Islandia

Despite its name Iceland is a very hot place?!

niedziela, 30 grudnia 2007

Znowu w FAKTACH o Islandii mówili. Tym razem, jak dla mnie, o wiele lepiej niż ostatnio. Ale nie ważne. niech każdy się sam przekona jak chcę. W każdym razie ja do mojej szefowej linka wysłałem i tak jej dopisałem:) : "I don`t know what has happend when I went from Poland but they are talking in the most popular polish news almost every day something about Iceland. So I think you should be prepared for more polish people in your country because they are talking only postive things always and lying a lot about money what they can earn in Iceland." Yeah! :D Wszystkich przyjmiemy bardzo chętnie. Czekamy w wakacje!
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 14:49 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

wtorek, 25 grudnia 2007

No nudze się i sobie posty na forum gazeta.pl w różnych działach czytam. Te o ekonomii, a już najbardziej o pracy, a szczególnie o pracy za granicą, są czasami zajebiście fascynujące. Wkleił bym wam parę rzeczy od różnych sfrustrowanych debili co nigdy za granica nie byli a wypisują o tych sławnych zmywakach i jak to strasznie poniżani jesteśmy na każdym kroku. Ale po co? Poza tym już za stary chyba jestem żeby się w takie rzeczy bawić, ale właśnie przeczytałem super komentarz i aż muszę się z nim podzielić. Przepraszam jeśli kradnę czyjeś prawa autorskie, ale gratuluję świetnych point i porónwań, a przede wszystkim poczucia humoru :-): "Polska jest jak dziecko z zespołem Downa - trzeba ją kochać ale cudów się spodziewać nie należy."
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 14:51 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

