poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Jaki kraj taki talent
Wczoraj zakończyła się pierwsza edycja Island got Talent. ZWYCIĘZCA oczywiście pochodzi z Hafnarförður i powiększył swoje konto o 10 milionów koron (około 240000zł).
pastylki
Karen wpadła do pracy i na zebraniu obwieściła, że będzie brać jakiś prozak bo ma depresję przez te ciemności. Co prawda ciemności już minęły, ale ona nadal ma i lekarz jej dał jeszcze na ten miesiąc zanim nie naładuje się słońcem trochę. To tak gwoli uprzedzenia bo nie wiadomo jak na nią te leki podziałają. I jest tajemnicą poliszynela, że pewnia zajada się nimi co drugi i tylko Karen miała taką cywilną odwagę się bez owijania w bawełne przyznać. I tak sobie myślę, że skoro skutki moga być takie, że ktoś może nie do końca zachowywać się tak jakby się normalnie zachowywał bez leków, to kto z tych ludzi co znam jest w tej chwili sobą.
Jest piięknie. Przynajmniej wczoraj było. Zaczyna się czas, że chce się żyć. Widać tą zmianę w ciągu dnia. wszystko ożywa. Ludzie też. Pąki jakby z minuty na minutę się rozwijają i trawa po jednym dniu już jakby bardziej zielona.
Dziś z okien biurowca zobaczyliśmy na trawie 4 siewki złote. I tak sobie staneliśmy na 2 minuty i zniedowierzaniem na nie patrzyli. To uśmiechnięci do siebie, to do tych siewek jak głupi do sera. Bo wszyscy wiemy, że jak już siewki są w Reykjaviku to już wszsytko będzie dobrze. Już będzie tylko lepiej. One nigdy się nie mylą, więc jak ktoś pierwszy gdzieś w kraju zaobserwuje te siewki to jest tego główna informacja dnia we wszystkich serwisach. O ile się nie mylę w tym roku pierwsze siewki już dosyć dawno temu można było zaobserwować na wschodzie kraju.
Dziś z okien biurowca zobaczyliśmy na trawie 4 siewki złote. I tak sobie staneliśmy na 2 minuty i zniedowierzaniem na nie patrzyli. To uśmiechnięci do siebie, to do tych siewek jak głupi do sera. Bo wszyscy wiemy, że jak już siewki są w Reykjaviku to już wszsytko będzie dobrze. Już będzie tylko lepiej. One nigdy się nie mylą, więc jak ktoś pierwszy gdzieś w kraju zaobserwuje te siewki to jest tego główna informacja dnia we wszystkich serwisach. O ile się nie mylę w tym roku pierwsze siewki już dosyć dawno temu można było zaobserwować na wschodzie kraju.
wtorek, 15 kwietnia 2014
Ze strony miasta Hafnarfjörður:
Hafnarfjörður jest wyjatkowym miastem o nadzwyczajnej historii, gdzie zycie codzienne i kultura kwitna posrodku dawnego pola lawowego. Gdy przyznawano mu status miejski, miasto zamieszkiwalo ok. 1400 osób. Teraz, sto lat pózniej, populacja liczba mieszkanców gwaltownie wzrosla. Jednakze miasto utrzymalo swój malomiasteczkowy klimat, sielankowa atmosfere i dusze – co nie dziwi, gdy wezmie sie pod uwage, ze szczyci sie ono najwiekszym w Islandii nietknietym skupiskiem domów z drewna pokrytych falistym metalem.
