środa, 1 lipca 2009
Z racji tej, że dziś w nocy przyjeżdżają rodzice ten blog prawdopodobnie zamrze totalnie na jakiś czas. Potem jeszcze bardziej, gdyż będe za granicą (czyli nie tutaj ;-) ). Jeszcze półtorej godziny byłem przekonany, że rodzice przyjeżdżają nie w tą, ale w następną noc ;-) Dłuuuga historia. Byleby pogoda dopisała...
piątek, 26 czerwca 2009
Jest parę piosenek, które jak słyszę to od razu mam skojarzenia z Islandią. Jedną z nich jest "Billy Jean", bo do jakiego klubu w nocy się do Reykjaviku nie wejdzie jest 80% szans, że usłyszy się tą piosenkę. Od samego przyjazdu wydawało mi się, że Islandzcycy są stuknieci na punkcie Jacksona. I teraz, na chwilę, w sklepach muzycznych w wakację Bjork i Sigur Ros musi usunąć się w cień. Teraz główne półki przez pewien czas będzie okupywać kto inny.
czwartek, 25 czerwca 2009
She cracked the Da Vinci Code in the 80's!
Ok, to była jedna z tych rozmów nieprowadzących do niczego rozmów. Po co mi to, po co? Czyli, że Sandra to tylko "Maria Magdalena" i "Everelysting Love" (którA notabene jest coverem, a nie jej piosenką!!!). No więc... kto ma mocne nerwy... to niech zapoda i sie przekona:-) kurde, to najważniejsza postac mojej wczesnej podstawówki, więc jak najbardziej nie mogę pozostawic tego bez komentarza:-) Wczesna, mniej udana wersja pani G:)
Ok... I teraz zburzmy tą piękną strukturę... Troche się jej pogrubiło, ale to by było jeszcze nic, gdyż...
Ok... I teraz zburzmy tą piękną strukturę... Troche się jej pogrubiło, ale to by było jeszcze nic, gdyż...
Czekałem 15 miesięcy, wszyscy mówili, że po co się w to bawię, przecież i tak nie ma szans. a jednak. Zaległą pensję za styczeń 2008 ten gnojek z klubu zapłacił. Co prawda nie ściągli to jeszcze od niego, ale dostałem tak jakby z funduszu związkowego, no ale jak to oni ściagną od niego to już mnie nie obchodzi. Jest na Islandii prawo, trzeba tylko latac za swoim. dodatkowe pieniądze na wakacje... :-)))
biedna Karen, jak ona się musi nudzić na tym zadupiu. Zrobiła już chyba z 7 sweterków odkąd wyjechała, tych takich co naiwni turyści kupują w sklepach po 400 i więcej złotych. I oczywiście wszystko pokazała gdzie trzeba i oczywiście 20 osób skomentowała jak trzeba i tlyko mnie mierziło napisać jak się jej strasznie musi nudzić... ale po co? :-)
wtorek, 23 czerwca 2009
Ja zdaję sobię sprawę, że móje pierwsze posty róznią się ZNACZNIE od postów pisanych teraz :-) Ale to nie dlaetgo, że aż tak wiele się na Islandii zmieniło. Po prostu... to jakby wsiąść w rakietę (samolot), udac się obcą planetę (Islandię), gdzie wszystko jest inaczej i opisywać wszystko jak się dzieję w chwili dziania się. Po pewnym czasie wszyscy niezwykłe staje się zwyklekszje. Ale taki był główny zamysł tego bloga. Opisać wszystko na bieżąco. Z całym tym beznadzienym bonuem, kogoś, kto jedzie gdzieś, gdzie zawsze chciał i czuje się jak dziesięcioletnie dziecko w Disneylandzie. Wszystko to było prawdą. Ale prawda jest i teraz. Nie cofne się o dwa lata. Przepraszam. Wogóle z Mają sobie w Amercian Style uświadomiłem, że to już dwa lata będzie 14 lipca. Akurat moi rodzice pojadą do domu ze mną 15 lipca:-) Po moich dwóch latach. Ich postrzeżenia będą na nowo bezcenne. Bardzo mnie to ciekawi. Co sobie pomyślą o Islandii. Najcelniejsze spostrzeżenia może tu uwiecznie ;-) Ciekawe czy będą takie same jak moje, a może całkowicie na odrót. Wydaje mi się, że jak ktoś przeczyta tego bloga od deski do deski, to to wszystko ma sens. nie ma żadnego przeskoku, bardziej progres. spróbuj ;-)!!!
Przyszedłem do domu 0 9. O 14 ktoś dzwoni. Nie odbieram. Śpię. Za chwilę dzowni Maja Paja. Mówi oddzwoń bo nie ma kasy. Oddzwaniam. pyta się czy mogę pomóc jej przy przeprowadzce syna do nowej dziewczyny, bo jest parę cięższych rzeczy, a jej syn niepełnosprawny nie może. no jak mam jej odmówić. Idę. Pół metra od mojej starej rezydencji 106 metrokwadratowej. I tak nosimy, sprzątamy, długa historia, w międzyczasie wydaje się, co poraniam przez ostatnie dwa weekendy (ale myślałem, że już wszyscy wiedzą, bo Ellen mnie widziała :-) , Maja czuje się winna, że mnie tu wyciągła, ja każe się jej zamknąć, bo komu mam pomóc jej nie jej. I gdzieś tam płyta Bjork "POST" się zawierusza i wchodzimy na niebiezpieczny temat. I oczywiście czemu ja się dziwie, jak Maja zna wszystkich to i Bjork zna. Bo jej babcia, to na przeciwko Maji mieszkała jak była mała i Maja Bjork od dzieciństwa zna. I to takie dziwne się robi w jednej minucie, bo dla kogoś z Polski i skadś indziej, to jakieś zjawisko nad przyrodzone, a dla Maji to tylko Bjork z Islandii i chuj wie o co to całe halo. Jakaś znajoma z domu obok, czym tu się podniecać. Dwa spostrzeżenia z kulawego angielskiego Maji i z mojego kulawego islandzkiego. I to jest ważne dla wszystkich fanów Bjork ;-), bo to informacje z pierwszej ręki: bjork zawsze, od przedszkola robiła to co chciała i dlatego była przejebana :-) Mama Bjork jest "dziwna" bo "nie jest taka jak Ty albo Ja: ;-) Ta druga informacja rozwaliła mnie doszczętnie (wiem co nieco z biografii Bjork). Chciałem wyciągnąć coś jeszcze, ale Maja się strasznie irytowała, że robie halo Bóg wie z czego i że jak tak bardzo chcę, to mogę wziąć tę płytę Bjork, bylebym tylko dał już spokoj. Ech......... Poza tym to bardzo miła osoba. Mój mózg tworzy wizualizację. Bjork jest u Mai w domu i Maja każe mi wpaść :-)))
Chyba stałem się za stary na takie wybryki. Każdą nockę w klubie musiałem odkupić niemiłosiernie. Potwornym zmęczeniem, pękniętymi żyłkami w oku i bezsennymi nocami. Pierwszą zacząłem bardzo niefortunnie po całonocnej, piątkowej imprezie w pracy. Jestem słaby. Nie umiem sobie odpuścić. A może to dlatego, że inni nie potrafią? W sumie to prowadzi to tego samego wniosku. Więc idę taki uwieszony na krzyżu do tej pracy. Może powinienem się cieszyć z takich znajomości, bo to nei to samo, co rok temu i nie tak łatwo przejść się Downtown i ot tak sobie pracę znaleźć. ale w tym momencie mam to w tyle. Moje dwudziestosześcioletnie ciało domaga się większej regeneracji. A tu nic z tego. Więc wchodzę do tej pracy, Loftur wita mnie jak stałego pracownika, któy wrócił po długiej rekonwalescencji i nie doszedł jeszcze do siebie. I idziemy do takiego jednego, zdecydowanie też z jakiegoś kraju z Europy Wschodniej i Loftur mi mówi, że my starzy znajomi, że my razem tu i tam, że ja jego najlepszy pracownik kiedyś tam i żeby się mną zajął. No więc zajął się mną tak, że mi pokazał gdzie podbić kartę i jak się potem wylogować i że wszystko resztę powinienem wiedzieć skoro tak i siak. I tak zostawia mnie tak w tej kuchni i nie wiem co i nie wiem jak i nie wiem gdzie. No ale po takim wstępie myślę sobie, że dać plamę będzie głupio, więc się ograniam wszystko, gdzie, co i jak i dlaczego i po 10 minutach- tak, jestem gotów. Po 20 minutach i przez następne cztery nocki czuje się staro. Jak osiemdziesięcioletni dziadek, który tłumaczy dziewiętnastoletnim gówniarzom sens życia, co i jak i dlaczego. Ale oni mają to wszystko w tyle. To oni mi wszystko wytłumaczą, pokażą, naucza ojca robić dzieci. Czas się roplodzić, ustatkować. Już nie wypada się w to bawić. I co jakiś czas ich wkurwiam, bo Loftur ich wkurwia, bo on wie, że ja wiem i juz oboje wiemy. Lubi mnie. Dlaczego mnie lubi- tego nie wie tam nikt. Oczywiście z czasem wszystko w dawkowanej ilości się wyjaśnia. Że my razem gdzie indziej długi czas, że ten drugi menadżer to jego kumpel i na zmywaku pracował w poprzednim miejscu, że 13 lat za granicą, że 3 w Hiszpanii, że Polska to najfajniejszy kraj na świecie, że może za 5 lat zrozumiesz. I jakie to fascynujace wszystko razem. Jak to można czysto psychologicznie rozpracować i czy tylko z nim, czy to zawsze tak wszędzie indziej? Że zawsze jest jeden, który czuje się jak menadżer choć jest nikim i najchetniej by rozkazywał wszystkim innym:-) Że nie jeden Helgi na Islandii. I tylko Ariela wymienie z imienia, bo to gość 19- letni, który przypomina mi jednego z tych piętnastoletnich młodych, którzy pozjadali wszystkie rozumy, z islandkiej szkoły, gdy dane było mi tam być. Ale oni naprawdę mieli 15 lat i byli właśnie dlatego tacy cudowni, a on ma już 19, a zachowuje się jakby kryzys Islandię nigdy nie dotknął. Nie mogło nam się odbrze układać, choćby nie wiem jak długo pokazywał mi co i jak, po czym wszystko musiałem po nim poprawiać (jakbym pierwszy raz w życiu to robił), choćby nie wiem z ilu fajek mnie opalił i choćby nie wiem ile mądrych sentencji wypowiedział przy Lofturze, podczas gdy ja pracowałem. I że każdy papieros więcej z nim, każda dłuzsza konwersacja z nim, gdy jest w kuchni do niczegod obrego nie prowadzi... hehehe... Ta praca może być taki przyjemna, gdy tylko przestrzega się podstawowych wynaturzeń Twoich przełożonych. Loftur nie nawidzi, gdy się przy nim siedzi. Nie ważne, że to jeszcze nie czas, że wszysyc przyjdą. Chodzi się i udaje. Bo ten tyo tak ma. I to na pewno musi być irytujacve potem, gdy to do mnei przychodzi, że co tam slychać, że poklepiemy się po plecach i że wogóle o co chodzi, czy my rodzina czy co. Drugi menadżer ma obsesję na punkcie zapalonych świeczek, więc trzeba go wyczuć i zawsze ze świeczką zapasową, gotową do zapalenia w kieszeni chodzić. Takie proste i działa cuda. Poza tym zapierdol od północy do siódmej rano, co jest dka mnie zjawiskiem nowym i fascynujacym. Po 5 mozna palić już wszedzie. Nikt, zupełnie nikt, nie pomyśli kto to potem posprzata. Na razie liczy się noc. TA noc. Ciała zlepione w jeden elektroniczny rytm, mokre od potu i dymu, ocierające się od siebie nawzajem. I w tym jednym momencie wiem, że właśnie tutaj dzieje się to, co miało się dziać w tamtym klubie, ale siłą rzeczy wyjść nie mogło. I widzę całą wizję Loftura jak na wyciągnięcie ręki. I on wie, że ja widzę. Wszystko przesiąknięte jest naszą menadżer do spraw organizacyjnych i jej szalonych pomysłach. Wspaniała kobieta, ale starsznie zagubiona. Powiedziałem Lofturowi, żeby zapisał ją na jakąś Jogę lub coś, bo taka miła kobieta, ale strasznie zagubiona. I wcale nie było tam beznadziejnie i wcale nie musicie nic z tego rozumieć jeśli nie czytaliście całego bloga od poczatku do końca. Może za rok znowu wszyscy się tam spotkamy, gdy będe miał chwilę wolnego czasu. czasami myślę, że islandzki clubbing nie jest wogóle przereklamowany.