niedziela, 23 grudnia 2007

ALARM CALL

Zadzwoniłem dzisiaj do mojej szefowej z życzeniami bo się przy okazji pochwalić musiałem, że zrozumiałem co mi na maila życzeniowego też odpisali, co końca prawdą nie jest, bo mi Kinga pomóc musiała :-) Jeszcze jutro raz, do samego przedszkola zadzwonić muszę bo się już zobowiązałem, tylko może już jakoś tak cichaczem to zrobię, bo moja nadal przyzwyczajona, że minuta z 10zł kosztuje, co oczywiście prawdą nie jest, ale już przynajmniej wiem po kim mam zawsze racje. No i tak mi się moje lata edukacji przypomniały z tego wszystkiego, bo dzień taki nudny, kaca po wczoraj leczę i na jutro siły zbieram i tak mi z tych nudów, które przerwałem tylko żeby choinkę ubrać i jak zwykle co roku z rodzicami się o wszystko przy tym pokłocić, tak sobie książkę czytałem i o tej edukacji właśnie myślałem. I jeszcze o tym, że mój kolejny ambitny plan legł w gruzach i jak tylko "Ja Klaudiusz" do wyjazdu skończę czytać to powinienem być z siebie dumny. Bo ja już pominę fakt, że moje przedszkole siłą rzeczy inne być musiało, ale tak narzekam czasami na tych moich chłopców urwisów, ale jak tak sobie przypomne, to chyba ja mojej pani jeszcze gorzej o nerwicę przyprawiałem. Poza tym seksualnie niewyżyty byłem i moim młodym koleżanką pod kiecki zaglądałem. W kiblu się z nimi umawiałem i miałem decydować, która pierwsza ma majtki ściągnąć. Matka jednej dziewczynek raz, jak się do domu ubierałem i moja mam nie słyszała, powiedziała mi, że jak nie przestanę dokuczać jej córce to mnie do sądu poda i pójdę do więzienia. Teraz wiem, że żartowała, ale wtedy bardzo to przeżyłem i starsznie się bałem, że mnie od mamy zabiorą i gdzieś zamkną. Tak okropnie się bałem, że nic mamie nie powiedziałem, ale z perspektywy czasu to może źle zrobiłem bo ta baba chyba niezrównoważona psychicznie była, że mi w wieku 5 lat takie rzeczy mowiła i psychicznie molestowała i może to ona by siedzieć jeszcze za takie coś poszła. Tymbardziej, że ja tą Martę raz tylko za włosy pociągłem i tyle. Jaki ja starszny byłem to mi koleżanka co ze mną do przedszkola chodziła z jakieś 2 albo 3 lata temu poopowiadał i wszystko przypomniała. Pierwsze 3 lata podstawówki uważam za całkowicie stracone. Ja się tam po prostu nudziłem. Nie chodzi, że byłem jakoś specjalnie uzdolniony, ale czytać w wieku 3 lat już umiałem, czym przyprawiałem dziadka o dumę na całej ulicy 20 Starconych i spraszał so siebie kolegów żebym im program z gazety czytał. Pamiętam jak dziś ten śmierdzący, brązowy papier i dennie wydrukowany program. Bo takich gazet kolorowych z programem jak teraz nie było. Nie nawidziłem dziadka jak mi tak robił i kazał czytać na zawołanie przy obcych ludziach, żeby podbudować swoje ego, więc często robiłem mu na złość i udawałem, że wcale nie umiem czytać tak płynnie i specjalnie się jąkałem czym doprowadzałem go wręcz do trzęsawek nerwowych, co mnie wtedy strasznie bawiło, ale nie powinienem tak robić bo dziadek już generalnie chory wtedy był. Ja wtedy miałem już "ała" na punkcie muzyki, więc dziadek mnie tylko zaklinał, że jak chce już tym piosenkarzem zostać to żebym tylko nie był jak ten skrzypek Kulka, tylko coś bardziej rozrywkowego robił. Ja do tej pory za Chiny nie wiem co to za skrzypek ten Kulka. Pierwszą kasetę magnetofonową kupiłem w wakacje przed rozpoczęciem pierwszej klasy podstawówki. Taki starszny, kiepsko nagrany pirat zespołu KAOMA z wielkim hitem "Lambada". Dałem za nią całe 10000zł i było to o tyle zabawne, że nie miałem jeszcze magnetofonu kasetowego, tylko taki szpulowy gdzieś u mojej babki przez moją mamę z lat dziecinnych zostawiony. Zakup ten zrobiłem będąc na wakacjach u babci, czym omal nie doprowadziłem ją do zawału, jakbym conajmniej gazetę porno kupił. Ale potem rodzice kupili mi już magnetofon i byłem uzależniony od kupowania kaset, więc jak jakąś chciałem mieć, co zdrazało mi się dość często i na co szły wszystkie moje oszczędności, to potrafiłem wywołać u siebie autentyczne bóle głowy i najprawdziwszą w świecie gorączke. I dziadek kochany się wtedy nademną zawsze litował, czym denerwował rodziców, i mi na tą kasetę dawał. Pierwszą oryginalną kasetę kupiłem zaraz pierwszego dnia jak nielegalne stały się zakazane. Była to "The real thing" 2 UNLIMITED. Całe 60000zł kosztowała! Z tego zakupu pierwszego też bardzo długo się tłumaczyć musiałem, tym razem tacie, który z pasją maniaka twierdził, że te wszystkie piosenki to sobie z radia nagrać, no a ja ma na to, że to nie takie proste bo tam pan na liście "Hop bęc" ciągle coś napierdala na początku, w środku i na końcu piosenki z tym swoim radiowo niepoprawnym, zmanierowanym głosem, więc co to za radość z takiej piosenki? Także czasami zdarzało mi się kupowac kasety po kryjomu, żeby ich już nie denerwować. Jejku, ile ja na to kasy przez całe życie wydałem... Ale nie żałuje. Pierwszą oryginalną płytę kupiłem w 1998 jak mi rodzice kupili wieżę. No byliśmy w tym Makro, wieża wybrana, no to jakiś kompakt by pasował żeby wogóle sprawdzić. Oczywiście wybór marny był i jeszcze sobie wybrałem jakąś tandetną zagraniczną, ale mama zobaczyła cenę 58zł i kazała wziąć polską bo były po 28zł. No i staneło na Kasi Kowalskiej, która była wtedy "Pełna obaw" i może dzięki temu nagrała najlepszą płytę w swoim dorobku. Już myślałem, że jej wtedy tak rockowo i niemalże niebanalnie zostanie, ale jakież były moje rozczarowania z każdą następna jej płytą... No więc jak już pisałem idąc do pierwszej klasy podstawówki czytałem na poziomie siódmej klasy, pisanie i ortografia, choć trudno uwierzyć, też nie sprawiały mi wtedy jakiś większych problemów, nawet matamtyka była łatwa i nigdy nie mogłem pojąć jak ktoś może mieć problemy z liczeniem wszelkiego rodzaju do 100. Ale tarczy wzorowego ucznia i tak mimo tego nigdy nie miałem, bo z racji z tego, że się w pierwszej klasie nudziłem i czasami wręcz nie potarfiłem tego ukryć, to mnie moja pani lubiła. i wiem, że to zabrzmi jakbym się bardzo żałił i jakby mnie to do tej pory bolało, ale jej zachowanie było bardzo niepedagogiczne i była po prostu zupełnie słabą nauczycielką, bo zamiast wykorzystać to, że byłbym wstanie więcej, ona usilnie starała się znależć na mnie i teraz wydaje mi się to komicznie śmiesznie, ale przygotwywaliśmy przedstawienie na dzień mamy i jakoś staliśmy w tym rządku recytując te wierszyki a ja miałem chwilę zapomnienia i się akurat z kolegą przepychałem czym wyprowadziłem moją panią z równowagi i nie potrafię przytoczyć dosłownie co powiedziała, ale miało to taki sens, że w końcu mi się udało mały gnoju, masz tu nagane z zachowania i tarczy wzorowego ucznia nie będzie. Na początku myślałem, że zartuje, ale nie. Potem, w drugiej i trzeciej klasie, na szczęście, pani mi się zmieniła. Ta z kolei wymyśliła tablicę. Jak ktoś się zachowywał dobrze to dostawał słoneczko, jak źle to księżyc. Miałem najwięcej księżyców z całej klasy, ale kurwa jak teraz o tym myślę to nie wiem dlaczego, bo w końcu nie byłem aż taki zły, no! W każdym razie to już nie zaważało na tym czy dostanę tą tarcze wzorowego ucznia, bo najzwyczajniej w świecie, nie wiem już dlaczego, ale od 1990 roku taki tarcz już nie rozdawali. W tym to jeszcze okresie z moją nową panią zakochałem się poraz pierwszy. Była to Madonna po obejrzeniu filmu "Kim jest ta dziewczyna". Tak mnie ten film zafascynował i ta kobieta, że w łózku przez tydzień w gorączce w maju leżałem i po dwa razy dziennie ten film oglądałem. I wszyscy w rodzinie się śmiali, że się w Madonnie zakochałem. A do Madonny to jeszcze pary wróce bo mnie ta kobieta całe życie prześladowała, a teraz to najzwyczajniej w świecie ją lubie. Rok później o tej porze na dzień matki, mamie wierszyk napisałem. Już wtedy było wiadomo jak skończę marnie i pracy dobrze płatnej nie będzie. No w każdym razie przeczytałem jej ten wierszyk a ona na to, że go z jakiejś książki od poety ściągłem. Bolało mnie to wtedy strasznie, że mi nie wierzy, a jak teraz o tym myśle, to mnie to po prostu wkurwia, bo może naprawdę jakiś talent się tam skrzył, no ale kurwa kto miał go zauważyć jak własna rodzona matka nie potrafiła? Ktoś mi ostatnio powiedział, ze powinienem jej o tym powiedzieć, ale ja znam moją mame i ona pewnie tego nie pamięta, poza tym co to teraz zmieni? Klasa 4, 5, 6, 7, 8 jakoś ciekawe za specjalnie nie były. Tylko w czwartej klasie rzucałem z trzema kolegami w sztani, gdzię się przebieraliśmy na wuef, stołkami w ścianę... wiem jak to brzmi... W każdym razie fizykę miałem z zastępcą dyrektora i już wtedy się fizyki bałem, a on dochodzenie robił po fizyce jak mieliśmy ostatnią, kto jak i dlaczego. Oczywiście o jakiejkolwiek solidraności i trzymaniu gęby na kłódkę przy jego starsznym opanowaniu i spojrzeniu być nie mogło i rozpracował nas w dosłownie 2 minuty. wtedy poraz pierwszy miałem sytuację, ze jak trwoga to do boga, bo naprawdę trudno było mi tak powiedzieć tacie, że po musi iść do szkoły bo rzucałem krzesłem w ścianę... Jak mu to już mówiłem to się nie mogłem ze śmiechu powstrzymać i on też się niby wkurwiał ale tak naprawdę śmiał. Wtedy poraz pierwszy została wygłoszona słynna formułka "nie mówmy mamie", która potem była używana jeszcze z milion razy i będzie jeszcze użyta z kolejny milion razy, choć na drugim końcu świata jestem póki co i dorosłość jak poczatek umierania. W szóstej klasie sąsiadka z góry pożyczyła mi kasetę Hey`a "Ho!" i zaczął mi się kurwa okres dojrzewania i że nikt mnie nie rozumie. Ale mało kto mnie rozumiał. Ja co prawda jeszcze kojarzyłem te wszystkie gwiazdy i gwiazdki jedno- lub pięciosezonowe, nawet się załapałem, żeby miec pokój w plakatach Spice Girls cały, ale generalnie nie mogłem zrozumieć jak ktoś może mylić Chyliśką z Nosowską. Ja nawet o niej raz wypracowanie napisałem pod tematem "Kogo najbardziej podziwiasz". I napisałem, że Kasie bo zamiast poddać się aborcji i jechać promować amerykańskie wydanie płyty "?" do USA, ona postanowiła dziecko urodzić i przez to spłacać musieli tą płytę przez kolejne trzy płyty, no a potem to już Alanis Morisette była,w dodatku niedzieciata, więc kto by się tam nimi zajmował. I jeszcze amerykanka to łatwiej. No i tak przeczytałem te moje wypociny i cała klasa jak wryta jeszcze przez 2 minuty nic nie mówiła. No dostałem za to bardzo dobry bo inaczej być nie mogło żeby indywidualność się nie załamała, ale wszyscy inni mieli odklepane jakieś formułkowe sraty pierdy, a moja pani to chyba liczyła, że się Janem Pawłem II zajmę... A potem Kasia se płytę techno nagrała bo czemu nie i był taki okres, że ich nikt nie lubił i wogóle obciach słuchać tego, a ja akurat wtedy swoje największe zafascynowanie przeżywałem. Potem w siódmej klasie jak jakiś smarkacz poszedłem z mamą odwiedzić jej koleżankę, no i tak sobie gadały, a mi się kazały Vivą 2 zająć. No to się zajołem i akurat była premiery Bjork "Joga" i myślałem, że mi szczena opadnie bo ja sobie do tej pory myślałem, że polski rock to wszystko, a tu takie coś dziwne- te skrzypce, bity, wszystko życiem tknie, i tylko ten teledysk taki komputerowy całkiem, co razem dawało niesamowite wrażenie. Tak naprawdę, że pojadę na Islandię i że to wszystko na żywo zobaczę, to decyzja już wtedy zapadła, bo nie mogło być tak, żeby ktoś tak zdrowo, kosmicznie pierdolnięty, mógł się wychowywać w takim zwyczajnym kraju. No i może nie jest aż tak niezwyczajnie, ale coś w tym jest, że oni Bjork mają, a my conajwyżej pokolenie JPII. I już od tej pory wszystko zmierzało do tego, że rok temu kupiłem te bilety na Islandie. Oczywiście wtedy tego nie wiedziałem, dopiero teraz to wiem. W liceum się w końcu odnalazłem i były to najwspanialsze lata mojego życia. Ja wszystkich najlepszych przyjaciół mam z tego okresu. Nagle się okazało, że nie tylko ja na świecie rocka słucham :-) No więc zapuściłem sobie długie włosy, chodziłem ubrany na czarno, a lato miałem zajebistą czerwoną koszulę, którą wykończyłem dopiero w zakładach mechaniczno- kuźniczych, krótke, czerwone, obcięte jeansy. Doprowadzałem do szału moją mamę bo nie chodziłem na dyskoteki jak moi kuzyni, jak nie szarpidruty, to Bjork się darła. Poza tym słuchałem Włochatego i Zielonych Żabek, zadawałem się z punkami, jeździłem na czad giełdy, ale jak bardzo kochałem całą tą kulturę punkową i moich wszystkich znajomych, tak punkiem stać się nie mogłem, bo jakoś zawsze tak szukałem dziury w całym a może i za mądry już byłem żeby w całą tą czczą gadaninę o anarchii wierzyć. Bo ja jakoś tak zawsze miałem, że jak już coś robić to do końca realizować postulaty, a ja dziwnie siły nie miałem się do końca w anarchię bawić bo zawsze mi się to kojarzyło żeby szkołe rzucić i wyprowadzić się gdzieś na pustelnie. no co? Jak anarchia to anarchia. Ale było cudownie. Te neo punki w moim mieście nie mają już tak fajnie. i to z paru prozaicznych powodów. No na przykład aparat cyfrowych nie było, choć już wtedy właśnie takie coś mi się marzyło. Tak na marginesie to ja już takie urządzenie co robi dużo zdjęć na raz to dawno w głowie miałem i tlyko czekałem aż ktoś to urzeczywistni. Szkoda, że tak późno, bo działo się działo, a ta 30 klatkowa klisza od czasu do czasu nigdy tego nie odda. A może to i lepiej... Komórek nie mieliśmy. No może ktoś już tam miał ale nie było to wtedy takie do końca jeszcze normalne wtedy, a poza tym takie komercyjne! :-) Nie musiałem się z myślami bić czy mieć czy być bo to zwyczajnie drogie było. Pierwszą komórkę po maturze miałem. A jak Marcie, tej samej co teraz ze mną na Islandii siedzi, komórkę w trzeciej klasie kupili to po prostu w głowie mi się to nie mieściło, bo to Marta zawsze taka radykalna zawsze była. A tu dupa! No i mp3 nie było. Więc jak mi w ręce "Mezzanine" Massive Attack wpadła to miałem ostatni raz w życiu orgazm muzyczny i do tej pory mam tą płytę i ona od słuchania to wręcz przeźroczysta się już zrobiła, tak ją zajechałem. "Angel" do tej pory jest mega i ciary mam :-) nie wiem jak ludzie żyją nigdy tej piosenki na uszy nie słysząc. Nie skakało się nerwowo po folderach w swoim zajebistym odtwarzaczu z kartą 10GB co by tu posłuchać. Prościej było i jak na to patrzę to lepiej. Ale nie narzekam i żałuje tak naprawdę, że wtedy tych wszystkich zabawek nie miałem. Jak jeszcze pół roku temu korepetycji z angielskiego udzielam to opowiadałem o tym moim dzieciom prawie z gimnazjum jak to "za moich czasów" było i oni mi uwierzyć nie mogli, a ja sam sobie, że im to mówie. A ile uroczych problemów brak cywilizacji sprawiał. no jeden telefon stacjonarny w domu, jeszcze bezprzewodowy w centralnym