wtorek, 17 listopada 2015
piątek, 31 lipca 2015
KONIEC
Drodzy Państwo,
to jest już koniec. Ja już nie mogę dużej występować.
Kiedyś może odważę się sam to wszystko przeczytać.
to jest już koniec. Ja już nie mogę dużej występować.
Kiedyś może odważę się sam to wszystko przeczytać.
poniedziałek, 16 lutego 2015
Zamieć
blizzard 
NAFNORÐ
hríð kv.; bylur k.; hríðarbylur k.; snjóbylur k.
Ostatnio poszedłem przed pracą rano na basen. Była zamieć. W sumie moja ulubiona pogoda na Islandii to ta najbardziej chujowa, ale nigdy się do tego publicznie nie przyznam w cztery oczy. I tak sobie leżę w tym na 30 centrum głębokim hotpocie, całe moje ciało jest pod wodą, z wyjątkiem oczy i nosa. I patrzę co się wyprawia przed moimi oczami. Śnieg wiucha we wszystkie strony, płatki śniegu odbijają się od latarni niczym iskry na ognisku. Widoczności żadnej. Tylko ciemność i ten śnieg i wiatr. Zupełnie jakby świat stanął w miejscu. Na Islandii wydaje się to takie prosto poczuć się blisko natury. Wczoraj w centrum miasta autobus stał przez dwie minuty czekając aż kaczki łaskawie w końcu zejdą mu z głównej drogi miasta.
Obliczyłem, że w takim tempie być może już 1 marca będę wychodził z domu do pracy i na dworze będą pierwsze oznaki dnia. Robi się zdecydowanie jaśniej. I kiedy robi się cały czas jasno to mi trochę szkoda tych ciemności w których można się ukryć, ale jak jest ciemno przez większość część dnia to nie wiem co mam zrobić bez tego słońca i aż trudno jest uwierzyć że za pół roku nie będzie zachodzić w ogóle. Polakowi nie dogodzisz.
W tym roku tylko dwa razy widziałem zorzę. Za mało. Zdecydowanie.
środa, 24 grudnia 2014
muscle boy
Íslensk-ensk
jólasveinn
NAFNORÐ (KARLKYN)
Santa Claus; Father Christmas; Christmas Lad; Yule Lad
jólasveinn
NAFNORÐ (KARLKYN)
Santa Claus; Father Christmas; Christmas Lad; Yule Lad
Tak się nawet zastanawiałem przez chwilę czy warto. Ale warto wszystko co zburzy wasze stereotypowe postrzeganie Islandii ;-) To się nawet szerokim echem rozniosło po świecie.
JÓL
Íslensk-ensk
jól
NAFNORÐ (HVORUGKYN)
Christmas; Xmas; yule; Noel;
Orðasambönd:
annar í jólum: Second Christmas Day, (UK) Boxing Day
jól
NAFNORÐ (HVORUGKYN)
Christmas; Xmas; yule; Noel;
Orðasambönd:
annar í jólum: Second Christmas Day, (UK) Boxing Day
Rozumieć islandzki to dar i przekleństwo. Przekleństwo, bo w końcu media stają dla Ciebie wielkim otworem. Już nie możesz żyć spokojnie, musisz słuchać, czytać, oglądać i się wkurwiać.
Islandia Anno Domino 2014 to
kraj podzielony praktycznie po połowie. Wydawać by się
mogło, że takie sztuczki potrafi tylko pan Kaczyński, ale widać prawica na
całym świecie rządzi się podobnymi prawami. Długo by opowiadać, więc w wielkim
skrócie, nasz rząd (notabene ten sam do doprowadził nas do kryzysu w 2008
roku…) obiecał wyborcom, że pomoże im w spłacie kredytów mieszkaniowych, które
wzięte zostały przed kryzysem. Wiadomo, korona upadał, a kredyt jest warty
niejednokrotnie więcej niż wartość mieszkania. Różne populistyczne zakusy były
robione, wraz z tym, żeby sobie można wypłacić pieniądze z trzeciego filara i
spłacić trochę rat. Czyli wybrać: być biednym teraz, czy na starość. Stało się
jeszcze gorzej. Rząd znalazł 80 miliardów koron, o które można było aplikować w
listopadzie. Każdy, bez wyjątku, kto wziął kredyt przed kryzysem. Teraz sobie
to wyobraźcie. Nie ważne czy ktoś ma problemy finansowe czy nie, może aplikować
po pieniądze. Więc niektórzy aplikowali, choć nie potrzebowali, bo kasa by
przepadła, a więcej pieniędzy dostali by inni. Nijak ma się to do innych, co
też może mają problemy ze spłatą kredytów, ale wzięli w nieodpowiednim czasie
lub do wynajmujących mieszkania, którzy tak naprawdę najbardziej cierpią po
kryzysie. Śmieszne to i straszne, gdyż nikt, kompletnie nikt, nie jest
zadowolony z całej tej sytuacji. Kto ile dostanie, nie wiem jak było liczone,
ale oczywiście najwięcej dostali najbogatsi.
