjonalizm. Ten zespól ma więcej do powiedzenia i przekazania niż wszystkie te niekomercyjne pseudopunki razem wzięte, które najpierw wysłałbym na tydzień do pracy w Tesco, żeby wiedzieli o czym mówią z rękami uniesionymi w geście niczym Mussolini. Przy okazji, niewinny nie ma się czego bać?
The Chemical Brothers
A ja to bym poszedł na taki koncert chemicznych, żeby były żywe instrumanty, wokaliści i żeby zagrali na żywo PIOSENKI z "Push The Button".
Jak dla mnie to co roku mogą na Opener Goldfrapp i Massive Attack zapraszać. Ja się nie obrażę, ja zawsze wpadnę.
Nelly Furtado
DAY 1:Z Nelly to było tak. Wyszła, zagrała dwa kawałki, przy trzecim zaczeło się gradobicie poziome i porywisty wiatr, który sprawił, że wielki balon TVNu zaczął lecieć w jej stronę, no i ona wtedy się poddała i zeszła ze sceny i zrobiło się zamieszanie, bo byłem w 10 sekund cały mokry i nie było wiadomo co robić. I obczailiśmy namiot dla VIPów. Każdy z tych VIPów zapłacił 500zł żeby móc się w tym namiocie obżreć i ochlać do woli. No ale nie wyszło. Matka natura sprawiła, że każdy z nas stał się VIPem i żaden ochroniarz nie mógł nic na to poradzić. No i koncert się w końcu nie odbył. Ale Nelly, ta nasza "koleżanka z sąsiedztwa" ostatnio do hotelu wtedy odjechała, czekając aż wszyscy jej fani będą bezpieczni. Ułańska fantazja niektórych naprawdę mogła jej imponować. Niektórzy podobno stali do końca dnia owego i czekali pod sceną, czekali...
DAY 2: I koncert w Moskwie odwołała, co poniektórych nieźle uradowało, że se Ruscy przez nas Nelly nie zobaczą. No i tak się Nelly godzinę ganiała na scenie w tych czułenkach na obcasie i tak się tylko zsatanawiałem kiedy się wypierdoli. Nadal nie mogę uwierzyć że ona to śpiewam "Meneater". To już na bis było. Przed bisem piłki do publiczności rzucała, chadzała w te i we wte z jednym tylko ochroniarzem. Nawet ze sceny sobie do tłumu pozwoliła zejść. Wielki respect- to się na codzień nie zdarza. Już wiem jak wygląda zlot fanów gazeta "Bravo". Brakło mi tylko "... shit on the radio", bo tak to nieźle wszystkich katowała swoimi poprzednimi płytami wytwarzając na twarzach niektórych niezłą konsternację, która bawiła mnie nie lepiej niż sam koncert.
Na Last.FM dyskutuje sobie z co poniektórymi o tym, ale oczywiście nikt mnie nie rozumie o co mi chodzi. Bo to się nie da zrozumieć jak się tylko ostatnią płytę Nelly zna.
Henry83 napisał:
Niedziela wieczorem
Czułem się jak na zlocie fanów gazety "Bravo". Fajnie, że Nelly katowała na początku starymi kawałkami wzbudzając miłą dla mnie konsternacje na twarzy połowy ludzi. Dobrze, że się w szpilkach nie zabiła. Po co te piłki i wogóle? Nie wiem. Ale czytelnicy "Bravo" mieli radoche. O ile cokolwiek pamiętają kręcąć wszystko swoimi fonami i kamerami. Na prawdę, pod względem zachowania niektórych to czułem się jak na jakimś spędzie z okazji dni jakiegoś miasta na totalnym zadupiu.
_Artix_ napisał:
wczoraj po południu
Dla każdego było coś miłego. Dobry koncert to nie tylko sama muzyka, ale też odpowiednie show.
Henry83 napisał:
wczoraj po południu
To prawda. Nelly to nie Madonna, więc niech już ściągnie te szpilki i częściej zacznie używać gitary jak dawniej.
BananaInc napisał:
3 godziny temu
no wiadomo że każdy jest inny ;) na takich imnprezach to zawsze jestem ekstrawertyczką :P ale uważam że łatwo jest rozróznić osobe co se przyszła tylko popatrzec na gwiazkę od osoby która przeżywa to wewnętrznie. fani zawsze wyśpiewywują teksty piosenek. Znam to z własnego doświadczenia ;)
Henry83 napisał:
30 minut temu
"Fani" to wyśpiewywali teksty, ale tylko z ostatniej płyty :-) Tacy z nich fani.
Pewnie myślą, że ja Nelly nie lubię, a ja tak ciepło o niej myśle :-)
DAY 2: I koncert w Moskwie odwołała, co poniektórych nieźle uradowało, że se Ruscy przez nas Nelly nie zobaczą. No i tak się Nelly godzinę ganiała na scenie w tych czułenkach na obcasie i tak się tylko zsatanawiałem kiedy się wypierdoli. Nadal nie mogę uwierzyć że ona to śpiewam "Meneater". To już na bis było. Przed bisem piłki do publiczności rzucała, chadzała w te i we wte z jednym tylko ochroniarzem. Nawet ze sceny sobie do tłumu pozwoliła zejść. Wielki respect- to się na codzień nie zdarza. Już wiem jak wygląda zlot fanów gazeta "Bravo". Brakło mi tylko "... shit on the radio", bo tak to nieźle wszystkich katowała swoimi poprzednimi płytami wytwarzając na twarzach niektórych niezłą konsternację, która bawiła mnie nie lepiej niż sam koncert.
Na Last.FM dyskutuje sobie z co poniektórymi o tym, ale oczywiście nikt mnie nie rozumie o co mi chodzi. Bo to się nie da zrozumieć jak się tylko ostatnią płytę Nelly zna.
Henry83 napisał:
Niedziela wieczorem
Czułem się jak na zlocie fanów gazety "Bravo". Fajnie, że Nelly katowała na początku starymi kawałkami wzbudzając miłą dla mnie konsternacje na twarzy połowy ludzi. Dobrze, że się w szpilkach nie zabiła. Po co te piłki i wogóle? Nie wiem. Ale czytelnicy "Bravo" mieli radoche. O ile cokolwiek pamiętają kręcąć wszystko swoimi fonami i kamerami. Na prawdę, pod względem zachowania niektórych to czułem się jak na jakimś spędzie z okazji dni jakiegoś miasta na totalnym zadupiu.
_Artix_ napisał:
wczoraj po południu
Dla każdego było coś miłego. Dobry koncert to nie tylko sama muzyka, ale też odpowiednie show.
Henry83 napisał:
wczoraj po południu
To prawda. Nelly to nie Madonna, więc niech już ściągnie te szpilki i częściej zacznie używać gitary jak dawniej.
BananaInc napisał:
3 godziny temu
no wiadomo że każdy jest inny ;) na takich imnprezach to zawsze jestem ekstrawertyczką :P ale uważam że łatwo jest rozróznić osobe co se przyszła tylko popatrzec na gwiazkę od osoby która przeżywa to wewnętrznie. fani zawsze wyśpiewywują teksty piosenek. Znam to z własnego doświadczenia ;)
Henry83 napisał:
30 minut temu
"Fani" to wyśpiewywali teksty, ale tylko z ostatniej płyty :-) Tacy z nich fani.
Pewnie myślą, że ja Nelly nie lubię, a ja tak ciepło o niej myśle :-)
poniedziałek, 21 lipca 2008
poniedziałek, 14 lipca 2008
ROK
Dokładnie rok temu o 2240 czasu islandzkiego wylądowałem na Islandii. Miał być post podsumowujący i inne sraty pierdy, ale wolę cieszyć się domem. Tymczasem. Ciesze się, że pisałem te wszystkie bzdury, misja bloga się udała i dobiegła końca. Pierwsze wrażenia przekazane. Teraz nie będe już pisał o pierwszych wrażeniach bo ich nie ma. Ale pisać będe. Nadal. wkrótce.
czwartek, 26 czerwca 2008
Massive Attack, Goldfrapp, Oszibarack and many more na Opener Festiwal, Nelly Furtado w Poznaniu, Unkle na Pohoda Festiwal na Słowacji... Jednym słowem kolejny raz odliczam tydzień żeby zjawić się w Polsce. I tylko nadzieję mam głęboką, że strajkować będą tylko pracownicy Icelanair, nie Iceland Express... Bo wtedy mi się rano lot opóźni i Tate Gallery w Londynie nie zobaczę...
Poza tym, tym sposobem najcieplejszy miesiąc na Islandii mnie ominie i wrócę do tych deszczów, wiatrów, a wkrótce i śniegów...