miejscu, i umów się tu co na chlanie trza obowiązkowo na ognisko zabrać. do tej pory mam przed oczami jak gdzieś tam się z Michałem umawiałem o czym oczywiście rodzice wiedzieć nie mogli, i on się skapł, że ja nie za bardzo mówić nie mogę, więc tylko "tak" lub "nie" i tak się zgadujemy. Ja już sam nie wiem jak to bez tych komórek było. Ale było! Po drugie to granicę zamknięte były, coś tam o Unii to dopiero szeptali, więc gnietliśmy się wszyscy w tym zapiździałym Olkuszu razem i mieli uniesienie duchowe i było miło. Czasami tylko nie rozumiałem tych spojrzeń starszych ode mnie i ich pobłażliwego uśmiechu do naszych glanów w 30C na dniach Olkusza, ciuchów z lumpeksa i picia siarowych jeszcze wtedy win. Ale samemu mi się teraz śmiać chce z takiej młodzieży jak widze w moim mieście. i tak patrzę na nich i oni na mnie. i tak sobie myśle, że chujowo macie wy małe neo punki, anarchiści, z najnowszym modelem empetrzy w kieszeni i Nokią w drugiej, cieszący się, bo im pan w Kalafiorze (taki bar u mnie) w telewizorze na 4FunTV "Smeels like teen spirits" puścił. Ale śmieje się tak pozytwynie i bogu dziękuje, że ja się jeszcze na bar Czarny Piotrek załapałem. To naprawde była kultowa knajpa. Ja tam koncertów w życiu nie zapomne. I żal mi jest, że oni to nawet może nie wiedzą, że coś takiego było, a jak wiedzą to tylko z opowieści. Ileż ja się rodziców nakłamałem zanim mi tam oficjalnie chodzić pozwolili. A teraz w moim mieście to już żadnej knajpy po prostu nie ma i ja nie wiem co oni robią... A jeszcze z dwie klasy liceum i wyjadą stąd i mnie to już z czysto socjologicznego punktu ciekawi co się z tą wiochą stanie, bo ludzi w moim wieku naprawdę tu nie uświadczysz... Poza tym ja do szkoły chodzić lubiałem! KOCHAŁEM! Serio skumać nie mogłem jak ktoś tego lubieć nie może. I nie chodzi o to, że się lubić uczyłem bo co to, to nie. Ale nauczycieli miło wspominam, gazetkę szkolną sam praktycznie wydawałem, radiowęzeł był pod naszym panowaniem, przewodniczący wice był z naszej klasy. Moja mama się zastanawiać dopiero zaczeła dlaczego ja tak długo w szkole przebywałem. Bo potem mój brat też tam gdzie ja chodził, no ale on do szkoły o 8 wychodzić a 14 był już dawno w domu. A ja to na autobus o 7.25 wychodziłem, obowiązkowa fajka przy fontannie rano. Tam się zawsze z Martą i Michałem spotykałem. Po szkole ZAWSZE chodziliśmy do Krakowskiej na godzinę lub dwie, tak że w domu przed 16 nie uświadczyło się mnie nigdy. Pani z tej knajpy to już po prostu śmiała się, że jej dzieci przychodzą. i te filozoficzne dyskusje. A ile kasy wydanej, a ile nerwów właścicielki czasami napsutych. Ale ona chyba bez nas żyć nie mogła jak my bez tej knajpy. To było takie oczywiste, że tam po szkole idziemy, że ja z ręką na sercu nie pamiętam takiego dnia szkolnego żebyśmy tam nie byli. Oczywiście Krakowskiej też już dawno nie ma... Wogóle komercja była wtedy całkowicie passe, więc jakby mi ktoś powiedział, że będe z Gislim na podeście koło DJa pijany przy Britney Spears na Islandii tańczył w klubie tańczył to bym się stuknął w czoło, że mnie wogóle praca w takim miejscu spotka :-) Poza tym może komercja była passe ale Guano Apes pierwszą płytę miało zajebistą i niech sobie wszyscy mówią co chcą, z Garbage problemu nie miałem bo to był dla mnie zawsze niekomercyjny zespół strasznie zajebisty poza tym i tylko że mi się Madonny "Ray of light" album podobał musiałem skrzętnie ukrywać. I ten post byłby bez sensu gdybym o Portishead nie wspomniał. To był klimat. ten zespól to moja młodość, to się nigdy nie zestarzeje i chyba każdy wrażliwy a miarę i rozsądny człowiek się kiedyś na to natknie, bo inaczej się nie da po prostu. Muszę jeszcze tribut mojej wychowawczyni z liceum zrobić, bo jak teraz na to patrze, to nigdy nie bylisbyśmy tymi ludźmi jakimi jesteśmy i nie spotykalibyśmy się co roku na spotkaniach klasowych. Zawsze na studiach, i teraz zresztą też, nikt mi nie wierzy, że my co roku spotkania klasowe mamy. Poza tym nigdy nie zapomne, że gówno zawsze wierzchem pływa, a tłumaczy się tylko winny i że pójdziemy do pracy to poznamy tą mniej niewinną naturę ludzi. I to ona jakąś taką aure zawsze roztaczała, że to ajkieś takie oczywiste było, że na dzienne studia iść trzeba, więc jak się nie dostałem, jeden z pięciu może w mojej klasie, to się normalnie popłakałem i do Karoliny z klasy dzwoniłem, że co ja mam teraz zrobić bo już żyć po co nie ma i że po prostu nie wiem. Tymbardziej, że to ja byłem ten pewniak co się na pewno dostanie bo te artykuły w "Dzienniku Polskim" i wogóle. No. i wtedy poraz pierwszy dostałem tak naprawde porządnie w dupę od życia, że już w sumie wszystko potem nigdy nie było tak straszne. Zwłaszcza, że już nawet plany takie były, że wynajmiemy mieszkanie i królika chodować będziemy. Co prawda dostałem się do Częstochowy na historię, ale to było tak od niechcenia złożone, bo miałem taką możliwość, a ja już studia dawno wybrane miałem i po prostu nie potrafiłem sobie jakoś tego zrobić, żeby iśc na dzienne tylko po to, żeby być na dziennych. Już mi coś wtedy mówiło, że po tych moich studiach biednie będzie a co dopiero po historii. Chyba Marta mi tylko dziękować za to może, bo mieliśmy tam razem iść do tej dziury, a tak to wylądowała w Opolu i skończyła informatykę. A ja na zaocznych w Krakowie na UJocie. I z tym takie śmieszne historie były bo mi niektórzy nie wierzyli, że się na dzienne dostałem i nie poszedłem i im pokazywać musiałem papierek że się dostałem. A potem mi nikt nie wierzył, że na UJot ze Śląskiego to papiery tylko przeniosłem bo mi bardziej dojazd pasował. wszyscy sobie ubzdurali, że to dla prestiżu jakiegoś, a ja to pierdoliłem bo i tak depresje miałem bardzo ciężką przez pierwsze półtora roku bo mnie tam być nie powinno! No ale nie powiem, co UJot to UJot, dzięki temu tu moge robić co w Polsce nie byłoby mi dane a moja szefowa mówi że zajebistą szkołę skończyłem chyba :-) Dodam jeszcze tylko, że jak się nauczycielka w ósmej klasie podstawówki dowiedziała, że chcę iść na profil matematyczno- fizyczny to mi kazała się nie przyznawać kto mnie matematyki uczył, potem to samo miałem ale z nauczycielką od polskiego. Poza tym mój tata do niej też chodził i się pytał czy to wogóle sens jakikolwiek ma bo ja się uparłem jak głupi. Ale co ja studiować będe to juz w drugiej klasie LO wiedziałem, więc jakiś dylematów co do wyboru studiów nie miałem. Do gazety wtedy pisałem i tam miałem zostać, no ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że życie jest takie naprawde fascynujące. W dzień jak się moja polonistka dowiedziała na co idę na studia dostałem mierny z testu z Romantyzmu:-) A wogóle z Romantyzmem to potem też miałem ciekawie. A w mojej klasie takich co nie idą na studia techniczne było może z 7, oczywiście ja, Marta, Michał i Krzysiek obowiązkowo. a pani tak miła była nasza kochana, że nam pozwoliła na matmę nie chodzić, tylko w jej kanciapie historii uczyć, tylko żeby jej Goldenów nie palić. No to się wycwaniliśmy i też zaczeliśmy Goldeny kupować. Studia to jeszcze taki świeży okres, że pisać o tym dużo nia ma co, bo się boje, że by mi dyplom jeszcze odebrali. Hahaha! No działo się, działo. Najpierw miałem depresje bo nie jestem na dziennych i jakież było moje rozczarowanie gdy się okazało, że w mojej grupie same kobiety. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawę, że chce taki feminstyczny kierunek studiować. Bo ja zawsze byłem w klasach gdzie było 30 chłopa i z 7 dziewczyn, więc wogóle nie wiedziałem jak się zachowywać. Ale przestawiłem się bardzo szybko i ileż ja się od moich kochanych przyjaciółek ze studiów ciekawych rzeczy na temat kobiet dowiedziałem, że mółbym na ten temat książkę napisać. Poza tym bycie rodzynkiem w grupie miało kupę zalet. Można było na egzmainie powiedzieć, że przecież go pan profesor nie może usadzić bo to jedyny facet w grupie. Gdzieś do trzeciego roku, jeśli chodzi o naukę, szło mi bardzo topornie. Nie zapomne szkolenia bibliotecznego i jak poznałem Edytę. Potem Edyta zdała do szkoły aktorskiej i ślad po niej zaginął. Ale za to poznałem Gośki, potem Monikę, Mery, Marysię i przez pewien czas to czułem się jakbym dziennie, a nie zaocznie studiował. Imprezy na wynajętym mieskznaiu Gośki, u Marty w salonie mody ślubnej to trzeba przeżyć, żeby uwierzyć. Mam nadzieję, że nie zdrętwieje i w wieku Marty będe jak Marta. Jeśli chodzi o szkołe to staropolską dwa lata zdawałem i pana od tego przemdiotu nie zapomne do końca życia. Moge się tylko przyznać, że z romantyzmu miałem komisa a wogóle cały romantyzm zdałem przeczytając tylko jedną lekturę. Nikt mi nie wierzy, ale ja tak potrafię. I tylko Marta mnie dołowała jak z Opola przyjechała bo mi Słowackiego z pamięci z liceum recytowała. Egzmainu z pedagogiki też nie zapomnę bo się siedziałem u pani chyba z 2 i pół godizny, czym doprowadziłem do szału całą resztę co czekała po mnie i się z panią wykłucałem, że wogóle taki przedmiot to powinien być zlikwidowany, a ona do mnie po tych prawie 3 godzinach mówi, że 5 mi da bo mam talent i się zmarnuję i do szkoły iść muszę. Piszę o tym bo to chyba jedyny egzamin z którego byłem pochwalony, no nie licząc literatury XX wieku, ale to tylko dlatego, że mi pan sam pozwolił wybrać o czym mówić, a ja "Lolitę" wziołem, bo ta książka to jak moja biblia, choć już ostatnio, na Islandii, się dowiedziałem, ze się nie da przez to do końca przebrnąć. Wogóle mylenie tego z filmem to jedno wielkie nieporozumienie. Z reszty przemdiotów "zawsze coś", ale tyle głupot się uczyłem, a ja już od podstawówki miałem, że nie potrafiłem uczyć się bzdur, które mi się nigdy w życiu nie przydadzą. A na studiach to 75% rzeczy to były takie bzdury. Ja literaturę lubiłem, pisac się chciałem uczyć, a oni mnie łaciną, starocerkiewnym językiem katują o jakimiś zawiłościami językowymi do nieczego nie przydatnymi dla kogoś kto chce tylko w szkole być. Potem tego żałowałem bo się na seminarium za dziewczynami i trochę z przymusu na jezykoznastwo poszło. Muszę się pochwalić trochę i powiedzieć, że mi moja promotor po napisaniu przeze mnie pracy powiedziała, że myślała, że ja jej wogóle nie zdołam napisać. W sumie to sam miałem takie obawy, ale jakoś poszło. Potem mi ta pracę nad niebiosa wychwalała, że rewelacja i ja do tej pory myśle czy ona tak naprawdę. Teraz sobie myślę, że będąc w Islandii, zawyżam średnią zarobków humianistom, która od czasu do czasu się w Wyborczej ukazuje. Czas studiów to 2 tradycje- pasterka na zadupiu bukowniano- sławkowskim, którą to i dzisiaj mam zamiar podtrzymać i coroczne, grudniowe koncerty Hey`a w Krakowie. Niestety, komórka mi się popsuła i do Gosi numer zgubiłem i w tym roku z koncertu nici były. DVD MTV Unplugged mi zostaje w tym roku :-) Czas studiów to jeszcze czas kiedy to tokrazem- frezerem się było. No. Było, było :-) W sumie to naprawdę mało już z tego pamiętam, choć 3 i pół roku tam spędziłem. Jak teraz na to patrzę wszystko to wiem, że tak być miało. Przez pierwsze dwa lata przy życiu Artek mnie utrzymywał i to jedna z tych osób, która się spotyka w swoim życiu, jest przez pewien czas i potem myka, ale sie potem już całe życie wie, że właśnie wtedy miało się ją poznać. Gdyby nie Artek chociażby to Agi bym nie poznał o której już kiedyś pisałem, że gdzieś tam sobie w Dublinie jest od dwóch lat niewidziana, ale tak jakoś jakbyśmy się wczoraj widzieli zawsze. To był jeszcze czas kiedy w Kalaforze zostałem "tym gościem od Unkle" z czego dumny jestem do tej pory i mi się łezka w oku kręci. Bo Unkle to po prostu zajebisty zespół a wszystko przez gazetę FLUID, którą wszyscy uważają za jakiś popkulturalny szmatławiec, co jest oczywistą nieprawdą, bo to najbardziej niekomercyjna gazeta jaką w życiu czytałem. No ale trzeba ją najpierw przeczytać, a nie tylko obejrzeć reklamy i okładkę. Potem do pracy przyszedł Michał w seledynowych sznurówkach i mieliśmy najpierw do Irlandii jechać, potem do Anglii przez chwilę, a potem jeszcze byłem u mnie w spożywczym, dorawałem gazetę "Praca i życie za granicą" i jeszcze ze sklepu nie wyszedłem, ale ja NAPRAWDĘ wiedziałem, że jadę na Islandie.
No i byłem sobie chwilę na tej Islandii, teraz na święta przyjechałem i tak sobie patrze na to wszystko z boku co się tu dzieje i widzę, że moi znajomi po studiach technicznych sobie radzą, bo pracy pełno, a ci po takich podobnych do mnie też sobie radzą, ale troche mniej, bo dla takim ludziom nasz wspaniały kraj JESZCZE możliwości rozwoju nie dał. i część z nich już, część jeszcze za chwile dorośnie do decyzji kupienia biletu i powożenia się po świecie. Chciałbym tylko, żeby to nie była decyzja przymusowa, ale że się po prostu chce. I wiem, że gdybyśmy mieli taki dochód narodowy na głowę jak Islandia to MY bylibyśmy najszczęśliwszym krajem na świecie i życie tutaj byłoby po prostu piękne. i ktos mi teraz powie, że też jest pięknie, ale trzeba pomieszkać chyba jednak trochę za granicą żeby zrozumieć co mam na myśli, bo to wyrażone słowami być nie może. kiedy każdy sobie robi to na co ma ochotę. jak mu mało to sobie dorabia a genralnie to się o mniej przyziemnych sprawach częściej myśli.
A post ten napisałem bo sobie zdałem sprawę, że ja tak naprawdę szczęśliwym człowiekiem jestem, i powinienem jakiejś sile wyższej dziękować, że zawsze na wspaniałych ludzi trafiałem. Niektórzy z nich pojawiali się na chwilę i szybko znikali, inni byli trochę dłużej, a jeszcze inni są całe życie już prawie- tak mi się zdaje. I już po prostu wiem, że będą i nie ważne gdzie ja mieszkać będe, czy tu czy tam czy jeszcze gdzieś indziej. A teraz życzenia wam świąteczne złoże. I wiem, że może nie do końca będą one dla wszystkich zrozumiałe, no ale ten blog, choć publiczny, to w sumie nie jest pisany dla wszystkich, a Ci co powinni to zrozumieją.
Życzę wam, abyście w nowym Roku znaleźli swoją Jogę, a do policzenia przyjaciół nie starczały wam palce jednej ręki, bo podobno tylko wtedy można powiedzieć, że się jest szczęśliwym człowiekim. I jak mówi Madonna, żebyście nie byli ubodzy duchem i nie pozwalali innym decydować co sprawia wam frajdę, bo ostatni miesiąc udowodnił mi z całą siłą jakie życie krótkie jest i ulotne, i dlatego warto już, od teraz, w tej chwili, żyć pełnią życia i nie odkładać niczego na później. Świat jest taki zadziwiający tak naprawdę i można wszystko! "I'm no fucking buddhist But this is enlightenment. You can't say no to hope, Can't say no to happiness."
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 13:37 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

