środa, 23 stycznia 2013

sto lat? ;)



W jakim tkwimy średniowieczu niech uświadomi nam trailer filmu edukacyjnego dla islandzkiej młodzieży- o tym jak seks jest wspaniały i jak może nie być kiedy uprawiamy go wbrew sobie. I co to w ogóle jest i kiedy zachodzi przemoc. Film we współpracy z państwem zaangażował się Páll Oscar, nasza największa wyspiarska, muzyczna gwiazda. 30 stycznia premiera całości. Obejrzycie. Będą napisy po polsku! Co by było gdyby w Polsce nakręcono taki film i ile musi jeszcze wody w Wiśle upłynąć, żeby taki film mógł powstać?

niedziela, 20 stycznia 2013

rok 2012 w licbach

74,80% populacji Islandii posiada konto na fejsbuju.
9 zwolnień grupowych, pracę straciło 293 osoby.
Björk ma najwięcej fanów na fejsbuku ze wszystkich islandzkich celebrytów, 241492.
Sigur Rós z kolei ma najwięcej folołerów na Tłiterze o łącznej ilości dusz 113533.
803.210 ton aluminium wyprodukowano w poprzednich roku.
1668 osób posądzono o branie narkotyków od stycznia do października 2012.
3255 dzieci urodziło się w Państwowym Szpitalu Uniwersyteckim.
10 i 21- najczęściej powtarzające się liczby w lotto
-7,9C byłą najniższą temperaturą odnotowaną w Reykjaviku.
1585 słonecznych godzin odnotowano w Reykjaviku.
Importowano 9629 pojazdów.
Około 10.000 osób przepisano antydesperanty.
2.380.214 ludzi przewinęło się przez port w Keflaviku.
977 firm zbankrutowało od stycznia do listopada 2012.
14.344 operacji chirurgicznych wykonano w szpitalu uniwersyteckim.

piątek, 18 stycznia 2013

pilnuj się

Mój kolega powiedział: "Fajnie jest być w Reykjaviku jak jesteś ekstrawertykiem. Wymarzone miasto dla Ciebie. Natomiast jak jesteś introwertykiem to masz przejebane." Ja na to, że to przecież nie może być prawda bo ja typowy introwertyk, a on na to bezczelnie śmiech prosto w twarz że chyba żartuje. No ale przecież wtedy nie mógłbym pasować do teorii :)
Moja koleżanka powiedziała, że Islandia wymaga od nas o wiele więcej niż inne miejsca na świecie. Tu nie ma miejsca na ściemnianie i wymaga wiele się cywilnej odwagi żeby być sobą. Choć z drugiej strony przy takiej ilości mieszkańców nie ma na to innego sposobu. Jesteś śledzony na każdym kroku. Każdy Twój ruch ma znaczenie :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Ronaldo

Cristiano Ronaldo zarobił w 2011 roku 2 miliardy koron. Za tą kwotę wszyscy studenci Uniwersytetu Islandzkiego nie musieli by płacić czesnego przez dwa lata. Można by kupić 27 milionów filiżanek kawy w kawiarniach uniwersyteckich. Przez cały rok każdy student otrzymał by za darmo jeden ciepły posiłek z uczelnianek stołówki i jedną filiżankę kawy. Każdy student mógłby dostać Vespę lub roczny bilet autobusowy przez kolejne cztery lata lub IPhone 5. Każdy student mógłby mieć cotygodniowy masaż przez cały rok lub można by wypić 2,9 milionów litrów piwa THULE>

sobota, 12 stycznia 2013

Harpa tańczy



Sonar

Za miesiąc ma się odbyć w Reykjaviku islandzka edycja festiwalu Sonar. Bilety się sprzedają, ale chyba średnio skoro tak długo to trwa, a nadal są dostępne. Cena też nie zachęca, dla większości Islandczyków w kryzysie 15000ISK to zdecydowanie za dużo, tym bardziej, że ideą festiwalu jest promowanie lokalnej sceny tak na prawdę, a wszystko co tam z Islandii będzie grało to mamy na co dzień o wiele taniej. No ale będzie James Blake i Simian Mobile Disco i ja bym poszedł, ale nie mam z kim, a samemu to tak strasznie nie fajnie. Podziemny garaż w Harpie ma być przerobiony na całonocną dyskotekę. będzie bosko. W piątkowej gazecie ogłoszenie na całą stronę zachęcające do partycypowania. Strachu nie ma, znowu zjadą się obcokrajowcy i skończy się to jak każdy muzyczny festiwal w tym kraju (może oprócz tego aa Westmanajer w sierpniu, ale może to o to chodzi, może to jest ten festiwal właśnie dla Islandczyków). 80& uczestników będzie z zagranicy. Pokazuję ostatnio ludziom, że my w Polsce to nawet mamy portal o islandzkiej muzyce i oni patrzą się taki oniemiali i z niedowierzaniem. Ja czasami trochę też, bo tam wszystko jest po prostu super i wyjebane w kosmos. Nie ważne że zejdzie się trzech gości w jakimś gimnazjum, jest dzieło epokowe bo z Islandii. Plus dodatkowe punkty jak jest śpiewane po Islandzku, bo jest tajemniczo. Więc pokazuję Brynjarowi i Ásþorowi te nasze polskie cacka i patrzymy na zdjęcia kogo znamy i mówię im, że już czas, że chcę te wasze wypociny tez tam zobaczyć opisane, że nie muszą się martwić, jak złe to by niby było i tak na pewno laurkę wśród Polaków piękną dostaną. Bo z Islandii. Pani Brodka ma takiego pecha, że urodziła się z Polski i nie mówi po Islandzku.
Nie mogli by na Sonar Garbage zaprosić? Wtedy już nie musiałbym się zastanawiać czy warto.

Płyty toku

według szacownego drugiego programu islandzkiego radia:
1. Ásgeir Trausti - Dýrð í dauðaþögn
2. Valdimar - Um stund
3. Moses Hightower - Önnur Mósebók
4. Jónas Sigurðsson & LÞ - Þar sem himin ber við haf
5. Retro Stefson - Retro Stefson
6. Hjaltalín - Enter 4
7. Tilbury - Exorcise
8. Kiriyama Family - Kiriyama Family
9. Pétur Ben - God's Lonely Man
10. Biggi Hilmars - All We Can Be

piątek, 11 stycznia 2013

Trzech króli za nami, więc i u mnie czas zmienić dekorację na mniej świąteczną. stali goście wiedzą co mam na myśli.

1:0 da Maji

Dziwy nad dziwami dzieją się ostatnio w Reykjaviku. Raz jak z jasnego nieba gruchnęła wiadomość, że para kolesi napadła na gościa i go po prostu zgwałciła. Żeby było dodatkowo straszno- śmiesznie działo się to w ten sam dzień kiedy poszliśmy sobie z Brynjarem na piwo do centrum. Przeszliśmy parę barów w mieście, by wylądować wieczorem w niedzielę na partyjce, a nawet pięciu, bilarda w jedynym w mieście teraz oficjalnym barze gejowskim. Z klubu tego mam bardzo dziwne wspomnienia, kiedy mnie to kolega z grupy ze studiów zabrał tam na imprezę i okazało się przez przypadek (z mojej strony) lub nie (z jego strony), że klub ten dzieli się na więcej części niż się to na początku wydaję i przez przypadek znalazłem się w kręgu wtajemniczonych.
Zamówiliśmy partyjkę lub nawet pięć bilarda i do tego parę piw. W lokalu nie było nikogo prócz nas i paru podstarzałych gejów plus podstarzały właściciel, którzy usilnie starali nas się rozgryźć w te 5 minut przy zamawianiu piwa.. Ze starszymi panami gejami jest o tyle fajnie, że chyba tylko dla frajdy, że im w barze towarzyszył ktoś młodszy od nich, można sobie dostać ten bilard za darmo. Tzn. nie wiem czy każdy, ale my tak. Widać, że przypadliśmy do gustu. Nie wiem też dokładnie kto, bo to Brynjar poszedł się pod koniec ładnie uśmiechnąć pytając ile płacimy.
W pracy mówię, że czytałem, że po mieście grasują gwałciciele chłopców. Z taki newsem spotykam sie po raz pierwszy w życiu, może dlatego wywarło to na mnie takie śmieszno- straszne wrażenie. Ale na początku w pracy mało kojarzą o czym ja im mówię, bo myślą o Karlu Vignirze Þorsteinssonie, którzy w ten sam dzień na antenie ogólnopolskiej telewizji w wywiadzie przyznał się jak gdyby nigdy nic, że sie  lubił zabawiać dawniej z dziećmi. Skandal tym większy, że niektórzy z nich są teraz sławnymi na Islandii postaciami. Ten kraj seksem stoi, ale ja mówię, że to nie o niego mi chodzi, tylko o tą szajkę co gwałci dorosłych facetów. Maja do mnie, że oni byli z Polski. Ja na chwilę zamarzam nie dowierzając, ale węszę i nie mylę się podstęp. Prawie się jej udało. Mówię, że u mnie takie rzeczy się nie zdarzają. A ona do mnie, że na pewno tak, tylko pewnie u nas się o takim czymś nie mówi. Jeden zero dal niej.
. Czasami myślę, że to nie możliwe, że moja urodziła się w Islandii.

WOŚP 2013


trzynasty


Szósty stycznia, czyli trzynasty, bo trzynaście dni po świętach i pali się wielkie ogniska i po raz ostatni puszcza petardy. Trzech Króli inaczej. W tym roku wyjątkowo po raz pierwszy w Reykjaviku. Dziwnie obchodzić to wydarzenie na obcym sobie terytorium. 
Ostatnimi czasy noszę się z tezą, że potrzeba naprawdę odwagi, aby żyć na Islandii i być sobą. Jest to tak na prawdę o wiele trudniejsze niż w większości innych krajów, ta odwaga cywilna. Tu jest jest nas tak mało, że człowiek nie ma szans być anonimowy na dłuższą metę i wszystko co zrobi lub powie, będa o tym gadać prędzej czy później. Życie w takim Krakowie lub Londynie wydaje się przy tym bułką z masłem. Ten blog umrze pierwszego września dwa tysiące czternastego roku. 
Pięć minut temu na fesjbuku okazało się, że Helgi jest w związku. Mój Helgi z niezapomnianego baru z problemem, ze jeszcze nie spał z żadną dziewczyną. No cóż, juz chyba spał. Świat idzie do przodu, nie stoi w miejscu.
Kiedyś Reykjavik wydawał mi się taki czysty, a nawet i duży. Dziś nie ma po tym ani śladu. Wszędzie widzę tylko śmieci, a myślenie o jakimś centrum zakrawało o chorobę psychiczną zwaną zachłyśnięciem się nowym miejscem. 

sobota, 5 stycznia 2013

princepolo

Niestety wszystkim foczkom postanowienia noworoczne mogą nie wyjść, bo jak na złość one z wodą i jakimś szajsem z Herba Life, a nasza kucharka w szale gotowania ciast. Codziennie inne, codziennie lepsze. Plus ja się z Prince Polo z Polski wjebałem. Bo Islandia kocha Prince Polo, ale mają tylko oryginalne, a ja im zwożę orzechowe i mleczne (wcześniej było jeszcze kokosowe), taka już tradycja. I Princessę kokosową odkąd nie ma już Prince Polo o takim smaku. Świat pełen wyzwań. Również dla kierowców. Kto nie prowadził samochodu w czasie sztormu po Reykjaviku to nie zrozumie.

czwartek, 3 stycznia 2013

everything in the right place

Zaczął się Nowy Rok i wszystkie foczki w mojej racy zastąpiły butelki Coli na butelki kranówy, przynajmniej na jakiś krótki czas. Woda w dzień odmarza, po południu zamarza i jest jedno, wielkie lodowisko. Nikt tego piaskiem i solą nie posypie bo ekologia musi być. I niech będzie. I cyrk też musi być. Po pierwszym dniu czuje się znowu jak everything in the right place.