Poza tym, tym sposobem najcieplejszy miesiąc na Islandii mnie ominie i wrócę do tych deszczów, wiatrów, a wkrótce i śniegów...
poniedziałek, 23 czerwca 2008
i moje blogi na jakis dziwnych stronach znalezione dodaje. i juz nie wiem czy to dobrze czy to zle, bo wkoncu po to to pisze nie, zeby to ktos czytal ale tak glupio sie w google i na jakis innych dziwnych stronach znajodwac w linkach o islandii. ktos czyta to wszystko jak to bylo ale ja juz teraz nie wiem czy to tak bylo. no wtedy mi sie wydawalo ze to tak bylo, no ale to byla wtedy calkiem inna islandia dla mnie niz teraz. i nie wiem czy to zobowiazanie zeby pisac dalej chyba jest. no generalnie masz racje. pogadamy jak przyjade. juz mija jak bloga zalozylem. chyba jakiegos posta podsumowujacego napisze. ale kiedy ja sie zbiore na to jak mi na wszystko czasu brakuje, no? dobra, ide. bo ostatnio zawsze ostatni z przerwy schodze, nie dobrze. zwlaszcza ze polaka zabili i Thora sie na mnie pewnie dziwnie patrzy tylko jej jeszcze nie widzialem.
sms
jol jol jol! niestety nie moglismy pogadac w sobie w weekend bo u mnie staly sie przypadkowo tropiki niesamowite, to znaczy 16C w cieniu, wiec w sloncu bylo very heat, no i pojechalem na plaze z podgrzewanym morzem w sobote a w niedziele do Blue Lagoon. Calkiem nice. Polaka nam zabito w piatek. Chce mocno wierzyc ze moja vice wierzy ze to nie ja zrobilem:-) I wogole milo jakos tak sie robi przez to cieplo. Nawet moze sobie koncert Bjork obejrze w weekend w centrum w koncu i bedziemy se razem protestowac przeciwko budowie hut aluminium i zanieczyszczaniu srodowiska. A potem juz za kilka dni znowu sie spotkamu. RU happy?
sobota, 21 czerwca 2008
tropiki
nawet na Islandii można miec namiastkę tropików. Tak jak dzisiaj. Słońce, gorąco, wiatr znikowy, skóra pieczaca od nadmiaru słońca. i tylko ta świadomośc- jeden, dwa, trzy dni w roku takie?
środa, 11 czerwca 2008
sms
picie w tym kraju w srodku tygodnia to naprawde glupi pomysl. zwlaszcza ze slonce nie zachodzi i sobie czlowiek nie potrafi skontrolowac czasu. ale wypilem 6 piw wczoraj i wszystko jest OK dzisiaj ze mna. co prawda przy sniadaniu myslalem ze zemdleje ale tak poza tym to ok. z dziecmi dzis kwaity do wazonu na lace zbieralem bo pogoda cudna. no wiesz, taka edukacja. zbierzemy, wsadzimy dow ody i potem zobaczymy co sie bedzie z tym dzialu. gdyby mi teraz przyszlo powtorzyc jak sie z tymi chlopakami dogadalem to uwierz mi, ze chyba nie bylbym ci wstanie udzielic odpowiedzi. weze sie zbierz na opener.
wtorek, 10 czerwca 2008
happiness
w piątek wrócilł do przedszkola Anton. Był z rodzicami na Teneryfie. Taki kochany prawie 3 latek. Jeszcze nawet dobrze nie mówi. ę pytam sie go jak bylo na Teneryfie. I on zaczyna mi opowiadac jak to z mamą coś tam... i tak sie z tego przejęcia aż nie mógł wypowiedziec i podniecenia i tylko przylgnął do mnie i mnie przytulił tak mocno że cieszy się że mnie już widzi. I to chyba najlepsze co mnie spotkalo od nowego roku. A potem Stefan, tak samo śmieszny, przyszedł do przedszkola i sie dowiedział że bede z nimi przez 3 tygodnie i ubieraliśmy się na dwor i tak bez powodu zrobił po prostu to samo jak mu chciałem naloży kurtke.
niedziela, 8 czerwca 2008
Bjork i Sigur Ros - najbardziej rozpoznawalne twarze Islandii - jeszcze w tym miesiącu wystąpią za darmo na koncercie, który ma uświadomić ludziom problemy środowiska w ich kraju. Musimy myśleć "na zielono" i żyć w harmonii i zgodzie z naszą naturą - mówi Bjork w zapowiedzi koncertu - jeśli chodzi o recykling, jesteśmy jakieś trzydzieści lat w tyle za Ameryką Południową. A powinniśmy być w tym liderami - komentuje dalej. Nie jest jeszcze znana dokładna data i miejsce koncertu w Reykjaviku, wiadomo, że raczej w okolicach 28 czerwca.
A moj kolega z klubu widzial na wyprzedazy rowerow bjork z synem. Kupił sobie jej syn rower za 17000ISK a potem wsiedli to jakiegos 15 letniego dodga i odjechali. a podobno nie ma prawa jazdy i nie umie jezdzic. klamczucha. wszedzie ten lans.
nie chce mi się pisac. Przepraszam. polskich liter, owszem, nie mam.
A moj kolega z klubu widzial na wyprzedazy rowerow bjork z synem. Kupił sobie jej syn rower za 17000ISK a potem wsiedli to jakiegos 15 letniego dodga i odjechali. a podobno nie ma prawa jazdy i nie umie jezdzic. klamczucha. wszedzie ten lans.
nie chce mi się pisac. Przepraszam. polskich liter, owszem, nie mam.
piątek, 23 maja 2008
Naj:-) (z ONETu)
Najbezpieczniejszym państwem na świecie jest Islandia, a najmniej bezpiecznym Irak - wynika z dorocznego Światowego Indeksu Pokoju. Ranking omawia "Financial Times".
Polska znalazła się w tej klasyfikacji na miejscu 31., wyprzedzając Estonię, Francję, Łotwę i Litwę. W zeszłym roku Polska była na miejscu 26.
Badanie przeprowadzono w 140 państwach przez niezależny Instytut Ekonomii i Pokoju oraz firmę analityczną Economist Intelligence Unit, powiązaną z prestiżowym tygodnikiem brytyjskim "The Economist". Pod uwagę brano 24 kryteria w tym poziom przemocy, wysokość wydatków wojskowych, stopień rozpowszechnienia przestępczości zorganizowanej, stosunki z sąsiadami, rozmieszczenie obcych wojsk w danym kraju, liczbę osadzonych w więzieniach, czy potencjalne zagrożenie terrorystyczne w obrębie granic państwa.
Większość krajów europejskich znalazła się wśród najbardziej spokojnych państw. Według badania 16 na 20 najbardziej spokojnych państw to demokracje europejskie - większość z nich stanowią członkowie Unii Europejskiej. Gdyby oceniać UE jako całość, to w rankingu zajęłaby ona czwartą pozycję.
Tymczasem Stany Zjednoczone zajęły dopiero 97. miejsce, Rosja - 131., natomiast Chiny - 67.
Jak pisze "Financial Times", niska pozycja USA (m.in. za Syrią, Rwandą i Białorusią) odzwierciedla wysoki poziom ich zaangażowania wojskowego na świecie. W USA również proporcjonalnie więcej obywateli niż w innych krajach jest osadzonych w więzieniach.
Drugi rok z rzędu Irak zajął w rankingu ostatnie miejsce w związku z nieprzerwaną przemocą od czasu amerykańskiej inwazji w 2003 roku. "Financial Times" dodaje, że obecnie około 4 mln Irakijczyków przebywa na uchodźstwie.
Tuż przed Irakiem znalazły się Somalia, Sudan, Afganistan, Izrael i Czad.
Pozycja najspokojniejszego kraju - Islandii - odzwierciedla jej stabilność polityczną i dobre stosunki z sąsiadami; Islandia nie ma armii zawodowej i ma najmniejszy odsetek obywateli w więzieniach.
Kolejne miejsca wśród najspokojniejszych państw zajęły: Dania, Norwegia, Nowa Zelandia, Japonia, Irlandia, Portugalia, Finlandia, Luksemburg, Austria, Kanada i Szwajcaria.
Kraje, które znacznie awansowały na liście państw bezpiecznych od zeszłorocznego, pierwszego badania, to: Angola, Indonezja, Indie i Uzbekistan.
Kenia, w której przez kilka miesięcy trwał kryzys polityczny w następstwie nieogłoszenia wyników grudniowych wyborów prezydenckich, jest krajem, który zanotował największy spadek.
Polska znalazła się w tej klasyfikacji na miejscu 31., wyprzedzając Estonię, Francję, Łotwę i Litwę. W zeszłym roku Polska była na miejscu 26.
Badanie przeprowadzono w 140 państwach przez niezależny Instytut Ekonomii i Pokoju oraz firmę analityczną Economist Intelligence Unit, powiązaną z prestiżowym tygodnikiem brytyjskim "The Economist". Pod uwagę brano 24 kryteria w tym poziom przemocy, wysokość wydatków wojskowych, stopień rozpowszechnienia przestępczości zorganizowanej, stosunki z sąsiadami, rozmieszczenie obcych wojsk w danym kraju, liczbę osadzonych w więzieniach, czy potencjalne zagrożenie terrorystyczne w obrębie granic państwa.
Większość krajów europejskich znalazła się wśród najbardziej spokojnych państw. Według badania 16 na 20 najbardziej spokojnych państw to demokracje europejskie - większość z nich stanowią członkowie Unii Europejskiej. Gdyby oceniać UE jako całość, to w rankingu zajęłaby ona czwartą pozycję.
Tymczasem Stany Zjednoczone zajęły dopiero 97. miejsce, Rosja - 131., natomiast Chiny - 67.
Jak pisze "Financial Times", niska pozycja USA (m.in. za Syrią, Rwandą i Białorusią) odzwierciedla wysoki poziom ich zaangażowania wojskowego na świecie. W USA również proporcjonalnie więcej obywateli niż w innych krajach jest osadzonych w więzieniach.