poniedziałek, 17 grudnia 2007

"cofłem"

Krzysiek (16-12-2007 19:29)
hehehe
Krzysiek (16-12-2007 19:30)
Monika 16:15:15
Jezu kochany Chaberek gdyby Halinka to widziała....
Krzysiek (16-12-2007 19:30)
ha! :D
Krzysiek (16-12-2007 19:30)
Henry!!!!!!!!
Krzysiek (16-12-2007 19:31)
bez Ciebie Ziemia nie bylaby Ziemia:)
Krzysiek (16-12-2007 19:43)
Monika 11:18:40
ty nawet nie wiesz ze ty masz moje cycki w swoim blogu!!!
Monika 11:19:38
nawet nie wiesz co ty tam masz!!
Monika 11:19:40
hihihi
Monika 12:48:35
twojego bloga czyta sie lepiej niż dobrą książkę im dalej w las tym mniej zwracam uwage na te byki;)ja mówie serio Grześ. Popisz jeszcze z rok, ja ci zrobie korekte, znajde ci wydawce, sponsora czy co tam trzeba i zarobisz kokosy;)JA MÓWIE POWAŻNIE! Ja to kupuję!!! Co prawda miałam zostać ministrem edukacji ale mam to w dupie.Wole być twoją "korektorką";)cmok

Grzesiek (16-12-2007 23:52)
no tak też było

Krzysiek (16-12-2007 15:01)
Z kolei inna pani na mojej ulicy wyszła ze swoim pieksiem na spacer. Taki mały kundelek. i nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ona wsiadła sobie na skuterek w swoich szpilkach i obcisłych spodniach i tak sobie jeżdziła w koło ulicy 3 rundki. A ten biedny piesek koło niej sobie latał aż się zmachał. Zabrała go do domu i ma cały dzień spokój.
Krzysiek (16-12-2007 15:01)
dobre:)
Krzysiek (16-12-2007 15:01)
juz to kiedys czytalem,ale wciaz mnie bawi
Krzysiek (16-12-2007 18:04)
zycze Ci z calego serca,abys "...TEZ TAK KIEDYS ZROBIL" :)
Krzysiek (16-12-2007 18:12)
Dzieki bogu nie ma już kto prowadzic (ciekawe czemu?...)a Krzys ma fochy and aj hejt him tudej. i tylko tudej bo jutro idziemy na imprezę :-)
Krzysiek (16-12-2007 18:13)
donbre ...dobre:D
Krzysiek (16-12-2007 18:14)
chcial mi chyba przyjemnosc zrobic ale sie temu bez psychowcowi nie udalo.
Krzysiek (16-12-2007 18:15)
podoba mi sie okreslenie "bezpsychowiec" moze dlatego,ze mogloby sie odnosic do mnie:PP
Krzysiek (16-12-2007 18:16)
wklejal Ci to zebys wiedzial co piszesz:)
Krzysiek (16-12-2007 18:16)
Wymarzlem tam, co do obiadu się z nim nie dopgadalem i lecialem na tym ochydnym batoniku Elitesse wyprodukowanym z Polski i Coli. chcial mi chyba przyjemnosc zrobic ale sie temu bez psychowcowi nie udalo. Mówie mu, że my to w Polsce nie jemy i wszystko im dajemy. i jeszcze sie nabija czy mnie stać na to w Polsce. Nie, kurwa zaprzeproszeniem, u nas tylko busz i kasza gryczana. Ech... Ale wiem, że się nabija. może by i tak o Polsce myslal, ale przy mnie się nie da. no i cola na ten mróz... Jezu, jak tak można. Już mi w sumie tak zimno bylo że mnie ta cola grzala :-)
Krzysiek (16-12-2007 18:16)