środa, 2 stycznia 2013


dżwięki Europy

znowu

" No i znowu do tego pojebanego języka"- powiedziała na lotnisku młoda pani w białych kozakach do kolan i brokatowej bluzce. W czasie lotu do Keflaviku można przeczytać całą 350- cio stronicową, nową powieść Masłowskiej "Kochanie, zabiłam nasze koty", tylko po ty, by stwierdzić, że jak zwykle chyba o coś jej chodzi, ale ja mogę się tylko domyślać. Można zacząć 50 stron "Poniedziałkowych dzieci" Pati Smith i przejrzeć najnowsze wydanie gazety codziennej i przesłuchać płytę Jezus Maria Peszek. Każdy kto przyjeżdża do Islandii powinien przyjechać z kupioną książką, którą podaruję dla Biblioteki Szkoły Polskiej. Taka tradycja. Pogoda na Islandii nie różni się niczym od tej w Polsce. Tylko ciemniej trochę więcej rano i znowu ma się ochotę człowiek pociąć wstając rano.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

szopka

Namówiła mnie Maja dziś, żeby iść obejrzeć szopkę w klasztorze. Ona luteranka, ja taki sobie katolik. Weszliśmy, zobaczyliśmy, pogadaliśmy z księdzem. Maja mówi mi, że ona zawsze przychodzi tu tą szopkę zobaczyć i że ona najchętniej to by właśnie na święta pojechała do Polski te wszystkie szopki pooglądać. Ja jej na to, że mogą być takie żywe, ze zwierzętami i w ogóle. Ona już tego nie ogarnia. Mogą być też polityczne i antysemickie, ale o tym już nie wspomniałem. Potem wspólnie się zastanawialiśmy czy to ten sam ksiądz to ten co lubi młodych chłopców czy to już inny na jego miejsce. Bo afery pedofilskie są również w kościele na Islandii. Stosunkowo nie dawno wybuchła taka, w której uczniowie katolickiej szkoły w centrum Reykjaviku postanowili wyjawić co się tam wyrabiało. Jakby ktoś jeszcze nie wiedział to już wie, że wszyscy księża na Islandii nie są z Islandii. Nie wiem co już trzeba nabroić w swoim kraju, żeby być zesłanym na ten zapomniany przez Boga ląd ;)

niedziela, 16 grudnia 2012

wiocha pe el

Coraz częściej pojawiają się na fejsbuku zdjęcia z jakiś stron polskich wiochowych pe el i innych zdjęcia, które najpierw udostępnia jakiś Polak, a potem jego znajomy Islandczyk. I tak nie wiem w jakim świetle to idzie potem w świat. No bo niby wiocha, ale czy te małe móżdżki Islandzkie są wstanie odebrać tą konwencję? Oby tak ;)
Zapaść w sen i obudzić się w święta lub już po nich, kiedy ten cały szał zakupowy się już skończy. Zmęczeni jesteśmy my i Ci, którzy muszą w tych sklepach przebywać teraz prawie całą dobę. Mam ochotę zagrać na nosie tym wszystkim kapitalistyczną gnojom na złość i zorganizować akcję, żeby prezenty kupować po świętach w przecenach jako komercyjny protest :) Ale chętnych nie ma.

piątek, 14 grudnia 2012

samochód na raty, deszcz meteorów i równouprawnienie

Dziś podjechała pod naszą pracę firma i zabrała panu z domu obok samochód, bo nie spłacał za niego rat. Afera była z tego co nie miara, każdy w oknie i tylko luka. Co dziwne taka niby ta Islandia mała, wszyscy się w mieście znają, ale za cholerę nikt nie wie kto w tym domu obok naszego budynku mieszka.
Wczoraj byliśmy na wykładzie na temat równouprawnienia na Islandii, dziś Maja składała krzesła, ja się przyglądałem i mówiła mi, że to jest właśnie ta równość z wykładu an Islandii, bo inaczej to ja bym te krzesła składał.
Zaprosił mnie Brynjar wczoraj przy piwku na oglądanie spadających meteorów. Zimno i puste niebo, pogoda idealna, a meteorytów było też co nie miara. Dawniej to bym się brał za robienie zdjęć, ale teraz mam na to wyjębkę i się tylko delektuje. Cisza potrafi być straszliwa, że aż się człowiek na prawdę zaczyna zastanawiać czy tam gdzieś jakiś troll nie siedzi.
Większość sklepów aż do świąt otwarta jest do godziny 22, niektóre nawet do 24. Wszystko po to by zmusić nas do wydania jak największej liczy pieniędzy. Ja ich nie mam, więc i kuszenie tak sobie im wychodzi. Włączam sie na spowolniony, świąteczny bieg. Noc za oknem i mrok za dnia doskonale na to pozwala.

sobota, 8 grudnia 2012



to jest niesamowity flash mob, który odbył się dwa dni temu w naszym centrum handlowym! takie rzeczy tylko na Islandii ;) Czy nie mieszkam w zajebistym kraju? ;)

czwartek, 6 grudnia 2012


Wokalista Pölla Ponk  jest teraz przewodniczącym przedszkolnych nauczycielskich związków zawodowych. Blur wykorzystał w piosence "Song 2" sample z jego pierwszego zespołu. Wiem więcej, ale nie powiem. Islandia jest mała. Hahaha. Ile ja bym dał za takie zespoły dla dzieci w Polsce.

bizzare

Poprosiłem Brynjara ostatnio, żeby mi pomógł w wypracowaniu islandzkim. Było tego całe 9 stron, a bardzo mi zależało, żeby nauczyciel zamiast na poprawie tak dużej ilości błędów ortograficznych i każdych innych, bardziej skupił się na sensie pracy,tego co chcę mu powiedzieć, no i od tej pracy ocena moja zależała. No więc mówię Brynjarowi dwa dni przed terminem, że może w piątek by mi pomógł. Bo wcześniej mnie nie było dwa dni w pracy, potem jego, a poprosić mógłbym kogokolwiek, ale po co mam innym dzieciatym czas zajmować,no i osoba do pomocy musi jednak coś w głowie mieć. Bo to, że ktoś się urodził i mówi po islandzku nie oznacza z miejsca, że on jakieś pojęcie o tym języku ma. Oczywiście Brynjara odmowa nie wchodziła w grę od samego początku, ale zawsze mogła się zdarzyć. Mówię mu, że to po pracy u mnie, szczerze przekonany, że to na prawdę będzie nie więcej niż godzinkę. I na prawdę w to wierzę, w końcu może mieć chłopak jakieś ciekawsze rzeczy do robienia w piątkowe wieczory, niż zabawa w nauczyciela.
Wchodzimy do mnie i przy drukowaniu tego wypracowania wydaje się, że stron co nie miara. Żeby ulżyć jego strachowi daje mu piwo. Brynjar jest jak najbardziej za. Pyta się czy ja chcę, ale ja mówię że nie, bo wtedy nie będę mógł go odwieźć. Bardzo lubię jak ktoś poprawia moje wypracowania, bo wtedy widzę jak nieprawidłowo pracuje mój mózg. Pisząc zdanie po islandzku trzeba myśleć o tylu rzeczach, żeby ono brzmiało poprawnie. To jest wręcz niesamowite. Może po polsku jest tak samo, ale ja nie potrafię tego ocenić na trzeźwo, gdyż jest to mój język rodzimy. I tak jestem przekonany, że on sam porobił przynajmniej parę błędów, no ale bez przesady. Aż tak perfekcyjny być nie muszę.
Drugie piwo. Ot tak znienacka pytam się czy jest on potokiem Egila. Większość osób na Islandii jest potomkiem tego skalda. On do mnie że tak. Ja że chyba żartuje. On że nie. Ja pytam skąd wie. On że to jest udokumentowane na stronie islendingabok.is, że każdy Islandczyk może sobie tam wejść i zobaczyć z kim jest spokrewniony. Ja się pytam czy często to robi. On, że tak. Ja że ale jak to, skąd oni to wiedzą? On, że z sag i z różnych innych dokumentów i również z odpisów chrztów, pism kościelnych. Komuś się nudziło i zrobili takie dzieło. Ja mówię, że to takie Bizzare, bo nie ja nawet nie wiem dokładnie juz nic o moich prababciach, a co dopiero wiedzieć kto był moim przodkiem 1000 lat temu. Jest to takie piękne i takie przerażające. W jakim narodzie ja żyję. Ktoś nowy przyjdzie do pracy i zaraz sobie możesz wyśledzić kto z kim i jak jeśli.
Trzecie piwo. Brynjar, jak to po trzecim piwo prawdziwy potomek Egila, mówi, że mi pokaże. Poza tym "pozwala mi" już się tez napić, do domu pójdzie na pieszo. W międzyczasie dzwonią jego znajomi i namawiają go na wyjście do baru. Brynjar staje na wysokości zadania i mówi, że najpierw musi mi pomóc. Boże, co to za zabawa takim drzewem. Wpisujesz sobie co i jak i Ci wyskakuje. Uzgodniliśmy, że z Bjork nic go nie łączy, ale już z kimś tam z pracy tak. To jest piękne i chore. Robię się pijany samym patrzeniem na to.Drzewo genealogiczne z trzydzieści pokoleń wstecz. Od samego zasiedlenia Islandii.
Czwarte piwo. Od tej pory każda kolejna strona to przynajmniej pół godzinny przestój i gadanie o wszystkich fascynacjach, a najbardziej tych muzycznych. Właśnie słucham Genesis, co nigdy nie było mi dane. Bo po raz kolejny Brynjar i jego zespół co gra jak początkowy Genesis. Już teraz muszę to znać. Ale zaczynam już od tego nie progressive rock Genesis, ale tego popowego. No cóż, wkrótce dojdę i do niego. Dowiaduje się, że Oli udzielał się rapowo w pewnej undergroundowej kapeli na Islandii i wiele innych nie do publikacji rzeczy.
Nie wiem które to już piwo, ale jedna strona do końca i decyduje się, że pójdziemy razem do naszej remizy spotkać się z jego znajomymi. To zabawne jak Islandia jest mała, bo przechodząc koło domu naszej szefowej natykamy się na nią. W sumie to do końca nie wiem co ona tam robi około pierwszej w nocy, ale wydaje się taka uradowana z tego naszego pojednania polsko- islandzkiego, że jednak Polak może mieć Islandzkiego znajomego i na odwrót i my jak Ci jezusi, ludzie do naśladowania dla przyszłych pokoleń. Niczym wyznacznik przyszłych wydarzeń w islandzkim społeczeństwie. W międzyczasie koledzy dzwonią, że już za późno, że i tak mieli w planie jechać do Reykjaviku, a ten co nie miał zdecydował się do nich dołączyć. Jestem odrobinę zawiedziony, gdyż po czterech piwach doświadczam objawienia boskiego i mówię po islandzku jak Islandczyk. Wręcz czekał na ciekawe konwersację, ale nic z tego. Nic z tego z nimi bo z Brynjarem też daję radę. I znowu pozostawieni sami sobie wybieramy się kraść konie. Alfa i omega. Wyganiają nas z klubu ostatnich. Kończymy na boisku od kosza w pobliskiej szkole z piwem w ręku. Śniegu u nas w zimie nie ma ale o piątej rano i tak zimno jak chuj. Nic spektakularnego się nie stało, skończyliśmy razem jak żeśmy tam weszli mnie, więc pod tym koszem nie pozostaje mi już nic innego jak tylko uświadomić Brynjarowi jaki wpływ na wizerunek Islandii wywarła Bjork i Sigur Ros. Przerażająco on tego nie dostrzega. Więc szczękamy zębami, a ja mu szpanuję i mówię, że Bjork napisała piosenkę dla Madonny:

I tak zostawiamy się obaj z tą wiadomością i staramy się wrócić do domu żywi. W Islandii nikt nie posypuje chodników solą albo piaskiem. No dobra, może gdzieś tam w centrum się zdarza, albo w miejscach gdzie dużo ludzi chodzi, ale generalnie to nie. Po pijanemu to bardzo niebezpieczna rzecz.