środa, 17 czerwca 2009
wtorek, 16 czerwca 2009
piątek, 12 czerwca 2009
Co może zrobić człowiek, który ma za dużo wydatkow ;-)? A no może przyjść z pracy, położyć się spać na trzy godziny, aby być w pełni gotowy na upojną noc pełną pijanych Islandczyków (i gwoli sprawiedliwośći turystów). Przyjść do domu na 9.00, przespać się, by w sobotnią noc powtórzyć to samo :-)
Praca czyni wolnym! Jeszcze tylko 3 weekendy :-)...
Praca czyni wolnym! Jeszcze tylko 3 weekendy :-)...
czwartek, 11 czerwca 2009
Jutro w pracy dzień ubrań w kwiaty. I wogóle dzień kwiatowy. Mówiąc bardzo nieskromnie pierwszą nagrodę mam mórowaną; żeby się tylko moje pociechy mnie nie bały. Dostałem własną grupę i jutro Michael kończy... 2 latka:-) Z mamą się zajebiście po islandzku dogadałem, żeby jutro był, że mam dla niego koronę i wogóle. Chyba była happy po naszej pierwszej rozmowie. Dziś z kolei byłem z najstarszymi dziecmi koło jeziora, niedaleko Hafnarfjordur w rezerwacie przyrody. Generalnie poczułem się jak w Polsce. Wszędzie pełno, ale to pełno łubinu (po islandzku LUBIN by the way). Przygotowanie pod przyszłe lasy. W koło las(ek), do którego jak się wejdzie można się poczuc jak u mnie w Polsce, niedaleko blogu w lesie. A łąka to ta z wakacji podstawówki wczesnej u babci. Pełna kwiatów i tych bialych chwastów, które niemiłosiernie kojarzą się mi z dzieciństwem. Pogoda... zimna, co i tak nie przeszkodziło młodzieży wejśc po pas do jeziora. Płyty Bjork i Sugarcubes eksponują wystawy wszystkich sklepów muzycznych, co znaczy, że czas turystów się już rozpoczął:-) Wszystko zniknie. We wrześniu:-)
środa, 10 czerwca 2009
niedziela, 7 czerwca 2009
środa, 3 czerwca 2009
Męcze Maję, meczę Unrun, męcze całą ekipę z jednego działu, by się dowiedzieć coś więcej o corocznej imprezię, którą każdy dział wymyśla raz do roku. I nawet gówno mnie to obchodzi i nawet nie chcę wiedzieć, ale sprawdzić ile się wygadają nie zaszkodzi. Ale ani pary z ust. Nawet już po islandzku przy mnie nawet nie zaszeptały, bo a nuż bym coś zrozumiał. I w sumie przy odrobinie szczęścia mógłbym.
Menadżer w końcu oddzwonił na moje głuche telefony. Wyszło nawet lepiej, bo mogłem powiedzieć, że chciałem mu powiedzieć, że w piatek nie mogę przyjść i że chcę zacząć od soboty, ale mnie nie odbierał, więc nie mogłem. Małe kłamstwo nie jest złe. Tymbardziej, że sam tak bardzo chciałem i teraz nagle nie mogę, bo mi się zapomniało, że mi coś wypadnie. Będzie cool, już to wiem:)
Menadżer w końcu oddzwonił na moje głuche telefony. Wyszło nawet lepiej, bo mogłem powiedzieć, że chciałem mu powiedzieć, że w piatek nie mogę przyjść i że chcę zacząć od soboty, ale mnie nie odbierał, więc nie mogłem. Małe kłamstwo nie jest złe. Tymbardziej, że sam tak bardzo chciałem i teraz nagle nie mogę, bo mi się zapomniało, że mi coś wypadnie. Będzie cool, już to wiem:)
wtorek, 2 czerwca 2009
Dziś.
Dziś był islandzki. I była moja nauczycielka w weekend w Danii z rodziną. I przyszła zszokowana, że bilet do Zoo kosztował 3000ISK a w Reykjaviku tylko 1000ISK. No to ją zaraz oświeciłem, że to nie tam jest drogo, ale tu bo płacisz 25zł, żeby sobie pooglądać krowy i kury, a tam to przynajmniej wiesz za co. To jedna z najswiatlejszych osób jakie tu poznałem, więc szybko się zreflektowała, sprawę zamknęła i przyznała rację. Nie, nie i jeszcze raz nie. Islandia nie jest cacy i the best. Zresztą ona sama o tym wie do Tajwanu wyjedzie wkrótce, gdzie mieszkała przez 4 lata. Tak się przynajmniej odgraża, bo tam było zycie. I ja jej wierzę. Że było życie i że tam wróci.
Przedtem.
Przedtem spotkałem Gardara jak szedłem na Eurowuzyjne party do Eyglo. Dowiedziałem się wszystkiego o starej firmie co wiedzieć chciałem, poczułem się momentami jak w jakimś gangsta filmie i zastanawiałem czy nadal jestem na spokojnej i miodem płynącej Islandii. Jego rodzinka z kotem na smyczy, którym szczuli innego kota uświadomiła mi, że tak, nadal jestem. Nic się nie zmieniło. Gardar jak wariatem był tak jest. Telefony wymienione. Może kiedyś, może coś. Przynajmniej życzenia na święta na pewno.
Eyglo i jej nie znający umiaru w alkoholu znajomi... Naprawdę, nie wierzcie jak ktoś wamu mówi, że to Polacy nie umieją pić i robią to bez umiaru. Odkryłem wszystkie tajniki konkusru Eurowizja, było tak tandetnie, że nawet zacząlem to lubić. Skończyliśmy w Downtown, gdzie z kolei spotkalem mojego menadżera z klubu, który nie jest już właścicielem tego klubu, nie jest nawet jego menadżerem. Ma za to inny klub otwarty i kupiony, a że mi kasy jak na lekarstwo przez te moje przyszłe wojaże, no to przydałoby się parę weekendów w czerwcu. Oczywiście miejsce, dla kogo jak dla kogo, ale dla mnie zawsze. Tylko że on się nie zmienił, a ja się odzwyczaiłem. On ndal o niczym nie pamięta i muszę za nim wszędzie chodzić. Więc w ten weekend nie wyszło bo totalnie zapomniał, w ten nie wyjdzie bo mnie znowu nie odbiera. Założe się, że gdzieś wyjechał. Zapomniał poraz drugi. Na tyle go znam, że jakakolwiek irytacja to byłby szczyt głupoty. Miesiąc ze mną i znowu sobie go wyszkole. Poza tym zabrał on ze sobą do siebie wszystkich bliskich mu obcokrajowców z poprzedniego klubu. i tylko ich. Dlaczego? Bo za długo za granicą mieszkał żeby mieć dobre zdanie o swoich ludziach:) Jemu po drodze zwłaszcza z Hiszpanami, a także z Anglikami i Polakami:)
Gdy nie piszę na bieżąco to wogóle wszystko nie ma sensu.
Pogoda dopisuje. Przynajmniej mi. Można już i na rower iść (czego ja nie praktykuje), można też posiedzieć już na plazy (i nawet czasami się wykąpać). Trzeba mi już wakacji. praca mnie już męczy. Te wszystkie wolne mnie tylko rozstrajają jeszcze bardziej do nieróbstwa.
Wycieczkę z pracy sobie całodniową zaklepałem na 11 czerwca już z Raggą. Żeby mnie broń Boże nikt nie ubiegł. Już mnie za granicę na szkolenia ubiegają to niech przynajmniej na wycieczkę "nad rzeczkę" będe pierwszy:)
Dalajlamę wczoraj widziałem. Ale się nic skupić na tym co mówił nie mogłem. Bo akustyka zła była tam gdzie stałem, a poza tym te wszystkie łebki z gazet, z lunetami po 10000zł nie nastrajali mnie pozytywne. Kryzys jest kurwa i jak to możliwe by w tym wieku takie wypasione aparaty mieć???
Karta kredytowa to nie wynalazek dla mnie.
Dziś był islandzki. I była moja nauczycielka w weekend w Danii z rodziną. I przyszła zszokowana, że bilet do Zoo kosztował 3000ISK a w Reykjaviku tylko 1000ISK. No to ją zaraz oświeciłem, że to nie tam jest drogo, ale tu bo płacisz 25zł, żeby sobie pooglądać krowy i kury, a tam to przynajmniej wiesz za co. To jedna z najswiatlejszych osób jakie tu poznałem, więc szybko się zreflektowała, sprawę zamknęła i przyznała rację. Nie, nie i jeszcze raz nie. Islandia nie jest cacy i the best. Zresztą ona sama o tym wie do Tajwanu wyjedzie wkrótce, gdzie mieszkała przez 4 lata. Tak się przynajmniej odgraża, bo tam było zycie. I ja jej wierzę. Że było życie i że tam wróci.
Przedtem.
Przedtem spotkałem Gardara jak szedłem na Eurowuzyjne party do Eyglo. Dowiedziałem się wszystkiego o starej firmie co wiedzieć chciałem, poczułem się momentami jak w jakimś gangsta filmie i zastanawiałem czy nadal jestem na spokojnej i miodem płynącej Islandii. Jego rodzinka z kotem na smyczy, którym szczuli innego kota uświadomiła mi, że tak, nadal jestem. Nic się nie zmieniło. Gardar jak wariatem był tak jest. Telefony wymienione. Może kiedyś, może coś. Przynajmniej życzenia na święta na pewno.
Eyglo i jej nie znający umiaru w alkoholu znajomi... Naprawdę, nie wierzcie jak ktoś wamu mówi, że to Polacy nie umieją pić i robią to bez umiaru. Odkryłem wszystkie tajniki konkusru Eurowizja, było tak tandetnie, że nawet zacząlem to lubić. Skończyliśmy w Downtown, gdzie z kolei spotkalem mojego menadżera z klubu, który nie jest już właścicielem tego klubu, nie jest nawet jego menadżerem. Ma za to inny klub otwarty i kupiony, a że mi kasy jak na lekarstwo przez te moje przyszłe wojaże, no to przydałoby się parę weekendów w czerwcu. Oczywiście miejsce, dla kogo jak dla kogo, ale dla mnie zawsze. Tylko że on się nie zmienił, a ja się odzwyczaiłem. On ndal o niczym nie pamięta i muszę za nim wszędzie chodzić. Więc w ten weekend nie wyszło bo totalnie zapomniał, w ten nie wyjdzie bo mnie znowu nie odbiera. Założe się, że gdzieś wyjechał. Zapomniał poraz drugi. Na tyle go znam, że jakakolwiek irytacja to byłby szczyt głupoty. Miesiąc ze mną i znowu sobie go wyszkole. Poza tym zabrał on ze sobą do siebie wszystkich bliskich mu obcokrajowców z poprzedniego klubu. i tylko ich. Dlaczego? Bo za długo za granicą mieszkał żeby mieć dobre zdanie o swoich ludziach:) Jemu po drodze zwłaszcza z Hiszpanami, a także z Anglikami i Polakami:)
Gdy nie piszę na bieżąco to wogóle wszystko nie ma sensu.
Pogoda dopisuje. Przynajmniej mi. Można już i na rower iść (czego ja nie praktykuje), można też posiedzieć już na plazy (i nawet czasami się wykąpać). Trzeba mi już wakacji. praca mnie już męczy. Te wszystkie wolne mnie tylko rozstrajają jeszcze bardziej do nieróbstwa.