W tym samym czasie nie ma pieniędzy na
podwyżki dla lekarzy. Strajk trwa już parę miesięcy. Po nowym roku się
zaostrzy. Wkrótce nie będzie miał nas kto leczyć, gdyż lekarze nie chcą wracać
z zagranicy po skończonych studiach ze względu na pensję. Średnia wieku
islandzkich lekarzy to 60 lat, w tym wielu specjalistów, których nie ma kto
żywcem zastąpić. Plotki głoszą, a w
każdej jest zawsze ziarnko prawdy, że rząd celowo usiłuje doprowadzić do
bankructwa służby zdrowia, żeby na tych gruzach zbudować system podobny do tego
w Ameryce. Czaicie to? Skandynawski kraj z płatną służbą zdrowia. Dla mnie
zawsze Islandia, zwłaszcza gospodarczo, przypominała bardziej rozwiązania
amerykańskie niż skandynawskie, no ale to nawet mi się w głowie nie mieści.
Dlatego na szybki koniec strajku się nie zanosi.
Z powodu braku środków w szpitalu narodowym
pojawiły się mrówki, myszy i pleśń. Bardzo popularny jest w mediach obrazek
wiader porozstawianych w głównym holu, do których kapie woda z dachu… Nie
żartuję. Stan techniczny urządzeń w szpitalu to temat rzeka, większość sprzętu
pamieta lata 80 i 90.
Premier, który doprowadził nas do kryzysu, w
nagrodę od swoich koleżków został nominowany na ambasadora Islandii w USA…
Jesień upływała nam na poniedziałkowych
protestach koło parlamentu w celu obalenia tych idiotów. Nie wychodzi.
Policja przez przypadek wydała raport o
„Garkowej rewolucji 2008”, który zawiera bardzo wiele informacji o osobach,
które były najmocniej zaangażowane w protesty. Można tam miedzy innymi
przeczytać o ich chorobach psychicznych, sytuacji rodzinnej i wszystko co się
tyczy życia prywatnego. Policja zapomniała „zamazać” numery PESEL zanim raport
został wysłany… Przypadek? W tym samym czasie w czasie festiwalu Airwaves jeden
z artystów wyraził swoje niezadowolenie tyczące się partii Postępu, która jest
w koalicji rządzącej. Chwilę potem jeden z jej członków groził mu, ale
postępowcy nie widzą w tym nic niestosownego. Tak na marginesie, jestem święcie
przekonany, że ta partia w następnych wyborach będzie grała nuta
antyimigracyjną, bo im się to bardzo opłaca.
Nie ma na edukację, na służbę zdrowia, ale są
miliony koron na służbowe dżipy dla oficjeli rządowych.
Kurs islandzkiej korony jest zamrożony. I tak
od 6 lat nasza waluta jest nic nie warta.
Nasz premier, Sigmnumður Davíð Gunnlaugsson, to osobny temat rzeka. 2 tygodnie przed światami, kiedy debatowano nad najważniejszą ustawą w
każdym państwie- budżetem, nasz premier… pojechał sobie na wakacje. To byłoby
nawet jak na ten rząd jeszcze nic, ale pojechał on na te wakacje i nie
powiedział nikomu ani słowa… Naprawdę. Nie żartuję. Nikt w jego miejscu pracy
nie miał o tym zielonego pojęcia. W sumie nie było to jedyne jego wolne w
takich momentach. Rok temu w jakiejś kryzysowej sytuacji w październiku też
sobie wyjechał na 10-cio dniowe wakacje. A jak. W marcu poleciał do Kanady na
zaproszenie Icelandair, a później, w tym samym miesiącu, poleciał na wakacje
prywatne drugi raz. We wrześniu też była jakaś kryzysowa sytuacji i nasz
premier też był niedostępny. Wiecie, PREMIER kraju. NIEdostępny jak jest
najbardziej potrzebny. To się tu dzieje naprawdę. Oczywiście nasz kochany
premier odmówił odpowiedzi na pytania dziennikarzy dotyczące jego wolnego odkąd
objął urząd premiera. Ktoś jest zdziwiony? Na szczęście wyjaśniło się po części
po co mu 7 doradców. Premier państwa liczącego niespełna 320 000 mieszkańców ma
siedmiu doradców! SIEDMIU!