środa, 28 listopada 2012

do rzygania

Świąt na Islandii już do rzygania. Wczoraj był 100- stronicowy dodatek do gazety o świetach, a dziś książeczka ze zniżkami w Kringlanie. Na końcu są dwie strony, gdzie można sobie numerem oznaczyć co się chce kupić, bo każda rzecz w tej książeczce ma swój numer. Choinki i światełka tez już prawie wszystkie na swoim miejscu. W pracy zaczyna się znowu szal z "ukrytym przyjacielem". Co roku coś się zmienia, ale zasady generalnie takie same. Losujesz sobie kogoś i przez cały tydzień kładziesz mu na stole, tam gdzie wszyscy prezent. Spuszczasz się przy tym niemiłosiernie, żeby on nie wyczaił moment w którym prezent mu dajesz an ten, bo największa frajda to nie wiedzieć kto nim jest aż do piątku, końca tygodnia, kiedy to spotykamy się wszyscy na przyjęciu świątecznym w celu. Tam to wtedy każdy kładzie na stół prezent główny i każdy potem zgaduje kto to taki te prezenty nam dawał cały tydzień. Masz na to wszystko całe 2000 koron i dlatego tego nie cierpię bo się trzeba nieźle nachodzić, żeby nie być najgorszym ukrytym przyjacielem, bo za takie pieniądze, to sobie poszaleć za bardzo nie można.
Ze zgadywaniem frajdy co nie miara. W tym roku nie przewidziano tylko, choć nie wiem jakim cudem, że to zgadywanie powinno być dość wcześnie, bo się potem wszyscy schleją i tak też się stało. i wtedy przeciągło się to wszystko do trzech bitych godzin, bo wielu ze sceny zejść nie mogło przez bardzo długi czas. A przekonać pijanego Islandczyka do czegoś trudno co nie miara, no chyba że do kolejnej kolejki lub czegoś innego, ale tego nie powiem, bo będę jak te linie Icelandair, które dosyć dawno się tak reklamowały i facetów do przyjazdu na wyspę zapraszały. W ciągu tych trzech godzin nie zostało mi nic innego jak siedzieć przy piwie i sączyć alkohol.
Pracuje już w mojej firmie bardzo długo, więc przynajmniej tyle dobrze, że wiem gdzie, jak i kolo kogo się usadzić, żeby nie mieć nocy zepsutej. Nie wolno siadać koło prostaków, bo na trzeźwo już z nimi kiepsko, a po pijanemu jak dla mnie podchodzi to już pod niebezpieczne sytuacje. Wspomniana już kiedyś koleżanka co ma dziecko z gejem i jeszcze dwie inne to opcje też nie dobre, bo pakowanie się w beznadziejne sytuacje przestało już mnie bawić. i tylko mi żal tej nowej Heiður było co się tak jeszcze nie poznała na tym wszystkim. Wszystko skończyło się jak zwykle w naszym barze so called Remiza przeze mnie i znowu mijały mi przed oczami znajome twarzy, a może to tylko za dużo drinków. Ile człowiek zaoszczędza czasu kiedy nie pali, jak islandzki mu się wyostrza po paru kieliszkach. Udajemy się z Brynjarem kolejne konie kraść prawie do rzygania.
Nie wiem czy cała Islandia, ale na pewno wszyscy w koło mnie bez wyjątku oszaleli na punkcie Retro Stefson.Póki co ich nowa płyta do nabycia tylko w Islandii, ale szturm na rynki europejskie odgrażają się, że po Nowym Roku. Oczywiście przez myśl mi nie przechodzi, ze usłyszę coś takiego w polskim radiu, ale jak tu nie tupnąć nóżką przy "Glow"? Jeżeli islandzka muzyka potrafi wyznaczać treny to załapcie się kochani przed wszystkimi i let it glow.
Jedni wyzywają mnie od prostaków, inni dziękują za pokazanie Islandii od strony takiej jak nikt inny. Wszystkim nie dogodzisz. Jeszcze tydzień, skończę sesję i się wyśpię.



I niech ktoś jeszcze twierdzi, że Islandzki rap nie brzmi super.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Sołtru.


Krąży to sobie po fejsbuku cały dzień dzisiaj. Ale taka prawda. Tak wyglądał mój koszyk na początku w 2007 roku za 5000isk, a tak wygląda dziś za tę samą cenę :)

sobota, 10 listopada 2012

cyrki!

W głowie nadal siedzi mi ten godzinny brutalnie ambientowy wstęp z koncertu Sigur Rós. Myślałem, że tam skonam. Zdanie swoje podtrzymuje. Fajnie to to zobaczyć na żywo, ale generalnie przerost treści nad formą. I jak można mieć takie banalnie proste teksty śpiewając w swoim rodzimym języku? Rozumiem tą grafomankę Sóley, no ale ona śpiewa po angielsku którego dobrze nie umie, więc brzmi to jak teksty angielskie z płyty "Fire" Hey'a. Nie odmówię im za to pełnego profesjonalizmu. Oni, Gus Gus i Björk potrafią to tylko zrobić światowo na koncertach. Reszta ma szczęście że jest stąd, a nie skąd innąd. Fisz ma rację. Może troche mniej orlików, a więcej pieniędzy na muzykę? To jest po prostu fenomenalne jak to się dzieje. Gość po drugim kawalku krzyczy że "this is Iceland". Och, widzieć te miny paru Islandczyków, którzy przypadkiem się na ten koncert przyplatali. Nie, to nie jest Iceland :-) I umówmy się. Festiwal to słońce lub deszcz, ale zawsze ciepło, duży plac i z jakieś pół miliona ludzi. I wzystkie koncerty w cenie jednego TANIEGO biletu. Dać 16500 za bilet i do tego 6000 za Sigur Rós. To jest jakaś astronomiczna kwota. Tak samo było z Björk rok temu. Nic dziwnego że 70% widnowni "festiwalu" stanowią obcokrajowcy. W gazetach ogłoszenie na całą stronę grzmiące, że rząd Johanny chce nas zronić w chuja. Zgodnie z prawem, nad którym obraduje teraz rzad zostanie wyeliminowana indeksacja do obliczeń rocznej stopy oprocentowania, co spowoduje fałszywe wyliczenie kosztów kredytu na szkodę konsumentów. Prawa konsumenta zostają ponownie deptane i trza działać póki nie jest za późno. I we wtorek jest zebranie. O ile ktoś zrozumie coś z ogłoszenia takiej treści :-) Od kryzysu Islandczycy zaczynają traktować jako sport narodowy przeciwstawianie się władzy i różne zebrania w sprawie sprzeciwów. Stowarzyszenie handlu i usług z kolei w całym kraju bilbordami i w gazetach na całe strony zaczyna akcję propagowania robienia zakupów w Islandii. Bo to daje pracę i bla bla bla bla bla bla bla. Ostatnio moja znajoma pyta się w sklepie że jak to możliwe że te getry są 10 X droższe niż w sklepie w Ameryce. Że rozumie i podatki i transport i utrzymanie sklepu, ale żeby aż 10 razy? I tak jest z większością rzeczy. Dlatego drugim sportem narodowym Islandczyków są wyjazdy zagraniczne niby to w celu zwiedzenia, ale tak naprawdę w celu szopingu. To jest zadziwiające zjawisko i nam, z Polski, bardzo trudne do ogarnięcia. Ale pensje nam od kryzysu poszły w dół w euro o 50%, a ceny tych wszystkich rzeczy w górę. No to jak nie szmuglować? :-) I nie wiem czy to przypadek czy nie, ale zbiegło się to w czasie, kiedy celnicy zaczeli się odgrażać, że będzie trzeba przy sobie posiadać dowody zakupów rzeczy w Islandii, inaczej cło. Cyrk!

wtorek, 6 listopada 2012

no i nikt nie się nie rozebrał do underwear

nowy kawałek słyszałem przed wami

Jak tak będzie brzmiała ich nowa płyta to z pewnością będzie jedną z moich ulubionych. Niestety słaba jakoś dzwięku nie oddaje w pełni tych basów roztaczających się ze sceny.

do przyjaciół Polaków.

Dobry wieczór, nadmienię tylko, że kupiłem bilety do Polski. Bilety na które mnie nie stać. Ale spłata dopiero za 40 dni, a w pracy mi powiedzieli, że mogę iść do banku to mi tą transakcję rozbiją może na raty. Tego myku jeszcze nie znałem. Ellen: A myślisz że jak my wszyscy kupujemy te podróże i wszystkie zabawki? :-)... Teraz jestem już pełnoprawnym Islandczykiem. Stało się, rzekło się. W domu się nie przejęli drobną aluzją, że przyjadę spłukany. Moją mamę ani dreszcz, stwierdziła, że też nie ma. Islandzka mama zaoferowałą mi wyżywienie w styczniu, więc nie jest źle. Czekam na wspaniałego Sylwestra, ale bez szału pieniężnego. To wasza głowa go zaplanować. Ja jestem w szale nauki. Za miesiąc sesja.

sobota, 3 listopada 2012

zobowiązanie

To już chyba oficjalne, że gwiazda mojego dzieciństwa powraca z nową płytą i sądząc po kawałkach to będzie w swojej kategorii prawdziwy majstersztyk. Swego czasu ktoś mnie podpuszczał żeby napisać do stacji radiowej FM 95,7 z zapytaniem dlaczego tego jeszcze nie grają. Na fejsie można im wrzucać propozycje. Jedna z tych sytuacji podpuszczających że niby tego nie da się zrobię lub ja tego nie zrobię. Niestety nie zrobiłem tego i teraz trochę dupa zbita, bo to już za stary kawałek żeby go ot tak nagle w radiu tu promować. Jak następny będzie tak samo dobry to się zobowiązuje oficjalnie do próby rozpowszechnienia go na Islandii. A przynajmniej próby :-) Zdarza mi się też słuchać wartościowych rzeczy. Naprawdę. Jutro idę na Róże Zwycięstwa.

ślepy los

Mieliśmy wczoraj w kraju mały sztorm i zamówioną wizytę w kręgielni. Byłem święcie przekonany, że skoro ulica przy morzu jest nieprzejezdna, bo wiatr nadmuchuje tam wodę z oceanu, a w centrum wyrywa dachy z domów, to jednak obejdziemy się bez tej imprezy. Ale jednak nie. Po całym dniu walczenia samych z sobą co bardziej alkoholowe osoby zadecydowały, że jednak jedziemy do stolicy. Na nim nam wiatr i ostrzeżenia by bez potrzeby nie wychodzić z domu. Po dwóch drinkach dżinu zdecydowałem, że jestem wstanie wsiąść do malutkiego samochodu Hrund i udać się do miasta. Byłem w tym stanie ogólnego wyluzowania, tak jak podczas spadania samolotem zostaje Ci podany tlen żebyś się wyluzował przed krachem. Tak ja byłem całkowicie również w błogim stanie. A że Hrund i Hugborg są rozmiarów też takich sobie, więc moje obawy i Evy rozwiały się jeszcze bardziej. Ajsland jest opanowana przez turystów bo trwa Erłejws. Całe to szaleństwo gdzie nie pójdziesz, gdzie nie spojrzysz zwłaszcza Amerykanie. Iceland Excursion organizuje nawet specjalnie wycieczki autokarowe, które zabiorą Cię w najbardziej idiotyczne miejsca- bylebyś tylko był szczęśliwy i wydał swoją kasę. I tak większość Amerykańców zaczynała swój wieczór pełną wycieczką na kręglach na przykład.
Na nasze szczęście pomylili nam w Restauracji dni rezerwacji i każdy z nas dostał gratisowego drinka. Sprawa to poważna bo Islandia mała i moglibyśmy zrobić im złą reklamę, a każdy drink to minimum 50 zł, więc fajnie było być tę kasę do przodu na początek wieczoru.  Musimy chyba robić tak zawsze. Zamawiać na sobotę i przychodzić w piątek ściemniając, że to oni się pomylili i że to skandal. Vegamót to po islandzku skrzyżowanie ulic a restauracja z tego taka średnia. Żarcie w cenie drinka i dużo. Dużo przed piciem znaczy czasami dobrze. O 21:00 ruszyła tradycyjna, doroczna sprzedaż świątecznego piwa. Dla mnie nic specjalnego, tylko drożej i procentów więcej, no ale jak nie skorzystać z okazji. O 21:02 miałem już takie piwo na stole. Pięć minut później Asta poszła na dwór jarać i wyczaiła świętych Mikołajów chodzących z tymi piwami koło knajpy, więc lekko wstawieni poszliśmy odebrać co nasze. Mikołaje nie mieli nawet za zła, że wzięliśmy więcej niż po jednym piwie i że jeszcze chcieliśmy zdjęcia. Zupełnie jakby wszystko w tym dniu rozdawali za darmo na Islandii.
W kręgle jestem kiepski, zawsze zbijam wszystko na początku, by w ostatnich kolejkach nie trafiać nic i wszystko spieprzyć. O wiele lepiej idzie mi za to przekonywanie ludzi do złych rzeczy. Głowę moją aktualnie zaprzątywała myśl, że jednak ten wieczór nie może się tak skończyć. Hrund jest początkującą alkoholiczką, jest jak obrazek wyjęta z tych programów "Bądź seksi" pani Jillian, która jednak podobno nie jest doktorem. Niestety dzisiaj jej zadaniem było nas wozić, więc najchętniej to by nas odwiozła po tych kręglach do domu, żeby mogła w domowych zaciszu spałaszować już to Jóla Bjór. Niestety w głowie mojej i Brynjara rodzi się już całkiem inny myk. Namawiamy Evę, żeby poszła z nami na bezpłatny Airways, że przecież my tu do tej reszty nie pasujemy. Z całego tego zamieszania spędziłem z Brynjarem przed kręgielnią poruszając te wszystkie sprawy i mieląc po raz kolejny to co omawiamy zawsze po pijanemu. Zawsze. Nigdy na trzeźwo. Wtedy to chyba nie wydaje się aż takie ważne i zabawne. W tym czasie reszta w środku kończy piwo i decydujemy się jechać do domu. Niestety nikt nie zna mnie z tej strony jeszcze tam dobrze i kończymy w barze u nas na wiosce. Bardzo trudno jest mi odmówić mam ten szczególny dar przekonywania do głupich rzeczy. I to działa dopóki ludzie się nie zwiedzą, że to dar. Bo wtedy już przestaje działać. W między czasie okazało się, że inni tez jednak skręcili z  drogi domowej i udali się za nami. Więc impreza trwa nadal w komplecie. Znajome twarze mnie onieśmielają. Zalety i wady wiejskich barów. Zawsze zastanawia mnie ile słów potrafi wystrzelać z siebie Brynjar na minutę po jednym piwie. Nigdy, przenigdy nie przestanie mnie to zadziwiać. On dostaje ataku ADHD. Wspaniale się wzajemnie wtedy uzupełniamy. Jesteśmy przez całą noc perfekcyjnymi braćmi, najlepszymi przyjaciółmi, wspaniałymi kochankami, kompanami do libacji, wybawicielami z kłopotów, kontrolerami własnych idiotyzmów, alfą i omegą, jing i jang. Ja tłumaczę mu, że nie wolno całować Ellen na oczach swojej dziewczyny, że w ogóle nie można tego robić i że ma szczęście, że tylko my w czwórkę wiemy o tym skandalu, on z kolei podpuszcza mnie że to jest nie możliwe i właśnie w tej chwili TO staje się możliwe. Analiza wszystkich znaków zapytania, proces nieunikniony, rozpocznie się dopiero jutro. Dziś dzieje się to. Z grupy tylko my zostajemy do końca. Jesteśmy dosłownie sprzątnięci z klubu po zakończeniu imprezy za pomocą miotły. Idziemy do mnie skończyć się kompletnie po raz kolejny analizując dlaczego NY DÖNSK to super zespół jest i będzie i co on takiego widzi, nie on pierwszy, w Piotrze Gabrielu. Ju tub szlaje na całego, zaczyna świtać, a w listopadzie świta na Islandii późno w dzień. Pan z gazetą już dawno był. Właściwie to przyszedł do domu razem z nami. Brynjar nie pójdzie już do domu. Dopiero później z wielkim bólem głowy. A ja zostanę z tym nieodpartym wrażeniem, że chyba jesteśmy już coś więcej niż tylko znajomymi i że gdybym urodził się na Islandii, tu w tym mieście, pewnie bylibyśmy najlepszymi przyjaciółmi od dawien dawna. Zabawne jak ślepy los rządzi życiem człowieka.