Wycieczkę z pracy sobie całodniową zaklepałem na 11 czerwca już z Raggą. Żeby mnie broń Boże nikt nie ubiegł. Już mnie za granicę na szkolenia ubiegają to niech przynajmniej na wycieczkę "nad rzeczkę" będe pierwszy:)
Dalajlamę wczoraj widziałem. Ale się nic skupić na tym co mówił nie mogłem. Bo akustyka zła była tam gdzie stałem, a poza tym te wszystkie łebki z gazet, z lunetami po 10000zł nie nastrajali mnie pozytywne. Kryzys jest kurwa i jak to możliwe by w tym wieku takie wypasione aparaty mieć???
Karta kredytowa to nie wynalazek dla mnie.
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Emiliana Torrini o kryzysie w "Przekroju"
Kryzys gospodarczy uderzył szczególnie mocno w Islandię. Czy to ma jakiś negatywny wpływ na waszą muzykę?
– Wręcz przeciwnie. Zawsze gdy nadciąga kryzys, rodzą się rzeczy niesamowite. Islandczycy potrafią przemieniać nawet najgorsze sytuacje w coś pozytywnego. I teraz także powstaje coś bardzo dobrego. Musimy jeszcze chwilę poczekać, bo na razie wszyscy są w szoku. Ale sztuka naprawdę kwitnie – może nie według kryteriów finansowych, ale głębi ekspresji, zaangażowania ludzi. Spodziewajcie się wkrótce świetnej muzyki z Islandii!
– Wręcz przeciwnie. Zawsze gdy nadciąga kryzys, rodzą się rzeczy niesamowite. Islandczycy potrafią przemieniać nawet najgorsze sytuacje w coś pozytywnego. I teraz także powstaje coś bardzo dobrego. Musimy jeszcze chwilę poczekać, bo na razie wszyscy są w szoku. Ale sztuka naprawdę kwitnie – może nie według kryteriów finansowych, ale głębi ekspresji, zaangażowania ludzi. Spodziewajcie się wkrótce świetnej muzyki z Islandii!
sobota, 30 maja 2009
poniedziałek, 18 maja 2009
piątek, 15 maja 2009
czwartek, 14 maja 2009
Eurowizja musiała mnie dopaść i w tym roku. Impreza u znajomej z pracy się kroi w sb. I nie wiem co ja tam będe robił, ale jakoś nie potrafię sobie odpuścić, żeby to zobaczyć. Nie mam ostatnio czasu na tego bloga. Moja nauczycielka od islandzkiego opowiada nam o islandczykach gdy ją pytamy i mnie niszczy tymi odpowiedziami:) Moja idolka tego miesiąca. Zaraz za moją inną koleżanką, która ogoliła się na łyso i wytatuowała ptaka feniksa na pół głowy.
sobota, 9 maja 2009
Siedzę u znajomej, ogladam Isalndzką TV. Na programie pierwszym Pall Oscar się o eurowizji produkuję jako prowadzący w jakimś programie i przegląd piosenek tegorocznych robi i kto ma jakie szanse. I tak słucham i myślę kogo, poza Islandią, to k... obchodzi?????? Tak, tak, sezon Eurowizyjny już za pasem. I do pomocy ma jakieś trzy gadające głowy i jest to śmieszne na maksa, bo to wygląda jak jakiś program publicystyczny na jakiś szalenie ważny temat. No k... To było śmieszne na maska, tego się nie da opisać. Program drugi i... Pall Oscar (w tym samym czasie... hmmm...). Też z kimś o czymś gada, ale to mi tylko tak migneło, bo sobie zapodaliśmy stację SMASH HITS, gdzie akurat było 100 największych przebojów lat 90. Ubaw na maksa. N`sync, Take That, Ace Of Base, Madonna... Zaczynam naprawdę rozumieć umilowanie starszych ludzi do radiów typu złote przeboje. Sam chyba zostanę fanem za jakieś 20 lat.
What?!
"witam, jest Isalndii i wielu z nich to lenie smierdzace i nie majace o zadnej robocie pojecia, zadnej! autor bloga nalezy do typu ludzi, tak mi sie po sposobie opowiesci zdaje wlasnie takich. Ludzie ktorzy znalezli swoj raj bo nie musza sie za bardzo wysilac - pogratulowac ambicji, moimzdnaie pozalowania godne, a jak ktos cos potrafi to szkoda gadac - i tak nie warto tego pokazywac bo nikt tego nie doceni..."
czwartek, 7 maja 2009
Heads will roll!
2 tygodnie z rodzicami po Islandii (domek letniskowy w Akureyrii na 3 noce za 10000ISK ze związków (nic dziwnego, że są bankrutami ;) )-Krakow-Dublin-Lizbona-Warszawa-OFF Festiwal-może mazury-Madonna Hell, yes!:)
czwartek, 30 kwietnia 2009
Oprócz tego, że ostatnio w wolnych chwilach gotuje i okazało się, że jak tylko chcę, to mam talent kucharski, to postanowiłem kupować w HAGKAUPie <http://www.hagkaup.is/> owoce, których nie dane mi było nigdy w życiu jeść. Takie hobby nowe;) I zdiwilibyście jakie cuda są dostępne w Islandii. No więc kupuje te owoce (dwa) i idę do kasy. Generalnie staram się od nie dawna żyć według zasady, że jesteś tym co jesz i taki ładny koszyk miałem mały za 10000ISK. Sam cud miód. Wszystko zdrowe, ale po podliczeniu wszystkiego o mało nie dostałem zawału, bo jeszcze rok temu miałbym za tą samą cenę trzy takie koszyki. Przeciez to 300zł prawie! No i idę do tej kasy na modłe "zdrowo odzywiającego się" i pan do mnie z pytaniem jak do specjalisty jakie to owoce. Niestety skąd miałem to wiedzieć, a nawet jakbym wiedział po polsku to jak to powiedzieć po Islandzku, więc poblokowałem kolejkę na jakieś 5 minut aż się dowiedział jak ten owoc nabić. Czar zdrowego odżywiania prysł doszczędnie gdy, po podliczeniu wszystkiego, poprosiłem jeszcze o paczkę Marlboro Light:)
środa, 29 kwietnia 2009
Lato, jakiekolwiek nie było wróc. Tymbardziej, że jutro mam dzień, gdzie każdy ma przyjśc do pracy INACZEJ NIZ ZWYKLE. I planuje do moich glanów krótkie spodenki. nie wiem jak to się skompnuje z koszulą od garnituru i podkoszulkiem na niej, no ale w tych rzeczach jeszcze w pracy nie byłem. Żeby mi tylko łydki nie zamarzły. Zamawiam Słońce.
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Weekend bez fejsbuka a tam tyle ciekawych rzeczy się wydarzyło w życiu mojej islandzkiej familii:
- Adalbjorg rozwiązała jakiś debilny quiz i niby knows secret about me... hmmm...
- Karolina jest w tyle z literaturą i filmami, bo się urządza w swoim mieszkaniu w Krakowie
- Kama się ścięła na trzydziestoletnią Nosowską z płyty "Sushi"
- Dostałem "Frienship Ring". Od Eyglo. Takie rzeczy mnie wkurwiają najbardziej. Bo trzeba by coś z tym zrobic
- Hugborg miała zajebisty dzień. Może to moje spodnie i koszula, którą dziś pochwaliła to sprawiły. Hehehe...
- Elva się od dwóch miesiecy uczy i nie może skończyc...
- David je na mieście w Santa Monica. nawet nie wiem co to za knajpa. Ale to po siłowni na której był 6 godzin i 26 minut temu.
- Bara ze swoim boyfriend się przeprowadziła. A miasto gdzie zdecydowanie powinna mieszkac to New York. Ale ona zdecydowanie nawet wygląda na laskę wychowaną na "Seksie w wielkim mieście"
- Telma codziennie spaceruje ze swoim nowonarodzonym dzieckiem.
- Helgi is step by step mastering the guitar. Can't wait to rock out! Oczywiście robi to nadal w Australii. Odhaczyłem się, że to lubię:)
- Pati Yang thinks she found an assistant to help kick start the fkk empire. Poza tym praowała w niedzielę. "What a sin".
- Andrej: Potom ma to mrzelo, ale bol som taký unavený, že by som z toho asi aj tak nič nemal...Každopádne dovtedy bol koncert veľmi fajn.. Budem musieť zlepšiť kondičku a viacej ponocovať...;-) No!:)
- Oprócz tego Hugborg wzięło ostatnio na złote myśli w opisie. Jeszcze z dwa razy i ją normalnie zjebę.
- Prawie wszycy głosowali. i oczywiście musieli o tym poinformowac na fejbuku.
Życie bez fejsbuka byłoby jak życie bez prezentów kupowanych kartą mastercard- radośc na mej twarzy po każdym otwarciu tej strony- "bezcenna"
- Adalbjorg rozwiązała jakiś debilny quiz i niby knows secret about me... hmmm...
- Karolina jest w tyle z literaturą i filmami, bo się urządza w swoim mieszkaniu w Krakowie
- Kama się ścięła na trzydziestoletnią Nosowską z płyty "Sushi"
- Dostałem "Frienship Ring". Od Eyglo. Takie rzeczy mnie wkurwiają najbardziej. Bo trzeba by coś z tym zrobic
- Hugborg miała zajebisty dzień. Może to moje spodnie i koszula, którą dziś pochwaliła to sprawiły. Hehehe...
- Elva się od dwóch miesiecy uczy i nie może skończyc...
- David je na mieście w Santa Monica. nawet nie wiem co to za knajpa. Ale to po siłowni na której był 6 godzin i 26 minut temu.
- Bara ze swoim boyfriend się przeprowadziła. A miasto gdzie zdecydowanie powinna mieszkac to New York. Ale ona zdecydowanie nawet wygląda na laskę wychowaną na "Seksie w wielkim mieście"
- Telma codziennie spaceruje ze swoim nowonarodzonym dzieckiem.
- Helgi is step by step mastering the guitar. Can't wait to rock out! Oczywiście robi to nadal w Australii. Odhaczyłem się, że to lubię:)
- Pati Yang thinks she found an assistant to help kick start the fkk empire. Poza tym praowała w niedzielę. "What a sin".
- Andrej: Potom ma to mrzelo, ale bol som taký unavený, že by som z toho asi aj tak nič nemal...Každopádne dovtedy bol koncert veľmi fajn.. Budem musieť zlepšiť kondičku a viacej ponocovať...;-) No!:)
- Oprócz tego Hugborg wzięło ostatnio na złote myśli w opisie. Jeszcze z dwa razy i ją normalnie zjebę.
- Prawie wszycy głosowali. i oczywiście musieli o tym poinformowac na fejbuku.