Hafnarfjörður nie jest jednak tylko starym miasteczkiem; poniewaz coraz wiecej ludzi dostrzega korzysci wynikajace z bycia mieszkancem Hafnarfjörður, miasto kwitnie. Miasto rozroslo sie szybko przez ostatnich kilka lat, a nowe osiedla przyciagnely rózne spolecznosci ludzi, którzy swietnie zdaja sobie sprawe, ze Hafnarfjörður oferuje wspanialy wachlarz uslug i punktów handlowych, aktywne zycie kulturalne i mnóstwo atrakcji. Miasto szczyci sie licznymi znakomitymi przedszkolami i szkolami podstawowymi, a takze szkola muzyczna, zawodowa i dobrze ugruntowana szkola wyzsza – uczelnia Flensborg. Hafnarfjörður jest równiez miastem sportu: ma wysoki poziom uczestnictwa w aktywnosciach sportowych, czesciowo dzieki dofinansowywaniu przez miasto skladek czlonkowskich dla swoich dzieci. Nietknieta przyroda jest zawsze w zasiegu reki w Hafnafjpörður, a mozliwosci korzystania ze swiezego powietrza w pieknym otoczeniu sa nieskonczone
W Hafnarfjörður nie tylko swietnie sie zyje, ale takze dobrze pracuje. Miasto odznacza sie róznorodna gospodarka, w której firmy nastawione na innowacyjnosc i wysokie technologie dzialaja ramie w ramie z bardziej tradycyjnym przemyslem. Trzeba równiez wspomniec o porcie miejskim, który przez lata byl jednym z glównych portów Islandii.
Ok. Ok. Ok..............................
Dochodzę do siebie.
Czy wśród tak licznej Polonii nie da znaleźć się na serio nikogo, kto by to jakoś sensownie przetłumaczył?????????/
Czy w XXI nadal problemem mogą być polskie znaki, na serio nie da się ich tam jakoś wstawić??????????
Ręce opadają. Wszsytko opada.
Hafnarfjörður jest wyjatkowym miastem o nadzwyczajnej historii, gdzie zycie codzienne i kultura kwitna posrodku dawnego pola lawowego. Gdy przyznawano mu status miejski, miasto zamieszkiwalo ok. 1400 osób. Teraz, sto lat pózniej, populacja liczba mieszkanców gwaltownie wzrosla. Jednakze miasto utrzymalo swój malomiasteczkowy klimat, sielankowa atmosfere i dusze – co nie dziwi, gdy wezmie sie pod uwage, ze szczyci sie ono najwiekszym w Islandii nietknietym skupiskiem domów z drewna pokrytych falistym metalem.
Hafnarfjörður nie jest jednak tylko starym miasteczkiem; poniewaz coraz wiecej ludzi dostrzega korzysci wynikajace z bycia mieszkancem Hafnarfjörður, miasto kwitnie. Miasto rozroslo sie szybko przez ostatnich kilka lat, a nowe osiedla przyciagnely rózne spolecznosci ludzi, którzy swietnie zdaja sobie sprawe, ze Hafnarfjörður oferuje wspanialy wachlarz uslug i punktów handlowych, aktywne zycie kulturalne i mnóstwo atrakcji. Miasto szczyci sie licznymi znakomitymi przedszkolami i szkolami podstawowymi, a takze szkola muzyczna, zawodowa i dobrze ugruntowana szkola wyzsza – uczelnia Flensborg. Hafnarfjörður jest równiez miastem sportu: ma wysoki poziom uczestnictwa w aktywnosciach sportowych, czesciowo dzieki dofinansowywaniu przez miasto skladek czlonkowskich dla swoich dzieci. Nietknieta przyroda jest zawsze w zasiegu reki w Hafnafjpörður, a mozliwosci korzystania ze swiezego powietrza w pieknym otoczeniu sa nieskonczone
W Hafnarfjörður nie tylko swietnie sie zyje, ale takze dobrze pracuje. Miasto odznacza sie róznorodna gospodarka, w której firmy nastawione na innowacyjnosc i wysokie technologie dzialaja ramie w ramie z bardziej tradycyjnym przemyslem. Trzeba równiez wspomniec o porcie miejskim, który przez lata byl jednym z glównych portów Islandii.
Ok. Ok. Ok..............................
Dochodzę do siebie.
Czy wśród tak licznej Polonii nie da znaleźć się na serio nikogo, kto by to jakoś sensownie przetłumaczył?????????/
Czy w XXI nadal problemem mogą być polskie znaki, na serio nie da się ich tam jakoś wstawić??????????
Ręce opadają. Wszsytko opada.
Wkurwiają mnie i doprowadzają do szewskiej pasji te wszystki artykuły z Islandii ostatnio. Ja już rozumiem, że te wszystkie portale żerują na pracy studentów bo tak taniej, ale to się chyba wkrótce na nich zemści. To jest jakaś masakra. Do pewnego momentu chociaż gazeta.pl trzymałą fason, ale to już dawno przeszłość.