Drugi rok z rzędu Irak zajął w rankingu ostatnie miejsce w związku z nieprzerwaną przemocą od czasu amerykańskiej inwazji w 2003 roku. "Financial Times" dodaje, że obecnie około 4 mln Irakijczyków przebywa na uchodźstwie.
Tuż przed Irakiem znalazły się Somalia, Sudan, Afganistan, Izrael i Czad.
Pozycja najspokojniejszego kraju - Islandii - odzwierciedla jej stabilność polityczną i dobre stosunki z sąsiadami; Islandia nie ma armii zawodowej i ma najmniejszy odsetek obywateli w więzieniach.
Kolejne miejsca wśród najspokojniejszych państw zajęły: Dania, Norwegia, Nowa Zelandia, Japonia, Irlandia, Portugalia, Finlandia, Luksemburg, Austria, Kanada i Szwajcaria.
Kraje, które znacznie awansowały na liście państw bezpiecznych od zeszłorocznego, pierwszego badania, to: Angola, Indonezja, Indie i Uzbekistan.
Kenia, w której przez kilka miesięcy trwał kryzys polityczny w następstwie nieogłoszenia wyników grudniowych wyborów prezydenckich, jest krajem, który zanotował największy spadek.
piątek, 16 maja 2008
NO. ZEBY TYLKO POGODA JESZCZE BYLA. NAJPIERW NA OBIAD BYLA PIZZA. OBZARLEM SIE JAK GLUPI. POTEM PO DRZEMCE POSZLISMY NA DWOR, WYJALEM DUZA WANNE, NAPUSCILEM WODY Z MYDLEM, WYCIAGNELISMY TACZKI, KONEWKI I TE SPRAWY, PLASTIKOWE KUBKI I SLOMKI DO PIANY, A NA KONIEC ROBILISMY WOJNE NA DWA WEZE SKUTKIEM CZEGO JESTEM MOKRY OD STOP DO GLOW I TAK JUZ BEDE DO GODZINY 17. CZASAMI TO SIE NAWET NIE CZUJE JAK W PRACY. TANDETNIE SIE WZRUSZAM, ALE JAK PATRZE NA TE USMIECHNIETE, ISLANDZKIE MALE TWARZE TO WLASNIE NIE MOGE UWIERZYC ZE TO SA ISLANDZKIE, MALE USMIECHNIETE TWARZE. NA KONCU SWIATA, NA JAKIEJS WYSPIE, NA GORCE :-)
piątek, 2 maja 2008
Znowu Pierwsza
Mniej wolności słowa na świecie. To konkluzja ogłoszonego właśnie raportu prestiżowej amerykańskiej fundacji Freedom House, która krytykuje Polskę m.in. za mianowanie przyjaciółki ministra sprawiedliwości "komisarzem politycznym" w publicznej telewizji. Pierwsze pozycje rankingu Freedom House zajmują Finlandia, Islandia, Dania i Norwegia, ostatnie - Turkmenistan, Birma i Korea Północna. ZNOWU PIERWSZA :D
sobota, 26 kwietnia 2008
Spóźniony post
Jestem właśnie na lotnisku w londynie. do odlotu do Polski mam jakieś 5 godzin, więc tak sobie pomyślałem, że popiszę trochę bo co z nudów robić. Gazetę "Q" miałem sobie kupić, ale chyba 4 bridisz pałnds szkoda, żeby przeczytać jak to Madonna nie chce odpowiadać na głupie pytania, a Goldfrapp to nowe wcielenie Girl Power. Colę wypiłem co miałem w proteście nie pić i się z opakowania dowiedziałem, że właśnie zaspokoiłem 67% mojego dziennego zapotrzebowania na cukier i sól, a do tego kanapkę zjadłem z wieloma E, co sprawiło, że dzienną zalecaną dawkę soli mam już dawno za sobą. No ale cofajmy się dlaej w przeszłość. Klub mój na nowo otwieraliśmy, bo właściciela dwa razy zmieniliśmy. Ten ostatni nam nie zapłacił, porobił jakieś przekręty, spieprzył do innego kraju, no i teraz związku zawodowe ściagają go żeby nam pensję za luty powypłacał. Ja jestem zdolny i za styczeń też nie mam zapłacone, ale to moja wina troche i troche nie. Nie taka Islandia świeta jak o niej piszę. Najpierw się niby nie logowałem do komputera w styczniu, tylko że nikt mi od października nie że jest jakiś komputer. Zawsze mu na kartce moje godziny przynosiłem i było dobrze. No ale nic myślę sobie. Co się odwlecze to nie uciecze i zapłaci mi w lutym. No ale w lutym był już inny właściciel jak się okazało, który nie zapłacił już kompletnie nikomu. Nikt normalny by dalej w takim miejscu nie pracował, i ja też nie miałem, ale się okazało, że teraz właścicielem będzie mój menadżer i tym sposobem jako jeden z niewielu dobitków zostałem, przy czym zastrzegłem sobie, że wiem gdzie mieszka, wiem jaki ma samochód i go zabiję jak mi nie zapłaci. No i tym sposobme klub na tydzień zamkneliśmy i mieliśmy remont. no i chodziłem i pomagałem. Zebrania po islandzku, ale to nic bo nawet wiele rozumiałem co się sam sobie dziwie. Szkolenie na barmana miałem, ale pieprze to i na pewno nie chcę, bo to wcale takie fajne i proste nie jest, zwłaszcza jak ktoś się zaczyna w wieku moim przyuczać. To prawie jakby zacząć się baletu uczyć. Poza tym islandzkiego nie znam i z tymi pijanymi mordami użerać mi się nie chce o jakieś darmowe drinki bo znają właściciela. Tak mam ciszę, spokój, bezstresową pracę, kluczę do wszystkiego- jednym slowem prawa ręka menadżera ;-) Na szkoleniu też było śmiesznie, bo się mamy zacząć uczyć drinki robić, a wszyscy samochodami przyjechali. Jejku, nawet sobie nie zdajecie sprawy jak ja bym ich szkolił gdybym tylko islandzki znał. czasami wkurwiają mnie na maksa- jak jeżdzą smaochodami bezmyslnie i bez kierunkowskazów, jak dzieicom na wszystko pozwalają, jak stają zawsze tam gdzie najwięcej ludzi chodzi. no po prostu... Darłbym się cały czas. Ja im dam bezstresowe życie! No i wyszło na to, że ja te drinki musiałem testować- polisz wajking ;-)... Potem jeszcze przy sprzątaniu po pracy pomagałem. najpierw kible wyczyściłem, a potem z moim menadżerem zarówki w suficie wymieniałem. Polegało to na tym, że ja stoję a on wymienia. no ale i tak zawsze coś. Bo jak się islandczycy dowiadują, że jakby tak może pomóc trochę to wszyscy jakoś bardzo zajęci i nikomu się nie chcę. Tylko ja taki głupi się produkuję za darmo i siedzę. Ale wiem, że prędzej czy później to się opłaci. Poza tym to wszystko miało sens. Poraz kolejny moja filozofia się sprawdziła, że nic nie dzieje się bez powodu i że obojętnie czy coś dobre czy złe, miałem właśnie tam być w tej chwili i w tym czasie i tego doświadczyć. Bo tak sobie gadamy i nagle okazuje się, że mój menadżer prawo studiował i specjalizował się w prawie polskim, bo Polska akurat do Unii Europejskiej wchodziła. No i tak go ta Polska zafascynowała, że potem jeszcze przez 2 lata w Londynie literaturę polską z prof. Senyszyn studiował i Wisława Szymborska to jego ulubiona poetką i "Lalkę" czytał i zrobił mi o niej taki wykład, że nie wiedziałem gdzie się podziać. Bo w tym wszystkim to nie o to chodzi, że on coś tam o Polsce wie. Tylko że wie dużo i ma własne przemyślenia, a nie jakieś wyklepane książkowe regułki. Potem go prof. Senyszyn do Krakowa na pół roku wysłała, żeby studiował i w 2001 roku mieszkał w akademiku "Zaścianek", no i generalnie to ja do tej pory nie wiem co mam z tą rozmową zrobić, bo to normlanie było jak między słowami wszystko i zmieniło to moje życie, tylko jeszcze nie wiem. Wogóle całkowicie inaczej na swój kraj spojrzałem, bo on tak Polską zafascynowany jak ja Islandią. I tylko mu żal teraz i ma na nas nerwy, bo musi nas przed wszystkimi islandczykami tłumaczyć, że my naprawdę wspaniałym krajem jesteśmy i wpsaniałą histrorię i kulturę mamy, bo większość islandczyków po naszym zachowaniu tutaj, wyobraża sobie, że my to chyba z jakiegoś kraju 3 świata jesteśmy. A i tak to wszystko może mało zrozumiane być jeśli się tej dyskusji nie słyszało, bo on nawet takie same spostrzeżenia i wnioski ma na temat Polski co ja, i mało ludzi podziela moją opinię, co też mnie wgniotło w ziemie, że usłyszałem to od niego. No i od tej pory to już wogóle dwie jego ręce jestem i po islandzku do mnie napierdziela. A tak na marginesie, jak się już przestałem wzruszać, to dobrze gdzieś za granicą pomieszkać jakiś czas, bo nawet jeśli nie pieniądzę to zawsze się zobaczy jak inni żyją, jakie mają zwyczaje, i wogóle jakiś taki dystans się ma i wiedzę i doświadczenie. i to nie tlyko to zawodowe co dane jest nielicznym. Po prostu jak ktoś chce to może wiele róznym rzeczy z tego wyciągnąć dla siebie bezcennych. i szkoda mi tych wszystkich ludzi co całe życie tylko w jednym miejscu mieszkali bo nie będą nigdy wiedzieli co tracą. Zwiedzanie to juz nie to samo. To tylko wycieczką gdzie widzi się zazwyczaj tlyko dobre strony i nie ma się czasu poza tym żeby poznać kraj dogłębnie. No ale wzruszeń dość.