Życie bez fejsbuka byłoby jak życie bez prezentów kupowanych kartą mastercard- radośc na mej twarzy po każdym otwarciu tej strony- "bezcenna"
Freyr stwierdził, że wygladam dzisiaj zajebiście:) Potem jeszcze inne dziecko, że jestem dziś przystojny. Potem jedna koleżanka że jestem extremely przystojny i nie wiedziałem co z tym wszystkim zrobic, bo nic szczególnego dzisiaj ze mną nie było po weekendzie. Ale żeby nie było za miło to wpadła Jona i stwierdziła, że mam za dużo w brzuchu i do jakiego stanu chce się doprowadzic do 40 roku życia. I bylo to tak zaskakujaco szczere jak na Islandkę, że tym bardziej nie wiedziałem co z tym zrobic. Po czym po swoim 3 minutowym wywodzie, ni z gruchy, niz z pietruchy, wzięła mnie na zebranie. Moje pierwsze oficjalne zebranie w sprawie kogoś, gdzie poszedłem żeby się wypowiedziec... po islandzku... Maja Paja się pyta czy jestem w ciąży. Podejrzewam, że Weronika mi to o extremly handsome powiedziała, żebym się po wywodzie Jony zamknął. I tylko dzieci mi zostały. One mnie nigdy nie okłamią. Więc może nie jest tak źle.
sobota, 25 kwietnia 2009
Wybory za pasem. Głosować nie mogę, ale miałem przyjemność obciwania z Islandzkimi politykami w tym tygodniu. Przychodzili do nas do pracy, siedzieli, kawę popijali i zachęcali do głosowania właśnie na nich. No więc najpierw przyszli jedni, niby ci do kryzysu doprowadzili. I pierdolą te swoje farmazony i mnie nawet coś strzela. Ale podziwiam Islandczyków za to, że najchętniej by im wpierdolili, ale wszyscy pokornie siedzą i dyskusję prowadzą. No wiecie, u nas ktoś z prawa raczej kogoś z lewa do niczego nie przekona i dyskusja nic nie warta. No więc siedzą i tak gadają. Przyjęta przeze mnie zasada to nie wtrącać się w nie swoje sprawy, nie wprowadzać konsternacji. Nie umiem aż tak dobrze po islandzku, nie mogę jeszcze głosować. Oczywiście obchodzi mnie to wszystko co się tutaj dzieje, chcę żeby było jak najlepiej, ale chyba przez szacunek do tego kraju nie mogę jeszcze się wtrącać.
No i pomysł na kryzys to podnieść podatku, przy szczególnym podkreśleniu, że tylko tym co zarabiają powyżej 500 000ISK. I na oklaski i fajerwerki wszyscy czekają- tak, dokopmy tym najbogatszym, niech mają za swoje, a tu raczej nic z tego. Bo dlaczego ktoś ma cierpieć bo zarabia więcej, zwłaszcza, że podatki i tak do małych tu nie należą. Argument tu nie do zbicia. Islandczycy płodzą się na potęgę i naprawdę nie ma tu nic dziwnego, że ktoś ma czwórkę dzieci. Nie ma też nic dziwnego w tym, gdy każde ma z inna kobietą tak na marginesie. Więc co z tego, że ktoś ma pół miliona? Jedzenie poszło w górę chyba o 100%, cło na ubrania dla dzieci koszmarnie wysokie, a wiadomo jak to z dzieckiem, ile w czym pochodzi. Więc pada pytanie, że może by tak opodatkować więcej, ale towary luksusowe, jak te jeepy wielgachne, dobra zbyteczne? Niech tak robią zrzutkę Ci najbogatsi. No argument dobry, ale nie po linii parti. Oczywiście pomyśli się, można podebatować, ale chyba od nas nie zadowoleni wyszli. Nawet ja od czasu do czasu potrafię Karen przyklasnąć.
Byli też ci proeuropejscy. "Przyjeciele" wielu ludzi u mnie w pracy. No i wszystkie piekne, ładnie. Że trzeba się zastanowić co z koroną zrobić, bo generalnie jest nic nie warta. Najlepsze wyjście Euro. Ale żeby mieć Euro trzeba iść do Unii. A żeby iść do Unii trzeba negocjować:) A negocjacje to nie tak hop siup. Jak się jużby zdecydowali to zajmie to przynajmniej pięć lat. A przez pięć lat trzeba coś z koroną robić. I trzeba wymyślić co... No i tak, święte słowa, przyklaski, nawet mi się wywód pana spodobał do tego stopnia, że nie moglem się powstrzymać. Musiałem to powiedzieć, bo mnie już nosiło. Bo generalnie to odnoszę wrażenie, że Islandzcycy to nie chcą do tej Unii. I ja to nawet po części rozumiem. Są trochę debilni jeśli chodzi o zarządzanie kasą, ale to ich cecha narodowa. I oni żyją w takim świecie chyba, że no dobra, no cóż zrobić, no chodźmy do tej Unii, wyjścia nie ma. Poza tym podskórne przeświadczenie potegowane obejrzeniem drugiej części "Zeitgeist", że to wszystko to już ukartowane dawno było, co idelanie wpisuje się w Islandzki nacjonalizm i uważanie się za super, po prostu the best. Od razu można przy okazji zrzucić z siebie odpowiedzialność za swój debilizm w zarządzaniu państwem. I oni tak właśnie chyba żyją, łachę robią, że do Unii pójdą, no więc się pytam, a co jak Unia was nie zechce. Mina wszystkich- bardziej bezcenna niż zakupy z kartą Mastercard. Reakcja tylko w wyrazie twarzy, nic więcej. No więc się już podkurwiłem, mam w myślach nie rób tego, będą z tego tylko problemy, przez kolejny tydzień będą się gapić na Ciebie jak na debila. Ale kontynuuje. No że po prostu, że jak było dobrze, to do Unii nie chcieliście, a teraz, gdy jesteście w opałach to co możecie Unii dać jako bankrut? I za to zniszczenie Islandzkiego patriotyzmu i dumy będe miał zgagę jeszcze z miesiąc. Choć nawet szefowa przyznała mi rację, że w sumie to tak rozmawiamy czy chcemy czy nie, ale nigdy nie pomyślimy czy Unia nas chce. I dodaje, że prawda to jest taka, że nas Unia chciała, bo potrzebowała taniej siły roboczej do budowania Dublina, Londynu i Reykjaviku. Że to po prostu biznes, choćby stały za tym jakieś inne ideologiczne przesłanki też. Ale Islandia nie będzie tanią siła roboczą dla Unii. Że któregoś dnia ktoś nas będzie musiał też zastąpić jako tanią siłę roboczą i tak to się kręci. Ja sam aż tak pesymistycznie na to nie patrzę i myślę, że Islandia Unię zechcę, bo mimo wszystko właśnie biznes to biznes a Islandia wiele potencjału ma. Ale po prostu sił mi już brak zostawiać ich tak w tym optymiźmie, który prowadzi na manowce i już w gazetach piszą, że się nowy kryzys kroi. No i jak ma się nie kroić jak oni nadal w obłokach bujają? Poza tym smutno mi. Bo w Islandii dzieje się coś, o czym była mowa w tym artykule zlinkowanym parę postów niżej. Ludzie tutaj po prostu przestali sobie ufać. I to jest coś z czego Islandczycy zdają sobie sprawę i to ich najbardziej w tym wszystkim boli. I oni doskonale wiedzą to, o czym my wogóle nie jesteśmy wstanie jeszcze myśleć- do czego to prowadzi. I oni wiedzą, że dopóki zaufanie nie zostanie odzyskane, to nic się nie zmieni. I jak już mówiłem- to jest smutne. Tak naprawdę to wszystko wynikało z całych tych dysput. Nigdy nie powiedziane wprost, ale ludzie tym gostkom po prostu nie ufają. To boli w kraju, w ktorym jakieś 50 lat temu, każdy potrafił znać każdego.
I słucham ludzi jacy to Islandczycy są głupi. I czasami sobie myślę, że tylko ktoś sam naprawdę głupi może mówić, że Islandczycy są głupi. Żeby zrozumieć dany kraj, ludzi i ich mentalność, trzeba umieć mówić w języku tego kraju. Taka prawda. Po co studiować filologię islandzką? Bo w Warszawie poszukują lektora języka islandzkiego:) 200zł/h. Jakby się ktoś zdecydował proponuję powiedzieć 400zł. Myślę, że i tak przejdzie. Specjalizacja w wąskiej dziedzinie jest w dzisiejszym świecie chyba najważniejsza. A mówienie językiem 300-stu tysięcy ludzi to już chyba wystarczająco wąska specjalizacja.
No i pomysł na kryzys to podnieść podatku, przy szczególnym podkreśleniu, że tylko tym co zarabiają powyżej 500 000ISK. I na oklaski i fajerwerki wszyscy czekają- tak, dokopmy tym najbogatszym, niech mają za swoje, a tu raczej nic z tego. Bo dlaczego ktoś ma cierpieć bo zarabia więcej, zwłaszcza, że podatki i tak do małych tu nie należą. Argument tu nie do zbicia. Islandczycy płodzą się na potęgę i naprawdę nie ma tu nic dziwnego, że ktoś ma czwórkę dzieci. Nie ma też nic dziwnego w tym, gdy każde ma z inna kobietą tak na marginesie. Więc co z tego, że ktoś ma pół miliona? Jedzenie poszło w górę chyba o 100%, cło na ubrania dla dzieci koszmarnie wysokie, a wiadomo jak to z dzieckiem, ile w czym pochodzi. Więc pada pytanie, że może by tak opodatkować więcej, ale towary luksusowe, jak te jeepy wielgachne, dobra zbyteczne? Niech tak robią zrzutkę Ci najbogatsi. No argument dobry, ale nie po linii parti. Oczywiście pomyśli się, można podebatować, ale chyba od nas nie zadowoleni wyszli. Nawet ja od czasu do czasu potrafię Karen przyklasnąć.
Byli też ci proeuropejscy. "Przyjeciele" wielu ludzi u mnie w pracy. No i wszystkie piekne, ładnie. Że trzeba się zastanowić co z koroną zrobić, bo generalnie jest nic nie warta. Najlepsze wyjście Euro. Ale żeby mieć Euro trzeba iść do Unii. A żeby iść do Unii trzeba negocjować:) A negocjacje to nie tak hop siup. Jak się jużby zdecydowali to zajmie to przynajmniej pięć lat. A przez pięć lat trzeba coś z koroną robić. I trzeba wymyślić co... No i tak, święte słowa, przyklaski, nawet mi się wywód pana spodobał do tego stopnia, że nie moglem się powstrzymać. Musiałem to powiedzieć, bo mnie już nosiło. Bo generalnie to odnoszę wrażenie, że Islandzcycy to nie chcą do tej Unii. I ja to nawet po części rozumiem. Są trochę debilni jeśli chodzi o zarządzanie kasą, ale to ich cecha narodowa. I oni żyją w takim świecie chyba, że no dobra, no cóż zrobić, no chodźmy do tej Unii, wyjścia nie ma. Poza tym podskórne przeświadczenie potegowane obejrzeniem drugiej części "Zeitgeist", że to wszystko to już ukartowane dawno było, co idelanie wpisuje się w Islandzki nacjonalizm i uważanie się za super, po prostu the best. Od razu można przy okazji zrzucić z siebie odpowiedzialność za swój debilizm w zarządzaniu państwem. I oni tak właśnie chyba żyją, łachę robią, że do Unii pójdą, no więc się pytam, a co jak Unia was nie zechce. Mina wszystkich- bardziej bezcenna niż zakupy z kartą Mastercard. Reakcja tylko w wyrazie twarzy, nic więcej. No więc się już podkurwiłem, mam w myślach nie rób tego, będą z tego tylko problemy, przez kolejny tydzień będą się gapić na Ciebie jak na debila. Ale kontynuuje. No że po prostu, że jak było dobrze, to do Unii nie chcieliście, a teraz, gdy jesteście w opałach to co możecie Unii dać jako bankrut? I za to zniszczenie Islandzkiego patriotyzmu i dumy będe miał zgagę jeszcze z miesiąc. Choć nawet szefowa przyznała mi rację, że w sumie to tak rozmawiamy czy chcemy czy nie, ale nigdy nie pomyślimy czy Unia nas chce. I dodaje, że prawda to jest taka, że nas Unia chciała, bo potrzebowała taniej siły roboczej do budowania Dublina, Londynu i Reykjaviku. Że to po prostu biznes, choćby stały za tym jakieś inne ideologiczne przesłanki też. Ale Islandia nie będzie tanią siła roboczą dla Unii. Że któregoś dnia ktoś nas będzie musiał też zastąpić jako tanią siłę roboczą i tak to się kręci. Ja sam aż tak pesymistycznie na to nie patrzę i myślę, że Islandia Unię zechcę, bo mimo wszystko właśnie biznes to biznes a Islandia wiele potencjału ma. Ale po prostu sił mi już brak zostawiać ich tak w tym optymiźmie, który prowadzi na manowce i już w gazetach piszą, że się nowy kryzys kroi. No i jak ma się nie kroić jak oni nadal w obłokach bujają? Poza tym smutno mi. Bo w Islandii dzieje się coś, o czym była mowa w tym artykule zlinkowanym parę postów niżej. Ludzie tutaj po prostu przestali sobie ufać. I to jest coś z czego Islandczycy zdają sobie sprawę i to ich najbardziej w tym wszystkim boli. I oni doskonale wiedzą to, o czym my wogóle nie jesteśmy wstanie jeszcze myśleć- do czego to prowadzi. I oni wiedzą, że dopóki zaufanie nie zostanie odzyskane, to nic się nie zmieni. I jak już mówiłem- to jest smutne. Tak naprawdę to wszystko wynikało z całych tych dysput. Nigdy nie powiedziane wprost, ale ludzie tym gostkom po prostu nie ufają. To boli w kraju, w ktorym jakieś 50 lat temu, każdy potrafił znać każdego.