piątek, 2 listopada 2012

wieje

TO się właśnie u nas dzieje! Może jestem masochistą, ale to jest moja ulubiona pogoda na Islandii!

czwartek, 1 listopada 2012

Bezzębni kontra grubasy.

Trzy stereotypy z którymi od dłuższego czasu się mierzę. Śmieją do mojej pracy przychodzić ludzie z Polski, którzy nie mają zębów. I to nie żeby jakieś stare babcie (choć nawet na to nie usprawiedliwienia), ale młodzi faceci, 25-30 lat. I wchodzi taki i Ellen się na niego patrzy i nic nie widzi i nic nie słyszy, tylko tą pustą szczękę z trzema zębami na krzyż. Zabić takich to mało. Niszczą mnie takie rzeczy psychicznie. Jak to jest możliwe maluje się na twarzach wszystkich w pokoju. I żeby chociaż to był jakiś odosobniony przypadek...
Polacy używają za dużo proszku do prania! Ale i to żadna nowość. Nawet firmy produkujące proszki to przyznają, że polskie proszki są słabsze od na przykład niemieckich, bo nie umiemy czytać etykiet i wpierdalamy tego proszku ile wlezie na zasadzie im więcej tym lepiej. Ale ani lepiej dla nas, ani dla środowiska. Na Islandii ma to jeszcze inny wymiar, gdyż woda jest wyjątkowa miękka i nawet tą ilość na pudełku trzeba podzielić przez pięć. Tak naprawdę na średnio załadowaną pralkę wystarczy parę ziarenek, na całą pralkę łyżeczka od herbaty to nawet za dużo. I potem śmierdzą Ci ludzie proszkami do prania, mimo że każdy na bezcłówce, z zębami lub bez, w perfumy się wyposażył. Do dzieci to nawet trudno się przytulić.
Moja koleżanka pracująca w przedszkolu nie może się nadziwić dlaczego polscy rodzice dają swoim dzieciom w butelkach jakieś przesłodzone herbatki zamiast wody lub mleka. Dobrze chyba, że nie jesteśmy w Norwegii, bo tam to by chyba już dawno zakończyło się jakąś akcją Rutkowskiego. Dyplomatycznie każe się jej zamknąć, bo to islandzka nacja jest drugą najgrubszą na świecie.

środa, 31 października 2012

No dobra, ugiąłem się. Na Sigur Ros idę. Właśnie kupiłem bilet na niedzielę. 6000isk. Jednak Airways się beze mnie nie obejdzie :D

Przepyszna Islandia

Delicious Iceland to program w islandzkiej telewizji o Islandii po angielsku. Endżoj.

Festiwal Airwaves się zaczyna i może to grzech będzie dla niektórych, ale chyba na nic się nie wybiorę i nic nie zobaczę. Biletów dawno nie ma, a jak były to strasznie drogie. To już wolę na Opener, na prawdziwy festiwal. No ale cóż, magia Islandii działa.

Owca rules!

W 2011 roku wyprodukowano w Islandii 7222 ton ziemniaków, 759 rzepy, 1605 ton pomidorów, 1582 tony ogórków i 755 marchewek. Obszar zajęty przez rolnikó to 16.000 kilometrów kwadratowych. Największy lodowiec Islandii ma 8100 kilometrów kwadratowych. Rolnicy islandzcy są jednymi z najlepiej dotowanych na świecie. W rejonie stołecznym jest 70 farm, na zachodzie 360, na zachodnich fiordach 160, na północy 520, na północnym wschodzie 440, na wschodzie 440 a na południu 770- tam zawsze były najlepsze warunku do osiedlenia się i tam wylądowali pierwsi osadnicy. Żywy inwentarz to 474,759 owiec (ale w pierwszych dniach zimy na początku października na północy dużo owiec zginęło), 78.277 koni, 370.063 kury, 32.281 świń i 72. 773 krów. Owca rządzi.
Przeddzień Hrekjavaki zmarał żona Halldóra Laxnessa. Miała 94 lata. To było jeszcze w czasach kiedy ludzie się tu żenili, tak więc i oni w 1945 roku.

Gleðilega Hrekkjavöku!

W kraju raban, bo na fejsbuku pojawiły się reklamy alkoholu, które, oczywiście, są zabronione. Nie jest to mój problem choć mógłby. U mnie ukazują się tylko reklamy kart kredytowych i kont oszczędnościowych tak dla kontrastu. HREKKJAVAKA to po islandzku Halloween. Ale chyba nikt się nie spodziewał, że to byłoby aż takie proste.

wtorek, 30 października 2012

Biophilia projekt

Co prawda strona jest po islandzku, ale aktualnie na pierwszej stronie są zdjęcia z dzisiejszego dnia. Projekt Bjork zawitał dziś do szkoły w Reykjaviku. Ten projekt tak wędruje sobie tak od szkoły do szkoły we współpracy z miastem już od jakiegoś dłuższego czasu. Pewnie gdzie niegdzie i ona sama się pojawi. Teraz jest na Islandii, bo leczy gardło po operacji strun głosowych. Można ją spotkać na mieście z notesikiem na sznurki u szyi. Do nie dawna tak porozumiewała się ze światem.

niedziela, 28 października 2012

zły zapach

Poza okręgiem stołecznym góry już pięknie śniegiem przyprószone, a cisza tam niebezpieczna. Prezes linii Iceland Express odszedł i założył linie Wow Air rok temu niespełna. I teraz Wow Air przejmuje Iceland Express i tym sposobem mamy znowu jedną linie. Coś mi to wszystko pachnie nie tak jak powinno.
Kryzys się skończył bo ludzie znowu na potęgę dostają kredyty. Z tą różnica tylko, że dawniej na kuono mieszkanie nie musiałem w ogóle wkładu własnego, a teraz musisz mieć 20%. Jak to się już raz skończyło dobrze wiemy. Pamiętajcie o tym następnym razem jak będziecie słuchać lub czytać o islandzkim cudzie pokryzysowym. To przerażające jak media stały się wybiórcze w postrzeganiu rzeczywistości i jak maksymalnie starają się świat upraszczać i nie wgłębiać w ogóle w tematy. Widzi takie coś człowiek tylko od czasu do czasu jak się nad czymś lepiej zna.

piątek, 26 października 2012

Jutro pierwszy dzień zimy. Strach się bać. Podobno dziś w Reykjaviku popadało przez chwilę śniegiem. Nie wiem, u mnie 15 kilometrów dalej nic takiego się nie stało. No cóż, takie prawo zimy.

80

W Hafnarfjörður mieszka  850 Polaków (808 w 2011 r.), 168 Litwinów, 76 Duńczyków, 76 Portugalczyków, 62 Łotyszy, 50 Niemców, 47 Filipińczyków, 42 Brytyjczyków, 31 Amerykanów, 30 Tajlandczyków, 25 Rumunów, 23 Chińczyków, 16 Ukraińców, 15 Norwegów ośmiela się nie mieszkać w najlepszym miejscu do życia na ziemi, 13 Szwedów, 12 Francuzów, 11 Sri Landczyków, 10 Brazylijczyków, Białorusinów, obywateli Kosowa i Republiki Południowej Afryki, 8 Włochów i Nowo Zelandczyków, 7 Holendrów i Hiszpanów, 6 ludzi z Jugosławii, Słowacji i Węgier, 5 ludzi z Argentyny, Estonii, Indii oraz Turcji, a także po mniej niż pięciu Albańczyków, Ekwadorczyków, Irlandczyków, Kenijczyków, Marokańczyków, Rosjan, Wietnamczyków, Indonezyjczyków, Jamajczyków, Kanadyjczyków, Chorwatów, Serbów, Czechów, Belgów, Chilijczyków, Finów, Japończyków, Kolumbijczyków, Libijczyków, Meksykanów, Gwinejczyków, Nigeryjczyków, Peruwian, Słowenów, Ugandyjczyków, Angolczyków,Australijczyków, Bośniaków i Hercegowinów, Bułgarów, ludzi z Republiki Nowej Gnwineii, Egiptu, Ghany, Iranu, Kamerunu, Kuby, Cypru, Liberii, Mozambiku, Pakistanu, Paragwaju, Sierra Leone, Szwajcarii, Tanzanii, Togo, Tunezji, Uzbekistanu i Libii. I 2 osoby bezpaństwowe (bezpaszportowe). Razem 80 nacji.

czwartek, 25 października 2012

Rady życiowe z Eddy Poetyckiej ;-)

1. Wyjścia wszystkie, zanim się wejdzie,
Trzeba obejrzeć,
Trzeba zbadać,
Bo nie wiadomo, gdzie wrogowie
Siedzą w świetlicy.

2. Błogosławieni gościnę dający! gość wszedł;
Gdzie on ma zasiąść?
Śpieszno bardzo jest temu, kto koło ogniska
Ratunku szukać musi.

3. Ogień potrzebny temu, kto przyszedł
I kolana ma zimne;
Jadła i odzieży potrzebuje człowiek
Co wędrował przez góry.

4. Wody trzeba przybywającemu z daleka,
Ręcznika i opatrunku dobrego,
Szczerych słów on pragnie
I powtórnych zaproszeń.

5. Rozum potrzebny jest temu, kto robi podróż daleką,
Łatwe jest wszystko w domu;
Pośmiewiskiem ten, co niczego nie wie,
A z mądrymi siedzi.

6. Rozumem swoim niech nikt się nie chwali,
Lecz ostrożny niech jest i roztropny;
Kto rozważnie i w milczeniu przychodzi do dworu,
Ten rzadko naraża się na zniewagę.

7. Ostrożny gość, gdy w gościnę przychodzi,
Milczy, a słuch zaostrza,
Uszyma słucha, oczyma patrzy:
Tak wywiaduje się każdy, kto rozsądny.

8. Szczęśliw ten, kto sam sobie zdobędzie
Dobre imię i chwałę,
Bo niepewne jest to, co człek posiada
W piersi drugiego.

9. Szczęśliw ten, kto sam sobie zdobędzie
Mądrość i sławę za życia;
Bo złą radę człek otrzymał często
Z piersi drugiego.

10. Pożyteczniejszego brzemienia człowiek nie dźwiga w podróży
Niż niezmierna mądrość;
Lepsza od pieniędzy w obcym kraju -
Ona skarbem ubogiego.

11. Pożyteczniejszego brzemienia człowiek nie dźwiga w podróży
niż niezmierna mądrość;
Wiktu gorszego nie masz na drogę
Niż pełna beczka piwa.

12. Nie tak dobre jak mówią,
Piwo dla ludzkich jest pokoleń.
Bo tym mniej ma - im więcej pije -
Zdrowego rozumu człowiek.