Wzięła se tam jakaś pinda powklejała z jakiś informacji w internecie teksty i zrobiła wstęp do artykułu o Hafnarfjörður. No po prostu żal.pl. Do tego TA OSIEDLOWA DROGA mająca połączyć miasto Gardabær z dzielnicą Álftanes, które do upadku w 2008 roku było również miastem, ale zbankrutowało.
I afera. I taka dumna, potem se nawet video kręci jak to jej artykuł wielki miał oddzew i nawet udział w tym video biorą polscy mieszkańcy stąd. Kurwa cyrk. Przerodziło się to potem w artykuł w Magazynie Świątecznym, gdzie osiedlowa dróżka urosła do jakiejś obwodncy niemalże łączącej okręg stołeczny Z PÓLWYSPEM Álftanes, zupełnie jakby tam żadnej drogi nie było. Kurwa, nie... Polscy dziennikarze piszący o Islandii. Nie wiem nigdy skąd ta maniera robienia z Islandii jakiegoś dziwoląga. Może to ta muzyka rzeczywiście tak polakom psuje psychę.
1. Tak, sprawa drogi osiedlowej jest w sądzie najwyższym. Ale tak samo jak u nas 20% ludzi potrafi wierzyć w zamach i chcieć komisji srakich i owakich, tak 20% Islandczyków może sobie wmawiać, że wierzy w Elfy, a reszta musi się temu z niesmakiem i wkurwieniem przyglądać, a sądy tracić czas. Naprawdę, pomiędzy tymi dwoma cyrkami nie ma żadnej różnicy.
2. KURWA, ISLANDCZYCY NIE ROZUMIEJĄ CO JEST NAPISANE W SAGACH!!! N I E R O Z U M I E J Ą. To, że umieją je przeczytać, gdzie na każde 5 linijek tekstu jest 1 strona przypisów wyjaśniających znaczenie wyrazów, to nie znaczy, że rozumieją. Ja też sobie mogę wziąć jakiś polski tekst z XIII wieku i przeczytać. I co? I dupa. Huja z niego zrozumiem. Sorry, ale jak jeszcze raz ktoś będzie się podniecał tym co Islandzcycy potrafią, a czego nie, to wyjdę z siebie.
3. Tak, to prawda, Islandczycy nie mają traumy wojennej. Zarówno na pierwszej i na drugiej wojnie swiatowej się bogacili i wychodzili z glinanek do domów murowanych. Ale mają za to traumy katastrof naturalnych, których z kolei my w Europie nie doświadczyliśmy. Pogoda, która sprawiła, że zaczynając z takiego samego pułapu ludnościowego jak Norwegia tych drugich jest dzisiaj 5 milionów, a nas 312 tysięcy. W XVIII wieku król Danii miał pomyśł, żeby wszystkich Islandczyków przenieść do Danii bo się tu po prostu przez te wulkany i resztę nie da być. I tylko to, że w tamtych czasach było to trudne do wykonania mogę nadal tu mieszkać. Islandię gnębiła Danię nie gorzej niż Hitler. Oczywiście ja nie porównuje wojen do katastrof przyrodniczych. Wszystko to są uogólnienia w tej chwili. Chodzi mi bardziej o to, że tu też działy się rzeczy straszne i każdy ma swoje traumy. Poza tym nie wiem czy to jakiś powód do dumy, że ich Hitler nie gazował i nie napadał, nas "Europę" tak?
4. Tak, były prostesty po wstąpieniu do NATO. Robili to komuniści Islandcy, jeśli wogóle mieli pojęcie co to znaczy komunizm- może to przez brak wojny. A i to wszsytko na zasadzie Liberum Veto. W TYM KRAJU WSZYSCY SĄ KRÓLAMI i ludzie często się nie zgadzają bo mogą się nie zgodzić. Jak ktoś może zdecydowac o tym bez zgdoy ogółu? Jakby nie weszli do NATO to byłyby protesty w inną stronę. Wiem co mówię. 3/4 Islandczyków nie chcę do UE, ale jak nowy rząd wycofał się z akcesji to jest raban, że nie dokończono negocjacji i nie pozwolono ludziom w referendum zdecydować? Po co? Wynik jest znany! Jak to po co? Tutaj każdy jest królem i musi być po jego myśli. Protest dla protestu. Tak źle, tak nie dobrze.