I słucham ludzi jacy to Islandczycy są głupi. I czasami sobie myślę, że tylko ktoś sam naprawdę głupi może mówić, że Islandczycy są głupi. Żeby zrozumieć dany kraj, ludzi i ich mentalność, trzeba umieć mówić w języku tego kraju. Taka prawda. Po co studiować filologię islandzką? Bo w Warszawie poszukują lektora języka islandzkiego:) 200zł/h. Jakby się ktoś zdecydował proponuję powiedzieć 400zł. Myślę, że i tak przejdzie. Specjalizacja w wąskiej dziedzinie jest w dzisiejszym świecie chyba najważniejsza. A mówienie językiem 300-stu tysięcy ludzi to już chyba wystarczająco wąska specjalizacja.
piątek, 24 kwietnia 2009
środa, 22 kwietnia 2009
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
www.sammala.is
Jak Eyglo wydała na Facebook`u polecenie to zapisania się, tak się zapisałem. Dopiero potem przyszła chwila autorefleksji, że w sumie nie wiem pod czym. Więc zaczepiłem Eyglo na Facebook`u i już wiem- żeby Euro nam na Islandii królowało (to chyba wiąże się też z tym, że musieli by pójść do Unii???).
Jak Eyglo wydała na Facebook`u polecenie to zapisania się, tak się zapisałem. Dopiero potem przyszła chwila autorefleksji, że w sumie nie wiem pod czym. Więc zaczepiłem Eyglo na Facebook`u i już wiem- żeby Euro nam na Islandii królowało (to chyba wiąże się też z tym, że musieli by pójść do Unii???).
Kryzysu ciąg dalszy. Od nowego roku miasto już nie będzie nikomu płacić, że się uczy na nauczyciela i pracuje niby w tych godzinach. Albo szkoła albo studia. Nie ma kasy. Poza tym od tego roku studia stają się 5- letnie. Już nie można być nauczycielem po licencjacie. Pewnie będzie nie długo jak w Polsce, że sobie będzie trzeba zrobić magistra jak ktoś nie ma. W sumie powinni się cieszyć, po tym pensja jest wieksza. No ale raj przecież na tym polega, że ci płacą za studiowanie i nikt Ci nikt nie każe, prawda? Więc twarze islandczyków nie za fajne. Oczywiście podkurwiam ich i mówię, że u nas już tak dawno, że magister, te sprawy i studiuj jak chcesz...
Steinnum po półrocznym pobycie z nami wraca do Iceland Air na wakację do pracy. Pensja pewnie z 2 razy wyższa. A jak jej pod koniec sierpnia nie przedłużą do wróci pewnie do nas znowu. Taki kryzys. Niektórych nie tyka.
No i temat wyborów (które już za tydzień). Ja się tu akurat wolę nie udzielać, bo musiałbym ich jebać co chwilę za tok myślenia i odrealnienie od rzeczywistości, a po co mi ta konsternacja? Ja jeszcze głosować nie mogę poza tym, więc mi się nawet nie chcę ust otwierać. Niech sobie wierzą jakimś debilom, że nie muszą myśleć o innych i zaciągnietych pozyczek spłacać. Najwyżej przy następnym kryzysie się będzie trzeba ewakuować z jakimiś 100 000 innych Islandczyków i będzie po dylematach co chcę od życia i gdzie mieszkać. Koniec na dziś. Dni polskie za tydzień w Hotelu Grand. Makłowicz przyjeżdża gotować. Ma tu 3 programy nakręcić- jeden na tarsie hotelu, jeden koło gejzerów a jeden o tych dniach tak ogólnie. Boże, Boże, a jak mu się pogoda taka jak dziś trafi koło tych gejzerów to co?:) Poza tym koncert Agi Zaryan ma się odbyć:
Więcej na stronie konsulatu. Całość ma otworzyć w następny poniedziałek Miss Reykjaviku..., która jest z Polski (no tak niby z Polski, bo od 2 roku życia w Islandii).
Steinnum po półrocznym pobycie z nami wraca do Iceland Air na wakację do pracy. Pensja pewnie z 2 razy wyższa. A jak jej pod koniec sierpnia nie przedłużą do wróci pewnie do nas znowu. Taki kryzys. Niektórych nie tyka.
No i temat wyborów (które już za tydzień). Ja się tu akurat wolę nie udzielać, bo musiałbym ich jebać co chwilę za tok myślenia i odrealnienie od rzeczywistości, a po co mi ta konsternacja? Ja jeszcze głosować nie mogę poza tym, więc mi się nawet nie chcę ust otwierać. Niech sobie wierzą jakimś debilom, że nie muszą myśleć o innych i zaciągnietych pozyczek spłacać. Najwyżej przy następnym kryzysie się będzie trzeba ewakuować z jakimiś 100 000 innych Islandczyków i będzie po dylematach co chcę od życia i gdzie mieszkać. Koniec na dziś. Dni polskie za tydzień w Hotelu Grand. Makłowicz przyjeżdża gotować. Ma tu 3 programy nakręcić- jeden na tarsie hotelu, jeden koło gejzerów a jeden o tych dniach tak ogólnie. Boże, Boże, a jak mu się pogoda taka jak dziś trafi koło tych gejzerów to co?:) Poza tym koncert Agi Zaryan ma się odbyć:
Więcej na stronie konsulatu. Całość ma otworzyć w następny poniedziałek Miss Reykjaviku..., która jest z Polski (no tak niby z Polski, bo od 2 roku życia w Islandii).
niedziela, 19 kwietnia 2009
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,97659,6508620,Polska_smuta.html
sobota, 18 kwietnia 2009
To ciekawe jak może się skończyć sobotni wieczór, gdy tylko się odda koleżance z pracy korek do otwierania win pożyczony tydzień temu... A decyzje o moich studiach nie była pochopna- ja się z tym noszę odkad tutaj jestem, tylko argumenty same przemawiają za siebie. Bez odbioru w tej sprawie:)
Ja tylko piszę na bieżąco. Brak pokory gubi mnie.
Ja tylko piszę na bieżąco. Brak pokory gubi mnie.
piątek, 17 kwietnia 2009
"pamietaj, ze filologia te to studia jezykowe, a nie tylko kurs jezkowy...bedzie wiec nie tylko praktyczna nauka jezyka ale i przedmioty takie jak staronordycki, literatura, czy jezykoznastwo...jesli wiec interesuje cie tylko praktyczny jezyk to radze intensywny kurs jezykowy zamiast filologii.
studiow samych nie odradzam, bo takie studia to fajna sprawa, ale radze sprawe dobrze przemyslec, bo znam wielu, co to podjeli decyzje o studiach jezykowych pochopnie, a potem marudzili, ze 'glupiej literatury' uczyc sie nie beda :)"
Ktoś próbuje ojca uczyć dzieci robić... Tak się składa, że już jedną filologię skończyłem, więc wiem z czym to się... Wiem też jakie miałbym tam przedmioty. Poza tym to jest filologia dla OBCOKRAJOWCÓW, więc jest odrobinę inaczej niż dla Islandczyków.
Zaliczyć imprezę w Downtown na trzeźwo- bezcenne. Te wszystkie alkoholowe zachowanie oglądać na trzeźwo jak w klubie moim- bezcenne. Ulice Reykjaviku około 4.00 rano- bezcenne. Wszystko bezcenne. Jednak mimo wszystko lepiej się trochę zneutralizować, żeby aż tak nie cierpieć patrząc na to wszystko.
studiow samych nie odradzam, bo takie studia to fajna sprawa, ale radze sprawe dobrze przemyslec, bo znam wielu, co to podjeli decyzje o studiach jezykowych pochopnie, a potem marudzili, ze 'glupiej literatury' uczyc sie nie beda :)"
Ktoś próbuje ojca uczyć dzieci robić... Tak się składa, że już jedną filologię skończyłem, więc wiem z czym to się... Wiem też jakie miałbym tam przedmioty. Poza tym to jest filologia dla OBCOKRAJOWCÓW, więc jest odrobinę inaczej niż dla Islandczyków.
Zaliczyć imprezę w Downtown na trzeźwo- bezcenne. Te wszystkie alkoholowe zachowanie oglądać na trzeźwo jak w klubie moim- bezcenne. Ulice Reykjaviku około 4.00 rano- bezcenne. Wszystko bezcenne. Jednak mimo wszystko lepiej się trochę zneutralizować, żeby aż tak nie cierpieć patrząc na to wszystko.
czwartek, 16 kwietnia 2009
Ingvi ze mną pracuję i Ingvi co przerwę zarajać jedzie jakieś 2 km od pracy. Mi się palić w pracy nie chcę, ale dziś był spontan i że byliśmy na przerwie w tym samym czasie i że Weronika też się nawinęła to się światełko w głowie zaświeciło i dawaj. I wychodzi z tego budynku i gdzieś idziemy do samochodu i gdzieś jedziemy. to musiało być mega śmieszne co kombinujemy. I gadka szmatka i się wkurwiam, że nie rozumiem wszystkiego. I Ingvi jest elektrykiem i miał w sumie do Australii do pracy lecieć, ale nie miał na bilety. I że on wie, że tam ludzie śa nudni, bo się imprezy o 4 rano kończą. nie to co na Islandii- do 7- 8 rano. Ale Ingvi nie wiem i ja mu z Weroniką wyjaśniam, że co ma pienrik do wiatraka. Prawdopodobnie alkohol tani i ludzie nie zaczynają imprez w domu, jak tu, spijają sie ile wlezie i do Downtown. Że u nas alkohol tani, więc mogłem ostatnio zacząc imprezę w barze o 18 i o 1 być już nieprzytomny i iść do domu. Na Islandii bym dopiero imprezę zaczynał, ja wiem. Ale co on wie poza tym o ułańskiej fantazji;) no i tak mu uświadomiliśmy, dlaczego dla niego 4 rano to wcześnie, a w Austarlii i u nas juz późno. Zajebista Islandia poraz kolejny nie jest aż taka zajebista. Poza tym to zastanawiam się tylko jak on może wysnuć że Australijczycy są nudni tylko po tym, o której kończa imprezy. Jak oglądam zdjęcia Helgiego na fejsbuku to wygląda mi to całkiem inaczej:) Nic tylko się na usta ciśnie co ty wiesz kurwa o zabijaniu? 21- latek całe życie pewnie na Islandii. Weronika jest z Czech i gada po islandzku jak nie wiem. Jestem zazdrosny. Może mi te studia nie są potrzebne?;)
Dobra, nie pójdę na te studia w tym roku. Powodów jest parę:
- bo się zapisy skonczyły: ja wiem, że byłbym wstanie tutaj taki opis przejść, ale genralnie niekoniecznie. Na stronie wyraźnie piszę, że tylko Islandczycy i ludzie z państw skandynawskich mogą się na studia zapisywać do lipca.