13. Leniwie "złej pamięci żuraw" nad pijakami lata,
Kradnie ludziom ducha.
Tego ptaka pióra mnie spętały
W grodzie Gunnlödy.

14. Pijany byłem, jak bydlę pijany
W domu mędrca Fjalara.
Wtedy piwo jest najlepsze,
Gdy gość odzyskuje swój rozum z powrotem.

15. Milkliwy i myślący ma być syn królewski,
A mężny w boju.
Wesół i żwawy ma być człowiek każdy
aż do dnia swojej śmierci.

16. Niemądry myśli, że żyć będzie wiecznie,
Gdy się przed bojem ustrzeże,
Lecz starość nie da mu pokoju,
Choć mu oszczepy go dadzą.

17. Gapi się gbur, gdy wśród ludzi się znajdzie,
Przechwala się wielce - albo drzemie;
Wszystko przepadło, gdy łyk piwa połknie,
Skończył się rozum biedaka.

18. Temu tylko wiadomo, kto wędrował wiele,
Kto zjeździł szmat świata,
Jakiego drugi człowiek ma ducha -
Jeśli sam obdarzon jest rozumem.

19. Nie trzymaj kielicha, pij miód w miarę,
Mów mądrze albo milcz;
Za złe obyczaje nie zgani cię nikt,
Gdy położysz się rychło do łoża.

20. Żarłok bez rozsądku i cnoty
Żre tak, że niemal nie zdechnie;
Na pośmiewisko brzuch wystawia człeka,
Gdy jest pośród mądrych.

21. Bydełko wie, kiedy czas do domu
I schodzi z pastwiska;
Ale głupiec nie wie nigdy
Ile mu się mieści w brzuchu.

22. Ten co podły jest i złośliwy,
Naśmiewa się z czego bądź;
Nie wie on, co wiedzieć winien,
Że sam bez błędu nie jest.

23. Niedołężny mąż leży bezsennie nocami
I rozmyśla o wszystkim.
Znużony jest, gdy ranek zaświta,
Troska trwa - jak przedtem.

24. Niebaczny mąż myśli, że przyjacielem
Każdy, co się doń uśmiecha;
Nie przypuszcza, że go obmawiają,
Gdy z chytrymi siedzi.

25. Niebaczny mąż myśli, że przyjacielem
Każdy, co się doń uśmiecha;
Dozna, gdy na sejm przybędzie,
Że ma stronników mało.

26. Niemądry mąż mniema, że wszystko wie,
Gdy bezpiecznie w własnym kącie siedzi,
A jednak nie wie, co ma odpowiedzieć,
Gdy go wypytują.

27. Niemądry mąż, gdy jest ze starszyzną
Niech raczej milczy;
Nikt się nie dowie, że niczego nie zna,
Skoro nie mówi za wiele.

28. Mądry jest ten, co umie pytać
I odpowiedź dać umie;
Nigdy człowiekowi nie da się ukryć
Jakim jest w istocie.

29. Ten co nigdy nie milczy, słów
Niecnych wyrzuca wiele;
Luźny język co nie zna cugli
Sam sobie szkody przyczynia.

30. Szydzić z drugiego niech nikt się nie waży,
Gdy jest u ludzi w gościnie;
Niejeden rad jest, gdy go nie pytają,
Gdy dadzą pokój, póki odzież nie wyschnie.

31. Mądrze uczni gdy umilknie w porę
Ten, co szydzi z drugiego;
Nie wie nigdy ów, co kpi, a prześladuje,
Że go odwet czeka.

32. Wiele ludzi rozmyślnych i cnotliwych
Przy uczcie się przekomarza;
Wieczna złość może z tego powstać,
Gdy gość przygada gościowi.

33. Poranny posiłek niech mąż je obfity,
Lecz nie wtedy, kiedy jest w gościnie;
Siedzi i zakąsza jakby był łakomcem,
Mówić z nikim nie może.

34. Długa jest podróż do złych przyjaciół,
Choć niedaleko mieszkają;
Lecz do dobrego druha na przełaj się pędzi,
Nie bacząc, czy daleko.

35. Ruszać w drogę należy, gościowi nie wolno
Długo siedzieć pod tą samą strzechą;
Kto miłym był, natrętem się stanie
Gdy cięgiem siedzi na ławie.

36. Własny dom jest najlepszy, choć mała chałupka,
Panem jest każdy u siebie;
Choćby tylko dwie kozy i dach z cienkiej słomy,
Lepiej niż kij żebraczy.

37. Własny dom jest najlepszy, choć mała chałupka,
Panem jest każdy u siebie;
Serce krwawi temu, co prosić musi
O jadło przy każdym posiłku.

38. Ani o krok nie wolno mężowi
Oddalić się od swej broni,
Bo nie wiadomo, czy wieść się nie rozniesie
Po drogach, że mu brak oszczepu.

39. Niech nikt nie odmawia sobie
Używania dóbr, które otrzymał;
Często szczędzi dla wroga, co bliskim przeznaczał,
Gorzej bywa, niż przypuszczał.

40. Nie spotkałem męża tak hojnego,
By nie chciał przyjąć co dawano;
Ani tak szczodrego, by darem
- W zamian za dar - wzgardził.

41. Bronią i strojem trza przyjaciół radować,
Każdy to wie po sobie:
Odwzajemniane dary umacniają przyjaźń
Jeżeli los temu sprzyja.

42. Przyjaciołom ma być mąż przyjacielem
I darem płacić za dar;
Śmiech pośród druhów śmiechem odwzajemniać,
Fałsz natomiast - zdradą.

43. Przyjaciołom ma być mąż przyjacielem
Im samym i ich przyjaciół;
Lecz przyjaciołom wrogów
Nie wolno być druhem.

44. Jeżeli masz przyjaciela, któremu wierzysz
I życzliwości się spodziewasz,
Otwórz mu swą duszę, i dary wymieniaj
I często spotykaj.

45. Jeżeli masz innego, któremu nie wierzysz,
Lecz chcesz mieć z niego korzyść,
Układaj piękne słowa, lecz myśli kryj zdradliwe
I fałsz płać zdradą.

46. Tak samo z owym, któremu nie wierzysz
I wątpisz w jego szczerość:
Uśmiechaj się do niego, mów inaczej niż myślisz,
Płać pięknym za nadobne.

47. Kiedyś gdym młody był, jechałem samotny
I zabłądziłem w drodze;
Poczułem się bogaty, gdym spotkał drugiego:
Człowiek jest człowiekowi szczęściem.

48. Szczodrzy i śmiali ludzie żyją najlepiej,
Rzadko przygniata ich troska;
Tchórz i dusigrosz wszystkiego się lęka,
Trapią go nawet dary.

49. Odzież moją na rozstaju
Dwom dałem chochołom;
Zaraz im się zdało, że chłopcy są na schwał:
Wstyd być hołyszem.

50. Sosna na skale schnie i umiera,
Igliwie nie chroni ni kora;
Tak jest z człowiekiem, którego nikt nie kocha,
Po co ma żyć długo?

51. Gorętsza niż ogień jest przyjaźń z złymi druhy
Pięć całych dni trwa;
A szóstego dnia zgaśnie
I pokój się skończy.

52. Samych wielkich darów nie potrzeba dawać,
Wdzięczność kupisz też drobnym:
Kromką chleba i nachylonym dzbanem
Zyskałem towarzysza.

53. Koło małego jeziora - mały brzeg:
Mały jest duch człowieka;
Rozum nie u wszystkich równy,
Połowiczny jest wiek każdy.

54. W miarę mądry winien być człowiek,
Nigdy zbyt uczony;
Ci są najszczęśliwsi,
Którzy średnio wiele wiedzą.

55. W miarę mądry winien być człowiek,
Nigdy zbyt uczony;
Mędrca serce rzadko się raduje,
Gdy wątpliwości nie zna jego wiedza.

56. W miarę mądry winien być człowiek,
Nigdy zbyt uczony;
Jeśli losu swego nie wiesz naprzód,
Żyjesz od trosk wolny.

57. Płomień od płomienia zapala się, aż się wypali,
Ogień wzniecasz od ognia;
Mąż od męża mądrości się uczy,
Mąż o mężu przez rozmowę o sobie wiedzą.

58. O świcie wstać musi, kto cudze
Mienie lub życie chce zabrać;
Rzadko leżącemu wilkowi udko zdobyć się uda,
A śpiącemu wojowi - zwycięstwo.

59. O świcie wstać musi, kto ma sług mało,
I dziarsko iść do dzieła;
Wiele prześlepi, kto długo śpi,
Pilnemu pół drogi do bogactwa.

60. Suchych desek i gontów na dach
Mąż zna dobrze miarę,
I drwa ile potrzeba
Na pół roku albo na ćwierć.

61. Umyty i syty niech mąż na ting jedzie,
Chociażby odzież nie była najlepsza;
Butów i portek niech się nie wstydzi,
Ani szkapy swojej.

62. Orzeł, gdy łowi, szuka wypatruje,
Nad brzegiem morskim się zatrzymawszy -
Tak też i człowiek, gdy się w tłum zamiesza,
A ma stronników niewielu.

63. Stawiać pytabua też umieć trzeba,
Gdy chcesz, by cię mądrym zwano;
Jeden tylko ma wiedzieć, nie kilku,
Wie trzech - wie świat cały.

64. Mocy swej winien ten, co mądry,
W miarę używać;
Zoczy bowiem wnet, gdy wśród mężnych stanie,
Że nikt nie jest nigdy bezwzględnie najlepszy.

65. [...............................................................]
[...............................................................]
Za złe słowa, które mąż innym rzuci,
Często zapłatę odbiera.

66. O wiele za wcześniem przyszedł do dworu,
Wiele za późno dla innych;
Piwo już wypite lub jeszcze nie uwarzone,
Rzadko natręt w porę przychodzi.

67. Zaprosiliby mnie w gościnę
Gdybym jadła nie potrzebował,
Gdyby dwie szynki cudem u dobrego druha
Wisiały, miast tej, com zjadł.

68. Ogień jest najlepszy dla ludzkości,
Jak i obecność słońca,
Jeżeli człowiek zdrowie zachował
I członków nie postradał.

69. Nie jest całkiem nieszczęsny mąż, choć nie ma zdrowia:
Jednym synowie są szczęściem,
Innym przyjaciele, a innym bogactwa,
Tamtemu - czyny, jakich dokonał.

70. Lepiej być żywym niźli umarłym,
Zawsze sobie żywy krowę zdobędzie;
Ognisko widziałem, żarzyło się u bogacza -
A on leżał umarły pod drzwiami.

71. Kulawy konno jedzie, bezręki bydło pasie,
Głuchy może być dzielny w boju;
Ślepy lepszy jest niż spalony,
Z trupa nie ma pożytku.

72. Syna mieć jest dobrze, chociażby późno,
Choćby nawet mąż już nie żył;
Rzadko stoi pomnik koło drogi,
Którego nie postawił krewny krewnemu.

73. [Dwóch zmoże tego, co jest sam. Język - głowy jest mordercą.
Możesz spodziewać się wrogiej ręki pod każdą baranicą.]
Cieszy się, że noc nadchodzi, ten, co ma dość żywności,
[A reje są krótkie-]
Jesienna noc jest zmienna;
W pięć dni pogoda zmieni się bardzo,
W miesiąc jeszcze bardziej.

74. Nie wie ten, kto mało wie,
Że wielu traci rozum przez bogactwo;
Jeden człek jest zamożny, a drugi - ubogi,
Nie karz go za to.

75. Pełne kojce u synów Fitjunga widziałem,
Teraz o kiju żebraczym chodzą;
Takie jest bogactwo jak oka mgnienie,
Najniewierniejsze pośród przyjaciół.

76. Zdycha ci bydło, umierają krewni
I ty sam umierasz;
Lecz sława, którąś zdobył
Nie umrze nigdy.

77. Zdycha ci bydło, umierają krewni
I ty sam umierasz;
Wiem jedną rzecz, co nigdy nie umrze;
Sąd o umarłym.

78. Ta rzecz jest pewna; gdy pytasz o runy,
Od bogów pochodzące, radą ich rytowane,
Przez najwyższego znaczone -
Najlepiej zachowaj milczenie.

79. Niemądry mąż, gdy mu się uda
Zdobyć bogactwo lub łaskę niewiasty:
Pycha rośnie, lecz rozum nigdy,
Z godnością on kroczy coraz większą.

80. Chwal dzień wieczorem, żonę - gdy spalona,
Miecz, gdy wypróbowany, dziewicę, gdy za mąż wydana
Lód - gdy się przeszło, piwo - gdy wypite.

81. Na wietrze drzewa ścinaj, przy korzystnej bryzie żegluj,
W mroku z dziewczyną szepcz, dzień ma wiele oczu,
Od statku wymagaj szybkości, od tarczy, że da ochronę,
Od miecza - ostrego cięcia, od dziewczyny - całusa.