Wzięła se tam jakaś pinda powklejała z jakiś informacji w internecie teksty i zrobiła wstęp do artykułu o Hafnarfjörður. No po prostu żal.pl. Do tego TA OSIEDLOWA DROGA mająca połączyć miasto Gardabær z dzielnicą Álftanes, które do upadku w 2008 roku było również miastem, ale zbankrutowało.
I afera. I taka dumna, potem se nawet video kręci jak to jej artykuł wielki miał oddzew i nawet udział w tym video biorą polscy mieszkańcy stąd. Kurwa cyrk. Przerodziło się to potem w artykuł w Magazynie Świątecznym, gdzie osiedlowa dróżka urosła do jakiejś obwodncy niemalże łączącej okręg stołeczny Z PÓLWYSPEM Álftanes, zupełnie jakby tam żadnej drogi nie było. Kurwa, nie... Polscy dziennikarze piszący o Islandii. Nie wiem nigdy skąd ta maniera robienia z Islandii jakiegoś dziwoląga. Może to ta muzyka rzeczywiście tak polakom psuje psychę.
1. Tak, sprawa drogi osiedlowej jest w sądzie najwyższym. Ale tak samo jak u nas 20% ludzi potrafi wierzyć w zamach i chcieć komisji srakich i owakich, tak 20% Islandczyków może sobie wmawiać, że wierzy w Elfy, a reszta musi się temu z niesmakiem i wkurwieniem przyglądać, a sądy tracić czas. Naprawdę, pomiędzy tymi dwoma cyrkami nie ma żadnej różnicy.
2. KURWA, ISLANDCZYCY NIE ROZUMIEJĄ CO JEST NAPISANE W SAGACH!!! N I E R O Z U M I E J Ą. To, że umieją je przeczytać, gdzie na każde 5 linijek tekstu jest 1 strona przypisów wyjaśniających znaczenie wyrazów, to nie znaczy, że rozumieją. Ja też sobie mogę wziąć jakiś polski tekst z XIII wieku i przeczytać. I co? I dupa. Huja z niego zrozumiem. Sorry, ale jak jeszcze raz ktoś będzie się podniecał tym co Islandzcycy potrafią, a czego nie, to wyjdę z siebie.
3. Tak, to prawda, Islandczycy nie mają traumy wojennej. Zarówno na pierwszej i na drugiej wojnie swiatowej się bogacili i wychodzili z glinanek do domów murowanych. Ale mają za to traumy katastrof naturalnych, których z kolei my w Europie nie doświadczyliśmy. Pogoda, która sprawiła, że zaczynając z takiego samego pułapu ludnościowego jak Norwegia tych drugich jest dzisiaj 5 milionów, a nas 312 tysięcy. W XVIII wieku król Danii miał pomyśł, żeby wszystkich Islandczyków przenieść do Danii bo się tu po prostu przez te wulkany i resztę nie da być. I tylko to, że w tamtych czasach było to trudne do wykonania mogę nadal tu mieszkać. Islandię gnębiła Danię nie gorzej niż Hitler. Oczywiście ja nie porównuje wojen do katastrof przyrodniczych. Wszystko to są uogólnienia w tej chwili. Chodzi mi bardziej o to, że tu też działy się rzeczy straszne i każdy ma swoje traumy. Poza tym nie wiem czy to jakiś powód do dumy, że ich Hitler nie gazował i nie napadał, nas "Europę" tak?
4. Tak, były prostesty po wstąpieniu do NATO. Robili to komuniści Islandcy, jeśli wogóle mieli pojęcie co to znaczy komunizm- może to przez brak wojny. A i to wszsytko na zasadzie Liberum Veto. W TYM KRAJU WSZYSCY SĄ KRÓLAMI i ludzie często się nie zgadzają bo mogą się nie zgodzić. Jak ktoś może zdecydowac o tym bez zgdoy ogółu? Jakby nie weszli do NATO to byłyby protesty w inną stronę. Wiem co mówię. 3/4 Islandczyków nie chcę do UE, ale jak nowy rząd wycofał się z akcesji to jest raban, że nie dokończono negocjacji i nie pozwolono ludziom w referendum zdecydować? Po co? Wynik jest znany! Jak to po co? Tutaj każdy jest królem i musi być po jego myśli. Protest dla protestu. Tak źle, tak nie dobrze.
fazy
Luteranie mają lepiej, a ja razem z nimi. Bo czwartek i piątek przez Wielkanocą to tu też dni wolne.