- nie wiem czy będe na Islandii trzy lata: jakbym wiedział że będe to bym się nie zastanawiał, ale ja nie potrafię jeszcze świadomie podjąć takiej decyzji i wiązać się z tą wioską na 3 lata. Bo przecież głupio zacząć i przerwać. Ale z drugiej strony tak fajnie by przecież było- być znowu studentem:) Jejku, znowu mi się porobiły niezaistniałe wizualizację:) Fantazmaty. Ale jak wytrzymam do marca nastepnego roku to postanowione- zapisuje się. Po co mi to? A po to, żeby mówić biegle po islandzku. Ja się do innej pracy nie wybieram, ale naprawde, może oprócz prawa i bycia lekarzem lub inżynierem, mógłbym tu z bieglym islandzkim robić wszystko inne z moimi studiami z Polski. No bo plan jest chyba taki że wyjdę z nich biegle mówiąc?...:) Poza tym to jest piękne być studentem i jednocześnie za bardzo nie rezygnować z niczego innego co się lubi. tak, mniejbym pracował, ale nie w każdym semestrze, bo godzin nie jest dużo, więc spoojnie z 60%, jak nie więcej, etatu bym wyrabiał. No byłoby trochę poświęceń popołudniami, trzeba by się uczyć, ale myślę że spokojnie bym przeżył. To w sumie z tymi studiami mam już dawno przemyślane, nie mam tylko przemyślane, że tu tyle zostanę. Poza tym trzeba by co nieco poplanować. Pracę mam taką, że na pewno mógłbym pracować ile dziennie mogę i zmieniać to wraz z programem. Jeszcze by się wszyscy cieszyli, że się uczę. ale chcę jeszcze pokombinować, może się sam z siebie tego języka nauczę? przecież mi papierek ze studiów do niczego tu w sumie potrzebny nie jest. Nie wiem czy on aż tak wiele zmieni. Przecież ja mam studia:)
Jutro w pracy dzień letni. Więc trzeba przyjść na letnio... Jak pogoda pozwoli to idę w spodniach krótkich za kolana. Sam ten dzień z laskami wymyśliłem dwoma, trzeba się jakoś rozruszać i mieć odmianę. Będzie też wkrótce dzień polski. i na obiad coś polskiego. No to dyrektorka do mnie przychodzi z taka poważna miną jakby mnie zwolnić miała i pyta o narodową potrawę... Jezu, ja nie wiedziałem co jej powiedzieć. no niby to takie proste pytanie a jednak. Padło na rosół, ale po przemyśleniu faktu jednak nie... Woda z makaronem. Trzeba się chyba barzdziej wysilić. Wolałbym jednak żeby coś innego na ten obiad o było. No to Hugborg internet przegląda i bigos się jej trafia. I chyba już ten bigos zostanie no:) patrze na Wikipedii i wychodzi, że tak coś totalnie, typowo polskiego, to wychodzi, że nie ma. Bo zawsze to zapożyczone w taki czy inny sposób. No przecież nie kazę im ugnieść ziemniaki i zrobić schabowego z kapustą. no wieś tańczy i spiewa. Poza tym co w tym takiego specjlanie polskiego- kotlety i ziemniaki?
- bo się zapisy skonczyły: ja wiem, że byłbym wstanie tutaj taki opis przejść, ale genralnie niekoniecznie. Na stronie wyraźnie piszę, że tylko Islandczycy i ludzie z państw skandynawskich mogą się na studia zapisywać do lipca.
- nie wiem czy będe na Islandii trzy lata: jakbym wiedział że będe to bym się nie zastanawiał, ale ja nie potrafię jeszcze świadomie podjąć takiej decyzji i wiązać się z tą wioską na 3 lata. Bo przecież głupio zacząć i przerwać. Ale z drugiej strony tak fajnie by przecież było- być znowu studentem:) Jejku, znowu mi się porobiły niezaistniałe wizualizację:) Fantazmaty. Ale jak wytrzymam do marca nastepnego roku to postanowione- zapisuje się. Po co mi to? A po to, żeby mówić biegle po islandzku. Ja się do innej pracy nie wybieram, ale naprawde, może oprócz prawa i bycia lekarzem lub inżynierem, mógłbym tu z bieglym islandzkim robić wszystko inne z moimi studiami z Polski. No bo plan jest chyba taki że wyjdę z nich biegle mówiąc?...:) Poza tym to jest piękne być studentem i jednocześnie za bardzo nie rezygnować z niczego innego co się lubi. tak, mniejbym pracował, ale nie w każdym semestrze, bo godzin nie jest dużo, więc spoojnie z 60%, jak nie więcej, etatu bym wyrabiał. No byłoby trochę poświęceń popołudniami, trzeba by się uczyć, ale myślę że spokojnie bym przeżył. To w sumie z tymi studiami mam już dawno przemyślane, nie mam tylko przemyślane, że tu tyle zostanę. Poza tym trzeba by co nieco poplanować. Pracę mam taką, że na pewno mógłbym pracować ile dziennie mogę i zmieniać to wraz z programem. Jeszcze by się wszyscy cieszyli, że się uczę. ale chcę jeszcze pokombinować, może się sam z siebie tego języka nauczę? przecież mi papierek ze studiów do niczego tu w sumie potrzebny nie jest. Nie wiem czy on aż tak wiele zmieni. Przecież ja mam studia:)
Jutro w pracy dzień letni. Więc trzeba przyjść na letnio... Jak pogoda pozwoli to idę w spodniach krótkich za kolana. Sam ten dzień z laskami wymyśliłem dwoma, trzeba się jakoś rozruszać i mieć odmianę. Będzie też wkrótce dzień polski. i na obiad coś polskiego. No to dyrektorka do mnie przychodzi z taka poważna miną jakby mnie zwolnić miała i pyta o narodową potrawę... Jezu, ja nie wiedziałem co jej powiedzieć. no niby to takie proste pytanie a jednak. Padło na rosół, ale po przemyśleniu faktu jednak nie... Woda z makaronem. Trzeba się chyba barzdziej wysilić. Wolałbym jednak żeby coś innego na ten obiad o było. No to Hugborg internet przegląda i bigos się jej trafia. I chyba już ten bigos zostanie no:) patrze na Wikipedii i wychodzi, że tak coś totalnie, typowo polskiego, to wychodzi, że nie ma. Bo zawsze to zapożyczone w taki czy inny sposób. No przecież nie kazę im ugnieść ziemniaki i zrobić schabowego z kapustą. no wieś tańczy i spiewa. Poza tym co w tym takiego specjlanie polskiego- kotlety i ziemniaki?
środa, 15 kwietnia 2009
Wymyśliłem to w 30 minut z 4 godziny temu. Ide na studia- filologia islandzka, 3 letnie. Mam tylko do rozwiązania jeden problem- zapisy skończyły się 30 marca. Ale to Islandia, więc liczę na wyluzowany cud i tym razem. Od jutra kompletuje papiery, w przyszłym tygodniu błagam o przyjecie (ale samo przyjecie to nic, trzeba egzamin zdać jeszcze). Muszę tylko znowu mniej niż na 100% pracować, ale z tym nie powinno być dużych problemów. No i muszę mnie przyjać:) No więc nie wiem jak to wyjdzie, ale raz na rok zdarza mi się spontan, który wywraca moje zycie to gory nogami, więc czas i w tym roku:)
wtorek, 14 kwietnia 2009
Leci się samolotem do Keflaviku i oprócz chmur nie widzi się nic. I już wiesz. Pogoda zj... I lądujesz i widzisz nic tylko pola lawowe. I już widzisz. Wiatr i deszcz. I zastanawiasz się, że jak to możliwe, że jeszcze kilkaset kilometrów stąd jest całkiem inaczej- słońce i ciepło. I widzisz tych Anglików w samolocie w podkoszulku i jakiś wakacyjnych spodniach ze szmaty i nic tylko się uśmiechasz- brak pokory gubi ich:)
Mój samochód nie lubi długo stać. Jadę do znajomej na obiad, zobaczymy czy odpali:)
Mój samochód nie lubi długo stać. Jadę do znajomej na obiad, zobaczymy czy odpali:)
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
środa, 8 kwietnia 2009
Co prawda rano ścierałem szron z szyb samochodu, ale po południu udało już mi się zaliczyc krótkie spodenki. Oczywiście ma się to nijak, mam nadzieję, do pogody jaka czeka mnie jutro w Polsce. Ale prawda taka, że jak jest słonce i dzień dlugi to wolę tu siedziec, a do Polski latac jak tu jest nieciekawie. Chyba się za bardzo na pogodzie skupiam, ale kto tu zimy nie był to nie zrozumie. Nie że tak strasznie, ale że tak DŁUGO!
poniedziałek, 6 kwietnia 2009
niedziela, 5 kwietnia 2009
Przedwielkanocne spotkanie zaliczone. Z racji tego, że się na świeta co poniektorzy rozjadą jajko świąteczne zjedliśmy już dzisiaj. Nie ciepło tu jak w Polsce, ale pogoda można powiedziec, że znowu rozpuszcza. Zakladam boga ze zdjęciami- jako appendix do tego bloga, jako dowod, że naprawdę tu jestem. Jak już go zalożę to napiszę tutaj link. Fotki na pewno nie będą miały żadnej szczególnej kolejnośći- w domyślę chcę jedną fotkę na dzień dodawać. Ale będą to foty z różnych okresów mojego pobytu tutaj.
sobota, 4 kwietnia 2009
piątek, 3 kwietnia 2009
Ogladalem wlasnie jakas durna, polska reklama, gdzie zadawali pytamnie CZY WIESZ DLACZEGO NORWEGOWIE MOWIA SOBIE NA TY? K..., ch... moze czlowieka wszedzie chwycic. Nie, nie k..., nie dlatego ze zyje im sie dostatnie. DLATEGO, ZE ICH JEZYK NIE WYKSZTALCIL SOBIE PO PROSTU FORMY PAN I PANI. Co ma piernik do wiatraka? Juz sam nie wiem gdzie mozna bardziej oglupiec- tu czy tam. zirytowala mnie ta reklama. Ale moze taki dzien. Nic glupszego nie widzialerm od dluzszego czasu.
Kolejna osoba wyjechala. Malo nas, coraz mniej :) Moze wkotce ponizej 300000tysiecy spadnie nam ludnosc. Karen, tak dumna ze swojej islandkosci, na wschod kraju przyszlo przed bezrobociem meza spier... Cos sie to jej najlepsze miejsce do zycia na ziemi sypac zaczelo. To juz naprawde lepiej za granice jechac niz na to zadupie. Tak mi sie wydaje. Ja bym tam nie wydolil. Ale sa tacy co daja rade. I sie naprawde z tego nie ciesze, bo nie ma z czego, ale jak ktos jest nie mily dla innych, to predzej czy pozniej mu chyba przychodzi, w taki czy inny spokoj, za to zaplacic. Nie podobali sie jej obcokrajowcy w Islandii, teraz juz chyba lepiej DLACZEGO wiekszosc z nich jest tutaj. Z tego samego powodu, dla ktorego ona jedzie na wschod. "Jak mozna nie brac kreytu na mieszkanie w obcej walucie tylko w koronach?Przeciez to sie nie oplaca!" Ale ci, ktorzy wzieli w koronach z terenu stolecznego nie spierdalaja... Karen ma w sobie, w dodatku wyolbrzymione, wszystkie najgorsze islandzkie cechy: duma narodowa przechodzaca w nacjonalizm, totalny brak wyobrazni jesli chodzi o to co sie dzieje na swiecie i lekkie, za lekkie, podejscie do pieniedzy. Zycie to fejsbuk. i tylko czasami tak strasznie mi ich zal i taki wkurw mnie bierze, ze kurde, to wcale nie jest tak, ale im nie wytlumaczysz jacy ubodzy sa. Czas sie wziac do pracy:)
Nie wierze, ze to sie dzieje. Jak mozna dyskutowac godzine o czyms, co mozna zalatwic w pieciu zdaniach? Za duzo juz rozumiem i chory z takich zebran wychodze. I tlyko Sylwia, choc islandka, mnie pocieszyc u mnie i z takiego amego zalozenia wychodzi. Ale Sylwia to taka pol Islandka i rozumie to jak kazdy obcokrajowiec albo Islandczyk, ktorego rodzice w ktoryms tam pokoleniu nie byli islandczykami. Reszta nic. To tak na serio. Na 100%. Z Maja Paja mamy polew nieziemski cos ie tu ostatnio wyprawia. Kazdy o cos wkurwiony, z kims ma zatarg, ale to tak bedzie sie ciaglo i nic z tego jeszcze dlugo nie wyniknie. Przeciez nie zaczna sobie nagle prosto w twarz mowic co sadza o innych:) Jak to mowi Karolina glupieje tu, glupieje. Czuje to, ze glupieje.