Poza tym z Mają Pają już dawno samochód mój kupiliśmy. Płytę CD w sklepie chyba czasami dłużej wybierałem niż ten samochód. I wyszliśmy z tego slaonu i napierdziela się ze mnie, że jesteśmy crejzi, bo właśnie kupiliśmy samochód nic prawie o nim nie wiedząc, a ja do niej żeby się zamkneła już teraz. Ale dzięki bogu jeździ i ma się dobrze. i tylko Tora u mnie w pracy na mnie dziwnie patrzy bo myśli że ja z polskiej mafii jestem i już nie wiem czy śmiać się z tego czy płakać... Wypoczywać teraz jadę. Pisać mi się po prostu nie chcę. naprawdę nie mam czasu. Rewolucję małą mam wprowadzić w moje życie po powrocie 7 maja. nie wiem co z tego wyjdzie i czy dobrze robię, bo ta zmiana na pewno finansów mi nie przysporzy, ale z drugiej strony trzeba iść do przodu nawet jesli na poczatku ma się trochę mniej. To też jedna z tych sytuacji co podpada pod moją filozofię. nie spróbóje to się nie dowiem, a co ma byc i tak będzie.Także bedzie wesoło i ciężko i chcę na to wszystko siły nazbierać i wszystkich już zobaczyć i dzieci moje i psa i rodziców i do sb tylko czekam jak Marta i Dominik do mnie przyjadą. Tlenofon to genialny wynalazek. niby nic a prawie zawsze mogę mieć wszystkich przy sobie. CU in Iceland on 7th May :)
A "Q" i tak upiłem:-)
Poza tym z Mają Pają już dawno samochód mój kupiliśmy. Płytę CD w sklepie chyba czasami dłużej wybierałem niż ten samochód. I wyszliśmy z tego slaonu i napierdziela się ze mnie, że jesteśmy crejzi, bo właśnie kupiliśmy samochód nic prawie o nim nie wiedząc, a ja do niej żeby się zamkneła już teraz. Ale dzięki bogu jeździ i ma się dobrze. i tylko Tora u mnie w pracy na mnie dziwnie patrzy bo myśli że ja z polskiej mafii jestem i już nie wiem czy śmiać się z tego czy płakać... Wypoczywać teraz jadę. Pisać mi się po prostu nie chcę. naprawdę nie mam czasu. Rewolucję małą mam wprowadzić w moje życie po powrocie 7 maja. nie wiem co z tego wyjdzie i czy dobrze robię, bo ta zmiana na pewno finansów mi nie przysporzy, ale z drugiej strony trzeba iść do przodu nawet jesli na poczatku ma się trochę mniej. To też jedna z tych sytuacji co podpada pod moją filozofię. nie spróbóje to się nie dowiem, a co ma byc i tak będzie.Także bedzie wesoło i ciężko i chcę na to wszystko siły nazbierać i wszystkich już zobaczyć i dzieci moje i psa i rodziców i do sb tylko czekam jak Marta i Dominik do mnie przyjadą. Tlenofon to genialny wynalazek. niby nic a prawie zawsze mogę mieć wszystkich przy sobie. CU in Iceland on 7th May :)
A "Q" i tak upiłem:-)
wtorek, 15 kwietnia 2008
GG
henry 22:10:53
dzis gadalem z portgalczykiem
L. Dominik 22:10:55
no to spadam
henry 22:10:55
i mowi
L. Dominik 22:11:07
?
henry 22:11:10
ze jak mowie po islandzku i angielsku i polsku dobrze to na 100 mam prace w polsce
henry 22:11:15
bo tu duzo eksportuja
henry 22:11:17
no a ja mowie
henry 22:11:22
ze nie umiem islandziego
henry 22:11:31
angielski tylko srednio
henry 22:11:36
a polski kalecze
henry 22:11:47
i jest dla mnie tym sposobem tylko dobra praca tu'
henry 22:11:57
dzis gadalem z portgalczykiem
L. Dominik 22:10:55
no to spadam
henry 22:10:55
i mowi
L. Dominik 22:11:07
?
henry 22:11:10
ze jak mowie po islandzku i angielsku i polsku dobrze to na 100 mam prace w polsce
henry 22:11:15
bo tu duzo eksportuja
henry 22:11:17
no a ja mowie
henry 22:11:22
ze nie umiem islandziego
henry 22:11:31
angielski tylko srednio
henry 22:11:36
a polski kalecze
henry 22:11:47
i jest dla mnie tym sposobem tylko dobra praca tu'
henry 22:11:57
sobota, 12 kwietnia 2008
nie nawidzę
Mialem napisac zaraz na drugi dzien, ale:
- w srode z Marta przez tlenofon 1,5 godziny gadalem i mi co 20 minut przypominala ze musi juz konczyc, ale jakos nie mogla. A poza tym jej nie slucham i doprowadzam do placzu.
- w czwartek mial mnie odwiedzic seweryn ale mnie nie odwiedzil i ja w koncu odwiedzilem jego, gdzie juz Ania byla, no i skonczylo sie tak jak sie skonczylo i o 12 w nocy bylem w domu
- w piatek mialem impreze w pracy gdzie bylo przesmiesznie. jak gdzies ide z dobrymi znajomymi tutaj to zawsze jakis pokojny, ulozony, wrecz z depresja czasami a wystarczy mi taka Eyglo i robie wszystko co najgorsze i nie trzymam fasonu. no bylo smiesznie. i nawet propozycje pracy dostalem :D
- a dzis Krzys robi impreze pozegnalna i mnie z Sewerynem o 16 z domu wyciagli nie wiem po co. Chyba po to zeby patrzec na moje zmeczenie, zebym katowal ich Fugees i Brygada Kryzys, zebym sobie musial jedzenie w "Netto" kupic rakotworcze frytkowate. Jednym slowem posta dzis nie ma i nie bedzie, choc jest. Mam nadzieje ze moja super kurtka piekna za 16000ISK jest u Karen w samochodzie gdzie ja ostatni raz widzialem... nie nawidze pozegnan i zadnej radosci do swietowania dzis nie mam. tak jak i polskich liter nie mam.
- w srode z Marta przez tlenofon 1,5 godziny gadalem i mi co 20 minut przypominala ze musi juz konczyc, ale jakos nie mogla. A poza tym jej nie slucham i doprowadzam do placzu.
- w czwartek mial mnie odwiedzic seweryn ale mnie nie odwiedzil i ja w koncu odwiedzilem jego, gdzie juz Ania byla, no i skonczylo sie tak jak sie skonczylo i o 12 w nocy bylem w domu
- w piatek mialem impreze w pracy gdzie bylo przesmiesznie. jak gdzies ide z dobrymi znajomymi tutaj to zawsze jakis pokojny, ulozony, wrecz z depresja czasami a wystarczy mi taka Eyglo i robie wszystko co najgorsze i nie trzymam fasonu. no bylo smiesznie. i nawet propozycje pracy dostalem :D
- a dzis Krzys robi impreze pozegnalna i mnie z Sewerynem o 16 z domu wyciagli nie wiem po co. Chyba po to zeby patrzec na moje zmeczenie, zebym katowal ich Fugees i Brygada Kryzys, zebym sobie musial jedzenie w "Netto" kupic rakotworcze frytkowate. Jednym slowem posta dzis nie ma i nie bedzie, choc jest. Mam nadzieje ze moja super kurtka piekna za 16000ISK jest u Karen w samochodzie gdzie ja ostatni raz widzialem... nie nawidze pozegnan i zadnej radosci do swietowania dzis nie mam. tak jak i polskich liter nie mam.
środa, 9 kwietnia 2008
Chyba
Chyba się zebrałem... Zaczynać od początku to chyba bez sensu, więc zacznę od końca. Dzień wczoraj cudowny, piękny, cudowny i słoneczny. 10C prawie w cieniu, islandki w krótkich portkach, islandczycy w podkoszulkach, ja w trampkach sobie tak do samochodu idę, bo obiecaną powinność spełnić trzeba i z Kingą po brata na lotnisko jechać trzeba. Ale w miedzyczasie pogoda się popsuła i wracaliśmy już z wiatrem, którego w Keflawiku nigdy mało, w ciemnościach i zamiecią śnieżną, że aż wycieraczki mi się zabrudziły od tej chlupy i musiałem z głową nisko jechać, bo nic widać nie było i nie wiadomo czy się zatrzymać i popsuć ten ruch i liczyć że nikt ci w dupę nie wjedzie i przetrzeć te szyby, czy ryzykować i jechać dalej.