Budżet? Podwyżki podatków na jedzenie,
książki, muzykę. Za to taniej będzie można kupić płaskie telewizory i pralki-
to, co bogacze lubią najbardziej. A wiecie co w debacie parlamentarnej
powiedział jeden z członków partii Niepodległości Vilhjálmur Bjarnson? „Tak
naprawdę to dobrze, że podatki na te rzeczy zostaną obniżone, gdyż bogaci
ludzie kupią sobie nowy sprzęt i będzie więcej taniego sprzętu do kupienia z
drugiej ręki lub na pchlim targu”. Nie żartuję. On mi to powiedział, i mi
podobnym, prostu w twarz! Więc byliśmy wczoraj i przynosiliśmy pod parlament
używane rzeczy, co by sobie wzięli. Drożej też będzie mieć cukrzycę i chorować
na raka. Bo nie wiem czy macie tego świadomość, ale koszty leczenia na Islandii
już są bardzo wysokie.
Co chwilę mamy jakieś sztormy. I jest zimno. I
śnieg w grudniu w Reykjaviku po raz pierwszy odkąd jestem na Islandii.
A wracając do Icelandair, największa firma w
kraju, międzynarodowa korporacja, miała w swoich hotelach w ofercie drink o
nazwie… apartheid. No serio, na taką
gafę nie ma wytłumaczenia, a chyba jedynym rozsądnym jest to, że to
Islandczycy…
I nie wiem ile lat za te 80 miliardów można by
sprawić by nikt na Islandii nie był głodny. Od kryzysu, choć wcześniej też
pewnie zdarzały się takie przypadki, rośnie nam liczba ludzi biednych. I to tak
biednych, że nie mają co włożyć do garnka. W gazetach jest przed świętami pełno
szumu o tym ile to wszystkie organizacje rozdające żywność mają do roboty.
stało się to już tak nie śmieszne, że na fejsbuku powstała nawet specjalna
grupa, gdzie ludzi po prostu pod nazwiskiem własnym piszą co im jest potrzebne.
O przyjęcie do grupy nie jest ciężko. Musicie sobie zdać sprawę jakie mamy
czas. Dawniej o kwestiach głodu się tu po prostu nie rozmawiało, to był temat
ukryty, nawet jeśli istniał taki problem. Jaka musi być desperacja ludzi skoro
już nie jest. Jedna z kobiet napisała, że nie ma za co ugotować świątecznego
obiadu, bo to 90000 koron, które otrzymała starczyło jej tylko na zrobienie
opłat, a i tak brakło. Pod komentarzami ludzie zaoferowali kupony świąteczne do
supermarketu na jedzenie lub po prostu zrobienie zakupów potrzebnych do
kolacji. Ja zaoferowałem mrożoną indycza pierś. W ciągu minuty dostałem
wiadomość na priv i uzgodniliśmy, że kobieta przyjedzie po to o 16. Kilka minut
po 16 przyjechała ze swoją 10-letnią córką. Pierś miałem już w reklamówce.
Kiedy podawałem jej tą reklamówkę zobaczyłem na jej ustach dziwny grymas
uśmiechu. A kiedy przytuliła mnie w podzięce zrozumiałem, że to nie był śmiech,
tylko usilnie skrywany płacz. Są ludzie w tym kraju, którzy nie mają co jeść, tym
bardziej powinniśmy być wdzięczni, że nie mamy takich problemów.
Słowo „jól” oznacza święta i jest używane w
językach skandynawskich od około 1000 roku, kiedy to Islandia przyjęła
chrześcijaństwo. Co ciekawe nikt nie potrafi wyjaśnić etymologicznie skąd się
to słowo wzięło.
piątek, 19 grudnia 2014
niedziela, 14 września 2014
Nie.
Íslensk-ensk
nei
UPPHRÓPUN
no; nope; nix; nah
ATVIKSORÐ
no
NAFNORÐ (HVORUGKYN)
no; nay
nei
UPPHRÓPUN
no; nope; nix; nah
ATVIKSORÐ
no
NAFNORÐ (HVORUGKYN)
no; nay
Nie, nie prawda. Nie było tu zimniej 1000 lat temu niż teraz, wręcz przeciwnie. Po prostu pierwsi osadnicy przyjechali w zimie i myśleli, że tu zawsze tyle śniegu.
Nie, nie zarabia się na Islandii dużo, porównując zwłaszcza do innych krajów skandynawskich. Wtedy ta na prawdę robimy za, za przeproszeniem, za skandynawską Rumunię (ja nic do Rumunii nie mam). A Polacy pracują w soboty i niedziele jak praca tego od nich wymaga. Ale tak samo robią Islandczycy, więc bez przesady. I nie ma w tej chwili dużo pracy na Islandii, jakby ktoś to obejrzał i zajarał na te TVN-owskie 50000zł przed siedmiu lat.