Dziela Kochanowskiego w dwa dni skonczylem. No nie wszystkie ale duzo tego przeczytalem. Jakby moj profesor od satropolskiej sie cieszyl. Na Islandie mi bylo przyjechac, zeby sie porzadnie literatura polska zajac na nowo.
Dziela Kochanowskiego w dwa dni skonczylem. No nie wszystkie ale duzo tego przeczytalem. Jakby moj profesor od satropolskiej sie cieszyl. Na Islandie mi bylo przyjechac, zeby sie porzadnie literatura polska zajac na nowo.
środa, 1 kwietnia 2009
wtorek, 31 marca 2009
Nie wierze, ze to za oknem to sie dzieje naprawde. Przeciez mialo byc lato. Musze przestac sie wstydzic mowic po islandzku. Trzeci dzien sie wyprowadzam i jeszcze nie koniec. Moj samochod sie odzwyczail od stania na dworze przez cala noc;) Kolejna osoba wrocila dzis do Polski. Mama Thomasa zna moje imie. Spotkanie klasowe mam po przyjezdzie do Polski. Tworze juz wizualizacje jak z moim jaccuzi niewypalonym. Ze bedziemy wracac do mnie do domu przez gorka jak dawniej i ze poczuje sie jak bym mial znowu 17 lat. A, whatever.
sobota, 28 marca 2009
Czemu zaczął padac śnieg?
Brakuje mi prostych rzeczy: kosza na śmieci, patelni, płynu do mycia naczyń...
Jestem za rok z koleżanką z pracy na naukę snowboardu umówiony:)
Czekam na właścicielkę mieszkania. Chcę sobie już zacząc malowanie. Jak przyjdzie jadę do Ikei. Zamówiłem sobie już nową płytę Pati, ale odsłuchacc mogę już na www.myspace.com/patiyang
Taka kryptoreklama, dobre bo polskie i ja tu Islandczyków w niech rozkocham:)
Brakuje mi prostych rzeczy: kosza na śmieci, patelni, płynu do mycia naczyń...
Jestem za rok z koleżanką z pracy na naukę snowboardu umówiony:)
Czekam na właścicielkę mieszkania. Chcę sobie już zacząc malowanie. Jak przyjdzie jadę do Ikei. Zamówiłem sobie już nową płytę Pati, ale odsłuchacc mogę już na www.myspace.com/patiyang
Taka kryptoreklama, dobre bo polskie i ja tu Islandczyków w niech rozkocham:)
piątek, 27 marca 2009
Ja naprawdę lubię tu być:) Nie ma w tym nic specjalnego, ale jest w tym coś kosmicznego, te wszystkie połaczenia moje tutaj z Islandczykami coponiektórymi. Kto by mi kiedykolwiek powiedział że tak będzie? to jak kryptoreklama, ale naprawdę nie można ich nie lubieć (z tymi ich wszystkimi wadami), gdy się ich bliżej pozna.
czwartek, 26 marca 2009
środa, 25 marca 2009
Trochę mi szkoda, że moje koleżanki z pracy bawią się teraz cztery dni za pieniadze podatników i ze składek ze związku nauczycieli (www.ki.is) w Birmingham pod Londynem. Oficjalny powód wyjazdu to szkolenie z okazji The Education show, ale mało bym je znał gdyby właśnie teraz się gdzieś do baru nie wybierały. I tylko gdyby nie ta przeprowadzka to też teraz bym tam był. A tak to muszę wynająć samochód (www.cargobilar.is) i jakoś się popakować. Doprowadza mnie to wszystko do bólu głowy.
niedziela, 22 marca 2009
"ONA"
http://reykjaviklooks.blogspot.com/ - jeśli ktoś jeszcze ma watpliwości, że ONA jest z Islandii
Jak wygląda życie obcokrajowca na Islandii bez znajomości języka. A no czsamia tak. Dostajesz jakieś pismo z Vodafone i za cholerę nie wiesz co tam piszę. Ale to olewasz, pewnie nic ważnego. I nagle neta nie masz. Akurat przez te dwa dni kiedy sobie chorobowe bierzesz, siedzisz w domu i nie masz neta. W końcu dzownisz do nich za 2 dni, no bo ileż można. no i pani Ci mówi, że powinieneś dostać pismo, że z powodu kryzysu Vodafonu nie stać i od tego miesiąca zamiast 80GB możesz tylko 40GB ściągać. No dobra... ale mówisz pani, że ty nie zrozumiałeś i czy nie może już tego neta odblokować do końca miesiąca? Że się ustnie zobowiązujesz, że już nic ściągać nie będziesz, tylko strony otwierał do pierwszego. I pani ulega. I net jest. I trzeba było zadzwonić 2 dni wcześniej:)
Za 6000ISK (dziś to około 178zł) można mieć w telefonie stacjonarnym darmowe rozmowy do 30 krajów Europejskich za darmo nielimitowane. Na stacjonarne i GSM! I Polska jest jednym z tych krajów. Więc po co mi tlenofon?? Poza tym tu jest normą, że w stacjonarnym telefonie rozmowy wewnatrz Islandii są za darmo. 300000 ludzi, 3 operatorów- Ile operatorów potrzeba by w Polsce żeby tak było?
Za 6000ISK (dziś to około 178zł) można mieć w telefonie stacjonarnym darmowe rozmowy do 30 krajów Europejskich za darmo nielimitowane. Na stacjonarne i GSM! I Polska jest jednym z tych krajów. Więc po co mi tlenofon?? Poza tym tu jest normą, że w stacjonarnym telefonie rozmowy wewnatrz Islandii są za darmo. 300000 ludzi, 3 operatorów- Ile operatorów potrzeba by w Polsce żeby tak było?
Poszukiwanie mieszkanie... No więc niby kryzys, ktoś mi wmówił, że ceny poszły w doł i że można łatwo coś fajnego znaleźć... Prawda, prawda, ale... jak ktoś szuka mieszkania trzy- lub czteropokojwego! Ceny w porównaniu z tymi z przed roku o niebo lepsze. Żeby takie ceny były jak tu przyjechaliśmy. Na takie mieszkania właśnie chętnych nie ma. A można nowe wynająć, wprost od producenta. Jeszcze nie używane. Zresztą na takich najłatwiej zarobić i można dużo pomanipulować przy cenie żeby wynająć z zyskiem. Co innego małe mieszkania. Bo o ileż można spuścić cenę, żeby coś jeszcze z czego mieć. I sytuacje kurioalne się robią bo za 60000ISK można wynając 20 metrowe studio (czasami nawet bez... prysznica) a już w granicach 90000- 100000ISK 100 metrowe mieszkanie, czasami nawet z całkowitym wyposażeniem (za odpowiednią kaucją). Ale na takie mnie samemu nie stać, a do studia ja bym się szybko na pewno przestawił, ale teraz sama taka myśl przyprawia mnie o klaustrofobie, bo się człowiek szybko do dobrego przyzwyczaja, do tych 110 metrów i ogródka. Sami wynajmujący sparawiają, że nic tylko znienawidzić tą wyspę. Ja rozumiem, że liczą się tylko pieniądze, ja głupi nie jestem. I już nie wiem czy tylko Islandczycy tak się o każdy grosz sepią czy po prostu tak sobie wkręciłem że nie dobrzy są i może u w Polsce jest to samo. Ogladam mieszkanie, na ogłoszeniu super, 500 metrów od pracy, jeszcze sobie wkręciłem, że właściciela dziecko uczyłem, więc będzie łatwiej wynająć i wogóle, tym bardziej, że na zdjęciu super. Domek jednorodzinny, niższe piętro, osobne wejście, internet included. Aż się podekscytowałem, że to ja muszę wynająć to mieszkanie, że ono musi być moje. W pracy się pożaliłem że musi, moja znajoma z pracy aż zadzowniła nawet nie wiedziałem kiedy, pnachwalała mnie co nie miara. Akurat tą cechę Islandczyków uwielbiam- potrafią być mili aż za bardzo:) No i idę oglądać to mieszkanie jak jakiś upośledzony, bo ktoś za mnie zadzwonił, no i wchodzę i już na wstępie widzę, że szyba w drzwiach wejściowych wybita i wsadzona dykta. Poprzedni ludzie jak się wyprowadzali wybili. No i co z tego? Co ja mam Ci tą szybę wprawić?! I może by to wszystko miało ręce i nogi, ale nie posprzątane wogóle, miejsca na futryny puste i wystają jakieś kikuty. Generalnie się na luksusy nie nastawiam, choć chciałbym, no ale bez przesady. Gościu chce wynająć mieszkanie i ani w nim nie posprzątał. Nawet światła nie miał. Mieszkanie numer 2. "W cenrtum, z ładnym widokiem". Boże, już patrzę na mapę i się nastawiam, że będzie tak chciałbym - widok na port Hafnarfjordur. Maila piszę po angielsku, pani odpisuje po Islandzku. Jarzę wszystko! Dzwonie. I nie wiem jak to się stało, ale całą rozmowę poprowadziłem po islandzku , nawet się nie zająknąłem, na wizytę umówiłem. Po rozłączenie zdałem sobie sprawę z mojego małego sukcesu, idę i się chwalę. Wszyscy dookoła mnie przekonują, że przecież ja mówię po Islandzku, musze tylko przestać używać angielskiego. Przez chwilę nawet w to wierzę co mówią. Za to też ich lubię. Pozytywne nastawienie do wszystkiego. No ale zachodzę pod ten domek, jakaś klitka może 30 metrowa ( w ogłoszneiu 50 ). Mieszkanie nawet fajne, właścicielka mnie dołuje bo więcej niż 20 lat nie ma. Nie wiem, czepiam się, ale zawsze mnie Ci młodzi gówniarze tu denerwują i dołują z tymi swoimi domami i samochodami. Ona by mi nawet wszystko zostawiła bo jej to nie potrzebne, jedzie do chłopaka na wschód bo tam dobrze zarabia. A ja tylko patrzę i rozglądam się za tym wspaniałym widokiem. Bo nic nie widzę. Mieszkanie na parterze i widok na ulicę, sam sobie niczego, ale mimo wszystko spodziewałem się czegoś innego. No tak. Bo okna wysokie i jest dużo światła. Nie za drogo. To co teraz wynająlem jest wieksze i za połowę tej ceny! Ja się wogóle targować nie umiem. Wiem, że ceny są takie, że po to żeby coś spuścić, ale ja po prostu nie umiem. Czemu nie dadzą ceny normalnej i nie do negocjacji? W mieszkaniu numer 3 się zakochałem. Koło mojego bloku przerabiają biura na mieszkania. Bo kryzys i nikt ich nie chce. Poza tym trzeba być z Islandii, żeby budować biurowce na końcu świata, na lawie, z dala od wszystkiego. No po prostu... Islandia jednym słowem. Mieszkanie piękne- duże, mnóstwo okien plus dwie przepiękne rzeczy: w salonie w suficie okno a w łazience, która była chyba większa od mojego pokoju teraz, który do małych nie należy, jacuzzi. Ok, trochę za drogie to było (ale tylko odrobinkę). Bo jednego mnie Islandia nauczyła. Nic nie dokładać na później, że będzie czas, że się dorobię. Wcale nie prawda. To była moja jedyna szansa na posiadanie jacuzzi kiedykolwiek prawdopodobnie i na okno w dachu. Ogromniaste okno w dachu, takie jakie zawsze chciałem. Dobrze, że Anka ze mną była bo dla mnie się już nic nie liczyło po tym oknie w dachu. Już tam mieszkałem po prostu, już nawet ludzi na Jacuzzi Party pozapraszałem, to miała być najlepsza impreza z pracy ever. No ale po czasie wyszło, że nie mogę mieć tam adresu zameldowania. Bo to biurowiec przerobiony i nie ma jeszcze pozwolenia, wszystko jest dopiero w toku. Już pominę to, że bez adresu zameldowania nie mam nic- ubezpieczenia i tym podobne. Nic mi się nie należy, bo nie jestem w rejestrze. Poza tym jak się już napaliłem że tam zamieszkam i gościu już to widział to mi nagle żaluje w oknach sam sobie kazał w Ikei kupić. Nie, to nie. I tym sposobem 2 tygodnie do przeprowadzki a ja jestem bezdomny. Mam już wizję, że sobie moją lodówkę i pralkę do sali gimnastycznej wstawię i będe mieszkał. Maja mnie w garażu przenocuje, Weronice dzieckiem będe się zajmował za kąt pod dachem. I na kłopoty oczywiście Maja Paja:) Ujmując to zwięźle każe przestać mi pierdolić, że jestem za bogaty chyba i że ona się tym zajmie. Dzień nie minął, dzwonie do mnie, bo ma wolne i każe po pracy do siebie przyjść. W gazecie lokalnej Hafnarfjordur mi ogłoszenie wyszukała. Jedno bez prysznica. Mówi, że mogę chodzić na basen. Myślę, że żartuje. Ona nie. Tylko 30000ISK (ale na zadupiu totalnym notabene). Mówię, niech spada. Ja znam tu takich Islandczyków, osobiście i nie, co nie mają łazienki i na basen chodzą, ale ja jestem z Polski i sobie tego nie wyobrażam. Nie. No to następne. Mówi, że dzwoni. Mówię, że dobra, tylko, że cena podejrzanie mała i że niech się wpierw zapyta czy jest prysznic. No jest. Gatka szmatka, po 5 minutach postanowione, oglądać idziemy. Nawet się nie zorientowałem kiedy wnuczkę swoją ubrała i już w jej samochodzie jesteśmy. Jeszce tylko parę uwag technicznych, ja ich zna to znaczy że spox, jak nie to znaczy, że "kryminaliści" i spadamy. Zna! Wchodzę. Oglądamy. Reklama z mojej osoby Maji pełna. Ja miło zaskoczony. Trochę żal mi bo takie małe, ale może Maja Paja ma rację i za wysokie progi to wszystko było? Czuje się jak przy kupnie samochodu z Mają. Najpierw bierzemy, potem oglądamy. Ale na pierwszy rzut oka spox, więc podpisuje w końcu ten kontrakt i udaję szczęśliwego a w głębi duszy płaczę. I poraz kolejny Maja mi za mamę na Islandii robiła:) I tak już czekam teraz do tej przeprowadzki do końca nie wiedząc czego chcę. Chciałem to odmalować, ale zrobią to sami. Przynajmniej tyle.