Z obietnic nici, wszystko gubię jak gubiłem, ale i znajduje zarazem. Już się nawet dzieci ze mnie śmieją. Po prostu nie wiem- jest i nie ma. ostatnio komórka w pracy. O 1410 była, już nawet z Maja Paja rozmawiałem, że ja po prostu tak mam i się to dzieje, i to był ostatni raz jak miałem swoją komórkę w dłoni. Potem się o 1630 skapłem że nie mam, ale się już nawet nie denerwowałem, bo wiedziałem że się na pewno znajdzie, poza tym do klubu jechać szybko musiałem bo dziś otwarcie po remoncie było. No i wpadam rano do pracy i Maja Paja biegnie i mówi, że rano budzik zaczął głośno dzwonić i znalazła i potem jeszcze Patrick 5 letni się ze mnie nabijał i mi sprawdzał po pięciokroć czy tym razem komórkę mam w koszuli... nie wiem czy się jest czym chwalić. Nie tak dawno temu karty wszystkie nie wiedziałem gdzie są. na 100% pewny, że to w pracy stać się musiało z tego wszystkiego po paru miesiącach swoją szafkę dostałem, a karty od dwóch dni u Seweryna i Adama leżały. dzień po się skapłem i dzownie do nich czy są bo jak nie to muszę zablokować iść i się dodzwonić nie mogę jak na złość od rana. W końcu Adam odbiera i przekonany nie jest, ale chyba nie ma. seweryn wie, że na 100 nie ma. dopiero Karolina do domu z pracy wróciła i sprawdziła że na stole leżą. Ale za póżno było. karty posżły się nowe robić. przez tydzień na kredytach żyłem i Islandie zwiedzałem. Bank oczywiście czeski film. to nie jest śmieszne! zablokowałem karty. idę na drugi dzień. Pani na 100 pewna, że się odblokowac nie da. No to czekam na nowe. Idę po nowe. Trafiam do Fanny, która wcale Fanny nie jest. Laska się w niczym nie orientuje i jest dobra jak chcesz przekręt zrobić. Ona po prostu wszystko daje jak leci. chyba jaki byś kredyt nie chciał i jaką kartę nie chciał to pójdziesz do Fanny i dostaniesz. Jakaś chwila refleksji, że zdolności kredytowej nie masz lub coś to nie u niej. Dlatego jak chcesz coś zgodnie z przepisami to strzec się jej trzeba jak ognia piekielnego. Ona po prostu zawsze coś zjebie. zawsze. Poszedłem po moje 3 karty ale dostałem 2. jedna debetowa, druga kredytowa do płacenia w necie. Nawet zdziwiony że się o paszport nie pyta co jest wymagane, spierdalam szybko żeby się nie skapła bo nie wziąłem. no taki głupi jestem. Przecież to Fanny. Ona? Nie. no i mi idiotka nie dała mojej prawdziwej karty kredytowej z tego wszystkiego. no ale nic, to islandia, pełen luzik, bez stresu, wszystko zawsze inaczej jest niż się mówi. idę na drugi dzień do tej co lubie, do tej co mi karty BLOKOWAŁA i ona do mnie, że w sumie to mnie pamięta i wogóle, ale moja karta kredytowa nie była wogóle zablokowana przez cały czas i że nie wie jak to, ale tak to, i że jak mam to mogę uzywać. A dzień wcześniej miałem je już pociąć... A wogóle to tylko rachunki, samochody, decyzje, pieniądze, plastikowe karty, odpowiedzialność, dorosłość jak początek umiernia... Mówię eyglo, że jak nie chce, ja się buntuje, wcale o to nie proszę i chcę do mamy, a tak na marginesie to z tego wszytskiego już nie wiem jaki mam pin do karty kredytowej i zeby mi pomogła bo chcę do mamy. No i ona jakoś tak nie po islandzku, sama z siebie, nie zapomniała, tylko od razu kennitala wzieła, zadzowniła od razu i gotowe. Pin do domu idzie. i mówie jej, że to na pewno coś nie tak i coś jest źle bo to tak nie po islandzku. Za łatwo. I na drugi dzień 3 kartki z pinami dostaje. Już się po prostu załamałem. ale na szczęście to tylko 3 kopery były z tym samym pinem do tej samej karty. Chyba. bo jeszcze nie sparwdzałem. Tu nie mam gdzie bo się praktycznie nie używa. do Polski chciałem mieć jak pojadę.
kucharza w pracy mamy nowego na 6 tygodni bo kucharka nasza chora. 2 dni bez kucharki byliśmy, pospolite ruszenie, raz wicedyrektorka się postarała i jakąś łatwą zupę ryżową upiekła, na drugi dzień praktycznie całe przedszkole hot dogi robiło. Wogole niezdrowo ale super smacznie było bez kucharki. No i potem przyszedł kucharz. no i ten kucharz ma męża. Tak na marginesie ten mąż ma czworo dzieci z kobietą jakąś. no i ten kucharz z mężem występują w islandzkim reality show. Chodzi o to, że mogą tylko małżeństwa, no i są 3 małżeństwa i o to też chodzi kto najładniej dom wyremontuje. No i dziś TV była u nas i siła wyższa zawsze mnie ma w opiece i akurat z dziećmi Raggi, moimi ukochanymi 6 latkami, obiad jadłem i jeszcze praktykantka była i nie musiałem się nic oddzywać i on tylko nawija po angielsku, bo islandzkiego ni w ząb nie zna, że uśmiech dzieci sprawia, że czuję się szczęśliwy i jego praca ma sens. O jejku, nic tylko się pożygać. zważywszy jak islandczycy kochają dzieci to niezłe zagranie. I bedzie gdzieś tam ta moja przykra geba w kadrze, nic nie mówiąca, tylko wcinająca. Jejku, to cała Islandia ogląda! Straszne. Starszne jak pomyślę co ja czytam co się w Polsce z gejami wyprawia. Inny świat. Więcej, najważniejsze jutro. obiecuje.
Z obietnic nici, wszystko gubię jak gubiłem, ale i znajduje zarazem. Już się nawet dzieci ze mnie śmieją. Po prostu nie wiem- jest i nie ma. ostatnio komórka w pracy. O 1410 była, już nawet z Maja Paja rozmawiałem, że ja po prostu tak mam i się to dzieje, i to był ostatni raz jak miałem swoją komórkę w dłoni. Potem się o 1630 skapłem że nie mam, ale się już nawet nie denerwowałem, bo wiedziałem że się na pewno znajdzie, poza tym do klubu jechać szybko musiałem bo dziś otwarcie po remoncie było. No i wpadam rano do pracy i Maja Paja biegnie i mówi, że rano budzik zaczął głośno dzwonić i znalazła i potem jeszcze Patrick 5 letni się ze mnie nabijał i mi sprawdzał po pięciokroć czy tym razem komórkę mam w koszuli... nie wiem czy się jest czym chwalić. Nie tak dawno temu karty wszystkie nie wiedziałem gdzie są. na 100% pewny, że to w pracy stać się musiało z tego wszystkiego po paru miesiącach swoją szafkę dostałem, a karty od dwóch dni u Seweryna i Adama leżały. dzień po się skapłem i dzownie do nich czy są bo jak nie to muszę zablokować iść i się dodzwonić nie mogę jak na złość od rana. W końcu Adam odbiera i przekonany nie jest, ale chyba nie ma. seweryn wie, że na 100 nie ma. dopiero Karolina do domu z pracy wróciła i sprawdziła że na stole leżą. Ale za póżno było. karty posżły się nowe robić. przez tydzień na kredytach żyłem i Islandie zwiedzałem. Bank oczywiście czeski film. to nie jest śmieszne! zablokowałem karty. idę na drugi dzień. Pani na 100 pewna, że się odblokowac nie da. No to czekam na nowe. Idę po nowe. Trafiam do Fanny, która wcale Fanny nie jest. Laska się w niczym nie orientuje i jest dobra jak chcesz przekręt zrobić. Ona po prostu wszystko daje jak leci. chyba jaki byś kredyt nie chciał i jaką kartę nie chciał to pójdziesz do Fanny i dostaniesz. Jakaś chwila refleksji, że zdolności kredytowej nie masz lub coś to nie u niej. Dlatego jak chcesz coś zgodnie z przepisami to strzec się jej trzeba jak ognia piekielnego. Ona po prostu zawsze coś zjebie. zawsze. Poszedłem po moje 3 karty ale dostałem 2. jedna debetowa, druga kredytowa do płacenia w necie. Nawet zdziwiony że się o paszport nie pyta co jest wymagane, spierdalam szybko żeby się nie skapła bo nie wziąłem. no taki głupi jestem. Przecież to Fanny. Ona? Nie. no i mi idiotka nie dała mojej prawdziwej karty kredytowej z tego wszystkiego. no ale nic, to islandia, pełen luzik, bez stresu, wszystko zawsze inaczej jest niż się mówi. idę na drugi dzień do tej co lubie, do tej co mi karty BLOKOWAŁA i ona do mnie, że w sumie to mnie pamięta i wogóle, ale moja karta kredytowa nie była wogóle zablokowana przez cały czas i że nie wie jak to, ale tak to, i że jak mam to mogę uzywać. A dzień wcześniej miałem je już pociąć... A wogóle to tylko rachunki, samochody, decyzje, pieniądze, plastikowe karty, odpowiedzialność, dorosłość jak początek umiernia... Mówię eyglo, że jak nie chce, ja się buntuje, wcale o to nie proszę i chcę do mamy, a tak na marginesie to z tego wszytskiego już nie wiem jaki mam pin do karty kredytowej i zeby mi pomogła bo chcę do mamy. No i ona jakoś tak nie po islandzku, sama z siebie, nie zapomniała, tylko od razu kennitala wzieła, zadzowniła od razu i gotowe. Pin do domu idzie. i mówie jej, że to na pewno coś nie tak i coś jest źle bo to tak nie po islandzku. Za łatwo. I na drugi dzień 3 kartki z pinami dostaje. Już się po prostu załamałem. ale na szczęście to tylko 3 kopery były z tym samym pinem do tej samej karty. Chyba. bo jeszcze nie sparwdzałem. Tu nie mam gdzie bo się praktycznie nie używa. do Polski chciałem mieć jak pojadę.