Krzysiek (16-12-2007 18:16)
lubie Twojego bloga Henry-uwielbiam:)
Krzysiek (16-12-2007 18:25)
Bartek jest już 2 tygodnie. Dzis mnie chyba odwiedzi. w końcu. rum mam. i wódkę mam:-) I piwo mam:-)...
Krzysiek (16-12-2007 19:03)
Henry!!I really like it!!
Krzysiek (16-12-2007 19:03)
poszlam dzis do ksiedza proboszcza zeby mi opinie duszpasterska wystawil - to wymagany dokument na te studia- a on mi wyrąbal taką opinie jakbym co najmniej swieta była ale w zamian za to mam na niedzielnej mszy liturgie czytac hahhahaha o 7 rano- to prawie jak z imprezy bede wracac to zahacze o msze
Grzesiek (17-09-2007 20:51)
szef powiedzial ze nie odbierze mi jeepa jak zobaczy twoje cycki.wyslij mi fotke:)....
Monika (17-09-2007 20:51)
hahahahahahaha
Monika (17-09-2007 20:51)
ale ja nie mam zdjecia cyckow
Grzesiek (17-09-2007 20:52)
ale kurwa, to sprawa zycia lub smierci.ja chce miec jeepa.nie badz taka:)
Krzysiek (16-12-2007 19:05)
Monika (17-09-2007 20:55)
ja wyobraz sobie jezdze autobusem a fiuta ci nie kaze pokazywac
Krzysiek (16-12-2007 19:06)
Henry....I love U cause of what U made in Your blog:*
Krzysiek (16-12-2007 19:16)
17-09-2007 21:10)
kurwa kop rowy jak Ci dobrze :)

Krzysiek (16-12-2007 19:16)
17-09-2007 21:10)
a nie przedszkole Ci w glowie

Krzysiek (16-12-2007 20:26)
R U there???

Krzysiek (16-12-2007 20:27)
as U can see....I am still reading and I have really great fun:)
Krzysiek (16-12-2007 20:28)
Monika 16:13:43
Ale wiesz co? musze cie normalnie zrypać za błedy!!! co to do cholery znaczy "cofłem"?! cos ty kończył za studia?! zlituj sie!

Grzesiek 22:15:08
nie no, czasami piszę jak bezpsychowiec:)
Grzesiek 22:15:15
ale to ma swój urok:)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 13:18 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

czwartek, 6 grudnia 2007

Jade juz POLAND NOW, a mi sie nawet spakowac nie chce. wrzucilem tak ot sobie pare ciuchow do plecaka byle jak, nie chce mi sie sprawdzic kiedy mam autobus z Reykjawiku do Keflawiku, nie chce mi sie sprawdzic czy pieniadze na pewno doszly. nie chce mi sie myslec czego nie powinienem zapomniec kupic, nie chce mi sie po prostu. Chce tylko odpoczac bo tu malo spie, jasno sie robi o 11, co sie niezle ze soba kompiluje i ledwo funkcjonuje czasami. Oczywiscie to moja wina bo zbyt intensywnie wszystko robie, ale juz chyba mysle ze tak trzeba bo zycia szkoda. Dwa dni zginal w wypadku samochodowym syn mojej wychowawczyni z liceum, byl prawie w moim wieku. wiecie, no niby to takie oczywiste, ale nie ma co czekac na jutro, kiedys, bo to wszystko takie kruche jest. Moze warto cieszyc sie tez blachostkami: ze sie u mnie w pracy zastanawiaja jak udoskonalic nasze imprezy bo juz w lutym nastepna, ze sie trzyklatkiem pokloce po islandzku o przewadze Batmana nad Spidermanem- no sorry, ale ktos go zryc psychicznie musi ;-), albo ze w Sirkusie wypije trzy piwa w milym towarzystwie ze swiadomoscia ze w Polsce mialbym za to 15 piw. I na pewno nie umiecie grac tak w kregle, ze rzucacie kula w kregle a kula sie wam wraca spowrotem. Wy nie umiecie, ale ja tak. SI JA IN POLAND! :-)
Lubie islandie i zawsze to bedzie moj drugi dom. nie wyobrazam sobie, ze kiedys mialbym wrocic do Polski i juz tu nigdy tu nie przyjechac bo pensje bede mial nie taka a poza tym zawsze cos, cos wazniejszego do kupienia i wogole. Czyli tak jak mialem przed wyjazdem. Musi mnie byc stac byc tu raz do roku, zebym do przedszkola mogl sie przejsc zobaczyc wszystkich, zebym w klubie mogl sie pokazac i odwiedzic wszystkich innych ktorych dopiero moze poznam. za duzo mi Islandia dawala i daje zeby tak po prostu stad zniknac. Za duzo wspanialych ludzi juz tu poznalem. ja juz wiem jak byl sens tego wyjazdu, ze wlasnie tutaj. sens byl taki zeby poznac pewne osoby. teraz widze to wyraznie ze tak mialo byc. nie gdzie indziej, wlasnie tu. wiec jesli mialoby tak byc ze juz tu nie wroce to juz wole tu zostac ze swiadomoscia ze zawsze bedzie mnie stac jechac do Polski. i Islandia juz zawsze kojarzyc mi sie bedzie z malowanymi teczami na niebie, bialymi nocami, z papierosem i Adamem o 3 w nocy w zimowa noc przy pionowym wietrze i deszczu ze spiworami na plecach i z pijana Hekla wypierdalajaca sie u mnie w klubie w schowku w taki skomplikowany, wyrachowany i dlugi sposob, ale zawsze z gracja. Nie wiem dlaczego z tym, ale z tym :-)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 02:47 2 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

poniedziałek, 3 grudnia 2007

lubię islandię i lubię siedziec w Sirkusie i lubie, kiedy nie działa Adamowi karta, i nie może zapłacic za piwa, że pani mówi, że no problem i nie ma sprawy:-) To się nazywa dbanie o klienta. i gdybyśmy tylko po jednym piwie wypili :-) i poraz kolejny pytam, kto mówi, że Islandia to drogi kraj:-)??? ale naprawdę tęsknie już za wami wszystkimi w Polsce i nie moge się doczekac aż was zobacze!!! Już mi się nawet pisac nie chce bo za wami tęksnie!:-)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 15:14 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

niedziela, 2 grudnia 2007

Adam, ma racje. Schlałem się w przedszkolu, byłem schlany u mnie w klubie, shclałem się w downtown... Tak, mogę jechać do Polski:-) Nie wiem, może to przez klimat albo coś, ale na imprezie w domu zachowywaliśmy jak Islandczycy na imprezie. Poza tym u mnie w pracy chlali jak 17- letnia młodzież pije w Polsce. dużo, cały czas, aż do zgonu. Tak po islandzku. i wszystko w tym temacie:)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 15:46 1 komentarz:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

piątek, 30 listopada 2007

Gorzej niz dzieci. Trzy godziny myslalem jak tu prezent podlozyc zeby sie nikt nie skapl. Az sie musialem mojej kolezanki spytac czy dostala juz prezent, a ona ze nie, a ja ze moze nie bo ciagle siedzi tu gdzie powinna dostac prezent. Poza tym o zadnej pokorze dzis i wczoraj nie ma mowy. Bo najpierw mnie Jona powychwalala przed kolezanka jak to mi szukala ogloszen o pracy i jaki to zdeterminowany niby bylem zeby tam isc do tej pracy, choc mieli mi tak malo patrzyc, ale wszystko to mialo za nic. No i to amejzing i wogole ;-) Potem kolezanka z Tajlandii mnie za wzor stawia innym Tajlandczykom, ze 4 miesiace, a juz sie jezyka uczy i wogole proboje, no i ogolnie ze super. Dzis w pracy, ze jak na 4 miesiace to bardzo duzo rozumiem i duzo mowie i nie moga uwierzyc ze tylko 4 miesiace, no i tak od wczoraj rozplywam sie w dobrym mniemaniu o sobie. Nawet dzis dzieci sie pochwalily do mojej dyrektorki, ze ja ich rozumiem, co cozywiscie prawda do konca nie jest, ale dobrze ze jej tak powiedzieli. akurat zawsze mam takie szczescie, ze mi wszystko wychodzi jak mnie widzi :-), wiec jest mna zachwycona. Tak, zdecydowanie zero pokory. i znowu sie nie integruje ;-)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 06:15 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

czwartek, 29 listopada 2007

jeden z moich dobrych przyjaciół starsznie narzeka, że ci islandczycy to tacy falsyzwi, bo na każde jak się masz odpowiadaja, że dobrze i wogóle... bajka! No to raz się wkurzył i odpowiedział, że wcale nie dobrze się czuje i potem cały dzień narzekał, że się go dopytują co mu dolega? :-) dla mnie z tym jak się masz to jest jak z pierdnięciem w pięciogwiazdkowej restauracji na slai na której jest cicho ;-) niby wszyscy udadzą że nie słyszeli, ale cały wypad można uznać za stracony! Po prostu fopa.
dziś się bardziej o prezent postarałem, Jona mi nawet to co chciałem powiedzieć na islandzki na kursie przetłumaczyła. Bo ta moja kolezanka tak z niedowierzaniem na te moje wypociny islandkzie patrzy, chyba że mi się tak zdaje... bo sam nie wiem co tam pisze :-))) byleby tylko bez błędów było to spoko. I nigdy więcej dni otwartych w przedszkolu! Jutro nic nie piszę. integruje się na przerwie z koleżankami jak im tak bardzo na tym zależy. samochodu mi trzeba! już to się nie robi śmieszne ani troche. jutro muszę wstać o 6 żeby iść do pracy godzinę wcześniej, żeby przyjść godzinę wcześniej, żeby na imprezę do pracy zdążyć i mieć czas coś koło siebie zrobić. No jazda na maksa. Tym bardziej, że w sb też impreza. najpierw obiad u mnie w domu, potem "mały wypad" na miasto. Moi znajomi z kursu z Litwy przyjdą i mój kolega islandczyk z klubu. Nie może im się nie spodobać! :-) Z taką ekipą nie może!
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 15:14 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

Wybrano najwygodniejsze miejsce na Ziemi

Islandia jest najwygodniejszym miejscem do życia na Ziemi. Wskazuje na to tegoroczny Indeks Rozwoju Społecznego opublikowany przez ONZ.
Islandia zdetronizowała Norwegię, która po wielu latach na szczycie listy spadła na miejsce drugie. Islandia wygrała w tym roku dzięki nowym danym o długości życia mieszkańców. W pierwszej dziesiątce najbardziej przyjaznych człowiekowi krajów znalazła się też Australia, Kanada, Irlandia, Szwecja, Szwajcaria, Japonia, Holandia i Francja. Stany Zjednoczone uplasowały się na miejscu dwunastym, Wielka Brytania na szesnastym, Niemcy na dwudziestym drugim.