Reszta prawie w miarę poprawnie. Obejrzeć można.
piątek, 4 lipca 2014
Chce mi się
Podobno tylko trochę mniej niż 20% obcokrajowców miało szczęście i nie spotkało się z żadnymi uprzedzeniami ze strony Islandczyków. Tymczasem wchodzę dziś do supermarketu, staję przy kasie, pan mówi dzień dobry, ja mówię dzień dobry i nagle z całą resztą przechodzi już na angielski. Gdy pyta się czy chcę rachunek odpowiadam już tylko wyraźnie i głośno nie dziękuję po islandzku. Trochę go to peszy bo robię wtedy ten mój wzrok, że go mało co nie zabiję. Dziś wyjątkowo miał szczęście bo normalnie to taką sprawę skończyłbym małą aferą u kierownika i uruchomiłbym maszynkę zwaną o jaki my to jesteśmy tolerancyjni, oj żebyśmy się zaraz nie zesrali. Mam inne problemy, żeby brać to do siebie. To tylko przykład na to, że byleby tylko akcent nie taki jak trzeba i natychmiast włącza im się światełko z tym panem po islandzku lepiej nie. Nie wiem tylko skąd u niego to przeświadczenie, że ja mówię po angielsku.
Poprzednio przy takiej sytuacji udało mi się zrobić małą aferę. Ja do niego czy ja tu podszedłem i powiedziałem good morning czy dzień dobry po islandzku. Skąd to założenie że w ogóle mówię po angielsku i że jak chce to możemy pogadać po polsku albo po szwedzku (po tym szwedzku nie mówię i tylko się modliłem żeby on też nie ;-) ). Tak go to wszystko pogasiło, a mnie już tak podkurwiło, że już nie wiedział co ma powiedzieć. W międzyczasie pan za mną zaczął wręcz bić brawo, a ja już chciałem stamtąd jak najprędzej spadać.
Piszę skargi na wszystko. Że autobus nie jeździ o tej co powinien (kierowca dostał zjebkę, ja bilet do kina), że pani nie chce ze mną mówić po angielsku (drugi raz się dwa razy zastanowi). Generalnie zazwyczaj mówię że po angielsku nie mówię i męcz się panie trudno i darmo. Może mam za wysokie ego, ale łudzę się, że przecieram ślady dla następnych. A przede wszystkim chce mi się.
Poprzednio przy takiej sytuacji udało mi się zrobić małą aferę. Ja do niego czy ja tu podszedłem i powiedziałem good morning czy dzień dobry po islandzku. Skąd to założenie że w ogóle mówię po angielsku i że jak chce to możemy pogadać po polsku albo po szwedzku (po tym szwedzku nie mówię i tylko się modliłem żeby on też nie ;-) ). Tak go to wszystko pogasiło, a mnie już tak podkurwiło, że już nie wiedział co ma powiedzieć. W międzyczasie pan za mną zaczął wręcz bić brawo, a ja już chciałem stamtąd jak najprędzej spadać.
Piszę skargi na wszystko. Że autobus nie jeździ o tej co powinien (kierowca dostał zjebkę, ja bilet do kina), że pani nie chce ze mną mówić po angielsku (drugi raz się dwa razy zastanowi). Generalnie zazwyczaj mówię że po angielsku nie mówię i męcz się panie trudno i darmo. Może mam za wysokie ego, ale łudzę się, że przecieram ślady dla następnych. A przede wszystkim chce mi się.
czwartek, 3 lipca 2014
MEGRUN
Íslensk-ensk
megrun
NAFNORÐ (KVENKYN)
weight loss; diet (ég er í megrun: I'm on a diet); maceration; dieting;
Orðasambönd:
fara í megrun: lose some weight, go on a diet
Brytyjski Channel 4 wymyślił, że islandzka dieta jest jedną z najlepszych na świecie. No i się zaczęło. Najgrubszy naród świata jednym z najlepiej odżywiających się na świecie. Pusty śmiech.
Przeciętna islandzka dieta to fast food, słodkie napoje gazowane i mnóstwo ciastek i słodyczy. W niedziele obiad w Ikei- najpopularniejszej restauracji na Islandii. W ogóle generalnie jedzenie w Islandii to nie problem. Tu nadal jak w komunie i większości zakładów pracy są jakieś stołówki czy coś w podobie. Więc o zbędne kalorie nie trudno. I to jest to w czym Islandczycy bardzo przypominają Amerykanów. Ten podział społeczeństwa na grube foki i wysportowane resztę ze zgrabnym ciałem. Tam zazwyczaj wynika to z biedy ludzi, ale tu to mi się nie wydaje. Co jak co, to pod tym względem tu Europa i jeszcze zdrowe jedzenie nie jest luksusem na który nie wielu stać.