kucharza w pracy mamy nowego na 6 tygodni bo kucharka nasza chora. 2 dni bez kucharki byliśmy, pospolite ruszenie, raz wicedyrektorka się postarała i jakąś łatwą zupę ryżową upiekła, na drugi dzień praktycznie całe przedszkole hot dogi robiło. Wogole niezdrowo ale super smacznie było bez kucharki. No i potem przyszedł kucharz. no i ten kucharz ma męża. Tak na marginesie ten mąż ma czworo dzieci z kobietą jakąś. no i ten kucharz z mężem występują w islandzkim reality show. Chodzi o to, że mogą tylko małżeństwa, no i są 3 małżeństwa i o to też chodzi kto najładniej dom wyremontuje. No i dziś TV była u nas i siła wyższa zawsze mnie ma w opiece i akurat z dziećmi Raggi, moimi ukochanymi 6 latkami, obiad jadłem i jeszcze praktykantka była i nie musiałem się nic oddzywać i on tylko nawija po angielsku, bo islandzkiego ni w ząb nie zna, że uśmiech dzieci sprawia, że czuję się szczęśliwy i jego praca ma sens. O jejku, nic tylko się pożygać. zważywszy jak islandczycy kochają dzieci to niezłe zagranie. I bedzie gdzieś tam ta moja przykra geba w kadrze, nic nie mówiąca, tylko wcinająca. Jejku, to cała Islandia ogląda! Straszne. Starszne jak pomyślę co ja czytam co się w Polsce z gejami wyprawia. Inny świat. Więcej, najważniejsze jutro. obiecuje.
czwartek, 27 marca 2008
chyba zle sie dzieje bo na www.gazeta.pl pierwszy news jest taki:Finansowa burza: Islandia w opałach. 17 KWIECIEN-7 MAJ POLSKA. Tylko ja nie wiem jak ja o tym w pracy powiem. Chyba przesadzilem z tym wolnym. boje sie. Dyrektorki nie ma a wice po tej akcji z Polakami patrzy sie na mnie dziwnie przekonana ze ja tez bralem w tym udzial. No ona mi to wprost powiedziala ze ma nadzieje ze ja sie tam nie bilem. i wszyscy mi sie wypytuja czy ich znam, no i tego typu jazdy. KOSZMAR!
wtorek, 25 marca 2008
Zachodze dzisiaj do pracy na 10.00 bo rano bylem w zwiazkach zawodowych. Dlaczego bylem to wyjasnie moze jak sie w koncu zbiore, czyli, jak juz obiecuje od nowego roku- niedlugo :-)
No w kazdym razie zachodze i wszyscy naokolo mi sie pytaja czy wszystko OK i te sprawy. Phorze sie narazilem bo SMSa do Austy wyslalem kiedy bede, a ona na wakacjach gdzies w cieplych krajach, jak wiekszosc islandczykow w swieta, i tym sposobem nikt nie wiedzial co sie ze mna do godziny 10.00 dzialo. Az mi glupio bylo, bo wiem jacy oni delikatni w takich kwestiach jak sie ich o czyms niepoinformuje. Moge wogole nie przyjsc, ale musze powiedziec. Moge sie 3 minuty spoznic, ale trzeba powiedziec. Tak maja i juz. No w kazdym razie zaraz sie wszystko wyjasnilo jak mnie tylko Maja dorwala. i zaraz do mnie czy ja radia sluchalem, czy telewizje ogladalem, czy swiateczna gazeta czytalem. Oczywiscie ze nie! To tylko dowod na to jak moje zycie tu wyglada bez znajomosci jezyka. No w kazdym razie zaczynac mi opowiada jak to zjechalo sie 4 Polakow z Keflawiku na Breidholt do Reykjaviku do kolejnych 8 Polakow i urzadzili sobie tam jakas bitwa. Wlasciwie do to tej pory nie wiem jak to specjalnie bylo. wiem tylko ze wszyscy w szpitalu a u mnie w pracy co poniektorzy jakby zawal mieli wiec chyba cos powaznego sie tam stalo. I jakos tak mi glupio sie przyznac, ze jakos mnie to nie dziwi i mowie, ze moi znajomi tam mieszkaja i mi sie zaraz pytaja czy tez w tym zoltym domu gdzie odbyla sie ta cala jatka. Bo oni siwecia przekonani sa, ze my jak oni- nacja 300 tysieczna, i sie wszyscy nawzajem znamy. i podejrzewali, ze mnie w pracy nie bylo bo albo leze w szpitalu z ta mafia albo bylem tylko przypadkowo poszkodowany. Tak czy siak to moze dobrze ze jestem tak spolecznie wyautowany. Juz nie wiem co lepsze. W klubie mi sie z kolei kolega nowy pyta czy Manka i Czeska nie znam wymieniajac przy okazji wszystkie nowo nabyte slowa od tego narybku polskiego. Rozumiem, ze starsi nie czaja ze nie takie proste znac wszystkich w swoim kraju, ale zeby mlody tego nie wiedzial. wogole czasami to mnie przeraza ten calkowity brak anonimowowsci w tlumie tutaj na dluzsza meta. ta malosc wszystkiego. Mieszkasz w Londynie to ci i 10 lat nie starczy zeby popasc w rutyne a tu zobaczyc wszystko mozna w 6 miesiecy. No ale coz, mamy juz za soba pierwsze kroki w chmurach, i jak sobie wszystko zachwalalem, to jak sobie teraz po wszystkim pojezdze to az bedzie milo. Albo nie bedzie. Nie wiem. dowiem sie jak sie zbiore. Troche juz jednak wsiaklem w ten narod i dlatego widze wszystko troche inaczej, choc wiele osob nadal jest siwecie przekonanych o moim bezkrytycznym nastawieniu do islandii, a ja jak sie wkurze to sie zbiore i znikne stad jeszcze szybciej niz inni zdaza o tym pomyslec. albo i nie. nie wiem. Korona spada i wszyscy sie martwia. Tylko nie ja. Dziwny jestem.
No w kazdym razie zachodze i wszyscy naokolo mi sie pytaja czy wszystko OK i te sprawy. Phorze sie narazilem bo SMSa do Austy wyslalem kiedy bede, a ona na wakacjach gdzies w cieplych krajach, jak wiekszosc islandczykow w swieta, i tym sposobem nikt nie wiedzial co sie ze mna do godziny 10.00 dzialo. Az mi glupio bylo, bo wiem jacy oni delikatni w takich kwestiach jak sie ich o czyms niepoinformuje. Moge wogole nie przyjsc, ale musze powiedziec. Moge sie 3 minuty spoznic, ale trzeba powiedziec. Tak maja i juz. No w kazdym razie zaraz sie wszystko wyjasnilo jak mnie tylko Maja dorwala. i zaraz do mnie czy ja radia sluchalem, czy telewizje ogladalem, czy swiateczna gazeta czytalem. Oczywiscie ze nie! To tylko dowod na to jak moje zycie tu wyglada bez znajomosci jezyka. No w kazdym razie zaczynac mi opowiada jak to zjechalo sie 4 Polakow z Keflawiku na Breidholt do Reykjaviku do kolejnych 8 Polakow i urzadzili sobie tam jakas bitwa. Wlasciwie do to tej pory nie wiem jak to specjalnie bylo. wiem tylko ze wszyscy w szpitalu a u mnie w pracy co poniektorzy jakby zawal mieli wiec chyba cos powaznego sie tam stalo. I jakos tak mi glupio sie przyznac, ze jakos mnie to nie dziwi i mowie, ze moi znajomi tam mieszkaja i mi sie zaraz pytaja czy tez w tym zoltym domu gdzie odbyla sie ta cala jatka. Bo oni siwecia przekonani sa, ze my jak oni- nacja 300 tysieczna, i sie wszyscy nawzajem znamy. i podejrzewali, ze mnie w pracy nie bylo bo albo leze w szpitalu z ta mafia albo bylem tylko przypadkowo poszkodowany. Tak czy siak to moze dobrze ze jestem tak spolecznie wyautowany. Juz nie wiem co lepsze. W klubie mi sie z kolei kolega nowy pyta czy Manka i Czeska nie znam wymieniajac przy okazji wszystkie nowo nabyte slowa od tego narybku polskiego. Rozumiem, ze starsi nie czaja ze nie takie proste znac wszystkich w swoim kraju, ale zeby mlody tego nie wiedzial. wogole czasami to mnie przeraza ten calkowity brak anonimowowsci w tlumie tutaj na dluzsza meta. ta malosc wszystkiego. Mieszkasz w Londynie to ci i 10 lat nie starczy zeby popasc w rutyne a tu zobaczyc wszystko mozna w 6 miesiecy. No ale coz, mamy juz za soba pierwsze kroki w chmurach, i jak sobie wszystko zachwalalem, to jak sobie teraz po wszystkim pojezdze to az bedzie milo. Albo nie bedzie. Nie wiem. dowiem sie jak sie zbiore. Troche juz jednak wsiaklem w ten narod i dlatego widze wszystko troche inaczej, choc wiele osob nadal jest siwecie przekonanych o moim bezkrytycznym nastawieniu do islandii, a ja jak sie wkurze to sie zbiore i znikne stad jeszcze szybciej niz inni zdaza o tym pomyslec. albo i nie. nie wiem. Korona spada i wszyscy sie martwia. Tylko nie ja. Dziwny jestem.
piątek, 14 marca 2008
Wracam!