Tutaj wielką popularnością cieszą się czekoladowe wielkanocne jaja. No spróbuj jednego nie mieć w święta, a uważany jesteś za dziwnego. Czytałem dziś w gazecie, że niektóre z takich jaj ważą po 1 kilo i trzeba by zjeść całą wanne warzyw, żeby to była ta sama ilość kalorii co w tym jaju i że takie jajo to powinno się liczyć jako roczny limit łakocii jaki można zjeźć. dietetyk przestrzega przed wpierdzieleniem tego na jednej sesji. Czy ktoś na prawdę się jeszcze dziwi, że jesteśmy najgrubszą nacją na świecie?
Moje grube koleżanki w pracy są znowu w fazie odchudzania, a razcej ja nazwałbym to w fazie posiadania marzenia o odchudzaniu się.
Sigrún jest na jakiejś batonowo- szejkowej dziecie z Herbalife. Niby wszystko z tym ok, Z tego co widzę to każą jej wtryniać dużo białka i ma takie kartki duże do wypełniania każdego dnia co zjadłą na te 5 posiłków i ile się ruszała. No właśnie, tutaj mieści się tylko 10 minutowy spacer do pracy. Nie mam siły jej powiedzieć, że to trochę za mało do stawianych sobie celów. Chociaż z tego co widzę, to już jej ostatnio z tymi kartkami na biurku więcej nie widzę...
Karen zapisała się na maraton w lato w Reykjaviku. Dystans 10 km. Chodzi nawet na 10 tygodniowy kurs 3 razy w tygodniu. No ale jak ma coś z tego być jak zapija to przynajmniej półlitrem koli każdego dnia z i prins polem z zakładowego sklepiku? N I E oddzywam się.
Oczywiście nie wszyscy są tacy. Jóna wygląda jak Kylie. Mają właściwie tyle samo lat. Dla mnie to dowód, że nie trzeba być bogatym tylko o siebie trochę dbać i na serio dużo można. Oczywiście geny swoją drogę, ale ja Jóny z batonem i napojem babelkowym nie uświadczyłem. Za na siłowni jak najbardziej.
Ostatnio mam fazy na AB mjólka znowu. To taka islandzka maślanka-kefir. No pyszne. Jak ja stąd wyjadę kiedyś, to jak ja będę żyć bez tego. To nie są śmieszne rozterki :-) Wogóle islandzki nabiał jest najlepszy na świecie. Tutaj nadal można kupić w sklepie PRAWDZIWE, AUTENTYCZNE masło, takie jak się dawniej wyrabiało w domu. A 200 gramowe opakowanie jogurtu dla ćwiczących ma mniej niż 100 kalorii, zero cukru i 20 gramów białka. Po co tu komuś odżywki? Nie dziwota, że tyle tu strongmenów i pakerów po ulicach chodzi. Wikingowie, potomkowie Skýra. ;-)
kwiecień plecień
Kwiecień plecień, bo u nas też przeplata. Z tą różnicą, że to, co w Polsce dzieje się z pogodą w ciągu tygodnia, u nas zdarza się w ciągu godziny. I tylko Ci, którzy jeszcze nie mieskzali na Islandii w kwietniu myślą, że ja teraz wyolbrzymiam.