I tu dochodzimy chyba do sedna sprawy. Co prawda jest tego filmu dokumentalnego nie oglądałem, ale oni na pewno musieli mówić o tej drugiej połowie ludzi i o oryginalnej diecie islandzkiej, która jest mega zdrowa. Oczywiście ludziom zawsze trawa wydaje się zieleńsza gdzieś indziej i najbardziej tęskni im się i wybierają to, co jest jak najdalej. Może dlatego tak wielu Islandczyków odwraca się od "retro" jedzenia. Ale przeanalizujmy to pokrótce:
- woda: Najczystsza na świecie. W 2007 roku naukowcy z USA pobrali próbkę wody do zbadania z jakiegoś mieszkania w centrum Reykjaviku i nie znaleźli w niej nic. Myśleli, że im się maszyny popsuły i dlatego wzięli tą wodę ze sobą do kraju i tam znowu nic!
- mięso: Naukowcy z Danii ostatnio badali islandzką wieprzowinę i stwierdzili, że jest ona tak dobrej jakości jakby to było mięso krowie. Dlatego jak będziecie na Islandii jedzcie świnie :-) To samo tyczy się owiec. One cały rok ekologicznie sobie hasają po islandzkich wzgórzach, więc jak to mięso nie ma być ekologiczne. Jagnięcina islandzka jest chuda i pyszna, więc jeśli trafi wam się tłusta i nie pyszna to natychmiast w restauracji reklamować bo to nie islandzka. Generalnie każde mięso, które jest w 100% mięsem (ale to zawsze jest napisane na opakowaniu) jest wyśmienitej jakości tu. Podobno tylko kury mają ciężki żywot na Islandii i są bardzo niehumanitarnie traktowane, a ostatnio była też gdzieś afera ze świniami zabijanymi nie tak jak potrzeba i już nawet był pomysł, żeby tego mięsa nie jest. Ale nadal chcę wierzyć, że to jednak wyjątki od reguły.
- nabiał: NAJLEPSZY na świecie. To jest generalnie raj dla kulturystów. Ten islandzki nabiał wręcz ocieka białkiem, a nie jak te polskie produkty ulepszane każdym możliwym gównem. Tu nadal w sklepie można kupić masło, w którego składzie jest tylko śmietana (sama!) i nic więcej. I nie jest to masło z ekologicznego sklepu.
- suszone ryby: 81% białka. W innych krajach drogi rarytas, tu nadal tanio.
- ryby: Oczywiście coś co było kiedyś podstawą diety razem z baraniną traci swoje wpływy na rzecz innych mięs. Sveitó chce być światowe, rozumiecie? O właściwościach zdrowotnych ryb nie muszę chyba mówić.
Generalnie ta islandzka dieta to taka wysoko białkowa, sporo tłuszczu (który okazało się, że pomaga schudnąć i cały pomysł "light" to głupi wymysł lat 90-tych), a z warzyw to powinny być głównie kapusty różnego rodzaju (antyrakowe) i inne bulwy, których w Polsce się już nie je, albo nigdy nie jadło, a są multiwitaminami.
I tak oto islandzka dieta stałą się najnowszym światowym trendem Nota bene na Islandii panuje szał na dietę niskowęglowodanową. Wszędzie książki o tym, chleby wysokobiałkowe, różnego rodzaju jogurty proteinowe (26gr białka w 250ml. opakowaniu!). Gazetki z supermarketów całe o tym.
Nas tu większość generalnie śmieszą znajomi z Norwegii i Irlandii jeżdżący do Polski po żarcie. Przecież jedzenie w Polsce to tylko cukier, sok glukozowo- fruktozowy i mnóstwo E. Całą tablica Mendelejewa w jednym keczupie lub szynce. M a s a k r a. Oczywiście tu też można kupić takie żarcie, ale mimo wszystko generalnie polskie jedzenie pobić trudno. Wiem co mówię, bo to widać jak się jedzie do polskiego sklepu tutaj. Patrze na te wszystkie soki, pasztety, mięso i całą resztę i nie dowierzam. A jeszcze bardziej nie dowierzam, że ludzie to kupują. Zaraz jadę do Polski i już myślę co ja tam będę jadł. A zawsze tak się wszyscy zastanawiają jak ja tam muszę głodować na tej Islandii, no bo polskie jedzenie przecież najlepsze na świecie :-)
środa, 2 lipca 2014
BANDARÍKI
Íslensk-ensk
Bandaríki
NAFNORÐ (HVORUGKYN FLEIRTALA)
United States of America; USA; United States; US; America; (óformlegt) States
Wszyscy jesteśmy zelektryzowani od wczoraj. Potężny sklep amerykański chce otworzyć w Islandii sklep a największa rewolucja miałaby polegać na tym, że byłoby w nim sprzedawane świeże mięso sprowadzane z Ameryki, leki, a także... alkohol. Tak, alkohol. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że minister przemysłu i innowacji Ragnheiður Elín Árnardóttir nie jest wcale na nie i niczego nie wyklucza! Muszę powiedzieć, że to byłaby mała rewolucja w handlu na Islandii i stałoby się to, czego tak na prawdę boją się miejscowi wielkie szychy strasząc społeczeństwo przed Unią Europejską- w końcu musieliby ruszyć tyłki w troki bo zaczęłaby się konkurencja.