82. Przy ognisku popijaj piwo, a po lodzie jedź na łyżwach
Kup chudą szkapę i zardzewiały miecz.
Konia tucz w domu, a psa w cudzym podwórzu.

II

83. Słowom dziewczęcia wiary nie dawaj,
Ni temu, co mówi żona,
Bo na kręcącym się kole serca ich stworzone,
niestałość włożono im w pierś.

84. Złamanemu łukowi, płonącemu płomieniowi,
Dyszącemu wilkowi, kraczącej wronie,
Chrząkającej świni, drzewu wyrwanemu z korzeniem,
Przybierającej fali, kipiącemu kotłowi,

85. Lecącej strzale, odpływowi morza,
Lodom jednej nocy, wężowi w kłębek zwiniętemu,
Bajkom dziewki w łóżku, złamanemu mieczowi,
Figlom niedźwiedzia, królewskiemu dziecku,

86. Choremu cielęciu, krnąbrnemu niewolnikowi,
Wróżbom obłędnej wróżki, śmierci świeżo pokonanego.

87. Wcześnie obsiane pole niech nie budzi nadziei,
Ani syn w pierwszej swej młodości:
Od pogody zależna jest rola, od rozumu - syn,
Jedno i drugie na wiele wystawione niebezpieczeństw.

88. Zabójcy brata, jeśli się go spotyka po drodze,
Domowi spalonemu do połowy, rumakowi, co zbyt rączy,
- Z konia nie ma pożytku, gdy nogę złamie -
Temu wszystkiemu niechaj nikt nie ufa.

89. Taki jest pokój z niewiastą, co nosi fałsz w sercu,
Jak jazda po śliskim lodzie, gdy koń nie jest ostro kuty,
Lub jak błądzenie w sztormie, gdy łódź nie ma steru,
Lub jak gdy kulawy goni renifera w mokrym śniegu w górach.

90. Powiem, jak jest - znam prawdę z obu stron -
Z obłudą zbliża się chłop do kobiety:
Składamy słówka najpiękniej, gdy zamierzamy najpodlej,
By zmylić jej rozsądek.

91. Układnie ma mówić i z darami przychodzić
Kto białogłowy miłość chce zdobyć,
Chwalić ciałko pięknej pani:
Otrzymuje dużo w zamian, kto pieści.

92. Niechaj nikt nie gani
Człowieka za miłość;
Często działa na rozumnego czarująca piękność,
Głupi jest obojętny.

93. Nigdy nie należy ganić nikogo
Za to, co zdarza się wielu mężom;
Głupcem z rozumnego staje się,
Kto bezmiernej żądzy nie oddaje.

94. Dusza tylko wie, co w sercu mieszka,
Człowiek samotny jest z swoją miłością;
Cięższa choroba spotkać statecznego nie może,
Niż, że nie ma dla niego radości.

95. Sam tego doznałem, gdy w trzcinie siedziałem,
Na przyjście czekając ukochanej;
Ciało i serce - tym dla mnie było to dziewczę,
A jednak jej nie dostałem.

96. Córa Billinga, nad słońce jaśniejsza,
Zastałem ją w łożu śpiącą;
Wszystkie przyjemności księcia wydały mi się niczym -
Tylko leżeć koło tego ciała.

97. "Ale pod wieczór przyjdź, Odinie,
Jeśli chcesz mi się zalecać;
Teraz nie uchodzi - tylko my dwoje
Mamy wiedzieć o miłosnej przygodzie".

98. Zdawało mi się, że kocha - zawróciłem,
Dobrego zamiaru nie wykonawszy -
Myślałem, że na pewno mieć będę
Rozkosz i wszystką jej przyjemność.

99. Gdy potem przyszedłem, cała świetna zgraja
Przybocznych wojaków była na nogach,
Palącymi się świecami i pochodniami
Przyświecili mi na powrotnej drodze.

100. Lecz rychło o świcie, kiedy wróciłem,
Straż przyboczna spała;
Zastałem wtedy tylko suczkę pięknej pani
Przywiązaną na łóżku.

101. Wiele gładkich dziewcząt w niełasce ma chłopów,
W bliższych okolicznościach się to okazuje.
Przekonałem się, gdy pełną zdrady dziewczynę
Do płochej próbowałem nakłonić zabawy:
Niegodziwa dziewka na pośmiewisko wystawiła,
Nie dostałem jej nigdy.

III

102. Wesół ma być mąż i miły dla gości,
Mądry - dla własnej korzyści,
I pamięć ma mieć dobrą, by go rozumnym mieniono,
Wesołe gadki często niech opowiada;
Bałwan zwie się ten, co mówić nie umie -
To jest głupiego znamię.

Icelandic Toys

Nie dawno przeczytałem książkę pana Mirosława pod tytułem "Islandzkie zabawki". Kto chcę, niech przeczyta. Ja czytałem z wypiekami na twarzy, ale nie dlatego, że książka jest dobra czy coś, raczej dlatego, że ten pan bez żadnego mrugnięcia okiem opisuje po przezwiskach wiele ludzi, którzy byli naszymi wspólnymi znajomymi. Islandia jest taka mała i niektórym chyba do końca życia będzie żal, że tak zostali przedstawieni w książce. Zwróćcie uwagę na te złośliwe uwagi, a potem pomyślcie, że to o was. nie miło. Dzięki jakiejś sile wyższej tego pana nie było mi dane poznać, a to nawet dziwne, bo mieliśmy wspólnych znajomych i byliśmy przynajmniej dwa lata w tym samym mieście. Już nawet nie chcę sobie wyobrazić w jakim kontekście znalazłbym się w jego książce. Uff, kamień z serca. Ktoś mnie jednak chroni. Wydaje mi się, że pan chyba nie byłby tu mile widziany. Nie że ktoś by go zlał czy coś, raczej wszyscy baliby się z nim rozmawiać, bo kto wie w jaki sposób znowu by to wykorzystał.

prawdziwe historie

Kiedy moja znajoma byłą mała, chodziła do szkoły podstawowej w Hafnarfjörður.Jeden z jej kolegów był od urodzenia bardzo dziwny. Pewnego słonecznego dnia udali się na bardzo stromą górkę pełną kamieni. Jest to tradycyjne miejsce gdzie mieszkają elfy. Gdy zaczęli się tam bawić ten dziwny chłopiec spadł z tej góry na dół. Choć trudno w to uwierzyć chłopcu nic się nie stało. Nie został nawet draśniety, co bardzo dziwne, gdyż na dole jest pełno dużych głazów. Gdy wszyscy spanikowani przyszli na dół, pewni że już po nim, zobaczyli go siedzącego na trawie koło kamienia i mówiącego podnieconym głosem: - Widzieliście, widzieliście. Wszyscy pytali się co? On na to że elfa. Jak się okazało, gdy się potknął i zaczął spadać, pojawiły się ze skał ramiona elfa, które go chwyciły i zaprowadziły go na ziemię niżej. Tak oto temu chłopcu, który praktycznie powinien nie żyć, nic się nie stało.
Innym razem, gdy ta moja koleżanka miała 3 lata, nie wiadomo jak i kiedy, ale się zgubiła. Wszyscy spanikowali, gdyż zebrał się strasznie silny wiatr, a nie mogli jej znaleźć. Dopiero po paru godzinach znalazła się leżąca na tej samej górze i w prawie tym samym miejscu, w którym jej kolega spadł na dół. Jej dom ówczesny znajdował się poniżej tego pagórka. Wszyscy uznali, że to elf chronił ja swoimi rękoma, żeby nie spadła z tej skały. Dziś na tym pagórku znajduje się w zimie zawsze choinka, która widać z całego miasta, a tuż obok znajduje się bardzo prestiżowe liceum.

Mieszkanie Elfów

W dzisiejszej gazecie pojawił się artykuł na temat budowanej ścieżki rowerowej w zachodnim Reykjaviku. Na pierwszej stronie. Niby nic ciekawego, a jednak. Okazuje się, że trzeba by przesunąć pewien bardzo duży głaz, który stoi na ścieżce. Problem polega na tym, że za bardzo nie wiadomo jak się za to zabrać, bo w tym głazie mieszkają Elfy. Jest to wierzenie z prada pradziada. Były już dwie próby i za każdym razem koparka, która próbuje psuje się. Wszyscy wiemy kogo to sprawka.
Historia nie jest nowa. Kilkanaście lat temu takie same cyrki były w mieście obok, Kopavogur, gdzie starano się wybudować drogę. Za każdym razem koparka się psuła, gdy przychodziło do usunięcia głazu, a kierowca miał jakieś dziwne przeczucia w sobie, aż w końcu oświadczył, że tego robić nie będzie, bo go coś podtrzymuje. Przy innej drodze przyszła pani porozmawiać z elfami i uzgodniła, że potrzebują czasu na przeprowadzkę. Nie pamiętam ile to trwało, ale przez ten czas budowa stała! Z Elfami lepiej nie zadzierać, bo to nie trole, które są zazwyczaj głupie i ociężałe i łatwo je wykiwać. Nie, elfy są wyrafinowane i sprowadzają na człowieka, który z nimi zadziera bardzo łatwo zgubę.
Opowieści o tym wszystkim jest w Islandii co nie miara, książek całe multum nie do zliczenia. Są również prace naukowe bardzo poważne, które czytałem (po islandzku). Praktycznie każdy w rodzinie potrafi tu opowiedzieć jakąś historie w tej podobie o elfie lub o czymś inny. I Islandczycy żyją potem z tym zmiażdżeni psychicznie przez całe życie. W tym sensie ta ich całą wiara ma sens. Tu nie chodzi o zadanie pytania czy wierzysz czy nie, to jest coś więcej, głęboko w psychice, że gdy zdarza się, że przy kamieniu psuje się koparka ciało człowieka od razu inaczej wibruje i różne myśli wpadają mu do głowy. Zdjęcie głazu z gazety na Twitterze.

środa, 24 października 2012

Już jest - MÓJ TWEETER :-) Zachęcam bo będzie duuuuuuużo zdjęć. Takich codziennych, zwyczajnych! Tak przynajmniej się postaram i oby mi się za tydzień nie znudziło. Albo już jutro :-)
Jak ja chcę być w tej chwili w Polsce. W Krakowie. Garbage zagra tam koncert po raz drugi w tym roku w naszym kraju. A bilety będą w tej samej cenie jak na Bartosiewicz nie dawno. Skandal!  Skandal że mnie tam nie ma!
Wczoraj odkryłem Tłitera szperając za czymś w necie. Znalazłem się na stronie tłiterowej jakieś szesnastoletniej islandzkiej gówniary, któara marzy jedynie o tym, że młodszy dżastin przyleciał do Islandii. I jeszcze jakiś bojsbend co pierwsze słyszę. Biedna jeszcze nie wiem tempa, że na Islandię może co najwyżej Mika przujechać i za 10000 koron w Harpie zagrać.

Ale gejowaty Mika miał już swoje pięć minut dawno temu, więc może też dlatego się u nas zjawi. U nas może tylko zagrać ktoś sławny islandzki jak ma swoje pięć minut teraz. Tak wyglądają realia życia na wyspie. Człowiek jest trochę jak w więzieniu i trzeba to więzienie chyba cholernie kochać. Bo to bardziej takie więzienia bardziej chyba jednak na modłe norweską niż rosyjską dajmy na to ;-)
A mówię o tym tłiterze dlatego, że się tam przenoszę. O wiele łatwiej napisać mi jakieś zdanie raz dziennie niż silić się na posty. Ja naprawdę nie mam na to czasu. Oczywiście ten blog nie zamilknie. Na prawdę chcę się starać regularnie, ale nie mam kiedy. Tylko dziwnych, zabawnych i strasznych rzeczy się dzieje w około każdego dnia, ale jak nie mam czasu o tym od razu t potem to już nie jest takie atrakcyjne. Tłiter nie będzie o dupie marynie i wierzę że wiernym fanom bloga się na pewno spodoba. To będzie doskonałe uzupełnienie tego bloga. Nieśmiało zapraszam :-)...