Obudziłęm się dziś przy pogodzie typowo islandzkiej, czyli tak naprawdę nie wiadomo jakiej. Ze znajomą nazywamy to rzygi. Coś jest, ale nie wiadomo co. Generalnie nie zanosiło się na deszcz. Osz ja naiwny. Toż to scena typowo filmowa. Wychodzę z domu, zamykam drzwi na klucz i w tym samym momencie jak nie chluśnie coś prosto z nieba. Patrze i nie wierzę. Jakby mi ktoś zaczynał wiadra z wodą wylewać. Nie, po prostu kurwa nie. Poszedłem do domu zmienić kurtkę. Na przeciwdeszczową. W raz z moim dojściem do samochodu przejasniło się. Mówię sobie: jest nadzieja. Słońce wyszło, może się to jakoś już utrzyma. W pracy zasiadam do biurka pełen otymizmu. Minęło jakieś pół godziny od mojego wyjścia z domu. Zaczynam patrzyć się na włączający się ekran. I nagle słyszę. Coś zaczyna walić po szybach. Jakby ktoś rzucał garściami małe kamyczki o szybę. Patrze, grad. Zanim doszedłem do okna zerwała się wichura i przez te 5 minut wszystko wyglądało przez to okno jakby się dopiero co miała zaczynać zima i święta przed nami, a nie tydzień do pierwszego dnia lata, chucznie obchodzonego dniem wolnym od pracy. Zanim wyszedłem z pracy zdążyło być jeszcze dwa razy ciepło dziś. Tak, że w czasie lunchy mogłem się przejść do kawiarni po kawę i nawet poczuć miłe uczucie ciepła na plecach.
Gwoli jasności, liści u nas jeszcze na drzewach są niedostępne, a po tej lodowiźnie co była na trawie przez 3/4 zimy, na trawę zieloną poczekamy chyba jeszcze z 2 miesiące... W chwili obecnej znowu pada śnieg i robi się mała zawieja. Przebijśniegi i krokusy uwielbiają za to takie warunki. Mnożą się tutaj niby króliki.
Jeszcze długo nie zapomnę zapachu tej gnijącej trawy, gdy to wszystko zaczęło topnieć. Boże, co to był za smród. Nie dało się normalnie po ulicy chodzić. Mieszkam tu 7 lat, ale tego jeszcze nie przeżyłem. Zawsze coś nowego.
Nie no, teraz to padają płaty śniegu wielkości mojej wewnętrznej strony dłoni.
Kurwa, wiatr.
Ja jebe.
Niedługo niby kalendarzowe lato.
Chcę do Miami.
niedziela, 16 marca 2014
Nikt nie potrafi mi wytłumaczyć dlaczego Kijów na po islandzku kurczakowy ogród. No przecież musi być na to wyjaśnienie. Dziś w wiadomościach uznano, że jednak "wybory" na Krymie będą donioślejszym wydarzeniem niż strajk nauczycieli szkół ponadgimnazjalnych zaczynający się jutro.
Na dworze wieje śniegiem, ale jest już dużo dnia za to. Minie jeszcze duuuuużo czasu zanim się to wszystko zazieleni.
czwartek, 6 marca 2014
Dżastin 2
Nie wiem, ale udało się. Już o 10:10 na portalu internetowym pojawił się wpis, że serwery sklepu internetowego się zawiesił, a główny szef bardzo zdziwiony bo serwery są przygotowane na o wiele większy ruch. Już wtedy Togga tam dzwoni i pyta się cczy bilety nadal są. Są. Trzeba odświeżać i czekać. Napięcie rośnie i się udziela. Sam nawet na chwilę usiadłem na drugim kompie i poodświeżałem trochę. W końcu po jakiś 10 minutach się udało. Potem tylko potwierdzenie i bach. Mamy. Wydarzenie tak doniosłe, że cała reszta, która nie idzie przychodzi nam gratulować. Tak mało nam na wsi potrzeba do szczęścia. Mógłbym być niezłym biznesmenem i sprzedać ten bilet na islandzkim Allegro. Przebitka jest czasami nawet siedmiokrotna. Miałbym na bilet na wakacje.
Drugi dzień już pada śnieg. Moze ten przesąd się sprawdzi. Przy tym jest tak pięknie. Zero wiatru, tylko śmieg powoli pada. Niczym w perfekcyjny dzień świąteczny.
środa, 5 marca 2014
dżastin
Dżastin do nas przyjeżdża i już jest masakra. Pierwsze 50% biletów w przedsprzedaży poszło w 45 minut. Zosatliśmy wykiwani przez koleżanki w pracy, którym bilety kupiła kolezanka z klubu szyciaq na drutach. Ja pierdole, niestety ja, Hrund, Togga i Tomas nie robimy na drutach. Jaja się robią co nie miara bo my te bilety mieć musimy. Dziś musieliśmy w pracy uzgodnić kto jutro o 10:00 będzie oderwany od zajęc i siedzieć przy kompie i kupować nam bilety. Stanęło, że Togga. Zobaczymy jak nam pójdzie :-) Takie mamy problemy na Islandii ostatnio. Islandia muzyką żyje.
dzień popielcowy
W Polsce już post a u nas dopiero kończy się karnawał. Wszyscy uczniowie, a i w niektórych pracach, ludzie się przebierają. Tak zwany islandzki halołin. W dodatku zasypało nas w 20 minut i tak już potem padało i padało i padało... I to bardzo obficie. A przesąd mówi, że jaka dziś pogoda to taka przez następne 18 dni.