Indeks Rozwoju Społecznego powstaje dzięki pomiarom zamożności, oczekiwanej długości życia, i wykształcenia poszczególnych narodów. Pod tym względem najniżej plasują się kraje afrykańskie: Sierra Leone, Burkina Faso i Gwinea Bissau. Polska nie zmieniła swojego miejsca na liście 177 badanych przez ONZ krajów i podobnie jak rok temu zajmuje pozycję 37.


Och, jakos tak sie milo zyje z wiadomoscia ze jest sie na najwygodniejsztym miejscu na Ziemi. Tylko nie chce zeby ktos z tego artykulu wyciagnal taki o to wniosek, ze przyjedzie do tego najwygodniejszego miejsca na ziemi i juz wogole wszystkie problemy jego znikna, na tacy wszystko zostanie podane i nic tylko sie zyciem cieszyc. jezeli sie nie jest Islandczykiem to trzeba sie naprawde dobrze napracowac zeby czuc sie jak w najwygodniejszym miejscu na swiecie. Wspaniale jest tylko to, ze jak ktos sie stara to moze, naprawde moze. nic go nie ograniczy. no nie potrafie tego opisac slowami, ale predzej czy pozniej po prostu moze. moz emeic tu wygodnie i robic to co lubi. Ale ja znam tu wielu ludzi, ktorzy czuja sie tu chyba gorzej niz w Polsce.
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 03:06 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Mialem dzis dzien otawrty z rodzicami od 8 do 10. Oczywiscie akurat dzis musialem zostac sam z moimi zakochanymi we mnie dziewczynkami. Takie rzeczy to jest dla mnie trauma ponad sily jeszcze. Och, to wspolne sniadanie i wogole... nie, porazka :-) Dzis znowu prezent dostalem i znowu ktos mi napisal na kartke zyczenia do mnie. Tylko ze wszystko takim skomplikowanym islandkzim, ze jak sie dowiem kto to, to mi potem jeszcze raz przetlumaczy. Dzis sie dowiedzialem jakie sa tradycje swiateczne na Islandii. Ze mama swietego Mikolaja dzieci zjadaly, a kot przychodzil i porywal dzieci, ktore nie dostaly nowych ubran i takie tam rozne, ciekawe rzeczy. Samochod musze chyba miec bo to nieporozumienie z tym niesypaniem piasku na chodnik. Naprawde jedno, wielkie nieporozumienie.
i sie juz skapli ze bloga o Islandii pisze, no i ze pewnie o nich tez i ze sobie z Ahusa kogos wezma zeby im przetlumaczyl... Mam nadzieje, ze do tego nie dojdzie. bo oni bardzo chca zebym sie z nimi na kawie integrowal, ale jak to mozliwe jak kurwa slowa do nich powiedziec jeszcze nie umiem. dlatego jestem nice and quiet. Ale jeszcze doczekaja takich dni ze nie bede nice and quiet ;-)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 02:54 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

środa, 28 listopada 2007

nie wiem jak mozna w niby tak cywilizowanym kraju tak nie odsniezac chodnikow. Przeciez jak jest jakas gorka to sie chodnikiem rano czesto isc nie da. zlamanie pewne. Kolejny powod zeby miec samochod.
Dzis apdlem do przedszkola i przerazony do Mai Pai biegne ze mialy tylko zyczenia w srode wystarczyc, a kazdy jakis prezent ma ze soba. drobiazg, ale zawsze, a ja nic procz zyczen i to jeszcze dzis rano napisanych, i wogole to nie wiem co tam pisze bo to Maja Paja mi dala jakas ksiazeczka z sentencjami i co ja mam generalnie robic. A maja do mnie jak zwykle It's OK. To zdumiewajace jak wiele rzeczy dla niej zawsze jest OK. I ze ona tez tylko zyczenia dzisiaj ma, a ja sie tak zastanawiam czasami czy miala tylko zyczenia zeby mi tez glupio nie bylo. wogole Maja jest specyficzna osoba, ale o zlotym sercu. Kiedys o niej napisze bo to nie tak latwo. Moze raz na miesiac bede o kims pisal, a nie codziennie ;-) ale sentencje podobno udalo mi sie wybrac 'typowo islandzka', tylko Maja... nie umie przetlumaczyc na angielski :-)
Na islandkzim wczoraj znowu tajskie zarcie zarlem. Jejku, my sie tam czasami wiecej obzeramy niz uczymy i nie wiem czy to dobrze. Poza tym irytuje sie strasznie bo nic juz kompletnie nie rozumiem i wyrzucam te pieniadze w bloto, ale tak sobie zawsze mysle, ze moze to ma sens, ze zawsze cos tam sie zapamieta.
Wcozraj z agnieszka na GG rozmawialem i nawet nie wiecie jak to dobrze ze jest Agnieszka. bo ja age to raz na 2 lata srednio widuje ;-) ale Aga po prostu JEST gdzies tam sobie w Dublinie i to wystarzcy ze wiem, ze jest. bo to jedna z tych nielicznych osob, ktorych nie musze widywac codziennie, nie musze widywac wogole, ale zawsze bedzie o czym pogadac. Poza tym czasami odnosze wrazenie, ze to jedyna osoba, ktora rozumie co ja jej czasami pisze o Islandii. bo to jest tak dziwnie. wytlumaczyc komus jak to jest byc emigrantem, kto za granica byl tylko na wakacjach i wogole to wogole mija sie z celem. Nawet komus jak ktos sobie tak pojechal na wakacje zarobic to tez czasami bez sensu. bo to niby Islandia jest, ale wiecie, prawda taka, ze jak ktos chce to moze przezyc bardzo dlugi czas i nie widziec na oczy nikogo procz Polaka. naprawde. i jak ktos tak jedzie na chwile to sie wogole w dany kraj nie wglebia bo po co? Jak wakacje to odpoczac, jak praca to na studia ewentualnie zarobic jak na wakacje. no i tacy ludzie nigdy nie maja pewnych problemow i obaw, ktore ja mam i ktore trudno wytlumaczyc komus kto nie byl za granica. Nie maja szans tego doswiadczyc. Ja tez wiele rzeczy nie rozumialem w Polsce co mi ludzie mowili dopoki sam ich nie doswiadczylem. No i Aga wlasnie to mnie jedyna tak bez slow czasami rozumie bo my takie same rzeczy czasami przezywamy tlyko w roznym czasie bo ona troche dluzej juz jest. Bo ja nie wiem ile tu bede i dlatego moje polozenie inne troche jest niz ludzi, ktorzy przyjezdzaja w konkretnym celu- zarobic i wrocic, ewentualnie pobyc i pozwiedzac. Poza tym jestem skazany na to zeby bylo inaczej przez moja praca i wogole. Jestem zmuszony zderzac sie z wieloma rzeczami z ktorymi nie zawsze mam ochote sie zderzac. Ale naprawde jestem zadowolony z tych zwierzen. Islandia jest fajna bo zrozumialem ze w Polsce stalem w miejscu, a co najwazniejsze, zrozumialem, ze to NAPRAWDE nie byla moja wina. nie wiem, systemu czy czegos, no ale tak po prostu jest dziwnie w tym naszym kraju. Tu wszystko idzie do przodu! tak jakos po prostu! Kazdy pwoinien choc rok mieszkac za granica. taki przymus bym wprowadzil. Musisz na rok sie z Polski wyprowadzic :-) To by nam wiele pomoglo.
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 06:13 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

wtorek, 27 listopada 2007

urządziłem z dziemi pokoik światecznie. Pozawieszaliśmy czerwone lampki wokół krawędzi sufitu. A potem wpadłem jeszcze na genialny pomysł, żebyśmy światło poobklejaki czerwoną bibułą, co generalnie daje fajny efekt, ale w pokoju zrobiło się buro, szaro i czerwono, a na dworze też już buro, szaro, tylko nie czerwono, a ja ślepy po zmierzchu, więc sam sobie to zrobiłem, że będe teraz w okularach chodził. Dobrze, że tylko 2 tygodnie i POLAND NOW. A wogóle to miałem dużo rzeczy napisać, ale zagadałem się na GG (jeśli wogóle tak można się zagadać) z Agą i Dominikiem i wyszło jak wyszło :-)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 14:05 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Moja znajoma przetlumaczyla cos z islandzkiego na angielski, a ja musialem przetlumaczyc to na polski. Mialem tylko na to 5 minut i tak sie zastanawiam jak duzo to sie rozni od oryginalu:
Droga mamo, drogi tato!
Wiem, ze czasami przeze mnie jestescie bardzo zmeczeni,
poniewaz jestem taki maly.
Zostawiam odciski moich palcow wszedzie,
poniewaz jestem taki maly.
Ale z kazdym dniem staje sie wiekszy!
Tak, pewnego dnia bede duzy
i wszystkie odciski moich palcow znikna.
Tutaj oto macie moje male odciski palcow,
zebyscie mogli zawsze pamietac
jak slodkie i urocze byly moje rece
kiedy bylem maly.