Poza tym na nowo rozgorzał sztuczny temat u obcokrajowców na ile ta Islandia jest Amerykańska. No może trochę jest, tyle lat z bazą amerykańską w pobliżu robi swoje. Poza tym do Ameryki stąd tak blisko. Dżipy są powszechne, ale większość zakupiona jeszcze przed kryzysem, więc już musi być. Poza tym tu naprawdę są warunki do używania takich samochodów. Fast foody są powszechne (najgrubszy naród świata) i Coca-cola też (największe spożycie na głowę), ale czy w innych krajach jest aż tak inaczej. W telewizji sama Ameryka- zarówno programy, seriale i reality show. Ale z drugiej strony tylko w tej komercyjnej. Państwowy nadawca nadaje europejskie seriale i filmy, wcale nie panuje tam kult Ameryki, tak samo państwowe radio. Islandia kulturalnie jest związana z Europą i takie to trochę męczące i trącące niewiedzą te wszystkie sądy.
wtorek, 1 lipca 2014
Stormur
Íslensk-ensk
stormur
NAFNORÐ (KARLKYN)
1. veðurfr. storm; gale; tempest;
2. veðurfr., 9 vindstig samkvæmt Beaufort-vindstigakvarðanum strong gale
stormur
NAFNORÐ (KARLKYN)
1. veðurfr. storm; gale; tempest;
2. veðurfr., 9 vindstig samkvæmt Beaufort-vindstigakvarðanum strong gale
Z dużej chmury mały deszcz. Jak nas to dzisiaj miało zawiać że myślał by kto. Na szczęście powiało tylko trochę i zanosi się, że koniec. Nie wiem jak poza Reykjavikiem. Mimo wszystko nadal jest listopadowo, a w prognozie pogody nalegają jednak by powoli pożegnać się z myślą na udane lato. Będzie jak jest przez większą część lata. Wszyscy w pracy popadamy już w przygnębienie. Przydałby się tak tydzień wolnego. Normalnie nic się nie chce.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Meczet
Íslensk-ensk
moska
NAFNORÐ (KVENKYN)
mosque
Nie tylko w Polsce znajdzie się grupka idiotów i ciemniaków dewastujących meczety. U nas go nawet jeszcze nie zbudowano, a już się zaczęło. W wielkim skrócie wygląda to tak:
Na początku 2013 roku wydział środowiska i planowania w Reykjaviku wydał w końcu zgodę na budowę meczetu dla muzułmanów mieszkających na Islandii. Jeszcze się budowa nie zaczęła a na działce na której meczet miał się znaleźć znaleziono trzy głowy świni oraz inne części zwierząt i zakrwawione strony z Koranu. Temat starała się podchwycić kandydatka na burmistrza Reykjaviku w wyborach, które odbyły się nie dawno i powiedziała, że jak wygra to decyzję o budowie meczetu unieważni. Idiotka starała się pobawić w populistów europejskim dla paru głosów i skończyło się to tak, że w Reykjaviku nie zdobyli żadnego miejsca w radzie miasta. Co prawda zaraz po tej wypowiedzi chciała się z tego co powiedziała wycofywać, bo nie ma nic gorszego jak bycie na Islandii rasistą ujawnionym. Większość Islandczyków jest rasistami, ale mają oni o 50 lat więcej demokracji od nas i zarówno politycy jak i społeczeństwo już wie, że pewnych rzeczy, co ślina na języka przyniesie, po prostu mówić już nie wypada pod żadnym pozorem.