W sobotę spotkałem tatę mojego ucznia, jeszcze z dawnych czasów jak pracowałem w przedszkolu. I tak do mnie leci i podaje mi rękę i mówi, że dzięuje, że byłem nauczycielem jego syna w przedszkolu. Nie dość że zamroczony alkoholem, to jeszcze tak mnie zatkało, że nie wiedziałem co powiedzieć i tylko się miło uśmiechnąłem nie mogąc wydusić z siebie słowa. Masakra.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Za miedzą biję się o Unię Europejską, a tu właśnie parlament wycofuje kandydaturę Islandii do UE. Nie obyło się bez protestów, no ale co to za protesty bez słowiańskiego pazura ;-) ? Policja otoczyła parlament, zeszło się trochę ludzi, coś tam poskandowali i się rozeszli. Żadnych przemówień, nic z tych rzeczy. Ktoś tam pouderzał trochę w barierki. Żenada. Nie umieją protestować w tym kraju. Większość Islandczyków nie chcę do Unii i porównuje się w tym względzie do Norwegii. Tylko że Norwegia ma zakończone rozmowy akcesyjne i może w każdej chwili do Unii wstąpić, choćby jutro. Ciołkom u władzy nie wydaje się logiczne choć zakończyć negocjacje. Nic mnie w tym kraju nie napawa optymizmem. Nigdy nie zmienię tego bloga w jakieś newsy z kraju, ale oglądając islandzką telewizję wkurwiam się nie mniej niż jak oglądam tych polskich durniów. Widok naszego premiera doprowadza mnie do szewskiej pasji. Na widok wicepremiera mam ochotę rzucać w ekran komputera wszystkim pod ręką. Jedziemy do Nowego Jorku z pracy i korony na dolary możemy wymienić na tydzień przed odlotem, nie wcześniej. Jak w kraju trzeciego świata. Kurs korony jest żałosny i sterowany ręcznie. Nie wiem ile tak jeszcze będzie. Już zawsze? No ale na zmiany się szybkie nie zanosi bo przecież jakby go uwolnili to byśmy poszli z torbami. Mój znajomy ?Islandczyk chciał kupić mieszkanie w Krakowie, ale nie może przejść batalii z bankiem żeby mógł przetransferować pieniądze do Polski bo nie można wywozić pieniędzy z kraju.
Ale za to piosenkę na Eurowizję mamy już wybraną i to najważniejsze:
Wokalista jest przedszkolanką i szefem związków nauczycielskich (oddział przedszkolny)a perkusista zasiada w parlamencie.
czwartek, 20 lutego 2014
sun to me
Nie pamietam już kiedy widziałem ostatni raz słońce spoza chmur. A tu takie dziwy i to dwa dni z rzędu. Od razu czuje się lepiej. Niedobory witaminy D przeżywam w tym roku po swojemu. Obżeram się niemiłosiernie, chodzę na siłownie, patrzę się tępo na fejsbuka i zapijam weekendy z Brynjarem i innymi na wiosce. Bary nagle zrobiły się już cztery. Jeszcze trochę i będzie tu od nich tłoczno niczym w centrum Reykjaviku. Z każdym dniej więcej dnia, daje się to odczuć namacalnie, ale żeby budzić się ze słońcem to chyba jeszcze trochę potrwa. Umieram.
Hænagarður
Kijów to po islandzku Hænagarður, kurzy ogród.
Straszne rzeczy za tą polską, wschodnią miedzą, a tu w mediach zainteresowanie bardzo umiarkowane. Ale staram się być wyrozumiały. W Wenezueli dzieją się podobne rzeczy, a w polskich mediach o tym ani słowa. Dla Islandczyków to też już abstrakcyjne miejsce ta Ukraina.