piątek, 20 marca 2009
niedziela, 15 marca 2009
sobota, 14 marca 2009
piątek, 13 marca 2009
Jutro Są Moje Urodziny.
Ile lat skończysz jutro- zapytała sześcioletnia dziewczynka?
26- odpowiedział solenizant.
O, moja mama ma 28 lat- powiedziała sześcioletnia dziewczynka.
Ok.- powiedział solenizant.
A moja mama ma 27 lat- powiedziała druga sześcioletnia dziewczynka.
Ok...?- powiedział solenizant.
A moja mama ma 25 lat!- powiedziała trzecia sześcioletnia dziewczynka.
OK!...- powiedział solenizant.
Nawet nie mam czasu na depresje urodzinową, bo mam depresję na bezdomnego.
26- odpowiedział solenizant.
O, moja mama ma 28 lat- powiedziała sześcioletnia dziewczynka.
Ok.- powiedział solenizant.
A moja mama ma 27 lat- powiedziała druga sześcioletnia dziewczynka.
Ok...?- powiedział solenizant.
A moja mama ma 25 lat!- powiedziała trzecia sześcioletnia dziewczynka.
OK!...- powiedział solenizant.
Nawet nie mam czasu na depresje urodzinową, bo mam depresję na bezdomnego.
środa, 11 marca 2009
Poza tym boje się, bo do bloku obok wporwadzili się ludzie z Hell`s Angels. Policja ciągle tam przejeżdża. Większość nich deportowano na lotnisku i wysłano z powrotem do USA, ale trzem laksom się udało. I jak to mówi Maja Paja tak jak nie wszyscy Islandczycy są źli, tak nie wszyscy z gangu Hell Angels są źli:)
piątek, 6 marca 2009
Mamy teraz ten etap pogodowy, że gdy jest bezchmurna pogoda i wychodzi sie z pracy i wsiada do samochodu to nic nie widać przez Słońce. Bez okularów przeciwsłonecznych ani rusz. Może to dziwne, że na Islandii, no ale tak jest- oślepia niemiłosiernie.
Tymczasem w gospodarce nadal po staremu czyli dobrze- niedobrze. Dobrze, bo zasiłek minimalny jest taki sam jak pensja przy kasie w supermarkecie, źle, bo już ponad 16000 osób go pobiera i nie wiem na ile starczy im kasy. Państwo najchętniej by wszystkich bezrobotnych wysłało do Norwegii lub Kanady na przetrzymanie. Dobrze, bo w końcu przestaną się aż tak nam dziwić, źle, bo jednak troche mi ich szkoda mimo wszystko, poza tym wydaje mi się jakby ktoś już trzymał zapaloną zaplniczkę przy loncie z dynamitem i wybuchną jakieś akcje rasistowskie, że im obcokrajowcy pracę zabierają. Takie historie jak wszedzie indziej, czyli głupcy się zawsze znajdą jak jest nie wszystko cacy.
Tymczasem w gospodarce nadal po staremu czyli dobrze- niedobrze. Dobrze, bo zasiłek minimalny jest taki sam jak pensja przy kasie w supermarkecie, źle, bo już ponad 16000 osób go pobiera i nie wiem na ile starczy im kasy. Państwo najchętniej by wszystkich bezrobotnych wysłało do Norwegii lub Kanady na przetrzymanie. Dobrze, bo w końcu przestaną się aż tak nam dziwić, źle, bo jednak troche mi ich szkoda mimo wszystko, poza tym wydaje mi się jakby ktoś już trzymał zapaloną zaplniczkę przy loncie z dynamitem i wybuchną jakieś akcje rasistowskie, że im obcokrajowcy pracę zabierają. Takie historie jak wszedzie indziej, czyli głupcy się zawsze znajdą jak jest nie wszystko cacy.
niedziela, 1 marca 2009
Ja tu bzdrury wypisuje, nie potrafię zmusić się do czytania postów z przed roku albo jeszcze późniejszych. Po prostu nie mogę. Jakby to wogóle nie działo się w tym kraju, jakbym ja to nie był ja ten teraz. Jak ten blog w jakiś sposób nie zniknie to może kiedyś, za wiele lat się zmuszę i przeczytam. Oglądam na Face Book`u zdjęcia Helgiego z Australii i mu zazdroszczę- tego Słońca, tych kangurów i wogóle. Tam mnie wtedy bierze chęć zrobić to sobie jeszcze raz ;)- spakować plecak, wziąć trochę EURO, kupić bilet i gdzieś polecieć. Nie zrobie tego teraz, być może nigdy tego nie zrobię, ale naprawdę nie widzę większych trudności żeby mi coś odjebało. Chciałbym się z nim spotkać jak już wróci. On nigdy nie był normlanym Islandczykiem, a teraz już na pewno jest innym człowiekiem. Podróże kształcą.
Wyszedłem wczoraj z supermarketu, wsiadam do samochodu, przejżdżam koło piekarni i widzę jakiegoś 3 letniego brzdąca majstrujacego coś przy drzwiach. Chciał on zablokować drzwi od piekarni pudełkiem tekturowym i męczył się i kombinował przy tym przeokropnie. Oczywiście trzeba być Hilmirem Gauti, żeby się takim czymś frasować. No i patrzę się tak na niego co kombinuję, aż w końcu mu trąpie i macham. Trochę go to chyba zaskoczyło i na poczatku był zdezorientowany, ale tylko po przez chwilę, bo zaraz wszystko zatrybił i uśmiecha się i biegnie w moją stronę. Ja oczywiście najpierw robię, a potem myślę, w 80% przypadkach, więc z przerażeniem w oczach pokazuje mu "stop, bo przecież zaraz wejdzie mi na drogę, nie daj Boże coś go przejedzie, załamie się i w dodatku z tego pewnie nie wytłumaczę. No ale zatrzymał się, uśmiechnął tak jak może usmiechnąć się tylko 3- letnie dziecko, powiedział "haj", ja odpowiedziałem, no i ruszam. A on za mną na tym chodniku podąża. W międzyczasie zrobił się już mały sznurek samochodów za mną, ale syndrom małej wsi działa nadal- nikt nie zatrąbi, pogadać można, a zwłaszcza, że to dziecko jeszcze. Wieć mówię mu, żeby już poszedł do mamy, on pokazuje, że "tam", w piekarni, ja mówię, że "w rzeczy samej", no i w podskokach leci w pokazane wcześniej miejsce, co spowodowało, że mogłem rozładować powstały z mojej winy korek. I tak sobie o tym piszę, bo to po prostu było przezabawne, smieszne i miłe i poprawiło mi humor na cały dzień. Taki moment, iskierka i wierzysz, że w sumie to możesz tu zostać na całe życie i nic wielkiego się nie stanie. Poza tym Hilmir jest wyjatkowym dzieckiem. Ma 3 lata, ale ja zawsze o tym zapominam i myślę, że ma 4 lata. W przedszkolu posądzają go o ADHD i robią mu różne testy, ale ja wiem, że to nie prawda i wiem jaki bedzie wynik tych testów. Hilmir jest po prostu za inteligentny i się nudzi w tym przedszkolu i swojej grupie.
W piatek byłem też z 5 letnimi dziewczynkami w bibliotece oddać stare i wypożyczyć nowe książki. Spotkaliśmy po drodze jakiś panów z Polski, no i tam jedna z nich do niego, że "palenie zabronione oj oj oj' i grozi palcem. Znowu wyszło jakie te islandzkie bachory są rozproszone i nie rozumiem dlaczego tak sobie pomyślał, bo się tak miło uśmiechnęła jak to mówiła, powiedziała mu prawdę, no i on wogóle nie zrozumiał co ona powiedziała, więc...
W sobotę wwieczorem grałem w "Tabu". Polecam wszystkim spróbować. Mama Ani wysłała z Polski. Razem z kiełbasą "krakowską" i domowej roboty dżemem. Ubawu co nie miara przy tym. Ja niestety potrzebował snu już koło północy. Poprzednia noc dała o sobie znać, tymbardziej, że w sb rano muszę wcześnie wstawać. To bedzie ciężki miesiąc.
W piatek byłem też z 5 letnimi dziewczynkami w bibliotece oddać stare i wypożyczyć nowe książki. Spotkaliśmy po drodze jakiś panów z Polski, no i tam jedna z nich do niego, że "palenie zabronione oj oj oj' i grozi palcem. Znowu wyszło jakie te islandzkie bachory są rozproszone i nie rozumiem dlaczego tak sobie pomyślał, bo się tak miło uśmiechnęła jak to mówiła, powiedziała mu prawdę, no i on wogóle nie zrozumiał co ona powiedziała, więc...
W sobotę wwieczorem grałem w "Tabu". Polecam wszystkim spróbować. Mama Ani wysłała z Polski. Razem z kiełbasą "krakowską" i domowej roboty dżemem. Ubawu co nie miara przy tym. Ja niestety potrzebował snu już koło północy. Poprzednia noc dała o sobie znać, tymbardziej, że w sb rano muszę wcześnie wstawać. To bedzie ciężki miesiąc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)