Przepiekna pogoda. W sam raz na moje swieto. Co prawda w cieniu jest moze tylko 4C, ale tak dlugo ciemno, snieznie i zimno bylo, ze az chce sie zyc. Pierwsze ptaszki swiergotajace dzis uslyszalem. Po prostu- islandzka wiosna, ktora niewiele ma wspolnego z polska wiosna, procz tego, ze wszyscy tu tak porozbierani zaczynaja chodzic, ze ktos, kto byl w Polsce i tak sobie tylko na chwile przyjechal, zapalenie pluc ma pewne po 20 minutach takiego trybu zycia. Poza tym upominek dostalem z okazji mojego swieta a potem wszystkie dzieci mi 100 lat zaspiewaly i sie zrobilo tak troche milo, bo poza tym to caly tydzien byl straszny.
piątek, 7 marca 2008
piątek, 29 lutego 2008
London
Jade! W końcu jakas cywilizacja! 11 milionów ludzi. Czekam już na tą odmianę bo tu dziura straszna wbrew pozorom. Fajnie ale dziura:) Aga do mnie przed chwilą dzwonila, na jakiejs ulicy mniej glownej byla a tam ruch jak w ulu sluchać. Nie tak jak tu. Będzie fajnie. jestem U krzysia i tęsknie za jego dolem. Wracam do pisania jak wroce. W koncu jak mowi ania moj styl jest niepowtarzalny, nawet jak smsa z neta pisze to sie podpisywać nie muszę;)
środa, 27 lutego 2008
Edyta!!!
Ten blog nie umarł. Ożyje już wkrótce. Po prostu czasu jakoś mało na wszystko. Zacznę pisać chyba po powrocie z Londynu dopiero. Liczę na udany koncert i weekend. Inaczej być nie może jak jadę tam z Agą ;)... Posta tego piszę w nadziei, że Edyta Urych tu zaglada i że jak zaglada to się do mnie odezwie- albo na maila albo wyśle SMSa. Czekam! A jak ktoś chce zdjęcia oglądać na drugim blogu to na maila proszę dać znać- doszedłem do wniosku, że nie mogę pozwolić aby jakiś pedofil moje dzieci oglądał ot tak sobie. Szkoda, że tyle nie pisałem. Dzieje się, dzieje. Ciągle coś i zawsze coś:) Do zobaczenia po weekendzie! Teraz chyba przez pół roku przestanę się na Islandią rozczulać i się wszystkimi negatywami zajmę :P Ale podkreślam, że nadal mi się podoba:)
poniedziałek, 18 lutego 2008
Dlazainteresowanych, ktorzy chcieli przez internet pogadac lub na tlenofon zadzwonic. niestety, weekend mi wedlug zadnego planu nie przelecial. Najpierw, tak przez przypadek, w piatek poszedlem do Seweryna zobaczyc co sie dzieje i po 5 minutach powinienem juz zalowac ze bylem taki ciekawski. Nie wiem, impreza post walentynkowa czy co, ale zlecieli sie prawie wszyscy, wymieszalem martini z piwem, winem i wodka, po czym poszlismy na miasto i zachowywalem sie jak upierdliwy wujek na weselu. Potem w sb zyc mi sie nie chcialo. Pierwszy raz odkad tu jestem przezywalem cos takiego. Najprawdziwszy w zyciu, potezny, gaszony pospiesznie kupiona w osiedlowym sklepie przeplacona Cola. No wiec dzien przespalem bo w nocy do klubu do pracy isc musialem. W pracy byl QUEER DAY, pracowali wszyscy ktorych bardzo lubie, poklucilem sie z menadzerka i jej podpadlem na cala noc, wytlumaczylem helgiemu dlaczego by sie dobrze czul jakby sie w Polsce urodzil i nie tutaj bo nie pasuje, rano napilem sie piwa po skonczonej pracy i stwierdzilem ze chyba calæy dzien tego mi bylo trzeba. Niedziele spedzilem jadac do jedynego otwartego oddzialu mojego banku w poteznym centrum handlowym, tylko po to zeby podpisywac 5 sekund swistek, na ktorego podpis wystalem sie 70 minut i po to zeby cierpiec, gdyz autrobusy jada co godzine a ja akurat spoznilem sie 5 minut. Do tego pogoda typowo islandzka. Potem sie zdzremnalem z 3 godizny i bardzo ciezko przyszlo mi za to zaplacic bo w nd w nocy to zmruzylem moze oko okolo 5 nad ranem w poniedzialek, co doprowadzalo mnie do szalu, a to z kolei do tego ze co godzine chodzilem palic choc mialem juz tego nei robic. Nawet posta poteznego chcialem filozoficznego znowu o Islandii napisac, ale na szczescie neta nie bylo. Ale moze kiedys sie zbiore bo mi sie tu nadal podoba ale na wszystko juz bardzo trzezwo patrze i tym wszystkim co sa w Polsce musze ten raj na ziemii odczarowac. A moze i sobie przy okazji. ale w sumie jak o tym mysle to gdzie mi bedzie lepiej niz tutaj. Poki co. Poki teraz.
piątek, 8 lutego 2008
Sprint
Wracam wczoraj do domu tak zaraz po polnocy, wysiadam z autobusu a tam tak snieg pada ze nic nie widze na odleglosc wieksza niz 5 metrow. I od razu zazdroszcze wszystkim, ze w Polsce sniegu nie ma. Zanim zajde do domu wiatr mnie z trzy razy cofnie, spodnie mam po kolana w sniegu i tylko mnie wysokie martensy chronia ze wszystko w butach mam suche. I zastanawia sie czlowiek jak to jutro rano bedzie. I wpada sie do domu majac wszystkiego dosc po 3 minutach i kladzie sie spac z mysla ze za szesc i pol godziny czlowiek wstaje. I oczywiscie tak pozno sie spac polozylo ze Marta musi mnie budzic o 720 i pytac sie czy dzisiaj do pracy nie ide. I mam tlyko 5 minut do wyjscia to juz czlowiek nie mysli jaka tam pogoda na dworze. I wychodzi czlowiek na dwor i na ten cholerny przystanek musi isc okreznymi, odkopanymi drogami, bo tak na skroty sie nie da bo za duzo sniegu. I dzieki temu czlowiek spoznia sie na autobus i go ... cos bierze i w desperacji zatrzymuje jadacy smaochod zeby go podwiozl na dol na petle gdzie autobus czeka 5 minut. I udaje mu sie za pierwszym razem zatrzymac dwoch Filipinczykow, ktorzy mimo ze jada w prawo, a nasz przystanek jest w lewo, godza sie nas podwiesc- tak milo, po Islandzku. I tak cieplo w tym samochodzie i szkoda ze sie takiego nie ma. i w koncu udaje sie zlapac ten autobus, ktory stoi troche za dlugo i juz czlowiek wie, ze sie na przesiadke spozni, ale w miedzy czasie mily kierowca sie miluja i domysla ze sie spoznimy i ze pogoda nie ten teges i dzowni do tamtego kierowcy i mowi zeby poczekal bo 15 minut do nastepnego autobusu mozemy nie wytrzymac i zmienic sie w sopel lodu lub nas zasypie snieg. no i udaje sie czlowieku po raz drugi w sprincie przesiasc. w autobusie cieplo az sie nie chce wychodzic, 15 minut drzemki, ale juz trzeba myslec czy oplaca mi sie czekac 15 minut jak przyjedzie autobus na moja kolejna przesiadka, czy moze lepiej isc na nogach. nic sie czlowiek nie uczy przez cale zycie, psuje i naprawia, wiec wybiera ze pojdzie. Po 2 minutach sie juz tego zalje ale cofnac sie szkoda i juz bez sensu. chodniki nie dosniezone wogole, nie wie sie jak isc i wybiera czlowiek srodek ulicy bo tlyko tam slisko nie jest i trzeba na pobiocze schodzic za kazdym razem kiedy jedzie samochod i ma sie pretensje nie pamietam juz do czego ze po chuj akurat w tym momencie jak ide ten odcinek drogi musi jezdzic tyle smaochodow ze moge co chwile schodzic. i kurwuje sie i wyzywa tych biednych kierowcow w myslach zyczac najgorszych rzeczy. Potem jeszcze tylo 500 etrow pod gorke na szklacym sie lodzie i 500 metrow przez pola gdzie tak pizdzi ze sie zaczyna doceniac nature i w koncu wie co to zywiol. Bez wiatru i sniegu pewnie bym przeszedl ten kawalek z 30 sekund a teraz zajelo mi to 5 minut. i wchodzi czlowiek do pracy i sobie przysiega ze wpierdoli pierwszej osobie ktora sie nawinie, bo szedl tyle na nogach co czekanie i jazda autobusem i tylkozmachanym sie jest, a tak naprawde to sobie juz cos wkrecam i cierpie jak mi to niedobrze choc pol roku bylo dobrze w autobusach i mowilem ze to lubie, bo sobie samochod chyba kupie i dobrobyt mnie niszczy. ale kto nie widzial zimy w Islandii ten nigdy nie zrozumie dlaczego smaochod jest tu bardziej potrzebny do zycia niz ciepla kurtka. aha, kupie jak pan nie zapomni po raz koljeny ze mam kupic i w koncu do mnie zadzwoni. Islandia...
niedziela, 3 lutego 2008
Zastanawiam się czy nie wrócić do pisania postów zaraz po tym jak się coś wydarzy, bo potem to mi się kompletnie nie chce. Ale z drugiej strony to myślałem wogóle o zmianie profila tego bloga, ale z kolei trzeciej strony za dużo myślę chyba ostatnio...