No to juz chyba nie musze mowic po co to bylo. Poza tym u mnie sie juz w pracy definitywnie zyje impreza. Dzis przyozdobilem sale jak bylem u chlopcow. lampy zakrylismy czerwona bibula a do scian przymocowali lampki. Takie nic a tak cieszy male umysly. Fajnie byc dzieckiem. Poza tym zastepca mojej dyrektorki, jak juz popakowalem te prezenty, kazala mi sobie wybrac gdzie chce isc. Mialem tyle alternatyw. naprawde tyyyyyle :-), ale ze mam w sobie cos z masochisty to poszedlem sobie do tych moich kochanych urwisow co mnie wkurwiaja srednio piec razy na 10 minut. W sumie to nie wiem czemu tam poszedlem. Lubie ich po prostu. Przynajmniej cos sie dzieje. Poza tym oni tez mnie lubia bardzo tak naprawde. No i tak sobie leci tez dzien powoli i zbliza sie do konca... Leje a te biedni dzieci na polu caly czas w tym deszczu stoja i nikt sie nie zlituje. Poza tym slonca nie ma przez to i juz tak buro i szaro i ciemno sie robi a tu dopiero 14:40. Byle do lata i bialych nocy! Jejku, to jest cos, uwierzcie na slowo!!!
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 06:36 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Tak mi milo dzis dzien mija, mimo ze spoznilem sie do pracy 20 minut boz nowu jeden autobus na mnie nie poczekal przy przesiadce. Potem musialem isc na nogach, co normalnie zajmuje mi 5 minut, dzis zajelo 15 bo chodniki sliskie jak cholera po nocy a tu nikt ani piasku ani soli ani czekokolwiek innego posypac zamiaru nie ma. Ja nie wiem, ale skoro tak to jak tu chodzic bedzie za troche? Przezenty dzis przygotowywalem na impreze w pracy. Trzeba bylo je zapakowac i do kazdego doloaczyc numerek bo bedzie losowanie. Rozne rzeczy mozna wybrac, niektore smieszne, inne nie. Na przyklad palnik do kuchenki, ale tez bon na Toyote jakby sobie ktos chcial w salonie nowa kupic. Albo suszona ryba bardzo zdrowa albo kosmetyki jakies... No rozne dziwy. Bo generalnie to nie chodzi o prezent.
Z Adamem wczoraj w Sirkusie bylem, siadly sobie obok jakies islandzkie pizdy nawalone i mysla ze sa spoko. No nie ma o czym pisac, poza tym ze chlorem od tych alkoholiczek wonelo na caly bar. Az sie barmanka pytala jak poszlismy po piwo drugie czy nam nie przeszkadzaja i nie wkurwiaja gatka i wogole. No z deczka. Brzydkie, pijane islandki to najgorsze co Cie moze w zyciu spotkac :-) A do tego jak sa jeszcze glupie i musisz sie znizac do tego jej poziomu intelektualnego i nadazac za jej tokiem myslenia. To straszne, ze ona na poczatku myslala, ze to jej wywyzszanie sie w stylu czy mamy w Polsce domy, czy mozna jechac na zakupy i co warto zwiedzic, zrobi na nas jakiekolwiek wrazenie, oprocz tego ze uznamy ja za kretynke i olejemy ja tak jak na to zalsuguje i caly bar bedzie sie z niej smial generalnie. No jednym slowem straszne :-) Wogole to Sirkusa o malo zesmy wczoraj nie spalili bo mi zgasla swieczka taka gleboka, a Adama chcial wyjac papier, podpalic go i potem podpalic swieczke. Hmmm... to nie byl po prostu dobry pomysl.
Wogole jestem tu pol roku i widze z ejednak jest bariera jezykowa. Wiecie ile ja rzeczy teraz dostrzegam co wczesniej nie widzialem? Na przyklad jak teraz jade to wiem, ze ten napis to oznacza ze tam dentysta sie znajduje lub cos w tym stylu. Bo ten jezyk taki dziwny jest, ze w zyciu byscie sie tego nie domyslili po prostu tak patrzac na napisy i mozna sie irytowac gdyz nie wie sie co gdzie sie znajduje. Ja do tej pory nie wiem co na przyklad moge kupic w sklepie o takiej nazwie a takiej. Zdalem sobie z tego sprawe wczoraj bedac z Adamem kupic moj prezent do pracy. I ksiazke "GNOJ" w sklepie znalazlem za 50ISK, to chyba mniej niz WYBORCZA w Polsce :-) I kto mowi ze Islandia taka droga ;-)?
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 02:54 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

poniedziałek, 26 listopada 2007

jak czasami slucham ludzi to widze ze nie wszyscy islandczycy sa dobrzy, ale ja na szczescie odkad zmienilem prace trafiam tylko poki co na tych dobrych. moja szefowa dzis specjalnie pojechala za moja sprawa do zwiazkow choc chcialem zeby tylko zadzwonila. widze jacy oni sa inni od nas pod kazdym wzgledem- Islandczycy, ale mi sie tu po prostu podoba. nic na to nie poradze. Maja Paja mi sie zwierzyla dzis, ze ma problem i ja w pierwszej chwili mialem wam powiedziec o tmy problemie, no ale doszedlem dow niosku ze nie moge no bo przeciez ona mi sie zwierzyla i nie chce tez zeby nikt w przedszkolu wiedzial. I nawet jakbym wam to powiedzial to by w innym jezyku bylo niz jej i nigdy by sie nie dowiedziala i wogole to moze naet takie malo wazne i oddaje tylko charakter Mai Pai, ale moze nie wszystko powinienem mowic jak mi sie obcokrajowcy zwierzaja bo to mimo wszystko sie tu upublicznia. Takze mam sekret z Islandka ;-). i to mile jest ze akurat mi o tym powiedziala a nie komus innemu. To znaczy innym pewnie tez powiedziala, ale ja akurat jestem jedna z tych osob co wybrala.
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 06:19 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Dzis rano powiedzialem kolezance z pracy PO ISLANDZKU ze byle w Blue Lagoon z kolegami z pracy z mojego klubu. A ona zrozumiala, ze przyjechal moj wujek z Polski i zabralem go do Blue Lagoon :-) Poza tym poznalem juz dzieci z ostatniej, czwartej czesci przedszkola. Nikt tam do mnie nic po angielsku nie mowi i czuje ze to jest bardzo dobrze. Kurde, jak tam mowia do mnie hiper wyraznie to naprawde czasami juz duzo rozumiem. Nie umiem odpowiedziec ale rozumiem, a wiem, ze na poczatku sie rozumie. Poza tym ci chlopcy inni sa niz tam gdzie zawsze bylem. O WIELE spokojniejsi. O wiele! Bylem bardzo zdziwiony. Rzucono mnie od razu na gleboka woda i kazano zostac z nimi na sniadaniu. A tu cisza spokoj, potem mala sensacja i dotykanie mnie calego i sprawdzanie, ze tu mu broda rosnie i tego typu sprawy nie do uwierzenia. Ale tak jakos za spokojnie sie zrobilo i sobie przed moja przerwa poszedlem do MOICH chlopcow, a tam od razu od wejscia krzyki i wszyscy do mnie leca i chca zebym im tam pomogl ubrac sie na dwor, cos ulepil, cos ulozyl, no jak w domu :-)Bo ja chyba tak mam, ze te dzieci co mnie bardziej i czesciej podkurwiaja lubie bardziej. Poza tym inaczej to nuda taka, a tam to ciagle jakies wyzwania i po angielsku ze mna rozawiaja. i jakos tak u siebie sie czuje, a tu znowu wszystko poznawac musze od poczatku. Zaraz mam isc na 25 minut na dwor pilnowac dzieci a tu wieje prawie poziomo! Przerabane! Poza tym musze jakos przykombinowac i jak nikt nie widzi ze stacjonarnego do Adama zadzownic ;-)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 03:04 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