Mam w sobie jakąś taką misję, że muszę przeciwstawiać się obiegowym opiniom o imigrantach jakie przytacza szacowna Gazeta Wyborcza i zawsze i wszędzie biorę udział w różnego typu badaniach na temat islandzkiej Polonii. Tam zawsze barwnie i długo opowiadam o osobie, zawsze nagrywany. I potem czytam te wszystkie raporty i co trzecia wypowiedź jest moja i jest to takie straszne bo oni tam piszą jak ja mówię, a ja w tym uniesieniu wypowiedzi o Islandii mówię zawsze jak najgorszy prostak i sam potem nie wierzę, że ta dziwna konstrukcja składniowa jest moja. Plus do tego 90% tych zdań jest tak strasznie wyrwana z kontekstu wychodzi, że wcale nie brzmi to tak jak chciałem. Straszne to i tyle. I za każdym razem obiecuje sobie, że to już ostatni raz i następnym będzie lepiej. Ale tu ni ch... Najnowsze kwiatki TU. Nie odważę się powiedzieć, które wypowiedzi są moje. Raz koleżanka co robiła ze mną wywiad musiała go na potrzeby uczelniane przepisać i dała mi kopie. Przestałem czytać po dziesiątym zdaniu i usunąłem. Nie wiem, może to tylko dla mnie tak brzmi. Może to jak ze zdjęciami, zawsze człowiek widzi się gorzej niż inni go widzą.
Jak ja do k... n.... nienawidzę, gdy wpadnie mi do ucha ta szajska piosenka i potem nie może się z niej wydostać. Im bardziej się staram, tym bardziej tam siedzi. Kandydat na najbliższy miesiąc:

Wstyd, wstyd, wstyd, ale co ja poradzę? Nie moja wina, mój mózg nie wybiera.
Dostałem kiedyś tam, że jak pojadę na przegląd gdzieś tam to dostanę 20% zniżki. No to pojechałem i zaraz pożałowałem. Wiedziałem, że coś jest nie tak, ale nie, że aż tak. Facet doczepił się nawet do braku trójkąta. Dobra, może to rzecz ważna, ale sorry, robię przegląd 5 lat i nigdy nikt mi jeszcze tego nie zaznaczył w rubryce na karcie- a jest tam taka pozycja. No nic. Jadę do mojego mechanika. Ustawienie zbieżności muszę zrobić gdzie indziej. Dobrze, że już jako tako się poruszam po internecie w tym języku. Pochodziłem po forach i dobrze. Bo się okazało że chciałem iść do najgorszego partacza w tym względzie i do tego najdroższego. A tak to wylądowałem prawie koło domu i to prawie 50% taniej. Jaki człowiek musi być niczego nieświadomy jak tak nic nie rozumie. Oczywiście przez moją ignorancję potrzebowałem dwie nowe opony. I pan tylko tu za to zniżka, za tamto zniżka i za to też. Czytaj: zapłacisz chuj, ale zanim Ci powiem to się postaram Cię udobruchać.
No więc mówię z tym moim mechanikiem, że może do niego już przyjdę za miesiąc jak mi się zacznie nowy okres rozliczeniowy na karcie, bo nadal mam jeszcze problemy z podatkiem :) On, że dobra. No to ja dzwonie po miesiącu, a on do mnie, że musi zakład zwinąć na jakiś czas. No i chuj. Ja na lodzie, dwa tygodnie i muszę mieć samochód na przegląd gotowy. Dzwonię do innego mechanika. Byłem u niego raz, cztery lata temu, a on wie nadal kim ja jestem. To mnie zawsze u mechaników tu zadziwia. A może to ja jestem taki charakterystyczny czy co? Nie wiem. Mówię co i jak, on że spoko, każe mi tylko po części do Toyoty jechać. Jadę. Toyota pokryzysowo zmieniła siedzibę na tę koło Ikei i sklep z częściami ma otwarty od 745 do 1800. Jezus Maria Peszek, ja jeszcze pamiętam te czasy kiedy wszystko tu było otwarte w godzinach jak ten urząd skarbowy poniżej opisany. Ale to było dawno i nie prawda. No więc mówię o co mi chodzi, nawet wiem dokładnie jak to po islandzku się nazywa, choć nie wiem jak to się po polsku nazywa. Tu idzie mi generalnie o wiele lepiej. Pan tylko jakiś dziwny, grzebie coś w kompie, po czym pokazuje przekrój silnika i pyta się czy to TA część. Ta sytuacja, że nie wierzysz, że to się dzieje. Czy ja studiowałem mechanikę, że mam się znać na rysunku technicznym. No jebnę. Tym razem jebnĘ :) Mówię, że nie wiem, on też do końca nie. Nazwa części nic mu nie mówi, bo komputerze ma je po angielsku:) Może po prostu nauczmy się wszyscy raz a porządnie po prostu angielskiego i będzie mniej problemowo, co? No nic biorę co mi daje. Ale nie mylę się. To nie była ta część. Wracam z powrotem do pana. Tym razem część, którą mi potrzeba mam przy sobie. Plus dwie inne co też trzeba było wykręcić po rozmontowaniu samochodu. Jeżeli wydaje wam się, że to dużo panu pomogło to się mylicie. Nie pewny co do tego co zamawia było takie sam jak poprzednio. Czas oczekiwania na części (jeśli będą w Europie) 2 dni. Nawet szybko. Dziś dostałem telefon, że mogę je odebrać. Ale nie mam samochodu, więc po pracy miałem tylko jedną szanse by wsiąść w dobry autobus i tam do 18:00 dojechać. Autobus złapałem dobry, ale tak się w nim zamyśliłem o tym co chciałbym robić w wakacje, że... przegapiłem przystanek. Nie żartuję. Jutro postaram się już tyle nie myśleć. Chcę mieć tylko nadzieję, że jednak ten sprzedawca jest choć trochę kompetentny w tym co robi. Bo mi czas tyka niemiłosiernie i mam do chuja co robić ze swoim życiem generalnie niż tylko za częściami latać.
W ciemność w tym roku wchodzi się gładko, bo przez ostatnie dwa tygodnie nic tylko Słońce i zorze w nocy. Co prawda bycie tylko ze Słońcem sprawia, że całe ciepłe powietrze gdzieś sobie poszło i takie na przykład 15 stopni polskie wydaje mi się jakby nigdy nigdzie na świecie niemożliwe, to jednak wolę to niż Słońce za chmurami przez cały czas. Coś za coś. Dziś już słońca nie ma, więc się zaczyna. Żeby wstać ze słońcem to musisz o zrobić koło 8.30. Ale za tydzień już pewnie będzie koło 9.00. Nie pamiętam kiedy ostatnio wiało. To jest dopiero dziwne...
Wszystko zaczęło się pewnego pięknego, pod koniec marca dnia. Pamiętam to dokładnie, bo słońce było już sporo dnia na niebie i właśnie chyliło się zachodowi. Wtedy to przez przypadek przeglądając swoje rozliczenie podatkowe w internecie nacisnęło mi się "wyślij" i wtedy się zaczęło. Normalnie wszystko byłoby OK. Przychodzi Ci zeznanie, dostajesz klucz, potwierdzasz czy wszystko ci się zgadza, wysyłasz i koniec. Tak to proste, że jak mi to przyszło zrobić za pierwszym razem pięć lat temu, to myślałem że śnie. Jak już wspomniałem wszystko byłoby Ok, ale oczywiście ja jestem LIKE. NO. OTHER. więc zawsze coś. W roku 2012 pokusiłem się o słabo płatną fuchę, za która dostałem 250 tysięcy koron (około 6500 zł) i mały haczyk, że sam muszę sobie od tego odliczyć podatek. Niestety zeznanie poszło już sobie w świat. Zdezorientowany, znając islandzkich urzędników z bliska, wiedziałem, że to będzie zabawny rok. Trzeba się tylko odpowiednio nastawić. Musiałem naprędce znaleźć księgowego, który byłby wstanie robić mi korektę. Problem tylko z księgowymi jest taki, że co jeden, to inaczej by mi ten podatek rozliczył. Istny cyrk. Mój zrobił to tak, że powinienem zapłacić z osiem dych około. No więc dobrze. Korekta zrobiona, poszła. Śpię spokojnie przez najbliższy czas. Wiem, że to na pewno nie koniec, bo to jest Islandia i to jestem ja. Jadąc na dwa miesiące do Norwegii, będąc już po miesiącu całkowicie spłukany, dostaję list mailowy od urzędowy podatkowe, że wszystko już gotowe, mój podatek rozliczony i mogę stronie na stronie sprawdzić. I teraz tak, wchodzi się na tą stronę skattur.is, wpisuje numer ewidencyjny i hasło. Każdy musi zapłacić rak w roku abonament radiowo- telewizyjny plus coś na starców i jakieś pomniejsze rzeczy. Razem około 35 tysięcy. W zależności czy Ty masz zwrócić Państwu, czy państwo Tobie, możesz mieć nadpłatę, niedopłatę lub właśnie tylko to 35 tysięcy gdy wychodzisz na zero. Ja oczywiście mam nadpłatę. Państwo chce ode mnie... 280 tysięcy :) Jednym słowem moją korektę ch... strzelił. I jestem w tym Oslo już prawie spłukany do końca cztery tygodnie na karcie kredytowej. Pensji na pewno tyle nie wezmę, a muszę jeszcze zapłacić mieskzanie. Dzięki Bogu są przyjaciele. Postanawiam się nie wkurwiać, korzystać z uroków tego cudnego miasta, wszystkim zajmę się jak wrócę. Nie będę teraz o tym myślał. Więc nie myślę. Nie myślę, ale i tak już całe Oslo wie, że będą się paniami w urzędzie podatkowym droczył po powrocie. Pierwsze co robię dzwonię do księgowego. On mówi że spoko i żebym najpierw tam poszedł i zapytał się co i jak. Urząd podatkowy w Hafnarfjörður jest czynny w dni robocze oczywiście od 9:30 do 15:30. Pytanie: jak kurwa normalnie pracujący człowiek ma się tam wybrać w takich godzinach? Odpowiedź: zwolnić pracy, obiecując, że to tylko formalność i nie będzie mnie 20 minut. Pracuję na 60% (ale w sierpniu na 100% żeby nadrobić darmowy urlop) i wszyscy w brech, że płacę podatki jak Maja, której mąż jest kapitanem statku i zarabia po miliony koron miesięcznie. Wchodzę do urzędu. Nie potrafię nawet opisać jak śmieszy mnie ta sytuacja. Jak ciężkie jest życie emigranta. Człowiek ma iść się wytłumaczyć z czegoś po islandzku z czego nie potrafiłby się wytłumaczyć po polsku. Ktoś, kto nigdy nie mieszkał za granicą, nie wie jak czasami może być dziwnie. Cztery panie przy recepcji udają że pracują. Mam nadzieję, że mają poblokowany fejsbuk jak my w pracy. Najstarsza, najgrubsza, się zrywa i podchodzi do mnie. Mówię z czym rzecz. Podaję kartkę z korektą potwierdzoną pieczątką, że przyjęli do wiadomości. Ona to na kartkę, to w komputer. Po 2 minutach mówi żeby usiąść i poczekać w kolejce do pana co est za drzwiami. Jestem drugi w kolejce. Ktoś tam się wydziera w środku. Najwyraźniej ma chyba do zapłacenia trochę więcej niż ja. Pan, który wchodzi pierszy na przykład przede mną ma błąd i musi oddać jeden milion w tym miesiącu. To on chyba ma tego podatku z 7 milionów. Bo spieszę wyjaśnić, że na Islandii nie płaci się wszystkiego na raz. Państwo całą kwotę rozbija Ci na raty od sierpnia do grudnia. Więc mi wychodzi po około 50 tysięcy na miesiąc. Pan tylko wzdycha do mnie oburzony szukając potwierdzenia w mojej twarzy w jakim absurdzie się znajdujemy i jaki tu jest bajzel. Skandal, skandal, skandal. Po minie jak wyszedł od specjalisty wnioskuję, że chyba za dobrze mu nie poszło, bo twarz ma jeszcze bardziej powykręcaną niż przed wejściem, a jego wkurw sięga zenitu. Wsiada do swojego Jeepa, którym można by wjechać bez problemu na szczy największego lodowca w tym kraju w 30 minut, może mniej. Na pewno się tu pojawi jeszcze raz. A może ktoś, kto ma taki samochód zasługuje na taki podatek? Wchodzę teraz ja. Patrzę na tego pana i mam złe przeczucia. Z miejsca wydaje mi się niedojebany. Mnie przeczucia nigdy nie mylą. Siadam tam kompletnie bez przygotowania, bo nawet nie wiem jak niby miałem się do tej rozmowy przygotować. Pustka w głowie. Usilnie sklecam zdania po islandzku. Idzie mi okropnie. Ale jestem wstanie wydobyć z siebie więcej w tej kwestii niż gdyby mi to przyszło zrobić po angielsku. Głupio się jeszcze łudzę, że pan po prostu weźmie tą kartkę, tylko na nią spojrzy, w końcu jest specjalistą od takich spraw, i będzie wszystko zaraz wyprostowane. Facet bierze tą kartkę i sytuacja jak w recepcji. To na kartkę, którą pewnie sam podbijał jako potwierdzenie złożenia korekty, to w komputer w moje zdanie. 5 minut wzdychania, totalnej ciszy. Idzie gdzieś, zaraz przychodzi, nos w komputer, znowu idzie i przychodzi. 25 sekund ciszy, potem wzrok we mnie przez kolejne 10 sekund i, takich scen się nie zapomina, toż to w filmie amerykańskim nawet tego by tak nie wymyślili, mówi do mnie: but where is the problem??? I teraz ja. Nie wiem czy się wkurwić czy się śmiać. Jednak chyba śmiać. Po prostu zaczynam się miło uśmiechać. Już w tym momencie się poddałem. Wiem, że to nie dziś ten dzień, że coś załatwię. Zbieram tylko myśli. Daję sobie te 8 sekund na oczyszczenie umysłu. The point is that I have to pay 250 000 ISK taxes and I work only for 60%. Nie chce mi się nawet wysilać. On znowu w komputer, znowu na mnie, znowu wychodzi. Przychodzi. Wzrok w komputer. Znowu wychodzi. Jestem tam już w 2 godziny, miałem być 20 minut. Włazi z jakimś papierem i mówi że on jest "you know... í vinnslu (nadal nad tym pracują). Czyli jeszcze się nie zdecydowali czy mi tą korektę uznać czy nie. Wtedy rozpierdala mnie już dostatecznie i zadaję pytanie skąd się te kwoty wzięły. To był ten moment kiedy myślałem, że już stad zejdę, totalnie pierdolnę. Kurwa, jak bym wiedział skąd się tam wzięły to by mnie tu chyba nie było nie? Pokornie milczę. Zastanawiam się po jakiego chuja mówi do mnie po angielsku jak nie umie tego jebanego języka. Pierdoli coś tam sam nie wie co niby po angielsku. Ja też nie potrafię się przestawić po całym dniu napierdalanie w jego języku od tak i kaleczymy sobie razem ten angielski. Postanowienie numer 1: od tamtej pory będę pisał skargi na wszystkich, wszędzie, gdy nie będą ze mną rozmawiali po islandzku. Chuj. Nie są przyzwyczajeni do innych akcentów niż ten właściwy, to ja ich przyzwyczaję. Czas dołożyć kolejną cegiełkę do rozwoju społeczeństwa. Jest rzeczą znamienną, że ludzie w krajach skandynawskich zazwyczaj idealnie mówią po angielsku, ale nigdy w urzędach lub szpitalach, tam gdzie by się to najbardziej przydało.
Pan stara się nadal udawać, że mówi po angielsku i pyta się skąd to skąd tamto. Że nawet jak to dodam to mi wyjdzie co innego nie tam jest. Dlaczego ta rubryka jest pusta, a ta pełna. I W OGÓLE SKĄD TA KWOTA? Jebne. Po prostu jebne. Pytanie finalne: czy sam to wypełniałem. Mówię, że nie. Pan na to, żebym się zapytał tego kto to robił skąd te cyferki i przyszedł ponownie. Mówię dobrze. Wychodzę. Dwie i pół godziny. Nie mam już nawet humoru powiedzieć do widzenia tym czterem pizdą za biurkiem i ich dwóm sztucznym kwiatkom. W drodze do pracy, dzwonie do księgowego. Mówię co jak, choć za bardzo nie wiem co się stało. Wiem tylko, że jest źle. Nie potrafię zebrać myśli nawet po polsku i wytłumaczyć sobie co on ode mnie chciał, co mu się nie zgadzało. To jest okropne uczucie kiedy nie potrafisz się wysłowić w swoim ojczystym języku. To co dopiero mówić o innym. Księgowy w końcu mówi, że sam się tam przejdzie. Mi też wydaje się to najrozsądniejszym rozwiązaniem. Księgowy poszedł, mówi że mają dwa tygodnie na odpowiedź. Czekam trzy. Co zabawne list przychodzi z biura z Akureyri, z drugiego końca Islandii. Stanęło że zapłacę tego podatku łącznie 150 000 (razem z obowiązkowym) czyli około 120 000 tak naprawdę. Zabrali mi połowę zarobionej kwoty. Postanawiam się już nie kłócić. Po miesiącu dostaję kolejny list.
List ma datę 18 września. Wysłany został 20 września, do skrzynki dostałem go 3 października. A w nim, że mam zapłacić 5000 koron ubezpieczenia jakiegoś. I że jeżeli uważam to za pomyłkę to mogę zignorować ten list, lecz jeżeli to pomyłka nie jest to mam 15 na zapłatę, inaczej kara 50 tysięcy! Przypominam że list ma date 18 września. Pierdolę już to wszystko i płacę. 5000 przy tej reszcie wydaje mi się niczym. Jak się pomylili to mi zwrócą. Kiedyś. Ochoty kłócić się z nimi nie mam, już tylko modlę się, żeby mi tej kary nie wlepili. Nie wiem jak absurdalne byłoby tłumaczenie się z tego. Tak oto żyje się na Islandii. Tak na prawdę wszystko jest w porządku, dopóki nie musisz łazić po urzędach. Czyli tak jak wszędzie :-)