My mamy inne problemy. Zatsanawiamy sie ile będzie kosztować bilet na Dżastina Timberlejka na przykład. Bo ten rok jest bardzo wyjątkowy. I Dżastin u nas zagra i Portishead i Massive Attack i Pixies i Interpol. Robią nam się cztery poważne festiwale muzyczne w okręgu stołecznym, a ja na to wcale a wcale nie narzekam.
W weekend byłem na jednym z nich, Sonar Reykjavik i bardzo miło raz na rok posłuchać jakiejś na prawdę sensownej elektroniki, oprocz tego gówna co weekendowego w Downtown. Jon Hopkins, Trentemoller i Gus Gus mnie zabili. Było wyśmienicie. Na teren festiwalu można było wnieść wszystko. Nikt toreb i plecaków nie sprawdzał. Trzeba było być na prawdę wielkim frajerem, żeby po pierwszym dniu kupować alkohol festiwalowy. Niektórzy dumni podniecają się tym islandzkim ZAUFANIEM SPOŁECZNYM. Śmiać mi się z tego chce niemilosiernie. Bo do czego to zaufanie społeczne już raz do prowadziło wszyscy wiemy i skutki odczuwamy do dziś.
piątek, 3 stycznia 2014
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Wychodzi na to, że na kryzysie najwięcej tracą koty. I to
tracą bardzo dużo, bo własne życie. Ceny wynajmu są szalone i kto może
wprowadza się do rodziców. I nie mówimy tu o dwudziestoparolatkach, ale o
kobietach i meżczyznach tuż przed lub zaraz po trzydziestce. Tak musi zrobić
Oskar ode mnie z pracy. Wiek 29, dorobek życiowy- jeden kot. Niestety mama ma
uczulenie na kota, a kot jest tak głupi, że nie może zamieszkać z kimś innym bo
przestaje jeść i umiera z tęsknoty. Więc trzeba było kolejnego kota w związku z
przeprowadzką w mojej pracy uśpić. I nie wiem co tu się dzieję i wcale nie
mówię o tych kotach. Gdzie te czasy gdy wpadłem na Islandię i
osienmastolatkowie się wyprowadzali z domu a dwudziestolatkowie kupowali domy?
Przecież to nie było aż tak dawno temu. Teraz mamy tu mała Polskę. Już chyba
nic na świecie mnie nie zdziwi. Ludzie tak koło dwudziestki nie są może aż w
tak tragicznej sytuacji jak w Polsce bo zawsze coś tam znajdą i się za tu
utrzymają. Ale pensyjka to tylko trochę wyższa niż zasiłek, więc taka bieda z
nędzą na piwo z kolegami jak się mieszka z rodzicami. Jedyna ekstrawagancja to nowy I phone raz na 2
lata. W 2005 roku podpisanych było 5000 legalnych umów o wynajem mieszkań,
teraz liczba ta zaraz dobije do 11000. Ceny wywinodwane w górę, ale wszyscy
mają nadzieję na mały spadek gdy oddadzą do użytu nowe akademiki budowane na
potęgę i w bardzo szybkim czasie.
Wczoraj Maja namówiła mnie na lody po pracy ze swoją wnuczką.
Sprzedawca był strasznie ociężały i powolny, ale tak sobie pomyślałem, że byl
najlepszą reklamą tych lodów. Ciało idelanie wyrzeźbione, że aż nie miałeś
wyrzutów sumienia biorąc te 1000 kalorii z jego rąk, jakby z przyrzeczeniem, że
nie dołączysz do tych wszystkich grubasów z najgrubszej nacji na świecie. Potem pojechaliśmy na trening piłki nożnej
jej wnuczki. Po raz pierwszy. Wchodzimy na tą halę i ta trenerka do tej małej,
że przyszła z rodzicami i jak fajnie. Yyyy.... Różnica pomiędzy mną a Mają to 35
lat... Za to jeszcze nie wstałem dobrze, nie doszedłem do pracy i tak już
wszyscy o wszystkim na drugi dzień doskonale wiedzieli. Poza tym Maja to stary
gawędziarz, więc ta historia z jej ust nabrała całkiem innego wigoru. Islandia.
Ech.
czwartek, 28 listopada 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)