niedziela, 25 listopada 2007

Krzysiek mi powiedział, że Ania mu powiedziała, że ktoś jej powiedział, że imigranci to myślą, że Islandia to taka oaza spokoju całkowcie bez napadów, kradzieży, gradzieży i wandalizmów, ale to tylko dlatego, że islandzkiego nie umieją i gazet przeczytać nie mogą, a tam codziennie prawie się tym podniecają, że ktoś kogoś bez powodu nożem dźgnął. No może i coś w tym jest. Ale to że jest wandalizm to ja sam często widzę. Na głównej ulicy miasta ktoś w sobotę szybę wybił w sklepie, a przystanek z którego odjeżdżam do pracy też jest bez szyb całą niedzielę. 4 godziny niepełne dziś spałem... A zaraz na dwór wyjdę i papierosa na tej wypizdówie wypale :-)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 23:18 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Marta miała rację gdy z nią rozmawiałem przez telefon, że koniecznie powinienem odwiedzić www.nasza-klasa.pl w Internecie. jakich ja się rzeczy o ludziach z liceum dowiaduje, jakich ludzi mam wogóle w kontaktach co już tak dawno nie widziałem, a jednak pamietają. Internet to miła rzecz. Sam bym chetnie jeszcze paru osób poszukał, ale i czasu szkoda i nie wiem czy do końca chce ;-) W Polsce się tym zajmę na porządnie. jakieś zdjęcia dodam i wogóle. A zresztą, tyle rzeczy zrobię w tej Polsce, że nie wiem gdzie ręce pierw włoże. Czasami się czuję jakbym to liceum wczoraj kończył i teraz tak patrzę jak się tylko ludzie mi po Polsce i świecie rozjeżdżaja. no cóż, zmienia się wszystko... Nową płytę Kylie sobie sprawiłem, ale taka troche wersja nieoryginalna, bo tak, jestem pojebany i lubię Kylie, ale nie aż tak żeby mnie było na jej płyte stać oryginalną w pełni. No i problem w tym, że sobie miejsca na dysku posępiłem i ściągłem sobie wersję 45MB zamiast 102MB i mam teraz jakość jaką mam i wyszło jak ktoś tego w domu słucha, że to jakieś tandetne disko- polo i tak wogóle beznadziejnie Kylie reklamuje, a to tylko wersja taka że nie wszystko słychać jak być powinno. A wogóle to może bym tam ludzie też ze studiów poszukał i z UJotu??? Nie... :-) Lubie takie rzeczy ale bawić się w nie już chyba niekoniecznie. Fajne jest, że obecność zaznaczyłem i wogóle i już dużo nowych rzeczy wiem, ale tylko tyle i aż tyle :-)
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 14:19 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Tyle rzeczy mam do załatwienia przed wyjazdem, że ja się już na pewno nie wyśpię. Prezent wymyśliłem. Poproszę Anie żeby mi kupiła albo wzieła od Tybetańczyka jedną parę najprawdziwszych, tybetańskich kolczyków. To będzie super prezent. Jeśli wypali. powinien się jej spodobać. wycieczka jednak o dziwo wypaliła. Helgi mnie zabrał tak jak obiecywał. Widzieliśy bulgoczące błoto znowu, ale w calkiem innym miejscu niże poprzednio, poza tym jezioro, do którego nie wpływa żadna i nie wypływa też żadna rzeka. na koniec byliśmy koło klifów, a potem w Blue Lagoon, gdzie przezyłem małą traume, bo to jednak 100% prawda, że się islandczycy do naga pod prysnzicem rozbieraja, a ja niezwyczajny. Tak jak wchodziłem pod prysznic to się długo nie mogłem przemóc, ale potem to już spoko. no takie polskie przyzwyczajenia. poza tym takie nie polskie i już. Teraz już nie mamy przed sobą żadnych tajemnic, jak obnażenie się psychiczne;-) nie no, dla mnie głupio. ale spoko. Już mogę. Poza tym Helgi to nie ejst taki typowy Islandczyk. ale tłumaczyć tego nie będe bo trzeba by najpierw znać islandczyków jakiś. on jakoś tak potrafi powiedzieć jak ma zjebany humor, że ma zjebany i nie chce mu się gadać i jakoś tak widac po nim, że jakos tak nie kupuje wszystkiego jak inni na potęge i przejmuje się biednymi ludźmi w USA, których jest podobno 7 milionów głodujących. Czy wiecie jak tu otwarli takie sklep dla dzieci TOYS4US, taki znany na całym świecie on jest, to islandczycy w pierwszym dniu zrobili w nim zakupy za 1,2 mln USD!!! Kurwa, wiecie ile to kasy??????? a ich tylko 300 tysięcy i w tym ileż może tych dzieci być?
Autor: (LIKE.NO.OTHER) o 10:08 Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

MÓJ INSTARGRAM

  • ISLANDIABLOG

Hallgrímur Helgason, pisarz

“We have to save ourselves

from ourselves.

We have to minimize

the effect our own politicians

can have on our society.

We have to get some

rules from the outside.”

Jón Gnarr, Burmistz Reykjavíku

We desperately need young, liberal, modern politicians in Iceland. Not conservatism, intolerance and narrow mindedness. We need more cool and less lame. Preferably women.

TŁITER islandiablog

Tweety na temat @islandiablog

od początku

od 25 stycznia 2010

Your borders are stupid

unexpected people. unexpected turns. wonderful. 
expect the unexpected.



blisko i daleko

Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl

Heloł!

Było, mineło (i wszystko nieprawda)

  • listopada 2015 (1)
  • lipca 2015 (1)
  • lutego 2015 (1)
  • stycznia 2015 (1)
  • grudnia 2014 (4)
  • września 2014 (3)
  • lipca 2014 (4)
  • czerwca 2014 (10)
  • maja 2014 (2)
  • kwietnia 2014 (8)
  • marca 2014 (4)
  • lutego 2014 (4)
  • stycznia 2014 (1)
  • grudnia 2013 (2)
  • listopada 2013 (7)
  • października 2013 (3)
  • września 2013 (1)
  • sierpnia 2013 (12)
  • lipca 2013 (2)
  • czerwca 2013 (2)
  • maja 2013 (3)
  • kwietnia 2013 (6)
  • marca 2013 (2)
  • lutego 2013 (7)
  • stycznia 2013 (20)
  • grudnia 2012 (6)
  • listopada 2012 (13)
  • października 2012 (28)
  • września 2012 (4)
  • sierpnia 2012 (2)
  • lipca 2012 (7)
  • czerwca 2012 (24)
  • maja 2012 (13)
  • kwietnia 2012 (9)
  • marca 2012 (4)
  • lutego 2012 (6)
  • stycznia 2012 (25)
  • grudnia 2011 (13)
  • listopada 2011 (15)
  • października 2011 (64)
  • września 2011 (13)
  • sierpnia 2011 (6)
  • lipca 2011 (2)
  • czerwca 2011 (6)
  • maja 2011 (1)
  • kwietnia 2011 (15)
  • marca 2011 (23)
  • lutego 2011 (7)
  • stycznia 2011 (17)
  • grudnia 2010 (25)
  • listopada 2010 (23)
  • października 2010 (16)
  • września 2010 (41)
  • sierpnia 2010 (41)
  • lipca 2010 (12)
  • czerwca 2010 (33)
  • maja 2010 (23)
  • kwietnia 2010 (38)
  • marca 2010 (29)
  • lutego 2010 (26)
  • stycznia 2010 (63)
  • grudnia 2009 (41)
  • listopada 2009 (27)
  • października 2009 (24)
  • września 2009 (20)
  • sierpnia 2009 (10)
  • lipca 2009 (17)
  • czerwca 2009 (22)
  • maja 2009 (12)
  • kwietnia 2009 (35)
  • marca 2009 (27)
  • lutego 2009 (28)
  • stycznia 2009 (34)
  • grudnia 2008 (47)
  • listopada 2008 (25)
  • października 2008 (27)
  • września 2008 (14)
  • sierpnia 2008 (5)
  • lipca 2008 (13)
  • czerwca 2008 (8)
  • maja 2008 (3)
  • kwietnia 2008 (5)
  • marca 2008 (4)
  • lutego 2008 (5)
  • stycznia 2008 (13)
  • grudnia 2007 (7)
  • listopada 2007 (61)
  • października 2007 (76)
  • września 2007 (59)
  • sierpnia 2007 (59)
  • lipca 2007 (27)

Pogoda.

Weather Forecast | Weather Maps | Weather Radar
Powered By Blogger

The less you know about Iceland, the more powerful the experience is:

  • Nowa, to się jeszcze dziwi
  • total
  • O NAS
  • mam, tak samo jak Ty, swoje miasto (nocą), a w nim...
  • islandzkie filmiki
  • bardzo ciekawie o islandzkim dizajnie
  • bo islandzkie prezenty!
  • bo tak się mówi po islandzku
  • bo muzyka.is
  • Bo tym razem się chce studentom
  • islandzkie opowieści (projekt)
  • Bo nawet szacowny Grapevine.is o nas pisał
  • bo się największym filozofom nie śniło, czyli jak kończy islandzki american life
  • zobaczymy w którą stronę to pójdzie
  • muzyka islandzka
  • bo Islandia w internecie
  • Bo whatever it is we're against it.
  • bo poinspirujmy się!
  • bo wszyscy kochają islandzką muzyke?
  • Bo wszystko za darmo!
  • bo komuś się chciało
  • iceland in focus
  • bo też o Islandii
  • Bo... to coś pięknego...
  • bo to są kulowe zdjęcia
  • bo jak dobrze, że komuś się chce
  • bo jest tam parę fajnych fotografii
  • bo jeśli planujesz nas odwiedzić
  • Bo trzeba też cwiczyć angielski
  • bo jest nas tu więcej
  • Bo może chcesz poogladać islandzką telewizje/ posłuchać radio
  • bo by miło zacząć dzień
  • Bo ktoś odwala fajną robotę
  • Bo nie dawno odkryłem
  • Bo oprócz słów, są też zdjęcia
  • Bo EYGLÓ wie wszystko ;)
  • Bo po prostu nie do wiary:)
  • Bo tak ładnie zlinkowany jest tam mój blog... :)
  • Bo tak się nosi Islandia;-)
  • Bo cudze chwalicie, a swego nie znacie!
  • helllooooooł... to jest "kulowy" blog!
  • Bo tu by się takie radio przydało (poza tym robione jest przez mojego znajomego).
  • Bo być Islandczykiem to znaczy mieć tu założony profil :)
  • Bo pracuję z laską matki co się tam udziela (poza tym to fajny islandzki zespół)
  • Bo Helgi jak powiedział tak zrobił i opuścił naszą wiochę na jakiś czas.
  • Bo to mój znajomy z Islandii
  • Bo to obowiązkowa lekura moja.
  • Bo ktoś musi myśleć za islandczyków.
  • Bo Bjork politycznie
  • Bo często tu zaglądam.
  • Bo masowa konsumpcja kultury.
  • Bo to moje ulubione muzeum w Reykjaviku.
  • Bo rzadko bo rzadko, ale czasami kupuję. (Poza tym przypomina mi to polski FLUID).
  • Bo to słychać w Islandii
  • Bo w Islandii też są brukowce.
  • Bo to moje ulubione miejsce w Reykjaviku.
  • Bo tam są fajne imprezy.
  • Bo uwilebia Polskę, a ja ją:-)
  • Bo Islandia to ona, a ona to Islandia.
  • Bo TAK!
  • Bo to naprawdę fajny blog o Islandii
  • bo któż nie kocha Natalie Portman
  • bo to są kulowe zdjęcia
  • bo też o Islandii
Motyw Eteryczny. Obsługiwane przez usługę Blogger.