poniedziałek, 22 października 2012

Po Nowym Roku z dwóch miast koło Hafnarfjörður - Álftanes i Garðabær zrobi się jedno. Gardabær, najbogatsze miasto na Islandii, wykazało się olbrzymim współczuciem i przygarnie pod swoje skrzydła zbankrutowane Álftanes, które po prostu po kryzysie nie ma racji bytu.
I jakie to jest zabawne jak na świecie, a i w Polsce, wszyscy spuszczają się nad tym cudem gospodarczym Islandii, nad tym naszym nie daniem się światu. To takie zabawne, bo wszyscy na świecie mają takie odczucia, oprócz samych Islandczyków na wyspie.

niedziela, 21 października 2012

Na fejsbuku powstała nowa,niesamowita strona - najgorzej zaparkowane auta na Islandii . To jest prawda i to się dzieje. Mnie uraczyło najbardziej zdjęcie men at work, ale i inne też są fajne.

wtorek, 16 października 2012

Przez to Słońce cały dzień bez chmurki, przez księżyc nie w nowiu i zorze co noc popadanie w noc wydaje się o wiele przyjemniejsze i bardziej znośne w tym roku. Wychodzę do ogrodu o poranku, trawnik pokryty szadzią, ale promienie przyjemnie muskają policzka. Patrze w dal widzę góry. Słyszę odgłosy koparki, która drąży w ziemi skały wulkaniczne. Ten dźwięk tak kojarzył mi się z przyjechaniem na Islandię, kiedy to wszędzie wariacko coś budowane i te odgłosy były wszędzie na około. Podobno kryzys się skończył. Może ten dźwięk to jeden z tego oznak. Piękna złota jesień przez to Słońce, ale i to już nie długo, bo liści na drzewach coraz bardziej brak.

środa, 29 sierpnia 2012

Trzeba nadać temu blogowi nowy status, nowe życie, ale rozciąłem sobie po pijanemu palca wskazującego prawej ręki w weekend po oprowadzeniu moich znajomych z Ameryki wieczorem po centrum dałtałn. Skutek taki, że boli to jak cholera i trudno mi się piszę i ani widu, ani słychu jeśli o zagojeniu się jest mowa. Nie można dawać mi do łap profesjonalnych noży kuchennych, to grozi utraty palca w moim przypadku.
Moja nowa koleżanka z pracy, Birna, ma czworo dzieci i każde  z innym facetem. Aktualnie jest z facetem numer pięć, ale z nim o dziwo nie ma jeszcze dzieci. Ma za to nowy kredyt na dom stupięćdziesięcio-metrowy na 30 pewnie. Dziecko ostatnie ma z kolei z gejem. Ale nie wiem już czy on był już gejem w trakcie jak sobie to dziecko robili czy zorientował się dopiero potem. Chciałbym wniknąć, ale tego nie zrobię, bo ona mnie przeraża.
Kryzys wydaje się w pewnych aspektach odchodzić w zapomnienie. Autobusy kursuję znowu jak Pan Bóg by przykazał- częściej i dłużej. Miasta okręgu stołecznego się popisały, a zwłaszcza Hafnarfjörður, które ilością dodatkowych tras aż onieśmiela. Teraz z centrum można dostać się bezpośrednio nawet na Mjood po drodze zahaczając o Ikeę plus dwie dodatkowe linie przejeżdżające przez chyba wszystkie możliwe ulice w mieście. Szaleństwo! Korona podnosi się do góry, ale to podobno tlyko chwilowa, wakacyjna fanaberia. Bo turystów u nas rekordowo dużo i zostawiają rekordowo dużo pieniędzy. Brakuje nam hoteli do ich przyjmowania i w Reykjaviku są plany aby wybudować dwa nowe w najbliższych latach. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Lata tu nie wiedziałem, ale z opowieści wiem, że było cały czas słońce i nie tak jak na Islandii. I teraz pojada do domów ci wszyscy turyści i będą mówić jak to na Islandii pogada nam dogadza. Oczywiście nie wiedzą, że tylko przez stosunkowo krótką chwilę w roku. Szczęściarze, którzy byli tu kiedy mnie nie było dziewięć tygodni. Bo wraz z moim nastaniem ponownym powróciły chmury i deszcze. Po upałach środkowo- europejskich lądowanie w piątek po południu w siarczystym deszczu sprawia że życie nabiera innych rumieńców. Teraz na północy doszły do tego przymrozki i śnieg. Niektóre drogi już z jego powodu pozamykano. Niby Słońce a od dwóch dni kurewsko zimno powiewa. Lato się kończy, wkrótce siewki złote przylatujące i zwiastujące lato w islandzkich piosenkach, odlecą. Ale czy ta pogoda mnie tak na prawdę obchodzi? Niech se będzie jaka jest. Niektóre dziwne laski z mojej pracy odliczają już do świąt.
Jestem tu a jakby mnie nie ma. Słucham płyty "music music music" Hey'a i nie mogę zrozumieć dlaczego według obiegowej opinii to jedna z ich najgorszych. Tylko pani Katarzyna mnie tekstowo i intelektualnie potrafi zmusić do myślenia ciepło o powrocie do kraju, którego język określa mnie. Przerażenie, że w żadnym innym nie wyrażę nigdy się tak dosłownie wprowadza mnie w panikę strachu i melancholii zarazem.
Czytam sobie porozumienie pracownicze pomiędzy moimi związkami a rządem. Poznaje swoje prawa i przywileje. Zaskakująco potrafię się już w tym odnaleźć. Po czym jutro rano wyłożę się na jakimś najprostszym wyrażeniu. Zadziwiające jak wiele ludzi na świecie myśli, że na Islandii mówi się po angielsku. Że islandzki to trochę jak irlandzki w Irlandii. Tymczasem telefony nasze mówią nawet po islandzku.


poniedziałek, 16 lipca 2012

czwartek, 14 czerwca 2012

Jeszcze nie ucichło echopo przynudnawym "Prometeuszu", a na Islandię zawitała kolejna "gwiazda", Tom Cruise we własnej osobie, który kręcić tu będzie swój najnowszy film. Gdzie mieszkać i co robić będzie dokładnie nie wiadomo. Tak jak Kate Winslet ostatnio co była na wakacjach. Najzabawniejsze w całej sytuacji było to, że JA wiedziałem gdzie się zatrzymała, bo w tym samym hotelu praował znajomy znajomej mojej znajomej. Wszystkie gazety zachodziły w głowę gdzie, ale może oni nie mają znajomych w branzy hotelarskiej.
Słońce nie zachodzi.
Mamy trzecią najlepszą i najnowocześniejszą służbę w Europię. Wiem, że wielu tutjeszych krajanów z niedowierzaniem potrząsa głową. I jesteśmy najbezpieczniejszym krajem na świecie. Można się na prawdę przywyczaić do tych wszystkich rankingów. Tylko ten z najlepszym miejscem do życia na świecie nie chce nas na nowo polubić i dajemy tam fory Norwegii ;-)

czwartek, 7 czerwca 2012

Wszyscy Islandofile zapewne wiedzą, że najnowszy film Ridleya Scott'a "Prometeusz" był kręcony rok temu na Islandii na południu kraju, koło wulkanu Hekla i wodospadu Dettifoss, gdzie notabene zaczęło się podobno całe życie na Ziemii. Ridley Scott twierdzi, że islandzka natura jest wyjątkowa (oj jest!) i ma wyjątkowy charakter (oj ma!) i trudno gdzie indziej na Ziemii znaleźć takie miejsca (takie nie wiem, ale póki co nigdzie indziej nie widziałem). 160 Islandczyków dostało pracę przy kręceniu filmu. 100 milionów islandzkich koron zostawili tu twórcy filmu. Islandzkie krajibrazy widac w filmie przez około 15 minut jego trwania. Sam ciekaw efektów się do kina dziś wybiorę zobaczyć. Poza tym kocham "Obce" Ridleya Scott'a więc jak miałbym sobie to odpuścić?:)