W piatek w klubie było bardzo miło. A w sumie to tam zawsze jest miło. Taka typowa islandzka bezstresowa praca, że człowiek wręcz nie czuje, że jest w pracy. Helgi mi znowu naobiecywał, że mnie zabierzę na wycieczkę na północ Islandii, bo ja go zabieram do Polski. No i biedny teraz ten Helgi, bo mu nie pozwolę już zapomnieć o tym co mi obiecał:)
Poza tym nowa dziewczyna do pracy przyszła z Francji. Bardzo ją polubiłem. Fascynująca osobowość. Przedstawię w skrócie jej hsitorię. 3 lata temu przyjechała na wycieczkę do Islandii i tak się jej wszystko tu spodobało, że postanowiła tutaj zamieszkać. tylko generalnie wtedy trochę dużo piła i ćpała i dopiero teraz, w styczniu, przeprowadziła się tu ze swoją rodziną- tzn. z mężem i z dwójką dzieci. No ale parę rzeczy jest tu fanatastycznych. Np. to, że pokochała Islandię tak jak ja i chciała ją zobaczyć. Rozumiem ją bez słów. Ona tylko tu wcześniej była, a ja nigdy. Poza tym to cudowne, że tak od razu, z całą rodziną- po prostu w samolot i są. I widzę, że się jej podoba, no i to takie piękne jest i pokazuje, że się jednak da spełniać swoje marzenia.
W sobotę byłem na imprezie przebieranej. Było mega śmiesznie bo nie było alkoholu, gdyż osoba, która to wszystko organizowała, bała się, że zdemolują jej szkołę taneczną. No i wszyscy mieli tam bzika na punkcie tanga, więc generalnie nie ważne co leciało, zawsze tańczyli w rytm tanga. Krzyś z Kamą rozkręcali imprezę, a ja jadłem i się smuciłem, że piwa ani nic nie ma. A potem poslziśmy do centrum i tak się jakoś złożyło, że wyladowaliśmy w moim klubie i zrobiłem chyba wszystko to, co robią inne pracujące tam osoby przychodzące na imprezy. I mam chyba jakieś zboczenie zawodowe bo pomagałem kolezance z kieliszkami, smieći z podłogi podnosiłem i szklanki stawiałem dalej od krawedzi stołu, żeby nie spadły. Jakbym w pracy był. A zawsze się dziwiłem czemu oni tam na imprezy przychodzą. Czy nie mają tego miejsca dość na codzień? Ale wczoraj Helgi mnie oświecił, że się po piwo za darmo przychodzi. Doświadczyć tego też było mi dane, tylko miałem problem ze znalezieniem jakiegoś barmana którego dobrze znam. Ale w końcu na górze się udało.
w piatek jeszcze mnie menadzerka pilnie woła, ja jej mówię, że teraz to nie bardzo bo przecież kazała mi to zrobić, a ona do mnie, że nie ważne i jazda na dwór. I się okazało że taka piękna zorza polarna nad klubem była. Wielka, pojawiała się i znikała, zmieniała kolory z czerwonego na zielony, potem niebieski i żółty. Trzeba w lato przyjechać białe noce zobaczyć i w zimie, żeby zorze obejrzeć. Poza tym Frnacuzce mówiłem, że jak ktos pali to sie po ochroniarza idzie, ale okazało się, że jakieś bujdy jej opowiadam. Islandczycy sobie wymyślili w lipcu prawo, że w klubach palić nie wolno. Ale smieszne jest to, że się z jakieś dwa czy trzy tygodnie temu okazało, że nic za to nie grozi, tzn. nie ma za to żadnych sankcji- więznienia, mandatu, nic. no więc u mnie w klubie na górze palić można i w innych klubach też jeżeli tak sobie ustalą. No smieszne to wszystko. Pół roku im zajeło żeby dokładnie ustawę ktoś przeczytał i się okazało że ustawa jest martwa. Nie wiem, a może tak po islandzku, sam zakaz wystarczy myśleli.
I -15C ostatnie 3 dni było. nawet tego nie odczuwałem dopóki mi ktoś nie powiedział. Myślałem że tak z -1C jest. Może to dlatego że wiatru ani troszkę. Bo wtedy to nie wiem. Wiatr mały by wystarczył i by z -30C było, albo żeby tylko trochę wilgotniej było i sobie tego generalnie nie wyobrażam.
W piatek w klubie było bardzo miło. A w sumie to tam zawsze jest miło. Taka typowa islandzka bezstresowa praca, że człowiek wręcz nie czuje, że jest w pracy. Helgi mi znowu naobiecywał, że mnie zabierzę na wycieczkę na północ Islandii, bo ja go zabieram do Polski. No i biedny teraz ten Helgi, bo mu nie pozwolę już zapomnieć o tym co mi obiecał:)
Poza tym nowa dziewczyna do pracy przyszła z Francji. Bardzo ją polubiłem. Fascynująca osobowość. Przedstawię w skrócie jej hsitorię. 3 lata temu przyjechała na wycieczkę do Islandii i tak się jej wszystko tu spodobało, że postanowiła tutaj zamieszkać. tylko generalnie wtedy trochę dużo piła i ćpała i dopiero teraz, w styczniu, przeprowadziła się tu ze swoją rodziną- tzn. z mężem i z dwójką dzieci. No ale parę rzeczy jest tu fanatastycznych. Np. to, że pokochała Islandię tak jak ja i chciała ją zobaczyć. Rozumiem ją bez słów. Ona tylko tu wcześniej była, a ja nigdy. Poza tym to cudowne, że tak od razu, z całą rodziną- po prostu w samolot i są. I widzę, że się jej podoba, no i to takie piękne jest i pokazuje, że się jednak da spełniać swoje marzenia.
W sobotę byłem na imprezie przebieranej. Było mega śmiesznie bo nie było alkoholu, gdyż osoba, która to wszystko organizowała, bała się, że zdemolują jej szkołę taneczną. No i wszyscy mieli tam bzika na punkcie tanga, więc generalnie nie ważne co leciało, zawsze tańczyli w rytm tanga. Krzyś z Kamą rozkręcali imprezę, a ja jadłem i się smuciłem, że piwa ani nic nie ma. A potem poslziśmy do centrum i tak się jakoś złożyło, że wyladowaliśmy w moim klubie i zrobiłem chyba wszystko to, co robią inne pracujące tam osoby przychodzące na imprezy. I mam chyba jakieś zboczenie zawodowe bo pomagałem kolezance z kieliszkami, smieći z podłogi podnosiłem i szklanki stawiałem dalej od krawedzi stołu, żeby nie spadły. Jakbym w pracy był. A zawsze się dziwiłem czemu oni tam na imprezy przychodzą. Czy nie mają tego miejsca dość na codzień? Ale wczoraj Helgi mnie oświecił, że się po piwo za darmo przychodzi. Doświadczyć tego też było mi dane, tylko miałem problem ze znalezieniem jakiegoś barmana którego dobrze znam. Ale w końcu na górze się udało.
w piatek jeszcze mnie menadzerka pilnie woła, ja jej mówię, że teraz to nie bardzo bo przecież kazała mi to zrobić, a ona do mnie, że nie ważne i jazda na dwór. I się okazało że taka piękna zorza polarna nad klubem była. Wielka, pojawiała się i znikała, zmieniała kolory z czerwonego na zielony, potem niebieski i żółty. Trzeba w lato przyjechać białe noce zobaczyć i w zimie, żeby zorze obejrzeć. Poza tym Frnacuzce mówiłem, że jak ktos pali to sie po ochroniarza idzie, ale okazało się, że jakieś bujdy jej opowiadam. Islandczycy sobie wymyślili w lipcu prawo, że w klubach palić nie wolno. Ale smieszne jest to, że się z jakieś dwa czy trzy tygodnie temu okazało, że nic za to nie grozi, tzn. nie ma za to żadnych sankcji- więznienia, mandatu, nic. no więc u mnie w klubie na górze palić można i w innych klubach też jeżeli tak sobie ustalą. No smieszne to wszystko. Pół roku im zajeło żeby dokładnie ustawę ktoś przeczytał i się okazało że ustawa jest martwa. Nie wiem, a może tak po islandzku, sam zakaz wystarczy myśleli.
I -15C ostatnie 3 dni było. nawet tego nie odczuwałem dopóki mi ktoś nie powiedział. Myślałem że tak z -1C jest. Może to dlatego że wiatru ani troszkę. Bo wtedy to nie wiem. Wiatr mały by wystarczył i by z -30C było, albo żeby tylko trochę wilgotniej było i sobie tego generalnie nie wyobrażam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