Na szczęście większość społeczeństwa, póki co, zachowała zdrowy rozsądek, pokazała głosami co sądzi o takim jątrzeniu w społeczeństwie, ale nie wydaje mi się, że ten temat jest już zakończony. Już dopiero co się zaczęli ludzie oswajać z obcokrajowcami, a tu znowu taki temat. Na przerwie na kawie dochodzi u mnie w pracy przez ten temat od czasu do czasu do niezłych spięć. No bo niby mamy wolność wyznania, no ale tak najchętniej niektórzy by muzułmanów z tej jurysdykcji wyciągnęli. Najbardziej kiedyś zacietrzewiła się Birna: "I co? I co? Może już wkrótce będziemy na Islandii mówić po muzułmańsku???". Wtedy robi te swoje wielkie, wydumane oczy i cała aż się podnosi. Bjarni, pół Islandczyk, pół Norweg: "A co Ty pieprzysz, nie ma nawet takiego języka" strofuje ją z czułością. "Nie ma, nie ma, jeszcze nie ma" i prawie to ręką o stół. Bo Birna to taka islandzka rasistka, tak by chciała wszystko jak za dawnych czasów i o nas tak sobie popsioczy do mnie na obcokrajowców czasami (nie przeszkadza jej, że sam jestem obcokrajowcem ("A bo Ty to co innego"- jednym słowem denerwują ją tylko obcokrajowcy, których nie zna. bo tych co już zna to mogą na Islandii być.), pozadawa parę sveitó- tendencyjnych (patrz post: sveitó) pytań na temat Polski ("Kiedyś pracowałam z niepełnosprawnym Pawłem co miał tu wypadek i jest na wózku. Zawsze mnie dziwi, że on nie chce wrócić do Polski, do rodziny, przecież by mógł te pieniądze NASZE stąd zabrać ze sobą i tam za nie żyć. Ale on mówi, że w Polsce to by wylądował na ulicy. Prawda to?"- nie wiem komu mam przypierdolić, jej czy temu Pawłowi jak go spotkam. "No ale on chyba to w sumie to chyba nie chce żeby rodzina i przyjaciele takim go widzieli i żeby mu musieli pomagać"- tu musiała mu pomagać Birna.) Ale w gruncie rzeczy jak przyjdzie co do czego to Ci wszyscy nie lubiani przez nią obcokrajowcy będą tak na prawdę liczyć tylko na jej pomoc w ostatecznym rozrachunku. Bo ona ma tęsknotę za tą starą Islandią, a w niej nikt nigdy nie był pozostawiany sam sobie. Do decydowało o przetrwaniu człowieka na tej zapomnianej przez Boga wyspie.
Jutro ma być sztorm. 32m/s wiatru. Pogoda jak w listopadzie. Na szczęście w tym roku jadę w tropiki poznać słońce tu mi nie dane. I niech się dzieje w międzyczasie tu co chce :-)
niedziela, 29 czerwca 2014
KJARNI
Íslensk-ensk
kjarni
NAFNORÐ (KARLKYN)
1. innsti hluti eða hjarta í einhverju core (kerfið er rotið inn að kjarna: the system is rotten to the core); substance; (US: center) centre;
2. það sem er uppistaðan í einhverju essence; pith; part and parcel; nitty-gritty; marrow; kernel;
3. miðhluti sem aðrir hlutar bætast svo í kringum nucleus (hinn upphaflegi kjarni borgarinnar: the original nucleus of the city);
4. meining subject matter; gist; theme; purport; point; nub; kernel;
5. undirstaða kerfis kernel;
6. skyldufög í skóla core; core curriculum; mandatory subjects;
7. innsti hluti jarðarinnar core;
8. miðhluti í hnetu eða fræi nucleus; kernel;
9. harður innri hluti, t.d. í ávexti core; pip; kernel;
10. þéttur miðhluti í stjörnuþoku nucleus;
Orðasambönd:
innri kjarni jarðarinnar: centrosphere;
tveggja kjarna: dual-core
"Teatr jest jak wirus- zmienia ludzi. W takim mieście jak Cicelly, gdzie wszyscy czują się niezależni, jest jeszcze gorszy, groźniejszy. Zazdrość, różnice zdań, drobne kłótnie. W końcu wybuchł pożar w stodole\ odtwórcy głównej roli.
Ludzie przyjeżdżają tutaj aby określić się na nowo, żeby zmienić swój życiorys. Nie łatwo poddają się reżyserom."
Morris z Przystanku Alaska
sobota, 28 czerwca 2014
Nie wiem
Popełniło mi się i zdarzyło słuchać w piątek ostatniej dziesiątki Listy Przebojów Trójki. To już nawet nie było olśnienie, teraz już wiem dlaczego żadnej światowego formatu gwiazdy polskiej nie będzie. Bo tam tylko POLSKI rock (nie mylić ze światowym), a w tekstach tylko krew i rdza. Łooo matko...
A na pierwszym miejscu Rojek:
A tam woli pierwszoplanowej... islandzki aktor! (sic!)
Ale poważnie ktoś kto ma jakieś pojęcie o Islandii nie oglądał jeszcze Nói Albinói?
Nie wiem czy nowa płyta Gus Gus mi się podoba. Bo one mi się zawsze po dwóch latach podobają:
Wiem za to, że przepadają za tym basenem w swoich teledyskach. To jest kryty basen w centrum Reykjaviku:
Wiem też, że pan Daniel na Secret Solstice bawił się przednio a Dj-e to mu nawet jego piosenki zremiksowane nadawali. I wiem też, że zmądrzeli i w końcu zaraz po premierze ich nowa płyta jest już na Soutifaj dostępna. No poważnie, załóżmy, że nawet mają tylko dolara za jej odtworzenie, to chyba i tak lepiej niż jakbym słuchał z jutuba albo, nie daj Boże, ściągnął z jakiejś pirackiej strony. Przecież ja nawet pozbawiony jestem w tej chwili odtwarzacza CD, a nie używanie rzeczy Apla traktuję bardzo serio.
Kto jest szczęściarzem z Polski, to może Gus Gus sobie we wrześniu zobaczyć na ich mini trasie po naszym pięknym kraju. Naprawdę warto. Mi też będzie dane. Gus Gus będą suportem przed koncertem Dżastina (starszego) tu, w naszym grajdołku, 24 sierpnia. Już teraz nie wiem co lepsze- Gus Gus czy Dżastin.
A na pierwszym miejscu Rojek:
A tam woli pierwszoplanowej... islandzki aktor! (sic!)
Ale poważnie ktoś kto ma jakieś pojęcie o Islandii nie oglądał jeszcze Nói Albinói?
Nie wiem czy nowa płyta Gus Gus mi się podoba. Bo one mi się zawsze po dwóch latach podobają:
Wiem za to, że przepadają za tym basenem w swoich teledyskach. To jest kryty basen w centrum Reykjaviku:
Wiem też, że pan Daniel na Secret Solstice bawił się przednio a Dj-e to mu nawet jego piosenki zremiksowane nadawali. I wiem też, że zmądrzeli i w końcu zaraz po premierze ich nowa płyta jest już na Soutifaj dostępna. No poważnie, załóżmy, że nawet mają tylko dolara za jej odtworzenie, to chyba i tak lepiej niż jakbym słuchał z jutuba albo, nie daj Boże, ściągnął z jakiejś pirackiej strony. Przecież ja nawet pozbawiony jestem w tej chwili odtwarzacza CD, a nie używanie rzeczy Apla traktuję bardzo serio.
Kto jest szczęściarzem z Polski, to może Gus Gus sobie we wrześniu zobaczyć na ich mini trasie po naszym pięknym kraju. Naprawdę warto. Mi też będzie dane. Gus Gus będą suportem przed koncertem Dżastina (starszego) tu, w naszym grajdołku, 24 sierpnia. Już teraz nie wiem co lepsze- Gus Gus czy Dżastin.
piątek, 27 czerwca 2014
Nasza była premier, ukochana Jóhanna.
Íslensk-ensk
hommi
NAFNORÐ (KARLKYN)
1. samkynhneigður maður homosexual; gay;
2. slangur, niðrandi um homma homo; faggot; fairy
czwartek, 26 czerwca 2014
FLIPP
Íslensk-ensk
flipp
NAFNORÐ (HVORUGKYN)
spree; binge
Jestem już przerażony moją integracją z islandzkim społeczeństwem. Z ostatniej islandzkiej imprezy, która jak zwykle rozkręciła się dopiero długo po północy, wracałem do domu z jakiś 1 km. trzy bite godziny. I nie chodzi o to, że byłem aż tak pijany. Co to, to nie. Po prostu co chwilę spotykałem innych też wracających z różnych, dziwnych miejsc imprezowym. No a wtedy po tych paru drinkach się przecież wszystkim Islandczykom włącza "friend button" i nagle każdy Cię ktoś zna, skądś kojarzy lub zna, a nawet jak nie to i to też nie przeszkadza. I tak czas mija pomiędzy jedną konwersacją a drugą, że nawet nie wiesz kiedy. Na dworze dzień obojętnie o której, więc nawet się nie orientujesz która to godzina i czy stoisz tu chwilę czy parę godzin. Zimno aż tak nie jest, brak wiatru Ci sprzyja.
NORTHERN EXPOSURE
I tak mi się to wszystko kojarzy z "Przystankiem Alaska". Ja tam odnajduję tą Islandię na każdym kroku. Żeby się móc bawić to trzeba sobie wszystko samemu zorganizować, życie od jasności do ciemności, wkoło natura, głębszy rodzaj relacji z powodu izolacji i najwyższe zagęszczenie frików na jednym metrze kwadratowym na świecie. Moja znajoma po wyjeździe do innego kraju z Islandii powiedziała, że Islandia jest nie do powtórzenia. Też jestem tego coraz bardziej świadomy i wiem co ma na myśli. Jakież z nas szczęściarze, że mogliśmy to przeżyć i powiedzieć na własnej skórze.
Wstyd się przyznawać, ale "Przystanek Alaska" skończyłem dopiero oglądać nie dawno pierwszy raz. Nie wiem jak to się stało. Teraz się już takich seriali nie kręci. Brak mi słów, żeby powiedzieć jaki ten serial jest wyjątkowy i nie do podrobienia. I jak mało stracił ze swej aktualności nawet po tylu latach po jego produkcji. Tam są prototypy wszystkich hipsterów na tej planecie. Jeśli ktoś lubi Islandię to musi koniecznie obejrzeć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)